Acana Orzeł idzie w górę. Jelczanie nie dali szans Gwieździe Ruda Śląska, pokonując ją aż 6:1. Dzięki temu drużyna Jesusa Lopeza awansowała na 5. miejsce w tabeli Futsal Ekstraklasy.

Ponad miesiąc musieli czekać kibice Acany Orła, aby zobaczyć swoich idoli w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Naprzeciwko graczy Jesusa Lopeza stanęła ostatnia drużyna Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska. I choć przyjezdni z pewnością liczyli na ponowne sprawienie niespodzianki, tak jak to miało miejsce na początku sezonu, to powtórki ze scenariusza nie było.

Już w 35. sekundzie Patryka Lawacza pokonał Arkadiusz Szypczyński, dzięki czemu gospodarze mogli spokojnie kreować kolejne sytuacje. Tych nie zabrakło, a okazje do zdobycia bramki mieli chociażby Maksym Pautaik, Mykola Morozov oraz Janis Pastars.

Na 2:0 podwyższył ostatecznie Gustavo Henrique, dla którego jest to już kolejne w tym sezonie trafienie zza pola karnego. Brazylijczyk z austriackim paszportem podobną bramkę zaliczył m.in. w spotkaniu z Piastem Gliwice, kiedy to Acana Orzeł zremisował 1:1.

Przed przerwą jelczanie zdążyli jeszcze raz ukłuć rywali, kiedy to podanie Marcina Firańczyka wykorzystał Pastars. I mimo korzystnego wyniku, apetyty na drugą połowę były o wiele większe, bo też trzybramkowe prowadzenie było zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary, jaki Orły mogły wymierzyć przeciwnikowi.

Po zmianie stron, co mogło lekko zaskoczyć, wynik utrzymywał się aż jedenaście minut. Jelczanie cały czas naciskali na defensywę Gwiazdy, ale albo dobrze interweniował Lawacz, albo obrońcy zbijali piłkę poza światło bramki. Przełamać udało się dopiero Firańczykowi. Kiedy jednak były zawodnik MOKS-u Białystok już to zrobił, to na jednym trafieniu nie poprzestał.

Jego dwie szybko zdobyte bramki pozwoliły szkoleniowcowi Orłów na większą rotację w składzie. Szansę w dłuższym wymiarze czasowym dostali chociażby młodzi Damian Makowski oraz Filip Turkowyd.

– Występ Damiana Makowskiego oraz Filipa Turkowyda oceniłbym jak najbardziej na plus. Każdy z nas pamięta swój debiut i te występy wcale nie różniły się jakoś dużo. Było widać lekką nerwowość, ale takie są początki i fajnie, że mają to już za sobą – ocenił Maciej Foltyn.

Ostatecznie wynik uległ zmianie jeszcze dwukrotnie. Najpierw na 6:0 podwyższył Pautiak, dla którego było to piąte trafienie w tym sezonie. Ostatni akcent spotkania należał jednak do gości, a konkretnie do Mateusza Węgrzyna, dzięki czemu przyjezdni mogli się cieszyć z trafienia honorowego.

– Planem było przede wszystkim zwycięstwo i najważniejsze jest to, że w końcu udało nam się zdobyć trzy punkty. Cieszy nas styl w jakim to zrobiliśmy, bowiem przeciwnicy nie mieli tego dnia żadnych argumentów, aby nam zagrozić – stwierdził golkiper Acany Orła.

Dzięki zwycięstwu Orły wyprzedziły FC KJ Toruń i awansowały na 5. miejsce w ligowej tabeli. Do drugiego Clearexu Chorzów, z którym jelczanie zmierzą się już za dwa tygodnie strata wynosi dwa oczka.

Do Chorzowa jedziemy jak najbardziej po zwycięstwo. Nie szukamy żadnych wymówek. Chcemy się postawić wiceliderowi i przeskoczyć ich tym samym w ligowej tabeli – zakończył kapitan zespołu.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska 6:1 (3:0)
Arkadiusz Szypczyński 1′, Gustavo Henrique 8′, Janis Pastars 14′, Marcin Firańczyk 31′, 33′, Maksym Pautiak 35′ – Mateusz Węgrzyn 38′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Firańczyk, Pastars, Henrique, Makowski, Turkowyd, Pach.

Gwiazda: Waszka (Lawacz, Sobecko) – Dynek, Hiszpański, Białek, Haase – Hyży, Węgrzyn, Wojciuch, Duda, Widuch, Szaraniec.

Najbliższa seria gier będzie stać nie tylko pod znakiem starcia lidera z wiceliderem. To w ten weekend może bowiem dojść do wyraźnego podziału tabeli na dwie połówki, ale także do nieoficjalnego pożegnania dwóch zespołów z Futsal Ekstraklasą.

Poza spotkaniem Acany Orła szykuje się dużo znaczących starć. Znaczących nie tylko dla zespołów, które do nich podejdą, ale także dla reszty ligowej stawki.

