Przed Acaną Orłem najprawdopodobniej najtrudniejszy wyjazd w tym sezonie. Gracze Jesusa Lopeza udadzą się bowiem do niezdobytej jeszcze w tym sezonie twierdzy Rekordu Bielsko-Biała.

Jedenaście spotkań. Tyle aktualnie wynosi seria meczów bez porażki w wykonaniu zawodników Acany Orła. O jej podtrzymanie będzie jednak bardzo trudno, ponieważ tym razem jelczanom przyjdzie zmierzyć się aktualnym mistrzem Polski – Rekordem Bielsko-Biała.

Rekordziści, co wcale nie jest niespodzianką radzą sobie w tym sezonie bardzo dobrze. Stracili punkty w zaledwie dwóch spotkaniach, raz ulegając AZS UŚ Katowice 3:5 oraz remisując z FC KJ Toruń 3:3.

Ich ogromnym atutem jest także siła rażenia, jaką mają do zaoferowania w ofensywie. W sumie zdobyli już 84 bramki, co daje średnią sześciu goli na mecz. Jakby tego było mało to większość z nich – 53 zdobyli u siebie.

Orły nie stoją jednak na straconej pozycji. W końcu ten kto oglądał ostatni mecz obu drużyn pamięta, że niewiele brakowało, aby jelczanie osiągnęli swoje pierwsze zwycięstwo w historii starć z Rekordzistami.

Dodatkowo gracze Jesusa Lopeza wciąż dysponują najlepszą defensywą w lidze. Co ciekawe będzie to zresztą spotkanie obu najlepszych formacji obronnych w Futsal Ekstraklasie. Kibice tym bardziej mogą spodziewać się zaciętego meczu, ponieważ Orły na wyjazdach tracą średnio zaledwie jedną bramkę na mecz. Z kolei bielszczanie u siebie wyciągają piłkę z siatki średnio 1,28 razy na spotkania.

– Okazja do zagrania z mistrzem Polski zawsze dodatkowo motywuje. Osobiście lubię grać w Bielsku-Białej. Zawsze panuje tam prawdziwie profesjonalna atmosfera, której nie ma nigdzie indziej w Polsce. Niestety aktualnie nie jesteśmy w najlepszym momencie jako zespół. Odeszło od nas niedawno trzech zawodników, co wpłynęło na metody przeprowadzania treningów. Ponadto Arek Szypczyński jest nadal kontuzjowany, a Maks Pautiak nie będzie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek.
Wszystkie te szczegóły są ważne, ale mimo to wiemy, co musimy zrobić, aby w Bielsku-Białej zagrać dobry mecz. Rekord to bardzo dobra drużyna, ze szczególnie dobrymi graczami w ofensywie. Jeśli zagramy odpowiedzialnie w obronie i nie stracimy bramek, to na koniec spotkania rzeczywiście możemy uzyskać korzystny wynik
– mówi Jesus Lopez, trener Acany Orła.

Kazimierz Górski mawiał, że chodzi o to, aby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika. Patrząc na tę rywalizację będzie chodzić raczej o to, aby stracić jedną bramkę mniej od przeciwnika, bo szyki obronne obu zespołów są wyjątkowo mocne.

Początek spotkania już jutro – w piątek, 17 stycznia o godz. 19.00. Dla osób nie mogących pojechać tego dnia do Bielska-Białej przewidziana została transmisja na kanale Sportklub.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował z GSF-em Gliwice 3:3. Bramki dla jelczan zdobywali Marcin Firańczyk oraz Gustavo Henrique. Pierwszy z nich mógł także przesądzić o ostatecznym wyniku, ale w końcówce spotkania nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego.

Przed pierwszym spotkaniem w tym roku najbardziej prawdopodobne było jedno – Acana Orzeł nie zremisuje z GSF-em Gliwice 0:0. Takim wynikiem zakończył się bowiem ostatni mecz między tymi drużynami i już wtedy było to dość sporym zaskoczeniem. Oczywiście nie dlatego, że któraś ze stron była zdecydowanym faworytem, a ta druga jej się mocno postawiła. Po prostu takie wyniki w futsalu są bardzo sporadyczne.

Z tego też powodu w Jelczu-Laskowicach z pewnością można było spodziewać się bramek. Ich liczbę było jednak bardzo trudno określić. Dlaczego? Ponieważ GSF na wyjazdach strzela średnio cztery bramki na mecz. Z drugiej strony stały jednak Orły – najlepsza defensywa w lidze. Patrząc na statystki kibice powinni byli uzbroić się także w cierpliwość. Jelczanie przed tym meczem tracili bowiem średnio w pierwszych połowach zaledwie 0.15 bramki, a o losach spotkania przeważali najczęściej po zmianie stron.

Powyższe wyliczenia można było jednak szybko wyrzucić do kosza, ponieważ już w 3. minucie wynik spotkania otworzył Marcin Firańczyk. Tym razem jednak gospodarze postarali się o emocje od pierwszego gwizdka sędziego. Już w 3. minucie dobre podanie od Janisa Pastarsa dostał Marcin Firańczyk, który wykorzystał zagranie partnera i silnym strzałem po ziemi otworzył wynik spotkania.

