Remisem 1:1 zakończyło się wyjazdowe spotkania Acany Orła z Malepszy Futsal Leszno. Prowadzenie jelczanom na początku drugiej połowy dał Ivan Marquina. Gospodarze uratowali jednak wynik na 10 sekund przed końcową syreną, za sprawą Adriana Niedźwiedzkiego.

Kibice gospodarzy, ale także i gości, którzy licznie stawili się w Lesznie z pewnością mogli liczyć na dobre zawody. W popularnym „Trapezie” miała się ze sobą bowiem spotkać trzecia drużyna w tabeli Futsal Ekstraklasy oraz zespół beniaminka, który już niejeden raz postawił się faworyzowanym rywalom.

I rzeczywiście pierwsza połowa nie mogła zawieść. Mimo braku bramek spotkanie było bardzo przyjemne dla oka. Oba zespoły grały agresywnie w obronie oraz momentalnie dochodziły do przeciwnika. Gospodarze kilka razy próbowali zaskoczyć Macieja Foltyna, ale ich strzały z własnej połowy boiska nie zmusiły golkipera Orłów do zbyt wielkiego wysiłku.

Swoim byłym kolegom z drużyny próbował przypomnieć się także Sebastian Wojciechowski. Widać w nim było, że wie gdzie może szukać swoich okazji do przejęcia futsalówki. Próbował to wykorzystać m.in. na Kacprze Kędrze, ale młody zawodnik Acany nie dał się bardziej doświadczonemu rywalowi.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania powinna być 15. minuta. Wtedy to za zagranie piłki ręką sędzia podyktował rzut karny dla gości. Do piłki pewnie podszedł Sergio Solano, ale jego uderzenie obiło zaledwie prawy słupek, przez co na tablicy świetlnej wynik pozostawał bez zmian.

To co najciekawsze miało nadejść jednak po zmianie stron. Prognozy spełniły się dosyć szybko, bo już w 22. minucie. Wtedy to na listę strzelców wpisał się Ivan Marquina, a kibice z Jelcza-Laskowic unieśli ręce w geście radości.

Równie szybko jelczanie wykorzystali jednak limit pięciu fauli, co w 30. minucie poskutkowało przedłużonym rzutem karnym. Na pojedynek z Maciejem Foltynem zdecydował się Dawid Witek, który w swojej karierze reprezentował także barwy Orłów. Górą okazał się być jednak niezawodny bramkarz jelczan, który w Lesznie grał swój własny popisowy mecz.

Znakomita forma Foltyna okazała się niestety bezskuteczna w ostatniej akcji meczu. Na 10 sekund przed końcem, kiedy leszczynianie konstruowali kolejne ataki w przewadze, piłkę do bramki skierował Adrian Niedźwiedzki. Gracze Jesusa Lopeza nie zdążyli już odpowiedzieć i do Jelcza-Laskowic musieli wracać z ogromnym niedosytem.

– Są takie mecze, które kończą się remisem, a mimo to kibice będą je pamiętać przez wiele, wiele miesięcy. I to było jedno z takich spotkań, gdzie kibice przyszli zobaczyć emocje i doczekali się tego. Rzut karny, gol na 10 sekund przed końcem. Możemy być źli, że straciliśmy tę bramkę tak późno. Z przebiegu meczu powiedziałbym, że sytuacji było po równo i żadna z drużyn nie może być obrażona z tego powodu. Futsal Leszno pokazuje, że dużo wnosi do Futsal Ekstraklasy i jako beniaminek potrafi zagrać dobrze z bardziej doświadczonymi ekipami. Jest to klub, który przez wiele lat może się utrzymywać na tym poziomie – mówił po meczu Maciej Foltyn.

Punkt ten trzeba oczywiście szanować. Pozwolił on przynajmniej na chwilę awansować na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy, a przede wszystkim obronić miejsce na podium do następnej kolejki. W niej Orły zmierzą się z Red Devils Chojnice, gdzie stawką nie będą wyłącznie trzy punkty i pozostanie na podium, ale także podtrzymanie wyśmienitej serii meczów bez porażki, która może wtedy osiągnąć rozmiar dziewięciu spotkań.

GI Malepszy Futsal Leszno – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Adrian Niedźwiedzki 40′ – Ivan Marquina 22′

Futsal Leszno: Bartkowiak (Długosz) – Niedźwiedzki, Witek, Olszak, Molicki, Martin, Radliński, Kruszyński, Bartnicki, Synowiec, Pietruszko, Siecla, Wojciechowski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Szypczyński, Solano, Pastars, Firańczyk, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Pautiak.

Po przerwie reprezentacyjnej Acana Orzeł wraca do gry. Zawodnicy Jesusa Lopeza udadzą się do Leszna, aby tam w meczu z Malepszy Futsal obronić podium Futsal Ekstraklasy.

Od ostatniego spotkania Acany Orła z FC KJ Toruń minęły już niemalże dwa tygodnie. W tym czasie jelczanie mieli możliwość nieco odpocząć, ale także m.in. obejrzeć na żywo mecz reprezentacji Polski.

Po przerwie nadeszła już jednak pora wrócić do ligowej rzeczywistości. W 11. serii gier, która powoli domyka pierwszą rundę rozgrywek Orły zmierzą się z beniaminkiem Futsal Ekstraklasy – Malepszy Futsal Leszno.