Dokonać niemożliwego

16. kolejkę rozpoczniemy od prawdziwego hitu. Na parkiecie w Chorzowie zmierzy się ze sobą miejscowy Clearex oraz Rekord Bielsko-Biała, czyli wicelider oraz lider Futsal Ekstraklasy. Dla chorzowian będzie to ogromna szansa. Szansa na przedłużenie nadziei. Bowiem tak jak zwycięstwo z Rekordem jest w ich zasięgu, tak już zrzucenie go z mistrzowskiego tronu niemalże niemożliwe. Aby jednak szansa na to się zwiększyła potrzebne jest zwycięstwo. W innym razie Rekord będzie mógł zacząć powoli rozglądać się za szampanami na mistrzowską fetę.

Podział w Katowicach

W kolejnym spotkaniu dojdzie do starcia AZS-u UŚ Katowice z Piatem Gliwice. Obecnie oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, ale po tym meczu różnica między nimi może wynosić nawet sześć punktów. Do tego potrzebne jest jednak zwycięstwo gospodarzy. Wygrana katowiczan byłaby dla nich nie tylko zachowaniem kontaktu z ligowym podium, ale także dałaby możliwość do realnego podziału tabeli na dwie połówki – jedną walczącą o podium oraz drugą bijącą się o utrzymanie.

Czy to już ten czas?

W niedzielny wieczór może z kolei dojść do nieoficjalnego pożegnania Gwiazdy Ruda Śląska oraz Red Devils Chojnice. Sytuacja punktowa obu drużyn jest dramatyczna i każda kolejna porażka może być dla nich gwoździem do trumny. W tym wypadku wszystko zależy od spotkania w Chojnicach, gdzie Czerwone Diabły podejmą MOKS Białystok. Gracze z Podlasia znajdują się minimalnie nad kreską, ale ich wygrana może dać im spory oddech powietrza. Dla Red Devils oraz Gwiazdy (jeśli przegra z Acaną Orłem) oznaczałoby to jednak stratę minimum (!) siedmiu punktów do bezpiecznej strefy.

Komplet spotkań 16. kolejki:

Clearex Chorzów – Rekord Bielsko-Biała – 15 lutego, godz. 16.00,
AZS UŚ Katowice – Piast Gliwice – 15 lutego, godz. 17.00,
GSF Gliwice – Constract Lubawa – 15 lutego, godz. 18.00,
FC KJ Toruń – Red Dragons Pniewy – 15 lutego, godz. 18.00,
Gatta Zduńska Wola – Malepszy Futsal Leszno – 15 lutego, godz. 18.00,
Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska – 16 lutego, godz. 18.00,
Red Devils Chojnice – MOKS Białystok – 16 lutego, godz. 18.00.

Po ponad miesięcznej przerwie Acana Orzeł wraca do własnej hali. Ich rywalem w Jelczu-Laskowicach będzie czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska.

Po dwóch meczach z Rekordem Bielsko-Biała zawodnicy Jesusa Lopeza podejmą nieco mniej wymagającego rywala. Gwiazda Ruda Śląska zajmuje obecnie ostatnie miejsce w ligowej tabeli, przez co każde kolejne spotkanie jest dla niej jak finał. Czego zatem możemy spodziewać się w niedzielny wieczór?

W przerwie świątecznej z powodu problemów finansowych Gwiazda musiała przejść metamorfozę. Z klubu odeszli m.in. Mateusz Mrowiec, Kamil Kmiecik oraz Paweł Barański, którzy dla beniaminka Futsal Ekstraklasy zdobyli w sumie szesnaście bramek.

Wyjęcie kręgosłupa zespołu poskutkowało dwoma porażkami w rundzie rewanżowej oraz odpadnięciem z puchar Polski z I-ligowym AZS-em UMCS Lublin. Szczególnie bolesna musiała być przegrana z Red Devils Chojnice (3:10), czyli bezpośrednim rywalem do utrzymania.

Pocieszeniem dla zespołu Bartłomieja Nogi może być to, że jadą do jednej z dwóch drużyn, z którą udało im się wygrać. Co ciekawe drugą z nich była Gatta Zduńska Wola. I tak jak wtedy Gwiazda wygrała przekonująco, bo aż 7:3, tak z Acaną Orłem było to już nie do końca zwycięstwo wynikające ze znacznej przewagi beniaminka.

Orły niemalże nie schodziły w tamtym spotkaniu z połowy gospodarzy. Zabrakło im jednak skuteczności i może trochę szczęścia. Bo trudno tu mówić o braku pecha, kiedy w jednym meczu nie wykorzystuje się przedłużonego rzutu karnego, dostaje się czerwoną kartkę i ostatecznie przegrywa się 0:1.

I tak jak wtedy taka porażka mogła się zdarzyć, ponieważ zespół Jesusa Lopeza wciąż się zgrywał, a część zawodników wracała po kontuzji, tak teraz jakakolwiek starta punktów wydaje się być mało prawdopodobna. Gwiazda oczywiście przyjedzie bardzo zmotywowana, aby zdobyć komplet oczek, ale w Jelczu-Laskowicach nie jest o to tak łatwo. Ostatniej porażki przed własną publicznością Orły doznały jeszcze w 2. kolejce, kiedy to ich rywalem byli bielscy Rekordziści.

