6. kolejka Futsal Ekstraklasy potwierdziła, że bieżący sezon będzie bardzo wyrównany. Jednym z dowodów na to jest to, że żadna z drużyn nie ma już kompletu punktów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

299 – w spotkaniu Gwiazdy Ruda Śląska z Red Dragons Pniewy na nudę nie można było narzekać. Zawodnicy obu zespołów przeprowadzili w sumie aż 299 ataków, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że nie było tu strony wyraźnie dominującej, bowiem Gwiazda przeprowadziła ich 150, a Red Dragons 149. Tak duża liczba ataków przerodziła się również na sporą liczbę strzałów. Było ich dokładnie 121, co oznacza, że średnio co niecałe 20 sekund jedna z drużyn uderzała na bramkę rywala.

140 – dokładnie tyle dni czekał Marcin Firańczyk na bramkę w Futsal Ekstraklasie. Ta zdobyta w starciu z AZS-em UŚ Katowice była jego pierwszą w barwach Acany Orła. Co ciekawe tyle samo czasu potrzebowali zawodnicy Piasta Gliwice, aby ponownie wygrać na poziomie Futsal Ekstraklasy. Przełamać złą passę udało się w spotkaniu z Red Devils Chojnice, które Piastunki wygrały 5:2.

545 – nieco więcej dni potrzebowali zawodnicy Acany Orła, aby ponownie wygrać spotkanie różnicą przynajmniej sześciu bramek. To poprzednie udało się zwyciężyć jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Rywalem Orłów było wtedy Heiro Rzeszów, które jelczanie pokonali na wyjeździe aż 10:0.

267 – po dość dalekich podróżach, graczom z Białegostoku trafił się w końcu najbliższy możliwy mecz wyjazdowy – w Lubawie. Patrząc jednak na odległość, lepiej nie myśleć o ich najdalszym wyjeździe. Dla porównania odległość między halami Piasta i GSF-u wynosi… niecałe dwa kilometry.

47 – osiemnaście straconych i zaledwie cztery zdobyte bramki przez AZS UŚ Katowice w ostatnich dwóch spotkaniach sprawiły, że gracze ze stolicy Śląska stali się jedną z najlepszych ofensyw w lidze (+22), a zarazem jedną z najgorszych defensyw w lidze (-25). Tym samym w spotkaniach zespołu z Katowic pada średnio najwięcej bramek na mecz – 7.83.

Tak wysokiego zwycięstwa na parkietach Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł jeszcze nie zaliczył. W starciu z AZS-em UŚ Katowice jelczanie wygrali aż 8:2, notując tym samy trzeci mecz z rzędu bez porażki.

Spotkanie Acany Orła z AZS-em UŚ Katowice było sporą zagadką dla kibiców obu zespołów. Z jednej strony Orły przed własną publicznością prezentują się w tym sezonie bardzo dobrze. Wygrały już z Clearexem Chorzów, a i niewiele brakowało, aby urwały punkty Rekordowi Bielsko-Biała. Z drugiej zaś strony stali katowiczanie, którzy przez pierwsze cztery spotkania przeszli jak burza, aby w kolejnym przegrać aż 2:10 z Clearexem Chorzów.

Początek spotkania zdecydowanie należał do Acany Orła. Zawodnicy Jesusa Lopeza utrzymywali się dłużej przy piłce, wymieniali dużo podań, a przede wszystkim potrafili realnie zagrozić bramce AZS-u.

Akademicy z kolei nastawili się na grę z kontrataków. Ustawiali się wysoko na własnej połowie, chcąc tym samym szybko odebrać futsalówkę i od razu zabrać się z nią w kierunku stojącego między słupkami Noela Charriera. Dla młodego bramkarza Acany Orła był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie, w tym sezonie, a mimo to nie było u niego ani trochę widać presji debiutu.

Ofensywna gra gospodarzy została nagrodzona, i to podwójnie w 16. minucie. Najpierw na listę strzelców, po asyście Sergio Solano, wpisał się Gustavo Henrique. Chwilę później zrobił to także już sam Solano. Kibice cieszący się z pierwszego gola nie zdążyli się nim nawet dobrze uradować, bowiem między obiema trafieniami minęło dokładnie 18 sekund.

