Koronawirus zatacza coraz większe kręgi. O obecnej sytuacji z tym związanej, ale także o tym jaki kształt tabeli powinien obowiązywać na koniec sezonu porozmawialiśmy z naszym szkoleniowcem Jesusem Lopezem.

Aktualnym tematem numer jeden, co nie może dziwić jest epidemia koronawirusa. Jak zatem wygląda obecna sytuacja zdrowotna w zespole?

– Z zespołem aktualnie jest wszystko w porządku. Zawodnicy rozumieją obecną sytuację i żaden z nich, ani nikt z ich rodziny nie jest chory.

Uważa trener, że zawieszenie rozgrywek Futsal Ekstraklasy jest dobrym rozwiązaniem? Początkowo mecze miałyby być rozgrywane „jedynie” bez udziału publiczności.

– To, co dzieje się w ostatnich tygodniach, jest bardzo niebezpieczne. Sytuacja jest bardzo delikatna i każdy szczegół, aby zatrzymać tego wirusa będzie ważny. Każdy musi działać z pełną powagą i odpowiedzialnością. Wstrzymanie rozgrywek wydaje mi się najlepszą decyzją. Większość graczy w Futsal Ekstraklasie nie jest zawodowcami i klubom trudno byłoby kontrolować zdrowie swoich zawodników. Nikt też nie byłby w stanie zagwarantować, że spotkanie można rozegrać bez ryzyka zarażenia się. Nawet dla najbardziej profesjonalnych klubów, jak Juventus, czy Real Madryt jest to trudne.  

Jak wyglądać będą teraz treningi? Dla utrzymania rytmu meczowego będą przeprowadzane gry wewnętrzne, czy może zawodnicy dostaną po prostu więcej czasu wolnego?

– Nasz ostatni trening odbył się w czwartek, a obecnie wszyscy zawodnicy mają wolne do 22 marca włącznie. Jeśli sytuacja się poprawi, to wrócimy do treningów, ale teraz nie chcę w żaden sposób ryzykować czyjegoś zarażenia się.

Jak obecnie wygląda sytuacja w Hiszpanii, z której trener pochodzi? Tam także rozgrywki futsalowe zostały zawieszone?

W Hiszpanii sytuacja wygląda podobnie, jak w pozostałej części Europy. Koronawirus każdego dnia obejmuje coraz większą liczbę ludzi. Tamtejsza liga futsalu (LNFS) została zawieszona na dwa tygodnie, aby zobaczyć czy w dalszych dniach stan epidemii ulegnie zmniejszeniu się, czy też nie. Trudno w tym momencie cokolwiek przewidzieć. Czy liga mogłaby zostać zakończona? Nie wiem.

Co trener sądzi o pomyśle zakończenia bieżącego sezonu po ostatniej rozegranej kolejce? Czy przydzielenie aktualnych na tamten moment miejsc jest dobrym rozwiązaniem, czy też cały sezon powinno się anulować?

Mistrza Polski znamy już praktycznie od lutego, więc z tym nie ma problemu. Jeśli jednak chodzi o pozostałe medale i ewentualne spadki, to anulowałbym wszystko. Nie wydaje mi się sprawiedliwe, aby liga zakończyła się teraz i niektóre drużyny zdobyły medale lub spadły z ośmioma nierozegranymi spotkaniami. Znajdujemy się w szczególnie trudnej sytuacji i należy z tego względu podjąć także trudne decyzje. Może w przyszłym roku ekstraklasa z 16 drużynami?

Drodzy Kibice,

potwierdzamy informacje dot. zawieszenia rozgrywek Futsal Ekstraklasa do dnia 29 marca 2020 roku.

Szanujemy i zgadzamy się z decyzją Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Zdrowie i bezpieczeństwo są priorytetem na każdym etapie naszego życia. Tempo, w jakim rozpowszechnia się koronawirus w Europie i nie tylko, może przerażać. Musimy zachować rozsądek i racjonalne myślenie.

#SilniRazem

Drodzy Kibice,

w ostatnich dniach krąży wokół nas tylko jeden temat – oczywiście koronawirus. Tempo, w jakim rozpowszechnia się w Europie i nie tylko, może przerażać.