Leszczynianie weszli do ligi bez kompleksów – już w pierwszej kolejce pokonali Clearex Chorzów 2:1. I choć na kolejne trzy punkty czekali ponad miesiąc, to w ostatnich pięciu spotkaniach pokonać ich potrafiła tylko rewelacja sezonu z Lubawy. Dzięki temu po jedenastu kolejkach zajmują ósmą lokatę i patrząc w tabelę zdecydowanie bliżej im do czołówki Futsal Ekstraklasy, niż do strefy spadkowej.

Faworytem spotkania będą z pewnością zawodnicy Jesusa Lopeza i też nie można się temu zbytnio dziwić. Obecnie żadna inna drużyna nie ma tak długiej serii spotkań bez porażki – 7. Dodatkowo leszczynianie tracą dwa razy więcej bramek od jelczan, a też nie nadrabiają tego zbytnio w ofensywie.

Decydująca w całym starciu może okazać się druga połowa, w której do tej pory zawsze działo się najwięcej. Korzystniejsze statystki w drugich częściach spotkań mają Orły. Gospodarze po przerwie stracili 19 z 32 bramek. Z kolei jelczanie zanotowali w tym czasie aż 20 trafień.

Z drugiej jednak strony na 16 straconych przez Acane goli aż 14 padło po zmianie stron. U gospodarzy trafienia rozkładają się z kolei niemalże po równo – 13 w pierwszych połowach oraz 14 w drugich.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Sebastiana Wojciechowskiego, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy Acany Orła. W 20 rozegranych spotkaniach zdobył on 10 bramek, co dało mu tytuł jednego z najlepszych strzelców zespołu. Sam Wojciechowski miał już okazję zmierzyć się z byłymi kolegami z drużyny. W przedsezonowym sparingu padł wtedy remis 2:2, ale to spotkanie będzie zupełnie inne o czym m.in. mówi Sergio Solano:

– Malepszy Futsal Leszno to dobry zespół. Nikogo się nie boją i na pewno postawią nam twarde warunki gry. Lubią wchodzić w pojedynki jeden na jeden, ale także próbują dalekich podań, na co musimy zwrócić uwagę. W obronie starają się być agresywni, dlatego musimy być skoncentrowani przez cały mecz, aby nie gubić piłek. To spotkanie nie powinno być podobne do tego rozgrywanego przed sezonem. Mieliśmy wtedy wiele kontuzji oraz nowych zawodników, z którymi dopiero się zgrywaliśmy. Teraz jednak jesteśmy już w dobrej dyspozycji i zarówno my, jak i rywale podejdziemy do meczu z zupełnie innego miejsca. Za nami już pięć miesięcy wspólnych treningów, co szczególnie widać po grze w obronnej, ale również tej w ofensywie.

W Lesznie Orły mogą oczywiście liczyć na swoich kibiców, którzy do Wielkopolski wybierają się w liczbie blisko stu osób. Dla tych jednak, co nie będą mogli wspierać jelczan na miejscu, przewidziana została transmisja spotkania na TVcom.pl. Początek spotkania już w sobotę – 7 grudnia o godzinie 18.00.

Takiego rozstrzygnięcia po pierwszej połowie mało kto się spodziewał. Zawodnicy Jesusa Lopeza pokazali jednak dlaczego od dłuższego czasu nikt nie może ich pokonać i po końcowej syrenie to oni schodzili zwycięsko, wygrywając z FC KJ Toruń 3:0.

Po zdobyciu trzech punktów w Pniewach wszyscy zdawali sobie sprawę, że o kolejny komplet oczek może nie być tak łatwo. Do Jelcza-Laskowic mieli przyjechać wicemistrzowie Polski, których w tym sezonie nie pokonał jeszcze nikt.

Spotkania z FC KJ Toruń niemalże zawsze przypominały futsalowe szachy i podobnie było teraz. W pierwszej połowie niewiele działo się w ofensywie. Oba zespoły wiedziały, że choćby chwila dekoncentracji może poskutkować stratą bramki.

Z tego powodu widowisko może nie było atrakcyjne dla oka, ale też nikomu w głowie nie było, aby prezentować ekwilibrystyczne sztuczki. Zarówno Orły, jak i zespół przyjezdnych skupiał się na wykonywaniu swoich zadań w stu procentach, co w dalszej fazie meczu miało przynieść wymierne korzyści.

Te przyszły dla gospodarzy dopiero po zmianie stron, choć i tak kibice zebrani w Centrum Sportu i Rekreacji musieli uzbroić się cierpliwość. Przebłyski bowiem były, brakowało jedynie konkretów.

Wynik spotkania w 34. minucie otworzył Arkadiusz Szypczyński. Najlepszy strzelec jelczan przejął piłkę w środkowej strefie boiska i nie zważając na goniących go torunian minął bramkarza, aby następnie wpakować futsalówkę do pustej siatki. W tej samej akcji ucierpiał jeden z filarów FC Toruń – Tomasz Kriezel, przez co musiał on opuścić plac gry. Dla gości było to znaczne osłabienie, a jego efekt przyszedł niecałą minutę później.