Orłom było jednak mało. Bramkowy apetyt udało się zaspokoić przed przerwą Arkadiuszowi Szypczyńskiemu, który po drodze zdążył jeszcze minąć bramkarza AZS-u – Bartłomieja Krzywickiego i spokojnym strzałem podwyższył prowadzenie na 3:0.

Po zmianie stron zawodnicy Jesusa Lopeza wciąż dominowali, a bliski pierwszej bramki w tym meczu był Ixemad Gonzalez. Jego nieudana próba zemściła się jednak na gospodarzach w 24. minucie, a starty do dwóch goli zniwelował Adam Jonczyk.

Goście zostali jednak szybko sprowadzeni na ziemię, bowiem w 28. minucie czwartą bramkę dla Orłów zdobył Solano, a kolejne trafienia wydawały się być kwestią czasu. Przypuszczenia te nie okazały się być złudne, ponieważ najpierw ładną podcinką popisał się Ivan Marquina, a chwilę potem z drugiej bramki w meczu cieszył się Szypczyński.

W tym momencie Acana Orzeł prowadził aż 6:1, lecz na tym nie było końca. Gospodarze szukali kolejnych okazji, a szczególnie aktywny był Marcin Firańczyk. Były zawodnik MOKS-u Białystok próbował kilkukrotnie pokonać Krzywickiego, ale ostatecznie mu się to udało. Dla popularnego „Firany” było to pierwsze trafienie w tym sezonie.

W międzyczasie na listę strzelców wpisał się także Maksym Pautiak, co dawało Acanie już siedmiobramkowe prowadzenie. Akademicy odpowiedzieli tylko raz, za sprawą kapitana zespołu, Tomasza Szczurka.

Jak się później okazało było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu, ale kibice, szczególnie gospodarzy, nie mieli na co narzekać. Tak wysokiego zwycięstwa Acana Orzeł, na boiskach Futsal Ekstraklasy nie odnotował jeszcze nigdy w historii. Przy okazji był to też drugi najskuteczniejszy występ jelczan. Więcej bramek Orły strzeliły tylko raz – w zeszłym sezonie, wygrywając z AZS-em UG Gdańsk 9:4.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 8:2 (3:0)

Henrique 16′, Solano 16′, 28′, Szypczyński 20′, 31′, Marquina 30′, Pautiak 35′, Firańczyk 38′ – Jonczyk 25′, Szczurek 39′.

Acana Orzeł: Charrier (Foltyn, Lopez) – Henrique, Morozov Kędra, Pautiak – Solano, Pastars, Gonzalez, Firańczyk, Marquina, Szypczyński.

AZS UŚ: Krzywicki (Kisielov) – Wojtyna, Łopuch, Hewlik, Piskorz – Jochymek, Szczurek, Jonczyk, Hoszek, Musiał, Dubiel, Ząbek.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy będzie ostatnią przed przerwą reprezentacyjną. Kibice wybierający się na weekendowe spotkania z pewnością nie obraziliby się gdyby zobaczyli podobną liczbę bramek, jaka padła w poprzedniej serii gier.

W ostatniej kolejce Futsal Ekstraklasy, mimo że dwa spotkania nie zostały rozegrane, oglądaliśmy aż 44 bramki. Czy tym razem fani futsalu w Polsce będą mieli tyle samo okazji do wstawania z radości ze swoich krzesełek?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 12.10, godz. 18.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – GI Malepszy Futsal Leszno 12.10, godz. 18.00

Po dobrych trzech spotkaniach GSF Gliwice przestał zdobywać punkty. Gliwiczanie nie przestali jednak zdobywać bramek, co wydaje się być kluczem do pokonania w najbliższej kolejce zespołu z Leszna. Ci ofensywą zbytnio nie grzeszą, a i potrafią zagrać słabo w obronie, jak miało to miejsce w ostatnim meczu z Red Devils Chojnice. Własna hala oraz twarda defensywa powinna dać zwycięstwo GSF-owi. Lesznianie będą próbować przełamać swoją wyjazdową niemoc, ale o to może być bardzo trudno.