KS Acana Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice zawsze będzie wspierać akcje, które mają na celu edukowanie – a w szczególności w tym przypadku, gdy jest mowa o sytuacji, która do tej pory była raczej niespotykana w naszym regionie.

Ta informacja jest kierowany do osób, które nie są w grupie podwyższonego ryzyka. Prosimy Was o rozsądek i racjonalne myślenie. Zostańcie w domu, jeśli tylko macie taką możliwość. Musimy wspólnymi siłami postarać się ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Nie myślcie tylko o sobie, uszanujcie zdrowie innych, zadbajcie o słabszych i starszych, rodziców czy dziadków

#zostanwdomu #SilniRazem

W związku z rozwijającą się wciąż epidemią koronawirusa spotkanie 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między AZS-em UŚ Katowice i Acaną Orłem Jelcz-Laskowice zostanie rozegrane bez publiczności.

Przykro nam to pisać, ale bezpieczeństwo kibiców oraz zawodników jest najważniejsze.

W związku z decyzją premiera Mateusza Morawickiego o odwołaniu wszystkich imprez masowych na terenie kraju informujemy, że mecz 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między zespołami AZS-u UŚ Katowice a KS Acaną Orłem Futsal Jelcz-Laskowice odbędzie się bez udziału publiczności.

Liczymy na to, że decyzja ta zostanie w pełni zrozumiana przez naszych kibiców. Zawsze mogliśmy liczyć na wasz doping oraz wasze wsparcie. Teraz jednak chcielibyśmy Was prosić o pozostanie w domach i obejrzenie spotkania poprzez stronę internetową TVcom.pl. Zarówno wasze, jak i nasze zdrowie jest najważniejsze.

O kolejnych ewentualnych spotkaniach bez udziału publiczności będziemy informować na bieżąco.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice przegrał z Constractem Lubawa 2:3. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kacper Kędra. Dla gospodarzy była to pierwsza porażka u siebie od prawie pół roku.

Starcie czarnych koni, jak można było określić spotkanie Acany Orła z Constractem Lubawa zapowiadało się niezwykle interesująco. Na parkiecie w Jelczu-Laskowicach mieli bowiem zmierzyć się ze sobą dwaj pretendenci do medalu tegorocznych rozgrywek.

Poprzeczka jaką zawiesili jelczanie dla swoich rywali znajdowała się jednak wyjątkowo wysoko. Do tej pory jedynie Rekord Bielsko-Biała wyjechał z Dolnego Śląska z kompletem punktów, a i tak do końca musiał drżeć o wynik.

Początek meczu nie zwiastował, aby lubawianie mieli być kolejną, po Rekordzie drużyną, która do domu będzie mogła wrócić zwycięsko. Pierwszy groźny strzał oddali dopiero w 7. minucie, kiedy to bliski pokonania Macieja Foltyna był Pedrinho.

Kolejne próby okazały się już jednak skuteczne. W niecałą minutę defensywa Orła została dwukrotnie przechytrzona, a na listę strzelców wpisali się odpowiednio Paweł Kaniewski oraz Bartłomiej Piórkowski.

Reakcja Jesusa Lopeza była natychmiastowa. Hiszpan wziął czas, co było nie tylko potrzebnym, ale i dobrym posunięciem. Nie minęło bowiem wiele czasu, a po asyście Marcina Firańczyka piłkę do siatki rywala skierował Kacper Kędra.

Wyrównać przed przerwą próbowali jeszcze m.in. Mykola Morozov, Janis Pastars, czy też Marcin Firańczyk, ale ich uderzenia były albo blokowane, albo niecelne.

Swego udało się dopiąć w 24. minucie. Wtedy to do rzutu wolnego ustawionego tuż przed polem karnym podszedł Kacper Kędra. I kiedy wszyscy spodziewali się rozegrania, ten uderzył płasko, obok muru, nie dając bramkarzowi szans na jakąkolwiek interwencję.

Dwubramkowy remis utrzymywał się dość długo i trudno było wskazać zespół, który ewentualnie byłby bliższy objęcia prowadzenia. Na nieszczęście Orła był to Constract, który po dość przypadkowej bramce Pedro Pereiry mógł ponownie objąć kontrolę nad spotkaniem.