Wtedy to dryblingiem na prawym skrzydle popisał się Kacper Kędra. Młody zawodnik Acany Orła poszedł na przebój, dośrodkował, a golkiper gości tak niefortunnie interweniował, że nabił piłką swojego kolegę z zespołu – Michała Wojciechowskiego, przez co ta wleciała do bramki.

Kiedy przyjezdni postawili już wszystko na jedną kartę i wycofali z gry bramkarza wynik podwyższył Sergio Solano. Hiszpan wykorzystał nieobecność Kamila Naparło i atakując futsalówkę wślizgiem zaliczył szóste trafienie w bieżących rozgrywkach.

Więcej bramek nie oglądaliśmy, ale mimo to na brak emocji ostatecznie nie można było narzekać. Acana Orzeł zanotował siódmy mecz z rzędu bez porażki, dzięki czemu awansował na podium Futsal Ekstraklasy. Goście z kolei doznali pierwszej porażki w tym sezonie i z trzema spotkaniami rozegranymi mniej znajdują się w dolnej połowie tabeli.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – FC KJ Toruń 3:0 (0:0)
34′ Arkadiusz Szypczyński, 35′ Michał Wojciechowski (s.), 36′ Sergio Solano

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Szypczyński, Pautiak, Morozov, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Solano, Firańczyk, Pastars.

FC KJ Toruń: Naparło (Iwański) – Zboralski, Domański, Jekiełek, Elsner, Mrówczyński, Cyman, Waszak, Wojciechowski, Spychalski, Kriezel, Stolarski.

W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle nie zabraknie meczów derbowych, ale i tych na szycie. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się starcie Constractu Lubawa z Rekordem Bielsko-Biała.

Spotkanie lidera z wiceliderem, derby Śląska, derby Wielkopolski, a może… drugie derby Śląska. W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy emocje są zagwarantowane.

Piątek, 22 listopada

Dziesiątą serię gier rozpocznie nam derbowe starcie na Górnym Śląsku, w którym GSF Gliwice podejmie AZS UŚ Katowice. Faworytem meczu wydają się być goście. Katowiczanie przerwali ostatnio passę czterech spotkań bez zdobyczy punktowej i w Gliwicach będą chcieli rozpocząć nową – zwycięską passę.

Gospodarze z kolei znajdują się w podobnym miejscu, w jakim ich rywale byli jeszcze niedawno. Od sześciu kolejek nie potrafią choćby zremisować i każdy kolejny taki mecz może być dla nich nawet gwoździem do trumny z napisem „SPADEK”. Początek tego spotkania o godzinie 19.15.

Sobota, 23 listopada

Sobotni wieczór także zaczniemy na Śląsku i również będzie to starcie derbowe. Czwarty w tabeli Clearex Chorzów zagra u siebie z czerwoną latarnią Futsal Ekstraklasy – Gwiazdą Ruda Śląska. I mimo że mawia się, iż derby rządzą się swoimi prawami, tak mało prawdopodobne wydaje się być zwycięstwo gości.

Patrząc na tabelę pięciu ostatnich spotkań Clearex zajmuje w niej 1. miejsce z dwunastoma punktami na koncie oraz bilansem bramkowym 29:12. Gwiazda z kolei z zaledwie jednym punktem i stosunkiem bramek 13:29 zajmuje przedostatnią pozycję. Każdy inny wynik niż wygrana chorzowian będzie zatem sporą sensacją. Pierwszy gwizdek sędziego już o godzinie 17.00.

O godzinie 18.00 rozpoczną się natomiast dwa spotkania. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicemistrzów Polski – FC KJ Toruń (o tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ), a w Białymstoku miejscowy MOKS Słoneczny Stok zagra z Piastem Gliwice.

Białostoczanie w tym sezonie grają w kratkę. Trzy wygrane mecze, cztery porażki oraz jeden remis daje im w tym momencie 10. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy. Takim samym bilansem mogą pochwalić się gliwiczanie. Ci jednak swój cały dorobek zdobyli w czterech ostatnich meczach, co tylko pokazuje jak świetnie na graczy ze Śląska podziałała zmiana trenera.

Z tego względu każdy punkt, jaki tylko zostanie na Podlasiu powinien być bardzo szanowany przez gospodarzy. Piast nie będzie kalkulował i zapewne zechce jak najszybciej ustawić sobie to spotkanie. Początek sezonu im uciekł, przez co teraz każde zwycięstwo jest dla nich jak na wagę złota.

Niedziela, 24 listopada

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie i będzie ono kolejnym w tej kolejce, które można określić mianem pojedynku Dawida z Goliatem. Do Zduńskiej Woli przyjadą bowiem zawodnicy przedostatniego w tabeli Red Devils Chojnice.

Goście ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się ponad miesiąc temu i najprawdopodobniej okres ten wydłuży się do niemalże dwóch miesięcy. Popularne Kocury pogubiły ostatnio kilka punktów z silniejszymi rywalami (m.in. z Acaną Orłem), przez co straciły pozycję lidera. Zmotywowani zawodnicy Gatty, będą teraz zapewne chcieli sobie to odbić na słabszym rywalu, a przy okazji obronić miejsce na podium. Czy ta sztuka im się uda? O tym przekonamy się już o godzinie 18.00.