Trzy punkty wydają się być zatem obowiązkiem dla jelczan. Taki rezultat dałby im nie tylko udany rewanż za porażkę z Rudy Śląskiej, ale także pozwoliłby zachować kontakt z ligową czołówką.

Początek spotkania już w najbliższą niedzielę – 16 lutego o godzinie 18.00. Wejście na mecz jest darmowe, co nie znaczy jednak, że kibice nie będą mogli wykazać się swoim wsparciem. W trakcie spotkania odbędzie się bowiem zbiórka na rzecz walczącej o życie Tosi Wiśniewskiej.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice uległ na wyjeździe Rekordowi Bielsko-Biała 0:6. Aktualni mistrzowie Polski o swoim zwycięstwie przesądzili w drugiej części spotkania.

Przed rozpoczęciem spotkania faworytem, co nie może dziwić, byli zawodnicy Rekordu. Dodatkowo Acana Orzeł do Bielska-Biała przyjechał w nieco okrojonym składzie. W zespole nie było już Sergio Solano, Ixemada Gonzaleza oraz Ivana Marquiny, którzy zimą wrócili do Hiszpanii. Poza tym z powodu nadmiaru żółtych kartek na boisku nie mógł pojawić się Maksym Pautiak, a i Arkadiusz Szypczyński zmagał się wciąż z urazem.

Od pierwszego gwizdka sędziego stroną dominującą byli zatem Rekordziści. Orły grały jednak bardzo konsekwentnie w defensywie i nie dawały się wciągać na połowę rywala. Na ich nieszczęście pierwsza bramka padła dosyć szybko, bo już w 4. minucie. Wtedy to lewym skrzydłem, na przebój poszedł Artur Popławski i silnym strzałem, czubkiem buta pokonał Macieja Foltyna.

Dwie okazje do wyrównania miał Janis Pastars, ale obie były nieskuteczne. Za pierwszym razem Łotysz wypuścił sobie zbyt daleko piłkę i strzał z bliskiej odległości wybronił Nawrat. W drugiej sytuacji futsalówka z kolei nieco zeszła z nogi gracza Acany i uderzenie przeleciało wysoko nad bramką.

Mimo tego obraz gry się zbytnio nie zmienił. Orzeł próbował kilkukrotnie utrzymać się przy piłce, ale to Rekordziści byli o wiele bliżej kolejnego trafienia. W wyjątkowo dobrej dyspozycji był jednak Foltyn, który w pierwszej połowie mógł sobie tylko nabijać kolejne procenty do statystyk obronionych strzałów.

Na niecałą minutę przed zejściem do szatni, Nawrata próbował zaskoczyć jeszcze Marcin Firańczyk, ale jego próba również okazała się niecelna. Zemściło się to w dosłownie ostatnich sekundach pierwszej odsłony, kiedy to trener gospodarzy poprosił o czas. Ruch ten okazał się być idealnym posunięciem, bowiem schemat nakreślony w przerwie przyniósł Rekordowi drugie trafienie, którego autorem był Alex Viana.

Początek drugiej odsłony mógł nieco zaskoczyć gospodarzy, ponieważ w krótkim odstępie czasu Orły mogły doprowadzić nawet do wyrównania. Zdecydowanie najlepszą okazję do złapania kontaktu miał Kacper Kędra. Po znalezieniu się w sytuacji sam na sam z bramkarzem chciał on sprytną wcinką chciał pokonać golkipera bielszczan. I wszystko zostało niemalże idealnie wykonane. Niemalże, bowiem ostatecznie zabrakło celności, aby piłka zamiast trafić w słupek, wleciała do pustej siatki.

Chwilę potem równie blisko był Arkadiusz Szypczyński, ale po dwójkowej akcji z Kędrą górą okazał się być ponownie Nawrat. Swoich sił próbował także Mykola Morozov, który będąc na połowie boiska zabrał się z piłką i po minięciu defensywy Rekordu uderzył na bramkę. Jego strzał, podobnie jak wcześniejsze próby partnerów był jednak nieskuteczny.

I tak jak do tej pory szczęścia brakowało jedynie w ofensywie, tak po jakimś czasie zaczęło go także brakować w obronie. Najpierw dwa błędy w rozegraniu zostały momentalnie wykorzystane przez Jana Janovsky’ego i Janiego Korpelę.

Kolejne dwa gole Rekordu to z kolei bramka samobójcza Mykoli Morozova oraz trafienie Viany. Jeśli coś miałoby usprawiedliwiać graczy Jesusa Lopeza przy tych golach, to gra bez bramkarza. Na taki wariant zdecydował się bowiem trener jelczan.

Oczywiście takie posunięcie nie jest również jego winą. Szkoleniowiec chciał dać w ten sposób nieco odpocząć swoim zawodnikom, aby dzięki grze w przewadze i kilkominutowej wymianie podań mogli nabrać sił na końcówkę. W przeciwnym razie mogliby być oni skazani na bieganie za zawodnikami Rekordu i być może stratę jeszcze większej liczby bramek.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 6:0. Dla Orłów była to pierwsza porażka od 28 września, przez co ich seria meczów bez porażki zakończyła się na liczbie jedenaście.