Po tym trafieniu jelczanie nie byli już w stanie odpowiedzieć. W końcówce bliski gola był Maksym Pautiak, ale piłka po jego uderzeni przeszła minimalnie obok słupka.

Końcowa syrena oznaczała porażkę jelczan. Pierwszą od niemalże pół roku przed własną publicznością. Zwycięstwo Constractu dało im pozycję wicelidera. Orzeł pozostał na 6. miejscu, ale jego strata do podium urosła już do pięciu oczek.

– Czujemy lekki niedosyt, bo pomimo problemów kadrowych potrafiliśmy przeciwstawić się tak mocnej drużynie, jaką jest Constract. Dwie szybko stracone bramki są oczywiście winą naszego braku koncentracji, ale myślę, że jest to do naprawienia i wtedy nasza gra obronna powinna wyglądać już o wiele lepiej – stwierdził Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.  

– Chcieliśmy kontrolować to spotkanie, utrzymywać się długo przy piłce i myślę, że po części nam to wychodziło. Dwie bramki oczywiście cieszą, ale na końcu zawsze liczy się wynik drużyny. Dziś przegraliśmy i teraz możemy myśleć już tylko o następnym meczu – mówił Kacper Kędra.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Constract Lubawa 2:3 (1:2)
Kacper Kędra 10′, 24′ – Paweł Kaniewski 8′, Bartłomiej Piórkowski 8′, Pedro Pereira 32′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Pach, Firańczyk, Makowski, Kędra, Turkowyd.

Constract: Darias (Okuniewski G., Zelma) – Pereira, Grubalski, Pedrinho, Budzyn – Bolea, Kaniewski, Marinho, Piórkowski, Ossowski, Raszkowki, Okuniewski J.

Przed Acaną Orłem kolejny ważny mecz. Do Jelcza-Laskowic przyjedzie tym razem beniaminek Futsal Ekstraklasy, Constract Lubawa. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się remisem 2:2.

Z czym Constract Lubawa może kojarzyć się kibicom Orła?

Pierwsze co przychodzi na myśl, to z pewnością baraże o Futsal Ekstraklasę z maja 2017 roku. Wtedy górą okazali się być gracze z północy Polski, którzy w dwumeczu pokonali jelczan 5:2. I choć ostatecznie lubawianie odpadli na drugim etapie walki o awans, to swego dopięli.

Po poszerzeniu najwyższej klasy rozgrywkowej Constract zameldował się w futsalowej elicie i swoimi wynikami z debiutanckiego sezonu przypomina… Acanę Orła.

Po 17. kolejce minionych rozgrywek rezultaty Orła prezentowały się następująco:
2. miejsce, 36 punktów, bilans bramkowy 64:48

Z kolei aktualny wynik Constractu to:
3. miejsce, 31 punktów, bilans bramkowy 61:49

Oczywiście obu sezonów nie da się porównać tak samo, bowiem rok temu liga miała zupełnie inny kształt. Powyższe liczby pokazują jednak, że pewne podobieństwo zachodzi.

Czy możemy zatem w Jelczu-Laskowicach spodziewać się starcia dwóch czarnych koni ostatnich rozgrywek? Z pewnością tak.

Już pierwszy mecz obu zespołów pokazał, że Constract nie będzie do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie, a raczej mierzyć w górne rejony tabeli. Lubawianie byli wtedy bardzo blisko pokonania Acany Orła, ale na bramkę Arkadiusza Budzyna z 38. minuty momentalnie odpowiedział Maksym Pautiak.

Teraz stawka spotkania jest o wiele większa. W walkę o dwa wolne miejsca na podium zaangażowanych pozostało pięć zespołów. I choć Orzeł nie startuje do niego z pole position, to z pewnością nie znajduje się na straconej pozycji.

W końcu w Jelczu-Laskowiach wygrać udało się tylko Rekordowi, a z pustymi rękami wracały stąd już takie drużyny jak FC KJ Toruń, czy też Clearex Chorzów.

Czy Constract będzie kolejnym, który do domu powróci na tarczy? O tym przekonamy się już w sobotę – 7 marca o godzinie 18.00. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych nabywać można w kasach CSiR Jelcz-Laskowice.