Poniedziałek, 25 listopada

Weekend zakończymy wyjątkowo w poniedziałek. Jako pierwsi tego dnia na parkiet wyjdą gracze Red Dragons Pniewy oraz GI Malepszy Futsal Leszno, którzy zmierzą się w derbach Wielkopolski. Na papierze faworytem wydają się być goście z Leszna, którzy prezentują jak na razie lepszą formę. Wszystko jednak zależy także od tego w jakiej dyspozycji będzie Mateusz Kostecki – aktualny lider klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy. Ostatnio nie uchronił on swojej drużyny od porażki z Acaną Orłem. Jak będzie tym razem? Początek spotkania o godzinie 19.00.

Godzinę później rozpocznie się z kolei prawdziwy hit 10. kolejki. Wicelider tabeli oraz czarny koń sezonu, bo raczej już można tak określać Constract Lubawa podejmie lidera Futsal Ekstraklasy, a zarazem obrońcę tytułu Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem spotkania oczywiście będą Rekordziści, ale to paradoksalnie może pomóc gospodarzom, od których nikt nie oczekuje zwycięstwa. Constract mimo siedmiu spotkań z rzędu bez porażki nic nie musi, a jedynie może. Przeciwnie do gości, którzy chcąc dominować na krajowym podwórku muszą regularnie wygrywać.

Pewnym jest jedno. Jeśli gospodarze wygrają, to z pewnością będzie to największa sensacja 10. kolejki.

Acana Orzeł nabrał rozpędu. Po pobiciu rekordu pięciu meczów z rzędu bez porażki zawodnikom Jesusa Lopeza przyjdzie zmierzyć się z aktualnym wicemistrzem Polski – FC KJ Toruń.

Torunianie do Jelcza-Laskowic przyjadą nie tylko jako srebrni medaliści ostatnich mistrzostw Polski, ale także jako jedyna niepokonana dotąd drużyna. W tym sezonie jeszcze żaden zespół nie znalazł bowiem sposobu na pomarańczowo-czarnych.

Tak dobrego bilansu najbliższych rywali jelczan na pewno nie można usprawiedliwiać mniejszą liczbą rozegranych spotkań. Poza meczem z Red Dragons Pniewy zawodnicy Łukasza Żebrowskiego grali wyłącznie z drużynami z TOP 7. Jedynym zespołem z tego grona, z którymi torunianie się jeszcze nie mierzyli jest właśnie Acana Orzeł.

Po stronie gospodarzy stoją zdecydowanie ściany hali, w której spotkanie zostanie rozegrane. Gracze Jesusa Lopeza prezentują się w tym sezonie fenomenalnie przed własną publicznością, co pokazali chociażby w ostatnim spotkaniu z Gattą Zduńska Wola, gdzie goście trzykrotnie musieli gonić wynik.

Dodatkowo kolejne liczby notują nominalne strzelby Orła. Marcin Firańczyk wpisał się niedawno na listę strzelców w Pniewach, a asystę dołożył najlepszy strzelec zespołu – Arkadiusz Szypczyński. Poza ofensywą równie dobrze jest w defensywie. Orzeł jest obecnie drużyną, która traci najmniej bramek w lidze – niecałe dwa gole na mecz.

W defensywie jednak podobnie radzą sobie torunianie. Z tego względu trudno oczekiwać wyniku, jakim zakończyła się ostatnia rywalizacja obu drużyn. Orzeł wygrał wtedy 7:3, ale była to już przedostatnia kolejka i wszystkie karty były już dawno rozdane. Prędzej możemy spodziewać się futsalowych szachów, gdzie o ostatecznym wyniku zadecyduje różnica jednej bramki.

Tak było m.in. w trakcie minionej edycji Futsal Masters, gdzie FC KJ Toruń wygrało 3:2. Wtedy jednak oba zespoły były w trakcie przygotowań do sezonu i z tego względu trudno wskazywać faworyta sobotniego starcia.

– Podczas tamtego spotkania i my, i drużyna z Torunia byliśmy w trakcie okresu przygotowawczego, dlatego ten mecz będzie zupełnie inny. Największą siłą torunian jest cały zespół i ogromne doświadczenie zdobyte na parkietach Futsal Ekstraklasy. Wyróżniającą się postacią jest z pewnością bramkarz Kamil Naparło, który jak narazie rozgrywa świetny sezon. Każda drużyna ma swoje silne, ale także słabsze strony. Kto w ciągu całego spotkania utrzyma odpowiedni poziom koncentracji i jakości na boisku, ten w sobotni wieczór powinien świętować zwycięstwo – mówi Mykola Morozov, gracz Acany Orła.

Pierwszy gwizdek sędziego już w najbliższą sobotę – 23 listopada o godzinie 18.00. Bilety na to spotkanie dostępne są w kasach CSiR Jelcz-Laskowice w cenie pięciu oraz piętnastu złotych.

Acana Orzeł wygrał na wyjeździe z Red Dragons Pniewy 5:1. Jelczanie przez całe spotkanie przeważali, dzięki czemu na koniec mogli cieszyć się z szóstego z rzędu spotkania bez porażki.

Orły do Pniew jechały po trzy punkty i każdy inny wynik można było uznać za lekkie rozczarowanie. Po fenomenalnych spotkaniach z Clearexem Chorzów oraz Gattą Zduńska Wola trudno było sobie wyobrazić, aby jelczanie nie wracali na Dolny Śląsk z tarczą.