Okazję do rewanżu jelczanie będą mieli już w najbliższym spotkaniu. 8 lub 9 lutego dojdzie bowiem do starcia obu zespołów w 1/16 pucharu Polski. Mecz ten także odbędzie się w Bielsku-Białej.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 6:0 (2:0)
Popławski 4′, Alex Viana 20′, 40′, Janovsky 30′, Korpela 30′, Morozov 38′ s.

Rekord: Nawrat (Burzej, Iwanek) – Janovsky, Bondar, Alex Viana, Korpela, Popławski, Kubik, Budniak, Marek, Surmiak, Biel, Gąsior.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Pastars, Morozov, Firańczyk – Lopez, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.

Przed Acaną Orłem najprawdopodobniej najtrudniejszy wyjazd w tym sezonie. Gracze Jesusa Lopeza udadzą się bowiem do niezdobytej jeszcze w tym sezonie twierdzy Rekordu Bielsko-Biała.

Jedenaście spotkań. Tyle aktualnie wynosi seria meczów bez porażki w wykonaniu zawodników Acany Orła. O jej podtrzymanie będzie jednak bardzo trudno, ponieważ tym razem jelczanom przyjdzie zmierzyć się aktualnym mistrzem Polski – Rekordem Bielsko-Biała.

Rekordziści, co wcale nie jest niespodzianką radzą sobie w tym sezonie bardzo dobrze. Stracili punkty w zaledwie dwóch spotkaniach, raz ulegając AZS UŚ Katowice 3:5 oraz remisując z FC KJ Toruń 3:3.

Ich ogromnym atutem jest także siła rażenia, jaką mają do zaoferowania w ofensywie. W sumie zdobyli już 84 bramki, co daje średnią sześciu goli na mecz. Jakby tego było mało to większość z nich – 53 zdobyli u siebie.

Orły nie stoją jednak na straconej pozycji. W końcu ten kto oglądał ostatni mecz obu drużyn pamięta, że niewiele brakowało, aby jelczanie osiągnęli swoje pierwsze zwycięstwo w historii starć z Rekordzistami.

Dodatkowo gracze Jesusa Lopeza wciąż dysponują najlepszą defensywą w lidze. Co ciekawe będzie to zresztą spotkanie obu najlepszych formacji obronnych w Futsal Ekstraklasie. Kibice tym bardziej mogą spodziewać się zaciętego meczu, ponieważ Orły na wyjazdach tracą średnio zaledwie jedną bramkę na mecz. Z kolei bielszczanie u siebie wyciągają piłkę z siatki średnio 1,28 razy na spotkania.

– Okazja do zagrania z mistrzem Polski zawsze dodatkowo motywuje. Osobiście lubię grać w Bielsku-Białej. Zawsze panuje tam prawdziwie profesjonalna atmosfera, której nie ma nigdzie indziej w Polsce. Niestety aktualnie nie jesteśmy w najlepszym momencie jako zespół. Odeszło od nas niedawno trzech zawodników, co wpłynęło na metody przeprowadzania treningów. Ponadto Arek Szypczyński jest nadal kontuzjowany, a Maks Pautiak nie będzie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek.
Wszystkie te szczegóły są ważne, ale mimo to wiemy, co musimy zrobić, aby w Bielsku-Białej zagrać dobry mecz. Rekord to bardzo dobra drużyna, ze szczególnie dobrymi graczami w ofensywie. Jeśli zagramy odpowiedzialnie w obronie i nie stracimy bramek, to na koniec spotkania rzeczywiście możemy uzyskać korzystny wynik
– mówi Jesus Lopez, trener Acany Orła.

Kazimierz Górski mawiał, że chodzi o to, aby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika. Patrząc na tę rywalizację będzie chodzić raczej o to, aby stracić jedną bramkę mniej od przeciwnika, bo szyki obronne obu zespołów są wyjątkowo mocne.

Początek spotkania już jutro – w piątek, 17 stycznia o godz. 19.00. Dla osób nie mogących pojechać tego dnia do Bielska-Białej przewidziana została transmisja na kanale Sportklub.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował z GSF-em Gliwice 3:3. Bramki dla jelczan zdobywali Marcin Firańczyk oraz Gustavo Henrique. Pierwszy z nich mógł także przesądzić o ostatecznym wyniku, ale w końcówce spotkania nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego.

Przed pierwszym spotkaniem w tym roku najbardziej prawdopodobne było jedno – Acana Orzeł nie zremisuje z GSF-em Gliwice 0:0. Takim wynikiem zakończył się bowiem ostatni mecz między tymi drużynami i już wtedy było to dość sporym zaskoczeniem. Oczywiście nie dlatego, że któraś ze stron była zdecydowanym faworytem, a ta druga jej się mocno postawiła. Po prostu takie wyniki w futsalu są bardzo sporadyczne.