Blisko podwyższenia rezultatu był Mykola Morozov, ale jego piekielnie silne uderzenie intuicyjnie zbił na rzut rożny golkiper gości. Po drugiej stronie tyle szczęścia nie miał już jednak Maciej Foltyn. Po strzale jednego z gliwiczan piłka odbiła się rykoszetem do Mateusza Szyszki, a ten, co zszokowało wszystkich na trybunach zdecydował się na wykonanie przewrotki. Decyzja ta okazała się być fenomenalną dla przyjezdnych, którzy tym samym doprowadzili do remisu.

Gracze Jesusa Lopeza odzyskali prowadzenie dopiero po zmianie stron. I tak jak w Gliwicach w meczu z Piastem, tak i teraz na listę strzelców wpisał się Gustavo Henrique. Brazylijczyk z austriackim paszportem swojego czwartego gola zdobył nawet w podobny sposób – po dograniu za pole karne ze stałego fragmentu gry.

Niewiele brakowało, a mielibyśmy powtórkę scenariusza z pierwszej części spotkania, ale piłka po strzale Michała Rabieja obiła lewy słupek bramki Foltyna. Niewykorzystana sytuacja gości zemściła się na nich w 27. minucie. Fantastyczne, otwierające podanie otrzymał Henrique, który mądrze wyczekał, a następnie zagrał do nadchodzącego Firańczyka. Ten odwdzięczył mu się swoją drugą bramką w tym spotkaniu oraz czwartą w całym sezonie.

Henrique był bliski także asysty przy bramce Maksyma Pautiaka, ale Ukrainiec minimalnie się pomylił i piłka po jego strzale obiła zaledwie słupek bramki rywala. Po drugiej stronie boiska dobrze zachował się z kolei Wojciech Kędziora, który ładnie zastawił się z futsalówką i silnym strzałem, czubkiem buta zdobył bramkę kontaktową dla gliwiczan.

Na tym jednak były napastnik m.in. Zagłębia Lubin oraz Ruchu Chorzów nie poprzestał. Na cztery minuty przed końcem doprowadził bowiem do remisu i na tablicy świetlnej widniał wynik 3:3.

Decydującą piłkę na nodze mieli ostatecznie gospodarze, a konkretnie Firańczyk. Po dość niezrozumiałej decyzji sędziego, Orły otrzymały przedłużony rzut karny. Zawodnik jelczan nie zdołał jednak umieścić piłki w siatce i przestrzelił obok bramki.

Końcowa syrena oznaczała zatem podział punktów oraz podtrzymanie serii meczów bez porażki w wykonaniu Acany Orła, która osiągnęła rozmiar 11 spotkań.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – GSF Gliwice 3:3 (1:1)
Marcin Firańczyk 3′, 27′, Gustavo Henrique 24′ – Mateusz Szyszko 13′, Wojciech Kędziora 32′, 36′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Firańczyk, Pautiak – Henrique, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.

GSF Gliwice: Bogdziewicz (Barteczka) – Lutecki, Czech, Pasierb, Wilk – Mirga, Gładczak, Węgiel, Kędziora, Rabiej, Sitko, Szyszko, Cichy.

Orły Jesusa Lopeza wracają do gry! Rywalem jelczan będzie tym razem GSF Gliwice. Dziesiąta drużyna Futsal Ekstraklasy nie przyjeżdża jednak do Jelcza-Laskowic jak na ścięcie. Zawodnicy prowadzeni przez selekcjonera Błażeja Korczyńskiego, podobnie jak na otwarcie sezonu, nie będą mieli zamiaru odstawiać nogi.

Od ostatniego spotkania Acany Orła minęły już niemalże trzy tygodnie. Mecz kończący pierwszą rundę sezonu 2019/20 zakończył się remisem 1:1. I tak jak wtedy rywalem jelczan byli zawodnicy Piasta Gliwice, tak teraz drużynie Jesusa Lopeza ponownie przyjdzie się zmierzyć z gliwiczanami. Wyjątkiem będzie jednak to, że nie będzie to już zespół Piasta, a jego lokalny rywal GSF.

Gracze prowadzeni przez Błażeja Korczyńskiego zapowiadali się początkowo na rewelację rozgrywek. Po bezbramkowym remisie z Orłami, wygrali dwa kolejne spotkania, co na tamten moment dawało im wysokie 4. miejsce w tabeli.

Następne dwa miesiące to już jednak pasmo nieszczęść w wykonaniu gliwiczan. Brak jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w siedmiu spotkaniach spowodował spadek do strefy czerwonych latarni, co mogło wydawać się nawet lekko niesprawiedliwe. Trudno bowiem powiedzieć, że GSF nie chciał grać w futsal, kiedy większość spotkań przegrywał jedną bramką.

Na szczęście kibiców ze Śląska moneta w końcu odwróciła się na ich korzyść. Trzy spotkania i siedem punktów zdobytych w starciach m.in. z Gattą Zduńska Wola oraz FC KJ Toruń mogło zaimponować.

Skuteczna końcówka pozwoliła GSF-owi odetchnąć z ulgą. Gliwiczanie awansowali na 10. pozycję i obecnie nad strefą spadkową wydają się mieć bezpieczną przewagę sześciu oczek.