Czerwonych Smoków nie można było jednak lekceważyć, bowiem pniewianie przegrali zaledwie jedno z pięciu poprzednich spotkań. Dodatkowo w świetnej formie był Mateusz Kostecki, który z 13 trafieniami przewodniczył klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy.

I rzeczywiście początek spotkania nie należał do najłatwiejszych. Mimo że inicjatywę od pierwszego gwizdka przejęli zawodnicy Jesusa Lopeza, to trudno było im się przedrzeć przez defensywę rywala.

Gospodarze swoich okazji szukali głównie po szybko przeprowadzonych atakach, ale oddawane strzały nie stwarzały większego zagrożenia dla Macieja Foltyna.

Korzyść z posiadanej przewagi przyszła dla Orłów dopiero w 18. minucie. Obie sytuacje były niemalże bliźniacze – szybki kontratak, wystawienie piłki koledze z zespołu i gol. W tym przypadku wykonawcami wyroków byli odpowiednio Maksym Pautiak oraz Marcin Firańczyk.

Od tego momentu jelczanie mieli już wszystko pod pełną kontrolą, a bramka samobójcza, którą zdobył Giorgi Silagawa tylko dodała im pewności siebie.

Nadzieje gospodarzy na korzystny rezultat przywrócił jeszcze Adrian Skrzypek, ale szybko ugasił je Sergio Solano. Hiszpan najpierw wykorzystał drugie w tym spotkaniu kluczowe podanie od Arka Szypczyńkskiego, a chwilę później wpakował piłkę do pustej siatki i tym samym ustalił wynik spotkania na 5:1.

– Chcieliśmy od początku grać wysokim pressingiem i byliśmy przygotowani praktycznie na wszystko, co Red Dragons dziś zaprezentowało. Szczególnie było to widać w końcówce, kiedy mimo przewagi nie byli w stanie podejść bliżej naszej bramki. Od początku spotkania mieliśmy przewagę, prowadziliśmy grę i choć nie mieliśmy wielu sytuacji to większość z nich wykorzystaliśmy – mówił po meczu Marcin Firańczyk, strzelec jednej z bramek dla Acany Orła.

Dzięki kolejnemu zainkasowaniu kompletu punktów Acana Orzeł utrzymał się na 5. miejscu i do lidera z Bielska-Białej traci już tylko trzy oczka. Bielszczanie bowiem wykorzystali potknięcie Constractu Lubawa, dzięki czemu wskoczyli na 1. pozycję. Red Dragons postali z kolei w strefie spadkowej. Pierwszym bezpiecznym zespołem jest GSF Gliwice, który dzięki korzystniejszemu bilansowi bramek wyprzedza pniewian.

Red Dragons Pniewy – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:5 (0:2)
Adrian Skrzypek 33′ – Maksym Pautiak 18′, Marcin Firańczyk 18′, Giorgi Silagawa 27′ (s.), Sergio Solano 36′, 39′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Solano, Marquina, Firańczyk, Gonzalez, Kędra.

Przed zawodnikami Acany Orła kolejne w tym sezonie spotkanie wyjazdowe. Tym razem jelczanie udadzą się do Pniew, aby tam zmierzyć się z miejscowymi Red Dragons.

Po pierwszym wygranym spotkaniu w delegacji nadszedł czas na powtórzenie tego rezultatu. Zadanie nie będzie jednak takie proste. Nasze Orły zagrają z Red Dragons Pniewy, którzy na ostatnich pięć spotkań przegrali zaledwie raz – z liderem z Lubawy.

– Zespół z Pniew zaczął sezon niepewnie, ponieważ kilku młodych zawodników potrzebowało czasu do nabrania pewności siebie. Teraz już jednak ich poczynania na parkiecie są odważniejsze. Red Dragons zawsze słynęli z dobrej organizacji gry i będzie to zacięty, taktyczny bój. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że dużo zależy od gry Mateusza Kosteckiego, który jest zdecydowanie na fali wznoszącej – mówi Maciej Foltyn, bramkarz Acany Orła.

Do spotkania na pewno nie można podejść ze zbyt dużą pewnością siebie. Mimo że pniewianie znajdują się aktualnie w strefie spadkowej, to wystarczy wspomnieć o tym jak trudny mecz nasze Orły rozegrały rok temu. Wtedy jelczanie wygrali 1:0 po bramce strzelonej dopiero w 37. minucie. Zawodnikiem, który dał wtedy Acanie trzy punkty był grający wciąż na Dolnym Śląsku Janis Pastars.

– Mecze w Pniewach nigdy nie należały do łatwych. Swego czasu była to prawdziwa jaskinia smoka i bez względu na to, które miejsce zajmują Pniewy, zawsze rozgrywa się tam trudne mecze. Przed każdym spotkaniem patrzymy w tabele, ale tylko na swoją pozycję, aby co tydzień powiększać swój dorobek o kolejne trzy punkty – dodaje nasz kapitan.

Swego czasu w zespole z Wielkopolski występował bramkarza Acany Orła – Maciej Foltyn. Jak mówi jednak kapitan jelczan, sentymenty odstawia na bok.