W 17. kolejce Futsal Ekstraklasy działo się bardzo dużo. Rozmiar zwycięstwa w jednym ze spotkań wyszedł poza skalę archiwów, a i liczba rozegranych meczów jednego z Orłów osiągnęła ładny rozmiar.

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 17. kolejce Futsal Ekstraklasy.

18:1 – spotkanie Rekordu Bielsko-Biała z AZS-em UŚ Katowice przeszło najśmielsze oczekiwania kibiców aktualnego mistrza Polski. Tak ogromnego zwycięstwa nie było przez przynajmniej ostatnie 19 lat, bowiem ogólnodostępne archiwa sięgają zaledwie do sezonu 2001/02. Wygraną, która w tym czasie najbardziej zbliżyła się do rezultatu z Bielska-Białej jest ta z sezonu 2003/04, kiedy to Agra-Mariass Opole pokonał Cuprum Polkowice 16:1.

6 – za powyższe spotkanie szczególnie warto pochwalić Łukasza Biela, który zdobył aż sześć bramek. Co ciekawe w dwunastu dotychczas rozegranych spotkaniach zdobył ich zaledwie pięć.

1.82 – bramka zdobyta w tym spotkaniu przez katowiczan pomogła pośrednio Orłowi. W czym? W pozostaniu najszczelniejszą defensywą w lidze. Średnia straconych bramek na mecz przez jelczan wynosi zaledwie 1.82. Dla porównania w zeszłym roku na tym samym etapie rozgrywek Acana straciła aż 17 bramek więcej. Postęp jaki poczynili gracze Jesusa Lopeza jest zatem widoczny gołym okiem.

125 – W trakcie spotkania z Clearexem Chorzów swój mały jubileusz świętował strzelec pierwszej bramki – Arkadiusz Szypczyński. Dla najskuteczniejszego z Orłów było to już 125 spotkanie na parkietach Futsal Ekstraklasy.

115 – łączna liczba bramek strzelona w tym sezonie przez Rekordzistów z pewnością jest imponująca. Wynik tym bardziej wygląda potężnie, gdy porównamy go do bramek strzelonych przez całą strefę spadkową. Zespoły Gwiazdy, Red Devils oraz Futsal Leszno mają na swoim koncie łącznie 116 trafień, a więc zaledwie jedną bramkę więcej od graczy z Bielska-Białej.

Bramka zdobyta na 28 sekund przed końcową syreną zadecydowała o remisie Acany Orła z Clearexem Chorzów. Punkt wywieziony ze Śląska pozwolił jelczanom utrzymać niewielką stratę do ligowego podium.

Stawką meczu było umocnienie swojej pozycji w ligowej czołówce. Na podium bowiem pozostały zaledwie dwa wolne miejsca, a w grze o nie jest wciąż pięć drużyn. Zwycięzca zyskałby zatem lepszą pozycję startową przed dalszą fazą rozgrywek.

Początek spotkania był dosyć spokojny. Clearex oddał Orłom piłkę i wydawało się, że taki układ pasuje jelczanom. Z czasem uległ on zmianie i to chorzowianie zaczęli częściej dochodzić do głosu.

Na posterunku stał jednak Maciej Foltyn, który skutecznie powstrzymywał ataki rywala. Równie dobrze zachowała się ofensywa Acany, po stracie piłki przez graczy Clearexu. Konkretnie zrobił to Arkadiusz Szypczyński, który zabrał się z futsalówką i silnym strzałem czubkiem buta otworzył wynik spotkania.

Radość z bramki nie trwała długo. Silnie wbita piłka z rzutu wolnego przez Macieja Mizgajskiego nabiła nieszczęśliwie Maksyma Pautiaka, który tym samym pokonał własnego golkipera.

W międzyczasie chorzowianie dopuścili się jednak pięciu fauli, a to oznaczało, że każde kolejne przewinienie poskutkuje przedłużonym rzutem karnym. Ten został ostatecznie podyktowany w 16. minucie po faulu Mateusza Bednarczyka na Gustavo Henrique. Do piłki podszedł Mykola Morozov, który w poprzednim starciu z Clearexem zantował hat-tricka. Tu jednak na gola musiał jeszcze poczekać, bowiem jego uderzenie wybronił bramkarz gospodarzy.