Constract Lubwa – MOKS Słoneczny Stok Białystok 12.10, godz. 18.00

Mało kto się spodziewał, że oba zespoły, mimo rozegranego jednego meczu mniej będą się znajdować tak wysoko w tabeli. Przy korzystnym układzie wyników białostoczanie mogą nawet zasiąść po tej kolejce na fotelu lidera, co byłoby sporym zaskoczeniem. Constract również jednak będzie chciał zgarnąć komplet punktów. Tuż za nim panuje ogromny ścisk i tak jak szybko znalazł się w czołówce, tak samo szybko może z niej wylecieć. Spotkanie to zapowiada się także interesująco, bowiem zmierzą się ze sobą najlepsza ofensywa oraz jedna z najlepszych defensyw w lidze.

Clearex Chorzów – Gatta Zduńska Wola 13.10, godz. 17.00

Niedzielne starcie zapowiada się nam na hit kolejki. Gatta, po części dzięki wygranej Clearexu, wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli. Chorzowianie z kolei po małym falstarcie rozbili byłego już lidera z Katowic aż 10:2. Podobny rezultat będzie im jednak trudno powtórzyć, ponieważ Gatta straciła do tej pory najmniej bramek w lidze. Faworytem wydają się być gracze ze Zduńskiej Woli, którzy w tym sezonie punktów jeszcze nie stracili, a dodatkowo mieli więcej czasu na odpoczynek i przygotowanie się do tego spotkania.

Piast Gliwice – Red Devils Chojnice 13.10, godz. 18.00

Jeśli Piast Gliwice chce przynajmniej powtórzyć wynik z zeszłego sezonu, to po prostu musi wygrać z Red Devils Chojnice. Zero punktów w tabeli i zaledwie trzy zdobyte bramki wyglądają bardzo słabo. Z tego też względu trudno wskazać innego faworyta niż chojniczan. Ci w ostatniej kolejce zdobyli pierwsze trzy punkty w sezonie, wygrywając z Malepszy Futsal Leszno 8:5. Jeśli gliwiczanie nie wygrają tego spotkania, to margines błędu zacznie się coraz bardziej zmniejszać, a to nie wróży nic dobrego.

Gwiazda Ruda Śląska – Red Dragons Pniewy 14.10, godz. 20.00

Spotkanie Gwiazdy z Red Dragons jest dla nich ogromną szansą na rozstrzelanie się swoich graczy. W końcu siedem goli w pięciu spotkaniach nie jest zbyt okazałym wynikiem, a i podobna szansa może szybko nie nadejść, bowiem pniewianie są obecnie najgorszą defensywą w lidze. Z tego względu trudno też wskazać faworyta spotkania, ale zwycięstwo dla obu ekip byłoby czymś bardzo cennym – pozwoliłoby to im na ucieczkę z dolnych rejonów tabeli.

Spotkanie FC KJ Toruń – Rekord Bielsko-Biała odbędzie się w późniejszym terminie.

W 6. kolejce Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicelidera tabeli AZS UŚ Katowice. Będzie to jednocześnie ostatnie spotkanie przed dwutygodniową przerwą reprezentacyjną.

Tak jak futsalowy maraton rozpoczął się w Jelczu-Laskowicach, tak też Orły zakończą go przed własną publicznością. Rywalem zawodników Jesusa Lopeza będzie tym razem AZS UŚ Katowice, który jeszcze niedawno na swoim koncie miał komplet punktów.

Aktualną formę AZS-u jest bardzo trudno określić. Z jednej strony katowiczanie weszli w nowy sezon nie tylko razem z drzwiami, ale i razem z ich framugą. Wygrywali z każdym kto stanął na ich drodze. Udało im się to nawet z prawdziwym hegemonem z Bielska Białej, dzięki czemu zajmowali pozycję lidera w ligowej tabeli. Z drugiej jednak strony przegrali ostatnie spotkanie z wydającymi się być w słabej dyspozycji graczami Clearexu Chorzów aż 2:10.