– Spotkanie o szczególnym znaczeniu rozegrałem w zeszłym roku. Był to mój pierwszy mecz po zmianie barw klubowych i nie było łatwo. Teraz życie toczy się dalej i będzie to kolejny mecz w sezonie przy super publiczności, wraz z kolegami po przeciwnej stronie boiska. Lubię grać w Pniewach, lubiłem cieszyć pniewską publiczność swoimi dobrymi interwencjami i jadę rozegrać tam dobry mecz. Wierzę, że wrócimy stamtąd z pełną pulą punktów.

Mecz zapowiada się zatem bardzo interesująco. Smaczku całemu starciu dodaje również fakt, że dla Orła może to być szóste spotkanie bez porażki. Takiej serii gracze Jesusa Lopeza w Futsal Ekstraklasie jeszcze nie mieli.

Czy Acana zdobędzie zatem kolejne trzy punkty? O tym przekonamy się już jutro – 16 listopada. Pierwszy gwizdek sędziego o godzinie 18.00. Dla osób, które nie będą mogły udać się do Pniew, przewidziana została transmisja na TVcom.pl.

Acana Orzeł zremisował z Gattą Zduńska Wola 3:3. W spotkaniu poza bramkami nie zabrakło agresywnej gry, rzutów karnych, a także fantastycznego dopingu na trybunach.

Spotkanie Acany Orła z Gattą nie bez powodu nazywane było hitem 8. kolejki Futsal Ekstraklasy. W końcu w Jelczu-Laskowicach miały się spotkać zespoły, które na przestrzeni pięciu ostatnich spotkań doznały zaledwie jednej porażki. Dodatkowo goście grali o utrzymanie pozycji lidera, a jelczanie o wskoczenie na podium.

Jakby tego było mało, to na Dolny Śląsk miała przyjechać liczna grupa fanatyków Gatty, a więc trybunowa „Bitwa na Głosy” z najlepszymi kibicami w Polsce była zagwarantowana. Do spełnienia wszystkich warunków brakowało tylko świetnej gry zawodników obu drużyn.

I na szczęście dla licznie zgromadzonych fanów tego najważniejszego czynnika nie zabrakło. Po mocno zaciętym początku kibice Acany Orła doczekali się bramki, a szybko przeprowadzony kontratak wykorzystał Arkadiusz Szypczyński – były zawodnik Gatty.

Była to o tyle ważna bramka, bowiem chwilę wcześniej idealną okazję do objęcia prowadzenia mieli goście, ale w bramce świetnie interweniował Maciej Foltyn.

Nasz kapitan, okazję do wykazania się miał jeszcze niejednokrotnie i za każdym razem wychodził z niej obronną ręką. Skapitulował dopiero po trafieniu Igora Sobalczyka, który wykorzystał błąd w przyjęciu Ixemada Gonzaleza i wpakował piłkę do siatki.

Jak ważne było to spotkanie może świadczyć również fakt o tym, że żadna z drużyn nie mogła sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji. Co chwilę oglądaliśmy akcje z obu stron i jakikolwiek błąd mógł tu zaważyć na stracie bramki.

Blisko objęcia prowadzenia jeszcze przed przerwą byli goście, ale minimalnie pomylił się Michał Marciniak – piłka po jego uderzeniu obiła „zaledwie” słupek. Niedługo potem, z tego samego powodu serca kibiców Orła ponownie zadrżały. Na ich szczęście Norbert Dregier powtórzył chybienie kolegi z zespołu i wciąż utrzymywał się wynik remisowy.

Zmiana stron nieco powstrzymała ataki gości, co pomogło strzelić kolejnego gola Orłom. Na listę strzelców drugi raz w tym spotkaniu wpisał się Arkadiusz Szypczyński, który wykorzystał niepewną interwencję Dariusza Słowińskiego.

Na Gattę podziałało to bardzo motywująco. Zawodnicy trenera Marcina Stanisławskiego rzucili się do ataku, przez co niemalże oblężyli pole karne Acany Orła. Po dobrym rozegraniu rzutu rożnego cieszyli się nawet chwilę z remisu, ale sędzia uznał, że piłka po odbiciu się od poprzeczki nie przekroczyła linii bramkowej.

Bardzo ostra gra z obu stron spowodowała, że Orzeł musiał w pewnym momencie zacząć się bardziej pilnować. Każdy kolejny faul poskutkowałby bowiem przedłużonym rzutem karnym. Z tego powodu warto było zdobyć kolejnego gola, aby zachować bezpieczną przewagę w razie przewinienia. Bliski tego był Mykola Morozov, ale piłka po jego uderzeniu przeleciała nad poprzeczką.

Kara za zbyt dużą liczbę przewinień Orła nadeszła w 33. minucie. Do piłki podszedł najlepszy strzelec Gatty – Daniel Krawczyk. Zawodnik gości wykorzystał dogodną okazję i nie pomylił się. Maciej Foltyn nie miał większych szans na obronę i tym samym na tablicy wyników ponownie zawidniał remis.

Bliski odzyskania prowadzenia był Ivan Marquina, ale jego uderzenie z linii bramkowej wybił głową Viktor Kravtsov. Ze strzałem Sergio Solano defensywa gości sobie już jednak nie poradziła. Hiszpan poszedł z piłką odważnie, sam na bramkę rywala i silnym strzałem, czubkiem buta wpakował piłkę do siatki.