Z tego też powodu w Jelczu-Laskowicach z pewnością można było spodziewać się bramek. Ich liczbę było jednak bardzo trudno określić. Dlaczego? Ponieważ GSF na wyjazdach strzela średnio cztery bramki na mecz. Z drugiej strony stały jednak Orły – najlepsza defensywa w lidze. Patrząc na statystki kibice powinni byli uzbroić się także w cierpliwość. Jelczanie przed tym meczem tracili bowiem średnio w pierwszych połowach zaledwie 0.15 bramki, a o losach spotkania przeważali najczęściej po zmianie stron.

Powyższe wyliczenia można było jednak szybko wyrzucić do kosza, ponieważ już w 3. minucie wynik spotkania otworzył Marcin Firańczyk. Tym razem jednak gospodarze postarali się o emocje od pierwszego gwizdka sędziego. Już w 3. minucie dobre podanie od Janisa Pastarsa dostał Marcin Firańczyk, który wykorzystał zagranie partnera i silnym strzałem po ziemi otworzył wynik spotkania.

Blisko podwyższenia rezultatu był Mykola Morozov, ale jego piekielnie silne uderzenie intuicyjnie zbił na rzut rożny golkiper gości. Po drugiej stronie tyle szczęścia nie miał już jednak Maciej Foltyn. Po strzale jednego z gliwiczan piłka odbiła się rykoszetem do Mateusza Szyszki, a ten, co zszokowało wszystkich na trybunach zdecydował się na wykonanie przewrotki. Decyzja ta okazała się być fenomenalną dla przyjezdnych, którzy tym samym doprowadzili do remisu.

Gracze Jesusa Lopeza odzyskali prowadzenie dopiero po zmianie stron. I tak jak w Gliwicach w meczu z Piastem, tak i teraz na listę strzelców wpisał się Gustavo Henrique. Brazylijczyk z austriackim paszportem swojego czwartego gola zdobył nawet w podobny sposób – po dograniu za pole karne ze stałego fragmentu gry.

Niewiele brakowało, a mielibyśmy powtórkę scenariusza z pierwszej części spotkania, ale piłka po strzale Michała Rabieja obiła lewy słupek bramki Foltyna. Niewykorzystana sytuacja gości zemściła się na nich w 27. minucie. Fantastyczne, otwierające podanie otrzymał Henrique, który mądrze wyczekał, a następnie zagrał do nadchodzącego Firańczyka. Ten odwdzięczył mu się swoją drugą bramką w tym spotkaniu oraz czwartą w całym sezonie.

Henrique był bliski także asysty przy bramce Maksyma Pautiaka, ale Ukrainiec minimalnie się pomylił i piłka po jego strzale obiła zaledwie słupek bramki rywala. Po drugiej stronie boiska dobrze zachował się z kolei Wojciech Kędziora, który ładnie zastawił się z futsalówką i silnym strzałem, czubkiem buta zdobył bramkę kontaktową dla gliwiczan.

Na tym jednak były napastnik m.in. Zagłębia Lubin oraz Ruchu Chorzów nie poprzestał. Na cztery minuty przed końcem doprowadził bowiem do remisu i na tablicy świetlnej widniał wynik 3:3.

Decydującą piłkę na nodze mieli ostatecznie gospodarze, a konkretnie Firańczyk. Po dość niezrozumiałej decyzji sędziego, Orły otrzymały przedłużony rzut karny. Zawodnik jelczan nie zdołał jednak umieścić piłki w siatce i przestrzelił obok bramki.

Końcowa syrena oznaczała zatem podział punktów oraz podtrzymanie serii meczów bez porażki w wykonaniu Acany Orła, która osiągnęła rozmiar 11 spotkań.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – GSF Gliwice 3:3 (1:1)
Marcin Firańczyk 3′, 27′, Gustavo Henrique 24′ – Mateusz Szyszko 13′, Wojciech Kędziora 32′, 36′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Firańczyk, Pautiak – Henrique, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.

GSF Gliwice: Bogdziewicz (Barteczka) – Lutecki, Czech, Pasierb, Wilk – Mirga, Gładczak, Węgiel, Kędziora, Rabiej, Sitko, Szyszko, Cichy.

Orły Jesusa Lopeza wracają do gry! Rywalem jelczan będzie tym razem GSF Gliwice. Dziesiąta drużyna Futsal Ekstraklasy nie przyjeżdża jednak do Jelcza-Laskowic jak na ścięcie. Zawodnicy prowadzeni przez selekcjonera Błażeja Korczyńskiego, podobnie jak na otwarcie sezonu, nie będą mieli zamiaru odstawiać nogi.

Od ostatniego spotkania Acany Orła minęły już niemalże trzy tygodnie. Mecz kończący pierwszą rundę sezonu 2019/20 zakończył się remisem 1:1. I tak jak wtedy rywalem jelczan byli zawodnicy Piasta Gliwice, tak teraz drużynie Jesusa Lopeza ponownie przyjdzie się zmierzyć z gliwiczanami. Wyjątkiem będzie jednak to, że nie będzie to już zespół Piasta, a jego lokalny rywal GSF.