Z tego powodu jelczanie muszą uważać podwójnie i nie powinno ich zmylić to, że oni wygrali kilka dni temu z Clearexem. W końcu mecz meczowi nierówny. Dodatkowo zespół ze stolicy Śląska może być jeszcze bardziej zmotywowany, wiedząc jak ich rywale poradzili sobie z tym samym przeciwnikiem.

Na korzyść Acany przemawia przede wszystkim własna hala. W tym sezonie Orzeł lepiej prezentuje się przed własną publicznością, która jak zawsze wspiera go niesamowicie głośnym dopingiem.

Dodatkowo jelczanie mają korzystniejszy bilans w starciach z AZS-em. W poprzednim sezonie, na dwa rozegrane spotkania oba wygrali. Kibicom z Dolnego Śląska szczególnie w pamięć mogło zapaść to, które odbyło się niemalże równy rok temu właśnie w Jelczu-Laskowicach. Wtedy to mimo przegrywania w drugiej połowie już 0:3, potrafili odrobić starty z nawiązką i zwyciężyć 5:3.

Wygrana Acany Orła dałaby też możliwość jego zawodnikom spokojnego zejścia na przerwę reprezentacyjną, a jak wiadomo komfort psychiczny może znacznie pomóc w przygotowaniach do kolejnych spotkań.

Początek spotkania już w najbliższą sobotę – 12 października o godzinie 18.00 w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Wstęp jest darmowy, dzięki sponsorowi meczu – firmie JK Nutrition, specjalizującej się w cateringach dietetycznych.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy była bardzo intensywna. Mimo że dwa spotkania się nie odbyły, to emocji był tyle, że można by je rozdzielić na dwa weekendy.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

390 kilometrów – w tej kolejce jednym z najdalszych wyjazdów mogli poszczycić się zawodnicy Acany Orła. Aby dojechać do Lubawy musieli pokonać drogę podobną do tej, która dzieli Jelcz-Laskowice od stolicy Austrii – Wiednia. Mimo to mogli liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców, za co należą im się ogromne brawa.

25 – mały jubileusz w spotkaniu z Constractem Lubawa obchodził z kolei Maksym Pautiak. Jego trafienie na 2:2 dla Acany Orła było jednocześnie 25. trafieniem na parkietach Futsal Ekstraklasy.

24 sekundy – zaledwie tyle czasu potrzebował Michał Osypiuk, aby otworzyć wynik spotkania oraz dać prowadzenie MOKS-owi Białystok w starciu z Gwiazdą Ruda Śląska. Trafienie to jest jednocześnie najszybciej zdobytą bramką w tym sezonie.

10 – tylu trafień w jednym spotkaniu nie zaliczył jeszcze żaden zespół. Żaden poza Clearexem Chorzów, który w spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice drogę do bramki rywala znalazł więcej razy, niż w pozostałych czterech spotkaniach razem wziętych. Wynik jest tym bardziej imponujący, bowiem katowiczanie jeszcze przed tą kolejką byli liderem tabeli.

8.8 – takiej średniej bramek na mecz nie było jeszcze w żadnej serii gier. Najbardziej przyczynili się do tego wspomnieni wcześniej chorzowianie, ale i zespół Red Devils Chojnice, który swoje pierwsze trzy punkty zainkasował wygrywając z GI Malepszy Futsal Leszno aż 8:5.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował na wyjeździe z Constractem Lubawa 2:2. Bramkę decydującą o ostatecznym wyniku w 38. minucie zdobył Maksym Pautiak.

Oba zespoły przystępowały do tego spotkania w dobrych nastrojach. W poprzedniej kolejce zarówno Acana Orzeł, jak i Constract zainkasowały po trzy punkty i podobny plan miały również na to starcie.

Teoretycznie trudniejsze zadanie stało przed gospodarzami. Ci przyzwyczaili swoich kibiców do zdobywania dużej liczby bramek, co w spotkaniu z Acaną Orłem nie było tak oczywiste. Jelczanie w tym sezonie może nie wpisują się do sędziowskich protokołów zbyt często, ale również nie dają tego robić swoim rywalom. Spotkanie zatem zapowiadało się niezwykle ciekawie i trudno było wskazać ewentualnego faworyta.