To na co z pewnością trzeba zwrócić uwagę przed starciem z GSF-em, to koncentracja od pierwszego gwizdka sędziego. Goście zdobywają bowiem większość bramek w pierwszych połowach, a też i na wyjazdach gra ofensywna idzie im nieco lepiej niż u siebie. Gliwiczanie w delegacji zdobywają średnio 3,83 bramki na mecz.

Na korzyść Orłów przemawia przede wszystkim skuteczniejsza defensywa. We wspomnianych pierwszych połowach, jelczanie tracą średnio jedyne 0,15 bramki na mecz. Dodatkowo do tej pory w Jelczu-Laskowicach więcej niż trzy bramki strzelił jedynie Rekord Bielsko-Biała.

Zdecydowanym faworytem spotkania jest zatem zespół Acany Orła. Dominację w statystykach trzeba będzie jednak jeszcze potwierdzić na parkiecie. Początek spotkania już jutro – 11 grudnia o godzinie. 18.00. Bilety w cenie pięciu oraz piętnastu złotych można nabywać w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice.

Trzynaście pełnych kolejek Futsal Ekstraklasy za nami. Jak zatem spisały się nasze Orły, a także jak wyglądały na tle rywali? Patrząc na statystki, z pewnością można powiedzieć, że wygląda to bardzo dobrze.

Spoglądając na grę Acany Orła w bieżących rozgrywkach nie sposób nie zacząć od defensywy. Zaledwie osiemnaście straconych bramek w trzynastu meczach daje fenomenalną średnią 1.38 straconego gola na spotkanie. Dla porównania kolejne najlepsze zespoły pod tym względem – Rekord Bielsko-Biała oraz FC KJ Toruń i Piast Gliwice tracą odpowiednio 1.92 oraz 2.15 bramki na mecz.

Aby zobaczyć z kolei jak duży progres w grze defensywnej wykonali zawodnicy Jesusa Lopeza wystarczy przytoczyć statystyki po pierwszych rundach poprzednich sezonów. A prezentują się one następująco:

Sezon 2015/16 – 5.00 straconych bramek na mecz (I liga),
Sezon 2016/17 – 2.50 (I liga),
Sezon 2017/18 – 1.72 (I liga),
Sezon 2018/19 – 2.90 (Futsal Ekstraklasa),
Sezon 2019/20 – 1.38 (Futsal Ekstraklasa).

Mimo to wielu mogłoby w tej sytuacji zarzucić, że co z tego, że defensywa jest najlepsza, skoro Orzeł w tym sezonie zdobył więcej bramek od zaledwie pięciu zespołów. I rzeczywiście tak jest. Orły nie strzelają zbyt dużo goli, ale dzięki konsekwencji w tyłach posiadają trzeci najlepszy bilans bramkowy w lidze. A trzeba pamiętać, że przy tak wyrównanej czołówce, o ostatecznym miejscu w tabeli może zadecydować nawet jedno trafienie.

Co może cieszyć to także regularne punktowanie. Po słabszym początku i zaledwie jednym remisie Orły przełamały się z Clearexem Chorzów i od tamtego momentu nie przegrały już ani razu. Dzięki temu zanotowały serię 10 spotkań z rzędu bez porażki, którą wciąż mogą poprawić.

Ważne są również zwycięstwa z bezpośrednimi rywalami do podium. Zarówno z FC KJ Toruń, jak i wspomnianym Clearexem udało się wygrać różnicą trzech bramek. Tak wysoka zaliczka może być bardzo ważna w końcowych rozrachunkach. Oczywiście nie można zapominać o zespołach, które gonią jelczan, ale i tam bilans nie jest zły – trzy remisy oraz bardzo wysokie zwycięstwo z AZS-em UŚ Katowice.

Jeśliby stworzyć zatem tabelę ze spotkań rozegranych bezpośrednio między zespołami z pierwszej ósemki, to Acana Orzeł zajmowałby tam wysoką, bo aż trzecią pozycję. Taki obrót spraw jest również pewnego rodzaju progresem. Gdyby się cofnąć do poprzedniego sezonu, to jedno czego zabrakło jelczanom do zdobycia medalu, to z pewnością korzystniejsze wyniki z bezpośrednimi rywalami.

1. Rekord Bielsko-Biała 16 pkt,
2. FC KJ Toruń 14 pkt,
3. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 12 pkt,
4. Clearex Chorzów 10 pkt,
5. Gatta Active Zduńska Wola 10 pkt,
6. Constract Lubawa 7 pkt,
7. AZS UŚ Katowice 6 pkt,
8. Piast Gliwice 2 pkt.

Powyżej wspominaliśmy już o tym, że Orzeł nie gra super spektakularnych spotkań w ofensywie, ale skupia się przede wszystkim na grze w obronie. Porównując taki styl do zespołów sąsiadujących z jelczanami – Constractu Lubawa oraz Clearexu Chorzów można wyciągnąć wniosek, że zawodnicy Jesusa Lopeza grają po prostu bardziej ekonomicznie. Szanują swoje siły, dzięki czemu niejednokrotnie o losach spotkania przesądzali w drugich połowach.