Gracze prowadzeni przez Błażeja Korczyńskiego zapowiadali się początkowo na rewelację rozgrywek. Po bezbramkowym remisie z Orłami, wygrali dwa kolejne spotkania, co na tamten moment dawało im wysokie 4. miejsce w tabeli.

Następne dwa miesiące to już jednak pasmo nieszczęść w wykonaniu gliwiczan. Brak jakiejkolwiek zdobyczy punktowej w siedmiu spotkaniach spowodował spadek do strefy czerwonych latarni, co mogło wydawać się nawet lekko niesprawiedliwe. Trudno bowiem powiedzieć, że GSF nie chciał grać w futsal, kiedy większość spotkań przegrywał jedną bramką.

Na szczęście kibiców ze Śląska moneta w końcu odwróciła się na ich korzyść. Trzy spotkania i siedem punktów zdobytych w starciach m.in. z Gattą Zduńska Wola oraz FC KJ Toruń mogło zaimponować.

Skuteczna końcówka pozwoliła GSF-owi odetchnąć z ulgą. Gliwiczanie awansowali na 10. pozycję i obecnie nad strefą spadkową wydają się mieć bezpieczną przewagę sześciu oczek.

To na co z pewnością trzeba zwrócić uwagę przed starciem z GSF-em, to koncentracja od pierwszego gwizdka sędziego. Goście zdobywają bowiem większość bramek w pierwszych połowach, a też i na wyjazdach gra ofensywna idzie im nieco lepiej niż u siebie. Gliwiczanie w delegacji zdobywają średnio 3,83 bramki na mecz.

Na korzyść Orłów przemawia przede wszystkim skuteczniejsza defensywa. We wspomnianych pierwszych połowach, jelczanie tracą średnio jedyne 0,15 bramki na mecz. Dodatkowo do tej pory w Jelczu-Laskowicach więcej niż trzy bramki strzelił jedynie Rekord Bielsko-Biała.

Zdecydowanym faworytem spotkania jest zatem zespół Acany Orła. Dominację w statystykach trzeba będzie jednak jeszcze potwierdzić na parkiecie. Początek spotkania już jutro – 11 grudnia o godzinie. 18.00. Bilety w cenie pięciu oraz piętnastu złotych można nabywać w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice.

Trzynaście pełnych kolejek Futsal Ekstraklasy za nami. Jak zatem spisały się nasze Orły, a także jak wyglądały na tle rywali? Patrząc na statystki, z pewnością można powiedzieć, że wygląda to bardzo dobrze.

Spoglądając na grę Acany Orła w bieżących rozgrywkach nie sposób nie zacząć od defensywy. Zaledwie osiemnaście straconych bramek w trzynastu meczach daje fenomenalną średnią 1.38 straconego gola na spotkanie. Dla porównania kolejne najlepsze zespoły pod tym względem – Rekord Bielsko-Biała oraz FC KJ Toruń i Piast Gliwice tracą odpowiednio 1.92 oraz 2.15 bramki na mecz.

Aby zobaczyć z kolei jak duży progres w grze defensywnej wykonali zawodnicy Jesusa Lopeza wystarczy przytoczyć statystyki po pierwszych rundach poprzednich sezonów. A prezentują się one następująco:

Sezon 2015/16 – 5.00 straconych bramek na mecz (I liga),
Sezon 2016/17 – 2.50 (I liga),
Sezon 2017/18 – 1.72 (I liga),
Sezon 2018/19 – 2.90 (Futsal Ekstraklasa),
Sezon 2019/20 – 1.38 (Futsal Ekstraklasa).

Mimo to wielu mogłoby w tej sytuacji zarzucić, że co z tego, że defensywa jest najlepsza, skoro Orzeł w tym sezonie zdobył więcej bramek od zaledwie pięciu zespołów. I rzeczywiście tak jest. Orły nie strzelają zbyt dużo goli, ale dzięki konsekwencji w tyłach posiadają trzeci najlepszy bilans bramkowy w lidze. A trzeba pamiętać, że przy tak wyrównanej czołówce, o ostatecznym miejscu w tabeli może zadecydować nawet jedno trafienie.

Co może cieszyć to także regularne punktowanie. Po słabszym początku i zaledwie jednym remisie Orły przełamały się z Clearexem Chorzów i od tamtego momentu nie przegrały już ani razu. Dzięki temu zanotowały serię 10 spotkań z rzędu bez porażki, którą wciąż mogą poprawić.

Ważne są również zwycięstwa z bezpośrednimi rywalami do podium. Zarówno z FC KJ Toruń, jak i wspomnianym Clearexem udało się wygrać różnicą trzech bramek. Tak wysoka zaliczka może być bardzo ważna w końcowych rozrachunkach. Oczywiście nie można zapominać o zespołach, które gonią jelczan, ale i tam bilans nie jest zły – trzy remisy oraz bardzo wysokie zwycięstwo z AZS-em UŚ Katowice.

Jeśliby stworzyć zatem tabelę ze spotkań rozegranych bezpośrednio między zespołami z pierwszej ósemki, to Acana Orzeł zajmowałby tam wysoką, bo aż trzecią pozycję. Taki obrót spraw jest również pewnego rodzaju progresem. Gdyby się cofnąć do poprzedniego sezonu, to jedno czego zabrakło jelczanom do zdobycia medalu, to z pewnością korzystniejsze wyniki z bezpośrednimi rywalami.