Co się odwlecze, to…

Pierwsza połowa minęła zdecydowanie pod dyktando Acany Orła. Zawodnicy Jesusa Lopeza dłużej utrzymywali się przy piłce, mieli więcej z gry, a przede wszystkim z łatwością potrafili zepchnąć Constract do defensywy.

Gospodarze z kolei, choć statystyki mieli teoretycznie lepsze, to wynikały one głównie z kontrataków, przeprowadzanych na bramkę Macieja Foltyna. Nasz bramkarz, podobnie zresztą jak w starciu z Clearexem, znajdował się jednak w świetnej dyspozycji i ani myślał dopuścić do wyciągania futsalówki z własnej siatki.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania była zdecydowanie 18. minuta. Wtedy to, za szósty faul Constractu, został podyktowany przedłużony rzut karny dla zespołu Acany Orła. Do piłki, w przeciwieństwie do poprzednich spotkań, podszedł tym razem Gustavo Henrique. Pech jednak chciał, że górą znowu był bramkarz rywala.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dosłownie chwilę później drogę do bramki przeciwnika znalazł Ixemad Gonazlez, ustalając tym samym wynik do przerwy na 1:0.

Emocje do samego końca

Po zmianie stron obraz gry uległ delikatnej zmianie. Gospodarze zaczęli powoli dochodzić do głosu, przez co spotkanie zrobiło się bardziej wyrównane.

Gola na 1:1 strzelili jednak w ten sam sposób, w który próbowali zrobić to przed przerwą – po kontrataku, a na liście strzelców wpisał się Paweł Ossowski.

Zdobyta bramka dodała Constractowi wiatru w żagle. Szczególnie aktywny był Pedro de Silva, lecz defensywa Orła skutecznie przeciwstawiała się jego atakom.

W końcówce oba zespoły postawiły wszystko na jedną kartę. Musiały jednak bardzo uważać, ponieważ jeden błąd, czy też jeden faul za dużo mógł zadecydować o ostatecznym rozstrzygnięciu. Bliżej przesunięcia liny na swoją korzyść byli lubawianie, którzy potrzebowali dwa razy dobijać piłkę, aby w końcu udało to się Arkadiuszowi Budzynowi.

Ostatni głos należał jednak do zawodników Jesusa Lopeza, a dokładnie do Maksyma Pautiaka. Orły wykorzystały grę w przewadze, a Ukraińcowi pozostało jedynie przymierzyć w okienko po dobrym wystawieniu piłki przez Sergio Solano.

Spotkanie ostatecznie zakończyło się dwubramkowym remisem, z którego bardziej zadowoleni mogą być jelczanie. Mierzyli się z zespołem, który do tej pory prezentował się najlepiej w ofensywie, a dodatkowo potrafili dobrze zareagować po straconej bramce w końcówce.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz Laskowice 2:2 (0:1)

Gonzalez 18′, Pautiak 39′ – Ossowski 25′, Budzyn 38′.

Constract: Darias (Zelma, Okuniewski) – Pereira, Kaniewski, Diego, Piórkowski, Łożyński, de Silva, Ossowski, Maśkiewicz, Raszkowski, Budzyn.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Solano, Pastars, Morozov, Gonzalez, Firańczyk, Marquina, Kędra, Szypczyński, Pautiak.

Kiedy rozgrywki nabierają tempa, wiele można się dowiedzieć o zespołach grających w nich. To właśnie wtedy często widać, jak drużyna jest przygotowana do sezonu oraz jak sobie radzi z szybkim pokonywaniem stresu.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy odbędzie się wyjątkowo w środku tygodnia. Z tego względu jednego dnia przypadnie zostanie rozegranych aż pięć spotkań!