Jelczanie oddali do tej pory w sumie 427 uderzeń, z czego 165 (38%) było celnych. Spośród tych, 37 (22%) zatrzepotało w siatce rywala. Będący tuż za plecami Orła Constract zdołał uderzyć 419 razy, z czego 215 (51%) strzałów zmusiło bramkarza, bądź też obrońców do interwencji. W tym przypadku celność nie idzie jednak w parze ze skutecznością. Lubawianie cieszyli się ze zdobytego gola 46 razy, co daje wynik na poziomie 21%, a więc minimalnie niższy od jelczan.

Na pierwszy rzut oka zupełnie odmienny styl prezentują z kolei chorzowianie. Aktualni brązowi medaliści mistrzostw Polski pokusili się o aż 668 strzałów, na co złożyło się 260 (38%) uderzeń celnych. Jednak zaledwie 57 z nich, a więc 21% znalazło drogę do siatki.

Wniosek z tego wszystkiego wychodzi prosty – może Orzeł i nie jest najlepszą drużyną pod względem liczby zdobytych bramek, ale już patrząc na samą skuteczność, to od sąsiadujących z nim rywalami prezentuje się lepiej.

Mała liczba zdobytych bramek nie wynika także z braku zawodników do ich seryjnego strzelania. W poprzednim sezonie po 13. kolejce na listę strzelców wpisało się dziesięciu graczy Acany Orła. Dokładnie tyle samo Orłów widnieje tam i teraz. Dodatkowo niemalże za taki sam procent zdobytych bramek odpowiada trzech najskuteczniejszych zawodników. Wtedy byli nimi Nuno Brabosa, Allyson Amantes orz Victor Andrade. W sumie zdobyli oni wtedy 21 goli, co dawało wynik na poziomie 46%. Teraz w czołówce znajdują się Sergio Solano, Arkadiusz Szypczyński oraz Mykola Morozov, którzy w sumie zanotowali 18 trafień, a to daje 48% całego dorobku bramkowego.

Jak zatem widać obecny sezon w wykonaniu naszych Orłów jest lepszy. Oczywiście to nie jest ostatnie słowo jelczan, dlatego też z każdym kolejnym spotkaniem powyższe statystyki powinny ulegać coraz to większej poprawie, czego sobie i Wam życzymy w rundzie rewanżowej.

Kiedy zdobywa bramkę kibice wykrzykują jego nazwisko. Dla uproszczenia używają oczywiście tylko tego pierwszego. Na drugim – Steinwandter niejedna osoba mogłaby bowiem połamać sobie język. To po tym jednak można zauważyć, że nie jest on stuprocentowym Brazylijczykiem. M.in. o tym, ale także o poziomie Futsal Ekstraklasy na tle naszych południowych sąsiadów porozmawialiśmy z Gustavo Henrique.

Pochodzisz z Brazylii, ale twoje miasto rodzinne – Blumenau nie jest do końca brazylijskie. 35% tamtejszej ludności jest pochodzenia niemieckiego, a twoje nazwisko wskazuje na to, że zaliczasz się do tej grupy. Interesowałeś się jakoś swoim pochodzeniem – w jaki sposób twoi przodkowie przybyli do Brazylii i skąd dokładnie przyjechali?

GUSTAVO: Tak, moja rodzina pochodzi częściowo z Austrii, dlatego też posiadam paszport tego kraju. Teraz nie mam tam już żadnej rodziny, ale zawsze chciałem mieszkać w Europie, podróżować po niej i poznawać kulturę moich przodków.

Wiesz kiedy dokładnie twoja rodzina przybyła do Brazylii?

Myślę, że mogło to być mniej więcej 50-60 lat temu, gdy mój dziadek tam przyjechał.

Kiedy w Polsce słyszysz hasło „sport w Brazylii” myślisz: piłka nożna, siatkówka i ewentualnie też piłka plażowa. Dlaczego zatem wybrałeś futsal?

W Brazylii piłka nożna jest bardzo popularna i niemalże każdy chciałby w nią grać. Przygodę z nią zaczyna się tam jednak od futsalu i dopiero później ewentualnie hala jest zmieniana na boisko trawiaste. Ja zdecydowałem się zostać przy futsalu. Chciałem być profesjonalnym graczem, a też futsal podobał mi się o wiele bardziej, niż oryginalna odmiana tej gry.

Futsal jest tam zatem bardzo popularną dyscypliną? Hale są zawsze pełne?

Hale nie są zawsze pełne. Mimo to mamy dużo klubów, które mają sporą liczbę fanów. Trudno jest je tak naprawdę zliczyć, ponieważ poza główną ligą są jeszcze te regionalne. Brazylia posiada 26 stanów i w każdym z nich są toczone rozgrywki, tak więc drużyn oraz zawodników jest bardzo dużo.

Twoim pierwszym klubem w Europie była Sparta Praga. Jak tam trafiłeś?

Kiedy grałem jeszcze w Brazylii byłem obserwowany przez jednego z agentów. Po jednym ze spotkań zapytał mnie czy nie chciałbym z nim współpracować. Zgodziłem się, ponieważ to była dla mnie dobra okazja do tego, aby robić to, co zawsze chciałem – grać w Europie. Zaufałem mu i jak dziś widać, udało się.

Nie pytałeś go dlaczego akurat Czechy, a nie chociażby Hiszpania?