1. Rekord Bielsko-Biała 16 pkt,
2. FC KJ Toruń 14 pkt,
3. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 12 pkt,
4. Clearex Chorzów 10 pkt,
5. Gatta Active Zduńska Wola 10 pkt,
6. Constract Lubawa 7 pkt,
7. AZS UŚ Katowice 6 pkt,
8. Piast Gliwice 2 pkt.

Powyżej wspominaliśmy już o tym, że Orzeł nie gra super spektakularnych spotkań w ofensywie, ale skupia się przede wszystkim na grze w obronie. Porównując taki styl do zespołów sąsiadujących z jelczanami – Constractu Lubawa oraz Clearexu Chorzów można wyciągnąć wniosek, że zawodnicy Jesusa Lopeza grają po prostu bardziej ekonomicznie. Szanują swoje siły, dzięki czemu niejednokrotnie o losach spotkania przesądzali w drugich połowach.

Jelczanie oddali do tej pory w sumie 427 uderzeń, z czego 165 (38%) było celnych. Spośród tych, 37 (22%) zatrzepotało w siatce rywala. Będący tuż za plecami Orła Constract zdołał uderzyć 419 razy, z czego 215 (51%) strzałów zmusiło bramkarza, bądź też obrońców do interwencji. W tym przypadku celność nie idzie jednak w parze ze skutecznością. Lubawianie cieszyli się ze zdobytego gola 46 razy, co daje wynik na poziomie 21%, a więc minimalnie niższy od jelczan.

Na pierwszy rzut oka zupełnie odmienny styl prezentują z kolei chorzowianie. Aktualni brązowi medaliści mistrzostw Polski pokusili się o aż 668 strzałów, na co złożyło się 260 (38%) uderzeń celnych. Jednak zaledwie 57 z nich, a więc 21% znalazło drogę do siatki.

Wniosek z tego wszystkiego wychodzi prosty – może Orzeł i nie jest najlepszą drużyną pod względem liczby zdobytych bramek, ale już patrząc na samą skuteczność, to od sąsiadujących z nim rywalami prezentuje się lepiej.

Mała liczba zdobytych bramek nie wynika także z braku zawodników do ich seryjnego strzelania. W poprzednim sezonie po 13. kolejce na listę strzelców wpisało się dziesięciu graczy Acany Orła. Dokładnie tyle samo Orłów widnieje tam i teraz. Dodatkowo niemalże za taki sam procent zdobytych bramek odpowiada trzech najskuteczniejszych zawodników. Wtedy byli nimi Nuno Brabosa, Allyson Amantes orz Victor Andrade. W sumie zdobyli oni wtedy 21 goli, co dawało wynik na poziomie 46%. Teraz w czołówce znajdują się Sergio Solano, Arkadiusz Szypczyński oraz Mykola Morozov, którzy w sumie zanotowali 18 trafień, a to daje 48% całego dorobku bramkowego.

Jak zatem widać obecny sezon w wykonaniu naszych Orłów jest lepszy. Oczywiście to nie jest ostatnie słowo jelczan, dlatego też z każdym kolejnym spotkaniem powyższe statystyki powinny ulegać coraz to większej poprawie, czego sobie i Wam życzymy w rundzie rewanżowej.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował 1:1 z Piastem Gliwice. Jedyną bramkę dla jelczan zdobył w 33. minucie Gustavo Henrique. Spotkanie to było jednocześnie ostatnim meczem Orłów w tym roku.

Ostatnie tegoroczne spotkanie Acany Orła przypadło na wyjazdowe starcie z Piastem Gliwice. Jelczanie do tego meczu podchodzili jako wicelider Futsal Ekstraklasy oraz drużyna z najdłuższą serią spotkań bez porażki. Gospodarze z kolei, mimo że zajmowali 7. miejsce w ligowej tabeli, to do zespołu Jesusa Lopeza tracili zaledwie trzy punkty.

I choć Piasta od Acany niewiele dzieliło, to początek mógł mocno zaskoczyć. Równo z pierwszym gwizdkiem sędziego jelczanie ruszyli do ataku i po dwóch minutach mogło być nawet 2:0. Nieco szczęścia zabrakło jednak Ixemadowi Gonzalezowi i wynik pozostawał bez zmian.

Na gospodarzy podziałało to wystarczająco motywująco. Gliwiczanie szybko się przebudzili i to oni mogli objąć prowadzenie. Sebastian Szadurski pomylił się jednak minimalnie i piłka po jego uderzeniu obiła zaledwie słupek.

Po drugiej stronie boiska swoich sił próbował z kolei Maksym Pautiak. Ukrainiec przejął futsalówkę w środkowej strefie boiska i gdyby nie skuteczna interwencja jednego z defensorów, to rozpoczętą przez siebie akcję prawdopodobnie wykończyłby sam.