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Gwiazda Ruda Śląska 9.10, godz. 18.00

Faworytem spotkania wydają się być gospodarze. W poprzedniej kolejce MOKS poradził sobie z dobrze dysponowanym GSF-em Gliwice, dzięki czemu do domu wracał w dobrych nastrojach. Kluczem do zwycięstwa może być szybkie zdobycie bramki przez jeden z zespołów. Jeśli uda się to Gwieździe, to spotkanie może przypominać starcie z Acaną Orłem, w którym beniaminek niemalże zamurował własną bramkę. Jeśli jedna uda się to drużynie z Podlasia, to możemy być świadkami podobnego pogromu, jaki miał miejsce w starciu Gwiazdy z Constractem.

Clearex Chorzów – AZS UŚ Katowice 9.10, godz. 18.00

To spotkanie może przesądzić o losach Clearexu w tym sezonie. Chorzowianie przed rozpoczęciem rozgrywek otwarcie deklarowali chęć zbicia z tronu Rekordu Bielsko-Biała. Mają oni jednak na koncie już trzy porażki, a w ostatnich dziesięciu sezonach tylko dwukrotnie zdarzyło się, aby mistrz miał więcej niż trzy przegrane. AZS UŚ stoi z kolei przed ogromną szansą udowodnienia kolejny raz, że nie jest liderem z przypadku. Gdyby katowiczanom się to udało, mieliby już w swoim dorobku wygraną z finalistą pucharu Polski, mistrzem Polski oraz z brązowym medalistą MP. Imponujące? Nawet bardzo.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 9.10, godz. 19.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

Red Dragons Pniewy – GSF Gliwice 9.10, godz. 20.00

Po słabszym początku zawodnicy Red Dragons zaliczyli dwa remisy, co mogło lekko podbudować nastroje w drużynie. GSF będzie jednak bardzo zmotywowany, aby powrócić na zwycięską ścieżkę i wskoczyć tym samym na ligowe podium. Faworytem wydają się być gliwiczanie. Na ich korzyść przemawia przede wszystkim druga najlepsza ofensywa w lidze. Z kolei pniewiane stracili do tej pory najwięcej bramek, co może oznaczać bardzo jednostronne spotkanie.

GI Malepszy Futsal Leszno – Red Devils Chojnice 9.10, godz. 20.00

Goście z Chojnic stoją w podobnej sytuacji, jak Red Dragons Pniewy. Jeśli nie wygrają, ich sytuacja w tabeli bardzo się skomplikuje. Lesznianie z kolei po serii spotkań z dużo wyżej notowanymi rywalami, mają okazję do przekonywującego zwycięstwa, co pomogłoby im zbliżyć się do ligowej czołówki. Pomóc im może również własna publiczność – chojniczanie zdobyli do tej pory zaledwie jedną bramkę na wyjeździe.

Spotkania Piast Gliwice – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała – Gatta Active Zduńska Wola odbędą się w późniejszym terminie.

Futsal Ekstraklasa nabiera rozpędu. Po zaledwie dwóch dniach przerwy zawodnicy kolejny raz wyjdą na boiska. Acana Orzeł swoje spotkanie rozegra na wyjeździe, w Lubawie z miejscowym Constractem.

Po zwycięstwie 4:2 z Clearexem Chorzów kurze jeszcze dobrze nie opadły, a nasi zawodnicy już za chwilę będą mierzyć się z kolejnym rywalem. Tym razem ich przeciwnikiem będzie Constract Lubawa, czyli najlepsza ofensywa Futsal Ekstraklasy.

Konsekwencja przede wszystkim

Zespół Constractu w rozgrywkach ligowych wystartował z lekkim opóźnieniem. Kiedy jednak już wszedł do Futsal Ekstraklasy, to zrobił to razem z drzwiami.

Lubawianie to przede wszystkim ofensywa. W każdym dotychczas rozegranym spotkaniu zdobywali dokładnie sześć bramek. W ostatniej dekadzie taką średnią bramek utrzymał jedynie Rekord Bielsko-Biała w mistrzowskim sezonie 2017/18.

Dodatkowo Constract potrafi też pilnować defensywy. W spotkaniach z Red Devils Chojnice oraz Gwiazdą Ruda Śląska stracili zaledwie po jednej bramce. Wpadka im się przydarzyła jedynie przed własną publicznością, kiedy to GSF Gliwice wygrał w Lubawie 7:6.