W tamtym czasie to był dobry wybór. Wierzyłem, że to może się udać, a też może później pójdę gdzieś dalej. I teraz widzę, że tak jest. Dla mnie osobiście Futsal Ekstraklasa jest lepsza od ligi czeskiej. Tutaj każdy może wygrać z każdym. W Czechach też oczywiście są dobre zespoły, ale ogólny poziom całych rozgrywek nie jest tak dobry jak w Polsce.

A gdyby dołożyć do tego jeszcze ligę słowacką, w której także grałeś to Polska wciąż byłaby na pierwszym miejscu?

Tak, jak najbardziej. To jest już mój trzeci rok w Europie i patrząc na te trzy kraje, w których grałem, to polska liga prezentuje zdecydowanie wyższy poziom na tle Czech oraz Słowacji.

Po twoim profilu na instagramie można szybko wywnioskować, że lubisz podróżować. Byłeś wcześniej w Polsce, zanim jeszcze dostałeś ofertę od Acany Orła?

Nie, to był mój pierwszy raz.

Co zatem zrobiłeś po otrzymaniu tej oferty? Sprawdziłeś jak sobie Orzeł ostatnio radził, kto tam gra, czy może gdzie w ogóle leży Jelcz-Laskowice?

Wraz z przyjściem tutaj liczyło się dla mnie przede wszystkim to, aby móc się dalej rozwijać. Abym mógł zwiększać swoje umiejętności, a także grać na coraz wyższym poziomie. Tutaj mogę to robić. Trenuję 7-8 razy w tygodniu, gram w dobrym zespole, który prowadzi bardzo dobry trener. A wiem, że nie wszędzie mógłbym na takie coś liczyć. Oczywiście sprawdziłem też jak wygląda miasto, zobaczyłem, że niedaleko jest stąd do Wrocławia, a to tylko utwierdziło mnie w podjęciu takiej decyzji.

Jakbyś zatem ocenił siebie po tej połowie sezonu?

Nie chciałbym mówić tylko o sobie, ponieważ cały zespół wykonał dobrą robotę. Wszyscy dawali z siebie na treningach sto procent. To jaki progres wykonaliśmy, widać chociażby po tym jak graliśmy na początku sezonu, a w jakim miejscu znajdujemy się teraz. To oczywiście efekt naszej ciężkiej pracy i myślę, że z takim zaangażowaniem możemy być tylko lepsi.

W tym roku udało ci zadebiutować także w reprezentacji Austrii. Spodziewałeś się tego?

To była dla mnie spora niespodzianka. Trener nigdy wcześniej ze mną o tym nie rozmawiał i też za bardzo o tym nie myślałem. Później jednak do mnie napisał, wyjaśnił mi wszystko i to było dla mnie bardzo miłe. Na pewno chciałbym jeszcze tam wrócić, by móc ponownie zagrać w narodowych barwach.

Uczysz się w związku z tym języka niemieckiego?

Jeszcze nie, ale na pewno będę musiał.

A polskiego?

Tylko trochę. Ale też grając w Czechach i na Słowacji dostrzegłem wiele podobieństw w tych językach, więc z rozumieniem nie mam aż tak dużego problemu, w przeciwieństwie do mówienia, z którym jest trochę gorzej.

Jakie plany na aktualną przerwę świąteczno-noworoczną? Wracasz do Brazylii?

Do Brazylii nie wracam. Chcę jak najwięcej podróżować i cieszyć się tym wolnym czasem. Do tej pory udało mi się być w czternastu krajach i teraz wybieram się do kolejnych trzech – jadę na Litwę, Łotwę oraz do Estonii.

A w Polsce już zdążyłeś gdzieś pojechać?

Tak, byłem w Krakowie, Warszawie, no i oczywiście też we Wrocławiu.

Czego Ci zatem życzyć na nowy rok?

Na pewno sukcesów, ale też myślę, że przede wszystkim zdrowia, abym mógł jak najwięcej grać, bo w końcu po to przyjechałem tutaj z Brazylii.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował 1:1 z Piastem Gliwice. Jedyną bramkę dla jelczan zdobył w 33. minucie Gustavo Henrique. Spotkanie to było jednocześnie ostatnim meczem Orłów w tym roku.

Ostatnie tegoroczne spotkanie Acany Orła przypadło na wyjazdowe starcie z Piastem Gliwice. Jelczanie do tego meczu podchodzili jako wicelider Futsal Ekstraklasy oraz drużyna z najdłuższą serią spotkań bez porażki. Gospodarze z kolei, mimo że zajmowali 7. miejsce w ligowej tabeli, to do zespołu Jesusa Lopeza tracili zaledwie trzy punkty.

I choć Piasta od Acany niewiele dzieliło, to początek mógł mocno zaskoczyć. Równo z pierwszym gwizdkiem sędziego jelczanie ruszyli do ataku i po dwóch minutach mogło być nawet 2:0. Nieco szczęścia zabrakło jednak Ixemadowi Gonzalezowi i wynik pozostawał bez zmian.

Na gospodarzy podziałało to wystarczająco motywująco. Gliwiczanie szybko się przebudzili i to oni mogli objąć prowadzenie. Sebastian Szadurski pomylił się jednak minimalnie i piłka po jego uderzeniu obiła zaledwie słupek.