Nie minęło wiele czasu, a swój limit niesportowych zachowań wykorzystali także jelczanie. W tej sytuacji Foltyn nie musiał jednak interweniować. Strzał Mizgajskiego poleciał wysoko nad bramką i na przerwę oba zespoły schodziły z jednobramkowym remisem.

Wynik tuż po zmianie stron mógł zmienić Szypczyński, ale obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Bednarczyk. Tyle szczęścia po drugiej stronie boiska nie miał niestety Foltyn. Kapitan Acany w zaledwie pół minuty musiał dwukrotnie wyjmować piłkę z siatki, przez co Clearex momentalnie objął prowadzenie 3:1.

Orły zaczęły odrabiać starty w 28. minucie. Dobrze rozegrany rzut rożny wykończył wspomniany wcześniej Morozov. I choć jego uderzenie zza pola karnego było mocno sygnalizowane, to do pokonania golkipera spokojnie wystarczyła sama jego siła.

Do wywiezienia choćby punktu wciąż brakowało jednak bramki, a tej nie były w stanie przynieść ani długo przygotowywane ataki, ani gra z lotnym bramkarzem.

Wtedy z pomocą przyszli sami gracze Clearexu, którzy kolejny raz w tym spotkaniu wykorzystali limit fauli. Do piłki tym razem zdecydował się podejść Henrique, który mimo bardzo długiego rozbiegu nie zapomniał w jaki sposób chce pokonać bramkarza. Brazylijczyk uderzył silnie i nisko, aby chwilę potem, razem z resztą zespołu cieszyć się z wywalczonego remisu.

Dzięki zdobytemu punktowi Acana Orzeł utrzymał kontakt z ligową czołówką. Do drugiej Gatty Zduńska Wola jelczanie tracą cztery oczka, a do trzeciego Constractu jedno mniej. Z graczami z Lubawy Orły zmierzą się już w najbliższej kolejce.

Clearex Chorzów – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 3:3 (1:1)
Arkadiusz Szypczyński 10′, Mykola Morozov 28′, Gustavo Henrique 40′ – Maksym Pautiak 12′ (s.), Mariusz Seget 23′, Krzysztof Salisz 24′.

Clearex: Bednarczyk (Krzyśka) – Seget, Salisz, Łuszczek, Wędzony – Bidelski, Mizgajski, Dewucki, Rotucki, Vakhula, Leszczak, Golly.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Kędra, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Firańczyk, Pastars, Makowski, Turkowyd.

Acana Orzeł wraca do gry. Jego rywalem będzie wicelider Futsal Ekstraklasy – Clearex Chorzów. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się zwycięstwem jelczan 4:2. Jak będzie tym razem?

Teoretycznie faworytem spotkania będą gospodarze. Clearex do tej pory przegrał u siebie tylko dwa razy – z FC KJ Toruń oraz z Rekordem Bielsko-Biała, a jego bilans bramkowy przed własną publicznością wynosi 44:23. Dodatkowo Orły jeszcze nigdy nie wygrały w Chorzowie, choć warto zaznaczyć, że grały tam zaledwie dwa razy.

Przewagą brązowych medalistów mistrzostw Polski może być także zachowany rytm meczowy. Chorzowianie w przeciwieństwie do Acany nie mieli dwóch tygodni przerwy. W poprzednim tygodniu rozgrywali mecz 1/8 finału pucharu Polski, który wygrali z FC KJ Toruń 4:1.

Ogólnie wszyscy gracze mają się dobrze, ale trudno jest utrzymać wysoką formę z tyloma przerwami w rozgrywkach. Okres stycznia i lutego był dla nas bardzo trudny. Nie rozumiem, jak futsal w Polsce może funkcjonować z tyloma pauzami – mówi trener Acany Orła, Jesus Lopez.

Ostatnie starcie obu drużyn lepiej wspominają jelczanie. Orły wygrały 4:2, a dla graczy Jesusa Lopeza było to pierwsze zwycięstwo w sezonie, które jednocześnie rozpoczęło serię jedenastu meczów bez porażki. O powtórzenie tego wyniku nie będzie jednak tak łatwo.