Kibice gospodarzy nie mogli się się jednak długo cieszyć z korzystnego wyniku. Dobrze rozegrany stały fragment gry wykończył Michał Marciniak, dzięki czemu doprowadził do stanu 3:3. Chwilę później pierwsze prowadzenie Gattcie mógł dać Krawczyk, ale jego strzał z przedłużonego karnego trafił w słupek.

Więcej bramek w tym spotkaniu już nie padło. Mimo to kibice opuszczający halę w Jelczu-Laskowicach mogli się poczuć jak po silnej dawce adrenaliny. Serce obu stronom zabiło mocniej niejeden raz, a oczekiwania związane z dobrym meczem zostały spełnione w stu procentach.

– Spotkanie było cały czas rozgrywane pod bardzo wysokim napięciem. Obie drużyny chciały wygrać i remis nie mógł zadowolić żadnej ze stron. Niemniej jednak szanujemy ten wynik i myślę, że na koniec sezonu zdobyty tutaj punkt okaże się bardzo cenny. Kontynuujemy passę meczów bez porażki, a to pokazuje jaki progres poczyniliśmy na przestrzeni ostatnich tygodni. Chcemy utrzymać się na dłużej w górnej części tabeli, a do tego potrzeba właśnie regularnego punktowania – mówił Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.

Zdobyty punkt pomógł jelczanom awansować na 4. pozycję w tabeli. Dla gości ze Zduńskiej Woli remis oznaczał z kolei nie obronienie fotelu lidera. Ich miejsce zastąpił beniaminek Futsal Ekstraklasy – Constract Lubawa, który pokonał 4:0 Malepszy Futsal Leszno.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gatta Active Zduńska Wola 3:3 (1:1)
Arkadiusz Szypczyński 8′, 22′, Sergio Solano 36′ – Igor Sobalczyk 15′, Daniel Krawczyk 33′, Michał Marciniak 37′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Solano, Pastars, Marquina, Firańczyk, Gonzalez, Kędra.

Gatta: Słowiński (Quiles) – Stanisławski, Krawczyk, Marciniak, Szymczak – Adamski, Dregier, Sobalczyk, Zanata, Kravtsov, dos Santos.

Nadchodząca seria gier może przynieść nam sporo hitowych starć. Poza spotkaniem Acany Orła z Gattą Zduńska Wola dojdzie także m.in. do rywalizacji dwóch beniaminków oraz do kolejnych już w tym sezonie derbów Śląska.

Czołówka Futsal Ekstraklasy powoli nam się wykrystalizowała, choć kilka zespołów wciąż ma ambicję, aby do niej wskoczyć. Podobnie jest w strefie spadkowej z tą różnicą, że każda drużyna znajdująca się tam chce jak najszybciej ją opuścić. Do jakich roszad może zatem dojść po 8. kolejce Futsal Ekstraklasy?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gatta Active Zduńska Wola 9.11, godz. 18.00

Zapowiedź tego spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – Rekord Bielsko-Biała 9.11, godz. 18.00

Po niezłym początku i trzech meczach bez porażki gliwiczanie zanotowali cztery spotkania bez zdobyczy punktowej. W każdym z nich strzelali jednak minimum trzy bramki, co może napawać kibiców GSF-u optymizmem. W starciu z Rekordem Bielsko-Biała będzie jednak bardzo trudno o przełamanie złej passy.

Aktualny mistrz Polski przegrał do tej pory zaledwie jedno spotkanie i mając dwa mecze rozegrane mniej zajmuje 3. miejsce w ligowej tabeli. Bramki w tym starciu są niemalże zagwarantowane. Jeśli nawet GSF miałby przegrać, to po walce. W końcu gliwiczanie nie bez powodu mają drugą najlepszą ofensywę w lidze.

Constract Lubawa – Malepszy Futsal Leszno 9.11, godz. 18.00

Spotkanie dwóch beniaminków zapowiada się niezwykle interesująco. Constract jako gospodarz, ale i wicelider Futsal Ekstraklasy wydaje się być faworytem. Lubawianie stają się powoli rewelacją sezonu i jeśli wygrają, będzie można ich spokojnie zacząć nazywać czarnym koniem sezonu.

Goście z Leszna nie jadą jednak do Lubawy, aby być tłem dla swojego rywala. Drużyna z Wielkopolski zwyciężyła dwa ostatnie mecze, dzięki czemu awansowała na 6. miejsce w tabeli. Gdyby udało jej się pokonać Constract, to zrównałaby się z nim punktami i znacznie przybliżyła się do ligowego podium.

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Red Dragons Pniewy 9.11, godz. 18.00

Mecz w Białymstoku można określić jako starcie dwóch zranionych. Zarówno MOKS, jak i Red Dragons nie wygrali swoich ostatnich spotkań. Podjęcie rękawic z zespołem spoza ligowej czołówki może być dla nich zatem szansą na zdobycie cennych punktów. Tych szczególnie potrzebują pniewianie, którym cały czas grozi znalezienie się w strefie spadkowej. Ewentualne zwycięstwo gospodarzy nie sprawiło by ich nagłego przeskoku w tabeli, ale pomogłoby utrzymać bezpieczny kontakt z ligowym podium.