Po drugiej stronie boiska swoich sił próbował z kolei Maksym Pautiak. Ukrainiec przejął futsalówkę w środkowej strefie boiska i gdyby nie skuteczna interwencja jednego z defensorów, to rozpoczętą przez siebie akcję prawdopodobnie wykończyłby sam.

Ostatecznie żadna z drużyn nie była w stanie objąć prowadzenia przed przerwą. Wynik 0:0 dawał więc teoretycznie większe szanse przyjezdnym, którzy o wiele bardziej skuteczni są w drugich odsłonach spotkań.

Niewiele brakowało, a teoria z praktyką nie miała by wiele wspólnego. Chwilę po zmianie stron gospodarze wyszli z kontratakiem, ale kolejny raz trafili w słupek, dzięki czemu kibice Orła mogli odetchnąć z ulgą. Bliski gola był chociażby Dominik Solecki. Na szczęście jego silne uderzenie powstrzymał dobrze interweniujący Foltyn.

Piłkarskie porzekadło w takich sytuacjach powiada, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Bliski wypełnienia tej reguły był Sergio Solano, który dostał otwierające podanie od Gustavo Henrique. Hiszpan był jednak zbytnio naciskany przez rywala, przez co nie był w stanie oddać czystego strzału.

Kolegę z zespołu wyręczył wspomniany Henrique. Brazylijczyk najpierw obił słupek, ale kilka minut później trafił już perfekcyjnie. Piłka po jego strzale zdążyła tylko przełamać ręce bramkarza, a następnie wpadła do siatki.

Po tej bramce Piast postawił wszystko na jedną kartę. Wycofał z gry golkipera i w przewadze jednego zawodnika próbował doprowadzić do remisu. Udało im się to w 36. minucie, kiedy to futsalówkę do bramki skierował Rafał Franz.

Gliwiczanie, co mogło zaskoczyć, wciąż byli zdecydowani na grę w przewadze. Taka taktyka mogła im bardzo pomóc, ponieważ Orły zostały zepchnięte do defensywy, ale jeden błąd mógł także zaważyć na końcowym wyniku spotkania.

Aby nieco wspomóc swoich zawodników, trener Acany poprosił o czas. Ostatnie przekazane schematy nie pomogły jednak w osiągnięciu zwycięstwa. Spotkanie zakończyło się jednobramkowym remisem i oba zespoły mogły dopisać sobie w tabeli po jednym punkcie.

Piast Gliwice – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Gustavo Henrique 33′ – Rafał Franz 36′.

Piast: Widuch (Grzywa, Wojcik) – Bugański, Romero, Grzywa, Tavarez – Wołongiewicz, Solecki, Czyszek, Cygnarowski, Grecz, Franz, Szadurski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Solano, Marquina, Gonzalez – Pastars, Morozov, Firańczyk, Kędra, Pautiak, Szypczyński.

Przed Acaną Orłem ostatnie spotkanie w tym roku. Jelczanie udadzą się tym razem do Gliwic, aby tam o trzy punkty zawalczyć z miejscowym Piastem. Kto zatem wyjdzie tej rywalizacji zwycięsko?

Po kolejnym zwycięstwie u siebie, Orłom przyjdzie się zmierzyć tym razem na wyjeździe. O to, aby udanie zakończyć rok nie będzie jednak wcale tak łatwo, bowiem rywalem jelczan będzie Piast Gliwice.

Obecny sezon w wykonaniu rywali jelczan trudno jest jednoznacznie oceniać. Początek mieli bowiem fatalny – na pięć spotkań wygrali zaledwie jedno. Później jednak, po zatrudnieniu Orlando Duarte gliwiczanie zaczęli grać jak natchnieni. Na 21 możliwych do zdobycia punktów zgarnęli ich aż 16. I patrząc na tabelę od okresu zatrudnienia Portugalczyka, to lepszy bilans mają tylko gracze FC KJ Toruń oraz Rekordu Bielsko-Biała.

Sama postać Orlando Duarte jest także warta wspomnienia. Szkoleniowiec w swoim CV posiada m.in. pięć tytułów mistrza Portugalii wraz ze Sportingiem Lizbona, a także prowadzenie kadry narodowej tego kraju. Ciekawie zapowiada się zatem pojedynek na ławce trenerskiej, który można określić małymi derbami Półwyspu Iberyjskiego.

Dobry bilans Duarte może także wynikać z nieco prostszego terminarza. Nowego trenera Piasta ominęły bowiem spotkania z ponad połową drużyn z czołówki. A bilans, z bezpośrednimi rywalami o podium gliwiczanie mają delikatnie mówiąc kiepski. W sześciu spotkaniach zdobyli zaledwie punkt – remis 3:3 z Constractem Lubawa. Dla porównania gracze Jesusa Lopeza przegrali tylko z Rekordem Bielsko-Biała i na 18 możliwych do zdobycia oczek zatrzymali u siebie 11.

Historia spotkań obu zespołów daje większe szanse Acanie. Podobnie seria dziewięciu nieprzegranych spotkań z rzędu, która jest najlepszą od początku istnienia klubu. Kibice rządni emocji będą musieli jednak wykazać się sporą cierpliwością. Ponad 67% bramek w meczach Piasta i Acany pada w drugich częściach spotkania.