Ostatecznie żadna z drużyn nie była w stanie objąć prowadzenia przed przerwą. Wynik 0:0 dawał więc teoretycznie większe szanse przyjezdnym, którzy o wiele bardziej skuteczni są w drugich odsłonach spotkań.

Niewiele brakowało, a teoria z praktyką nie miała by wiele wspólnego. Chwilę po zmianie stron gospodarze wyszli z kontratakiem, ale kolejny raz trafili w słupek, dzięki czemu kibice Orła mogli odetchnąć z ulgą. Bliski gola był chociażby Dominik Solecki. Na szczęście jego silne uderzenie powstrzymał dobrze interweniujący Foltyn.

Piłkarskie porzekadło w takich sytuacjach powiada, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Bliski wypełnienia tej reguły był Sergio Solano, który dostał otwierające podanie od Gustavo Henrique. Hiszpan był jednak zbytnio naciskany przez rywala, przez co nie był w stanie oddać czystego strzału.

Kolegę z zespołu wyręczył wspomniany Henrique. Brazylijczyk najpierw obił słupek, ale kilka minut później trafił już perfekcyjnie. Piłka po jego strzale zdążyła tylko przełamać ręce bramkarza, a następnie wpadła do siatki.

Po tej bramce Piast postawił wszystko na jedną kartę. Wycofał z gry golkipera i w przewadze jednego zawodnika próbował doprowadzić do remisu. Udało im się to w 36. minucie, kiedy to futsalówkę do bramki skierował Rafał Franz.

Gliwiczanie, co mogło zaskoczyć, wciąż byli zdecydowani na grę w przewadze. Taka taktyka mogła im bardzo pomóc, ponieważ Orły zostały zepchnięte do defensywy, ale jeden błąd mógł także zaważyć na końcowym wyniku spotkania.

Aby nieco wspomóc swoich zawodników, trener Acany poprosił o czas. Ostatnie przekazane schematy nie pomogły jednak w osiągnięciu zwycięstwa. Spotkanie zakończyło się jednobramkowym remisem i oba zespoły mogły dopisać sobie w tabeli po jednym punkcie.

Piast Gliwice – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Gustavo Henrique 33′ – Rafał Franz 36′.

Piast: Widuch (Grzywa, Wojcik) – Bugański, Romero, Grzywa, Tavarez – Wołongiewicz, Solecki, Czyszek, Cygnarowski, Grecz, Franz, Szadurski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Solano, Marquina, Gonzalez – Pastars, Morozov, Firańczyk, Kędra, Pautiak, Szypczyński.

Przed Acaną Orłem ostatnie spotkanie w tym roku. Jelczanie udadzą się tym razem do Gliwic, aby tam o trzy punkty zawalczyć z miejscowym Piastem. Kto zatem wyjdzie tej rywalizacji zwycięsko?

Po kolejnym zwycięstwie u siebie, Orłom przyjdzie się zmierzyć tym razem na wyjeździe. O to, aby udanie zakończyć rok nie będzie jednak wcale tak łatwo, bowiem rywalem jelczan będzie Piast Gliwice.

Obecny sezon w wykonaniu rywali jelczan trudno jest jednoznacznie oceniać. Początek mieli bowiem fatalny – na pięć spotkań wygrali zaledwie jedno. Później jednak, po zatrudnieniu Orlando Duarte gliwiczanie zaczęli grać jak natchnieni. Na 21 możliwych do zdobycia punktów zgarnęli ich aż 16. I patrząc na tabelę od okresu zatrudnienia Portugalczyka, to lepszy bilans mają tylko gracze FC KJ Toruń oraz Rekordu Bielsko-Biała.

Sama postać Orlando Duarte jest także warta wspomnienia. Szkoleniowiec w swoim CV posiada m.in. pięć tytułów mistrza Portugalii wraz ze Sportingiem Lizbona, a także prowadzenie kadry narodowej tego kraju. Ciekawie zapowiada się zatem pojedynek na ławce trenerskiej, który można określić małymi derbami Półwyspu Iberyjskiego.

Dobry bilans Duarte może także wynikać z nieco prostszego terminarza. Nowego trenera Piasta ominęły bowiem spotkania z ponad połową drużyn z czołówki. A bilans, z bezpośrednimi rywalami o podium gliwiczanie mają delikatnie mówiąc kiepski. W sześciu spotkaniach zdobyli zaledwie punkt – remis 3:3 z Constractem Lubawa. Dla porównania gracze Jesusa Lopeza przegrali tylko z Rekordem Bielsko-Biała i na 18 możliwych do zdobycia oczek zatrzymali u siebie 11.

Historia spotkań obu zespołów daje większe szanse Acanie. Podobnie seria dziewięciu nieprzegranych spotkań z rzędu, która jest najlepszą od początku istnienia klubu. Kibice rządni emocji będą musieli jednak wykazać się sporą cierpliwością. Ponad 67% bramek w meczach Piasta i Acany pada w drugich częściach spotkania.

Czy Orły wrócą zatem zwycięsko z Gliwic, czym jednocześnie sprawią sobie i kibicom przedświąteczny prezent? O tym przekonamy się już jutro – w sobotę, 21 grudnia o godzinie. 13.00.