Wybić z rytmu

Acana Orzeł musi uważać przede wszystkim na to, aby nie stracić pierwszy bramki. Constract do tej pory zawsze otwierał wynik jako pierwszy i tylko GSF-owi udało się odrobić starty.

Ewentualne prowadzenie Orłów może popsuć plan gospodarzom, bowiem jedyny raz kiedy ci stracili prowadzenie, to swoje spotkanie przegrali.

– Każda z drużyn, z którą zagramy w najbliższym czasie jest bardzo groźna. Trudno nam może być utrzymać teraz świetną formę fizyczną i mentalną, ale zwycięstwo z Clearexem bardzo mocno nas podbudowało i do Lubawy jedziemy z podniesioną głową – mówił po ostatnim meczu Maciej Foltyn.

Początek meczu z Constractem już jutro – w środę, 9 października o godzinie 19.00. Dla osób nie mogących udać się do Lubawy, przewidziana została transmisja internetowa spotkania na TVcom.pl.

Po czterech rozegranych seriach gier już tylko dwa zespoły mają na swoim koncie komplet oczek. Wciąż mamy również drużynę, która nie zdobyła żadnego punktu. A jak w tej kolejce przedstawiały się najciekawsze statystyki?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatnim weekendzie?

81 – tylu spotkań w Futsal Ekstraklasie potrzebował Mykola Morozov, aby w jednym meczu pokonać bramkarza aż trzykrotnie. Dla zawodnika Acany Orła był to pierwszy hat-trick zdobyty w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej.

100 – rzadko się zdarza, aby w jednym spotkaniu padło aż tyle strzałów. Warto jednak pamiętać, że poza częstotliwością ich oddawania liczy się także skuteczność. Do serca wzięli to sobie gracze AZS-u UŚ Katowice, bowiem w meczu z Rekordem ich udział w liczbie uderzeń wyniósł zaledwie 28%. Mimo to potrafili zdobyć pięć bramek i wygrać całe spotkanie 5:3. Podobnie zrobili zawodnicy Acany Orła, którzy w swoim spotkaniu oddali zaledwie 18% ogólnej liczby strzałów, a mimo to zwyciężyli w bardzo ładnym stylu.

39:44 – w spotkaniu AZS-u UŚ Katowice padła także najpóźniej zdobyta bramka w tym sezonie – dokładnie na 16 sekund przed końcową syreną. Tytułu tego Kamil Musiał nie będzie jednak dzierżył samemu, bowiem w poprzedniej kolejce w tym samym momencie spotkania bramkę zdobył Michał Marek z Rekordu Bielsko-Biała.

6 oraz 1 – wspominaliśmy o tym już w naszym podsumowaniu kolejki, jednak ta statystyka wymaga podwójnego wyróżnienia. Czy znamy bowiem jakiś inny przykład, aby dwa zespoły od początku sezonu strzelały w każdym spotkaniu tyle samo bramek? My sobie nie przypominamy, a w Futsal Ekstraklasie mamy takie dwie drużyny. Są nimi Constract Lubawa oraz Gwiazda Ruda Śląska. Pierwsi z nich nie schodzą poniżej sześciu bramek na mecz. Z kolei drudzy nie mogą przełamać granicy jednego trafienia. Wynik bezpośredniego starcia obu zespołów nie mógł być zatem inny – 6:1 dla graczy z Lubawy.

506 kilometrów – jednego czego nie zazdrościmy zespołowi z Białegostoku, to na pewno dalekich wyjazdów. Na ostatnie spotkanie do Gliwic, zespół MOKS-u musiał przejechać ponad 500 kilometrów. Niemalże taką samą odległość białostoczanie mieliby do pokonania, gdyby ich spotkanie odbywało się… w Rydze.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice wygrał z Clearexem Chorzów 4:2. Hat-tricka w pierwszej połowie skompletował Mykola Morozov. Dla zespołu Jesusa Lopeza było to pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Futsal Ekstraklasy.