Czy Orły wrócą zatem zwycięsko z Gliwic, czym jednocześnie sprawią sobie i kibicom przedświąteczny prezent? O tym przekonamy się już jutro – w sobotę, 21 grudnia o godzinie. 13.00.

Po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy wyklarowała nam się nieco ligowa czołówka, w której znajduje się… aż osiem zespołów. Drużyną środka wydaje się być na ten moment Malepszy Futsal Leszno. Z kolei w walce o spokojne święta, poza strefą spadkową pozostaje wciąż aż pięć zespołów.

Rekordy, serie, statystyki, wyliczenia i wiele więcej. Co wartego zwrócenia uwagi wydarzyło się w ostatniej serii gier? Zapraszamy na garść ciekawostek po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy.

9 – od tylu kolejek Acana Orzeł nie przegrał choćby jednego spotkania. Liczba ta jest tym bardziej imponująca, bowiem tak dobrej serii nie było jeszcze nigdy w historii klubu! Począwszy od sezonu 2015/16, na żadnym szczeblu rozgrywkowym Orły nie były przez tak długi czas niepokonane.

1.41 – tak dobre wyniki nie biorą się jednak znikąd. Szczególnie konsekwentnie jelczanie grają w defensywie. Średnio na spotkanie tracą zaledwie 1.41 bramki. Kolejne dwa najlepsze zespoły pod tym względem – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała tracą średnio 2 i 2.1 bramki na spotkanie.

966 – najdłuższą trasę w minionej kolejce mieli do pokonania gracze Clearexu. Dalekie podróże mogą wynagrodzić jednak dobre wyniki, a tak było tym razem. Podróż z Chorzowa do Białegostoku i z powrotem była niemalże tak samo długa jak z Chorzowa… do Kijowa. W zbliżającej się przerwie od rozgrywek wycieczka do stolicy Ukrainy nie brzmi chyba źle.

8 – po ostatniej kolejce nie można nie wspomnieć także o ligowej czołówce, która urosła niemalże jak na drożdżach. Drugiego Acanę Orła od ósmej Gatty Zduńska Wola dzielą zaledwie trzy punkty. Jedyną bezpieczną drużyną na podium, przynajmniej do rundy rewanżowej pozostanie Rekord Bielsko-Biała, który nad jelczanami ma pięć oczek przewagi.

63 i 119 – kiedy w poprzedniej kolejce GSF Gliwice ogrywał Gattę 5:4 miał przeprowadzonych dokładnie 50 ataków. Zduńskowolanie mieli ich z kolei dwa razy więcej. Tym razem ich skuteczność była jeszcze gorsza w porównaniu do rywala. Gwiazda Ruda Śląska na strzelenie jednej bramki potrzebowała dokładnie dziewięciu ataków. Goście z ziemi łódzkiej potrzebowali ich niemalże czterdziestu!

Kolejne zwycięstwo Acany Orła stało się faktem. Jelczanie wygrali z Red Devils Chojnice 3:0 i tym samym zanotowali dziewiąte spotkanie z rzędu bez porażki, a także awansowali na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy

Zdecydowanym faworytem spotkania był Acana Orzeł. Gracze Jesusa Lopeza walczyli nie tylko o komplet punktów, ale również o jak najwyższy rozmiar zwycięstwa. Przy korzystnym układzie wyników mogli nawet awansować na pozycję wicelidera. Stawka meczu była także duża dla drugiej ze stron. Goście z Chojnic nie mieli wiele do stracenia. Z ostatniego miejsca w tabeli spaść już nie mogli, tak więc każdy wywieziony z Dolnego Śląska punkt był dla nich na wagę złota.

Od pierwszego gwizdka sędziego dłużej przy piłce utrzymywały się Orły. Brakowało im jednak klarownych sytuacji do strzelenia pierwszego gola. Goście z kolei zagrażali głównie po stałych fragmentach gry, bądź też po strzałach z dalszej odległości. Wydawało się, że aby spotkanie nabrało większych kolorów, wystarczy bramka którejś ze stron. Żadna z nich nie była jednak w stanie przedrzeć się przez zasieki obronne rywala.

Co mogło zaskoczyć, to to że Red Devils przez długi czas grało z Orłem jak równy z równym. Ani trochę nie było widać różnicy jaka dzieli oba zespoły w tabeli. Momentami wydawało się nawet, że Czerwone Diabły zaraz wyjdą na prowadzenie. Na szczęście gospodarzy, kibice w Jelczu-Laskowicach nie musieli być świadkami powtórki z Rudy Śląskiej i tak jak ofensywa nie funkcjonowała najlepiej, tak defensywa była niemalże bezbłędna.

Przełamać gości z północy udało się dopiero w 16. minucie, po szybkim kontrataku w wykonaniu Arkadiusza Szypczyńskiego. Gracz Acany nie wykończył jednak akcji, a zagrał inteligentnie na prawą stronę do Ixemada Gonzaleza, który posłał piłkę między nogami golkipera wprost do bramki.

Tuż przed przerwą podwyższyć prowadzenie mógł Sergio Solano, ale zbyt ostry kąt utrudnił Hiszpanowi zadanie i futsalówka trafiła zaledwie w boczną siatkę.