– Poprzednie spotkanie z Clearexem, choć zwycięskie było dla nas bardzo trudne. Zagraliśmy wtedy jednak świetnie w defensywie, a także bardzo skutecznie w ataku. Nasi rywale są historycznym zespołem dla Futsal Ekstraklasy, jednym z faworytów rozgrywek na ich starcie, a dodatkowo są bardzo silni u siebie. Trudno powiedzieć, jakim wynikiem zakończy się to spotkanie, ale kibice nie powinni być zawiedzeni widowiskiem, jakie zobaczą. Clearex gra bardzo bezpośrednio i ofensywnie. Z kolei Orzeł lubi dłużej operować piłką, wymieniać ją, tak więc emocje będą gwarantowane – dodaje szkoleniowiec jelczan.

W ostatnim spotkaniu z Gwiazdą Ruda Śląska swojego debiutu doczekał Filip Turkowyd. Po zdobyciu przez młodych graczy Orła brązowego medalu MMP U18 nie powinniśmy się jednak spodziewać nowych debiutów.

– Na młodych ludzi musimy szczególnie uważać. Musimy ich chronić i dać im czas na wejście do Ekstraklasy. Dla mnie nie jest problemem mieć młodych graczy w drużynie seniorów i czasem na nich postawić. Trudność polega na tym, aby oni chcieli kontynuować grę w Futsal Ektstraklasie, a przede wszystkim to, żeby w przyszłości znaczyli o sile reprezentacji Polski. Ważnym jest, aby kibice wiedzieli, że Damian aktualnie jest zawodnikiem numer osiem w zespole, a Filip 17-latkiem, który już zdobył medal MMP U18. Przed tym meczem nie będzie żadnych zmian kadrowych, ale cały czas pracuję z trzema innymi młodymi i przyszłościowymi zawodnikami. Na to żeby ich pokazać potrzebuję jednak czasu – kończy trener Acany.

Początek meczu już jutro – 29 lutego o godzinie 17.00. Stawką spotkania jest utrzymanie się w ligowej czołówce, a przy korzystnych wynikach innych meczów, wskoczenie na podium.

Zespół Acany Orła został brązowym medalistą Młodzieżowych Mistrzostw Polski do lat 18! W decydującym spotkaniu zawodnicy Jarosława Patałucha pokonali po konkursie rzutów karnych Red Dragons Pniewy 3:2.

Przed rozpoczęciem Młodzieżowych Mistrzostw Polski U18 trener Jarosław Patałuch zapowiadał, że nie ma zamiaru wyznaczać sobie, ani swojej drużynie celu minimum. Jego podopieczni najprawdopodobniej byli podobnego zdania, bo też ani na moment nie było w nich widać nasycenia dobrymi wynikami.

Złapali i nie puścili

Ćwierćfinałowe spotkanie z Górnikiem Polkowice zapowiadało się niezwykle interesująco, choć pewniej mogli czuć się nasi rywale. W końcu to oni wygrali z nami dwukrotnie w fazie eliminacyjnej, a na samych mistrzostwach pokonali obrońców tytułu mistrzowskiego z Bochni.

Wszelkie negatywne scenariusze można było jednak szybko włożyć między bajki, bowiem już w 5. minucie Orły prowadziły 2:0. Oba trafienia dla Acany zaliczył Kacper Opatowski, który najpierw świetnie wykończył sytuację sam na sam z bramkarzem, a następnie dobił do pustej bramki uderzenie jednego z kolegów.

Do przerwy wynik pozostał bez zmian, co wciąż nie pozwalało na pewien komfort w grze. Jeden stracony gol mógł znacznie zmienić obraz spotkania, ale do takiej sytuacji na szczęście nie doszło.

Tuż po zmianie stron groźnego faulu na Opatowskim dopuścił się golkiper Górnika, za co sędzia natychmiastowo wyrzucił go z boiska. Między słupki wejść musiał zatem gracz z pola, ponieważ polkowiczanie dysponowali tylko jednym bramkarzem.