Gwiazda Ruda Śląska – Piast Gliwice 10.11, godz. 16.00

Niedzielne popołudnie rozpoczniemy od derbów Śląska. Zdecydowanym faworytem są zawodnicy gości, którzy po słabym stracie weszli na zwycięską ścieżkę i powoli pną się w górę tabeli. Przeciwnie do graczy z Rudy Śląskiej, którzy na przestrzeni czterech spotkań zdobyli zaledwie punkt i zaczęli się urządzać w strefie spadkowej. Z tego powodu każdy inny wynik niż zwycięstwo Piasta będzie sporą niespodzianką. Na tą liczą jednak gospodarze.

FC KJ Toruń – AZS UŚ Katowice 10.11, godz. 17.00

Tego co się stało z AZS-em UŚ Katowice nie da się po prostu logicznie wyjaśnić. Zespół, który jeszcze niedawno zapowiadał się jako rewelacja sezonu stracił aż 25 bramek w trzech spotkaniach i z pozycji lidera spadł poza podium Futsal Ekstraklasy. Jakichkolwiek przejawów, aby mogło się to zmienić jednak nie widać i z Torunia prawdopodobnie kolejny raz wrócą z niczym.

Torunianie z kolei po kilku pauzach wracają do regularnego grania, a co za tym idzie również do punktowania. W ostatnim spotkaniu wygrali 4:1 z pretendentem do tytułu – Clearexem Chorzów i z czasem pewnie zagoszczą w wyższych rejonach tabeli. Jeśli tak ma się jednak stać, to zwycięstwo z Akademikami wydaje się być obowiązkiem.

Red Devils Chojnice – Clearex Chorzów 10.11, godz. 18.00

Red Devils Chojnice to nie tylko Czerwone Diabły, ale i czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy. Pięć punktów w lidze i aż 32 bramki stracone jest bardzo słabym wynikiem. Zwycięstwo u siebie z Clearexem Chorzów zapewne pomogło by podreperować ten bilans, ale o to łatwo nie będzie.

Chorzowianie po szumnych zapowiedziach zdobycia tytułu mistrza Polski znajdują się obecnie w środku stawki i słabe mecze przeplatają tymi lepszymi. Mimo tego faworyta innego, jak chorzowian wskazać nie można. Dodatkowo mecz na Pomorzu wydaje się być ostatnim dzwonkiem do zaatakowania mistrzostwa. Clearex rozegrał wszystkie dotąd zaplanowane spotkania i ewentualna porażka może utrudnić im pościg za czołówką, która ma jeszcze zaległe mecze.

Noel Charrier

Acana Orzeł wraca do własnej hali. Jelczanie nie będą mieli jednak łatwego zadania, bowiem na Dolny Śląsk przyjeżdża aktualny lider Futsal Ekstraklasy – Gatta Active Zduńska Wola. Na to spotkanie wszyscy chętni będą mogli wejść za darmo!

Niemalże miesiąc musieli czekać kibice Acany Orła, aby powtórnie zobaczyć swoich zawodników w hali w Jelczu-Laskowicach. Patrząc na dotychczas rozegrane spotkania w Centrum Sportu i Rekreacji, można by zauważyć, że co mecz, to hit.

Najpierw Orły gościły mistrzów Polski z Bielska-Białej, następnie brązowych medalistów poprzedniego sezonu – Clearex Chorzów, a ostatnio dotychczasowego wicelidera Futsal Ekstraklasy – AZS UŚ Katowice.

Tym razem poziom spotkania również powinien stać na najwyższym poziomie. Zawodnicy Jesusa Lopeza podejmą bowiem lidera tabeli – Gattę Active Zduńska Wola.

Faworyta tego starcia jest bardzo trudno wskazać. Oba zespoły prezentują aktualnie wysoką formę i o ostatecznym wyniku może zadecydować dyspozycja dnia, bądź też efekt zaskoczenia, przez którąś z drużyn.

Atutem naszych zawodników będzie na pewno własne boisko. W Jelczu-Laskowicach nasi gracze prezentują się w tym sezonie wyśmienicie, a gorący doping najlepszych kibiców w Polsce tylko nakręca Orły do lepszej gry. Dodatkowo poprzednie starcia między oboma zespołami na Dolnym Śląsku zakończyły się zwycięstwami jelczan – 4:3 oraz 7:2.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Arkadiusza Szypczyńskiego i Maksyma Pautiaka, którzy jeszcze w zeszłym sezonie występowali w barwach Gatty. Jak mówił jednak Maksym w rozmowie z nami (TUTAJ):

– Dla mnie to będzie spotkanie jak każde inne. Oczywiście mam tam dobrych znajomych, ale na boisku przyjaźń się skończy i o jakimkolwiek odpuszczaniu mowy być nie może.

Allyson Amantes, maksym Pautiak, Gatta Zduńska Wola
Maksym Pautiak (po prawej) wystąpi przeciwko swoim byłym kolegom z drużyny

Starcie obu drużyn zapowiada się zatem wyśmienicie. Emocje zarówno na boisku, jak i na trybunach są gwarantowane. Te drugie możecie stworzyć Wy sami. Na spotkanie z Gattą wszyscy kibice wejdą bowiem za darmo. Stwórzmy razem znakomitą atmosferę i ponieśmy naszych zawodników do zwycięstwa!

Początek meczu już w najbliższą sobotę – 9 listopada o godzinie 18.00.