Po zmianie stron gra Acany uległa poprawie. Jelczanie częściej gościli pod bramką rywali, choć nie byli w stanie pokonać dobrze dysponowanego Sebastiana Kartuszyńskiego. Goście z kolei nie mieli już tylu argumentów w ofensywie, co w pierwszej części spotkania, a to z upływem czasu przybliżało ich tylko do siódmej porażki z rzędu.

W 31. minucie po okresie lekkiego uśpienia, sygnał do podwyższenia tempa gry dał Mykola Morozov. Gracz Acany nie zawahał się uderzyć zza pola karnego i po delikatnym rykoszecie piłka ponownie przeleciała między nogami bramkarza.

Na 11. sekund przed końcem, na dość szalony krok zdecydował się Maciej Foltyn. Golkiper Orłów pognał z futsalówką na bramkę rywala niczym struś pędziwiatr. Jego starania nie poszły na marne, bowiem golem zakończył to Sergio Solano, który tym samym ustalił wynik spotkani na 3:0.

Dzięki temu zwycięstwu Acana Orzeł zanotował dziewiąty mecz z rzędu bez porażki, a także awansował na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy. Do pierwszego Rekordu Bielsko-Biała jelczanie tracą pięć oczek, ale aktualni mistrzowie Polski mają jeszcze do rozegrania dwa zaległe spotkania.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Red Devils Chojnice 3:0 (1:0)
Ixemad Gonzalez 16′, Mykola Morozov 31′, Sergio Solano 40′

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Solano, Pastars, Marquina, Firańczyk, Gonzalez.

Red Devils: Kartuszyński (Rodowicz) – Storozhuk, Laskowski P., Kąkol, Kolesnik – Trojan, Medon, Laskowski D., Kaczorowski, Kubiszewski.

W 12. kolejce Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł zmierzy się z Red Devils Chojnice. Mecz ten będzie jednocześnie ostatnim w 2019 roku, w którym zawodnicy Jesusa Lopeza wystąpią przed własną publicznością.

Od inaugurującego spotkania nowego sezonu Futsal Ekstraklasy w Jelczu-Laskowicach nie minęły jeszcze nawet trzy miesiące. Tyle jednak wystarczyło, aby rozegrać jedenaście kolejek, i aby w tej następnej kibice Acany Orła mogli się pożegnać ze swoimi idolami przed kilkutygodniową przerwą.

Święto fanów Chusa Lopeza i spółki postarają się z pewnością popsuć chojnickie Czerwony Diabły, którym o zwycięstwo będzie jednak wyjątkowo trudno.

Zdecydowanym faworytem spotkania jest oczywiście Acana Orzeł. Za jelczanami będzie stać nie tylko kilkuset osobowa grupa kibiców, ale także statystyki, które gościom nie dają praktycznie żadnych szans.

Już patrząc na samą tabelę można zauważyć, że najbliższym rywalom Acany nie idzie w tym sezonie zbyt dobrze. Zaledwie pięć punktów i ostatnie miejsce w lidze nie jest wymarzonym wynikiem. Dodatkowo goście z Pomorza tracą najwięcej bramek na mecz – średnio 5,36. Na przeciwnym biegunie znajdują się z kolei gospodarze, którzy w tym sezonie w grze defensywnej nie mają sobie równych – średnio na mecz tracą zaledwie 1,54 bramki.

Po stronie jelczan stoi także aktualna seria spotkań bez porażki. Orły nie przegrały bowiem od ośmiu meczów. Red Devils jest z kolei zespołem, który najdłużej czeka na jakąkolwiek zdobycz punktową. Ostatni raz gracze Jakuba Mączkowskiego wygrali 9 października z Futsal Leszno 8:5. Od tego czasu zanotowali aż sześć porażek, a ich bilans bramkowy z tych starć wynosi 12:39.

Jeśli chojniczanom udałoby się wygrać z Acaną Orłem, tak jak miało to miejsce w zeszłym sezonie, to byłaby to spora niespodzianka. Jelczanie zagrają jednak nie tylko o pełną pulę punktów, ale także o jak najwyższe zwycięstwo. W sytuacji gdy o miejsce na podium walczy bowiem osiem zespołów, każda zdobyta bramka jest jak na wagę złota.

– To spotkanie, bez względu na to w jakim miejscu znajdują się nasi rywale, będzie dla nas wyzwaniem. Dlatego też trenujemy i przygotowujemy się do nadchodzącego meczu z pełną powagą. Red Devils oczywiście ma swoje mocne strony, ale mamy plan i wiemy w jaki sposób je zneutralizować Jeżeli będziemy w pełni skoncentrowani na tym co przygotował nam trener, to z pewnością uzyskamy pozytywny wynik. Przede wszystkim liczy się dla nas zwycięstwo, bo wiemy jak jest o to trudno na tym poziomie. Nie patrzymy na razie co będzie w przyszłości. Skupiamy się wyłącznie na najbliższym rywalu, choć oczywiście jesteśmy świadomi sytuacji w tabeli i tego w jakiej sytuacji jesteśmy – zapowiada Janis Pastars.

Początek spotkania już w sobotę, 14 grudnia o godzinie 18.00 w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych można nabyć w kasach CSiR.