I choć młodzi jelczanie nie wykorzystali okresu gry w przewadze, to bramkę przypieczętowującą zwycięstwo udało im się zdobyć. W 18. minucie sprytnym strzałem, czubkiem buta popisał się Filip Turkowyd. Stojący na linii Michał Mielczarek nie miał żadnych szans na interwencję i tym samym Orły pewnym zwycięstwem zameldowały się w strefie medalowej.

W niej mieli się zmierzyć z zespołem, który niejednokrotnie dał się we znaki drużynie seniorów – Rekordem Bielsko-Biała.

Bez przełamania

Młode Orły nie odegrały się jednak za porażki seniorów, bowiem ze strony zadającej szybkie ciosy jelczanie zmienili się w tych, którzy musieli je przyjmować. Trafienia Dawida Olszowskiego oraz Bartosza Guzdka momentalnie ustawiły dalszy przebieg spotkania. Z kolei dwie bramki Michała Gronia sprawiły, że jeszcze przed przerwą bielszczanie byli jedną nogą w finale.

Drugą odsłonę Rekordziści rozpoczęli podobnie jak pierwszą – od zdobytej bramki. Tak wysoki rezultat sprawił, że obaj trenerzy zdecydowali się na większą rotację w składach, myśląc już o kolejnym ważnym spotkaniu. Swoją szansę dostał m.in. Bartłomiej Śliwiński, który do tej pory bronił jedynie w starciu z Hurtapem Łęczyca.

Ostatecznie wynik już nie uległ zmianie. Rekord wygrał 5:0 i razem z Hurtapem Łęczyca zameldował się z finale. Orłom pozostało ostatnie zadanie, które wcale nie miało być nagrodą pocieszenia. W walce o brązowy medal z Red Dragons Pniewy żadna ze stron nie miała zamiaru odstawiać nogi.

Teoretycznie w lepszej sytuacji znajdowali się pniewianie. Po przegranym półfinale z Hurtapem Łęczyca mieli godzinę więcej odpoczynku, co przy dużej liczbie spotkań mogło mieć ogromne znaczenie.

Przeszli do historii

Starcie o najniższy stopień podium rozpoczęło się ostrożnie, ale dłużej przy piłce utrzymywali się gracze z Wielkopolski. Zabójcza okazała się być 5. minuta. Wtedy to Bartłomiej Gładyszewski oraz Dawid Kubiak dali dwubramkowe prowadzenie Czerwonym Smokom, przez co sytuacja Orłów mocno się skomplikowała.

Swoich sił z dalszej odległości próbowali m.in. Kacper Sykulski oraz Filip Turkowyd, ale żadnemu z nich nie udało się zdobyć trafienia kontaktowego.

Przełamanie przyszło w 11. minucie, kiedy to sędzia wskazał na rzut karny dla Acany Orła. Do piłki podszedł Turkowyd, który mimo sporej presji nie pomylił się i silnym strzałem umieścił futsalówkę w siatce.

Zbyt agresywna gra Red Dragons poskutkowała kolejnym rzutem karnym, z tą różnicą, że przedłużonym. Egzekutorem ponownie stał się Turkowyd, który na 19 sekund przed przerwą doprowadził do remisu.

Po zmianie stron przez długi czas wynik pozostawał bez zmian. Bliski gola po stronie Orłów był Kamil Pach, ale jego techniczne uderzenie wybronił golkiper pniewian.

Ostatecznie o wszystkim musiał zadecydować konkurs rzutów karnych. W nim lepsi okazali się być gracze Orła, którzy wygrali 3:2. Tym samym zespół Acany stanął na najniższym stopniu podium, co jest pierwszym medalem mistrzostw Polski w historii klubu!

ĆWIERĆFINAŁ

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Górnik Polkowice 3:0 (2:0)
Kacper Opatowski 2′, 5′, Filip Turkowyd 18′.

PÓŁFINAŁ

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Rekord Bielsko-Biała (0:4)
Dawid Olszowski 1′, Bartosz Guzdek 3′, Mateusz Groń 8′, 12′, Marcin Kozina 14′.

MECZ O 3. MIEJSCE

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Red Dragons Pniewy 3:2 k. (2:2)
Filip Turkowyd 11′, 12′ – Bartłomiej Gładyszewski 5′, Dawid Kubiak 5′.