Dla obu zespołów zwycięstwo w tym spotkaniu było niesamowicie ważne. Po dość słabym początku zarówno Acana Orzeł, jak i Clearex potrzebowały trzech punktów, aby wciąż być w bliskim kontakcie z czołówką tabeli. Porażka oznaczała pozostanie w dolnej części stawki i coraz większą stratę do pozostałych drużyn.

Pierwszą znakomitą okazję do zdobycia bramki miał Maksym Pautiak. Po kierunkowym przyjęciu piłki od Mykoli Morozva, minął bramkarza, ale będąc bardzo w trudnej pozycji do uderzenia trafił jedynie w boczną siatkę.

Swoich sił w ofensywie próbowali także gracze Clearexu, ale świetnie dysponowany Maciej Foltyn bronił jak natchniony.

Dobra gra jelczan w ofensywie została nagrodzona bezpośrednim rzutem wolnym po faulu na Mykoli Morozovie. Do piłki podszedł sam poszkodowany, aby chwilę potem wprawić swoich kibiców w szał radości. Morozov uderzył silnie, ale przede wszystkim precyzyjnie pod samą poprzeczkę, nie dając tym samym szans Mateuszowi Bednarczykowi na obronę.

Cztery minuty później było już 2:0, a na listę strzelców ponownie wpisał się Morozov, który skutecznie wykorzystał błąd w defensywie rywala.

Chorzowianie próbowali złapać kontakt za wszelką cenę, ale z każdą kolejną interwencją Maciej Foltyn był coraz bardziej nie do pokonania.

Przeciwnie było po drugiej stronie boiska, gdzie Mykola Morozov grał swój własny mecz. Obrona Clearexu nie była w stanie go zatrzymać, co poskutkowało zdobyciem hat-tricka.

Wynik do przerwy mógł ustalić Arkadiusz Szypczyński, ale mając przed sobą jedynie bramkę, minimalnie się pomylił. Tym samym Acana Orzeł do szatni schodził z aż trzybramkowym prowadzeniem oraz z dużymi szansami na poprawienie tego rezultatu.

Zaraz po zmianie stron strzelili jednak goście. Bardzo silnie zza pola pola karnego uderzył Maciej Mizgajski, zmuszając tym samym Foltyna do kapitulacji. Nie minęło wiele czasu, a było już 2:3. Tym razem z bardzo ostrego kąta piłkę w siatce zmieścił były zawodnik m.in. piłkarskiej Wisły Kraków – Sebastian Leszczak.

Po dość długim czasie wyrównanej gry szybki kontratak rozpoczął Maciej Foltyn. Kapitan Acany Orła zagrał górą do Ivana Marquiny, a ten wbiegając w pole karne przerzucił piłkę nad bezradnym Rafałem Krzyśką. Podwyższyć rezultat mógł Sergio Solano, ale z sytuacji sam na sam zwycięsko wyszedł Krzyśka.

Na ostatnie pięć minut przed końcową syreną, Clearex postawił wszystko na jedną kartę, wycofując z gry bramkarza. Ich gra w przewadze nie przyniosła jednak żadnej korzyści.

Koniec spotkania oznaczał pierwsze w sezonie zwycięstwo Acany Orła, a także pierwszą w historii wygraną nad zespołem Clearexu.

– Długo czekaliśmy na tą pierwszą wygraną. Początek mieliśmy bardzo trudny i fajnie, że to przełamanie przyszło z tak dobrym przeciwnikiem. Po strzeleniu pierwszej bramki nasze morale poszły w górę i wydaje mi się, że właśnie to trafienie wraz z dopingiem naszych kibiców poniosło nas do zwycięstwa – mówił kapitan Acany Orła, Maciej Foltyn.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Clearex Chorzów 4:2 (3:0)

8′, 13′, 17′ Morozov, 32′ Marquina – 21′ Mizgajski, 24′ Leszczak.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Pastars, Morozov, Pautiak – Luchena, Gonzalez, Firańczyk, Kędra, Szypczyński.

Clearex: Bednarczyk (Krzyśka) – Salisz, Leszczak, Vakhula, Ivanov – Golly, Zastawnik, Seget, Mizgajski, Łuszczek, Dewucki, Wędzony, Bidelski.