Choć wakacje już się skończyły, to gorąco wciąż będzie. Zapytacie gdzie? Oczywiście w zespole Acany Orła. Rywale z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć we wrześniu, z pewnością mogą rozgrzać niejednego, pragnącego emocji kibica.

Zaczniemy oczywiście już dziś. W Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice podejmiemy drużynę Fit-Morning Gredar Futsal Brzeg, z którą prawdopodobnie więcej nas łączy niż dzieli.

Pierwszym z łączników jest oczywiście postać trenera gości. Jarosław Patałuch przez długi czas pełnił rolę asystenta Chusa Lopeza, przy którym szkolił swój trenerski fach. W zeszłym sezonie, po wyjazdowym meczu z GSF-em Gliwice, pożegnał się jednak z drużyną, aby już w pełni samodzielnie, od początku sezonu, objąć własną drużynę.

Sukces byłego ucznia nadszedł błyskawicznie. Po utrzymaniu zespołu w lidze, trener Patałuch nie tylko awansował z brzeżanami do Futsal Ekstraklasy, ale i wygrał swoją grupę 1. ligi, mimo spotkania rozegranego mniej.

Ostatnia współpraca obu trenerów przyniosła Orłom brązowy medal MMP U18

Poza nim w zespole Fit-Morning znajdziemy mnóstwo zawodników, którzy kiedyś cieszyli oczy kibiców z Jelcza-Laskowic. Victor Andrade, Kamil Kucharski, Przemysław Matejko, Jan Rojek, Jose Pepo, Paweł Synowiec oraz Dawid Witek wystąpili w sumie w 272 spotkaniach, w których zdobyli aż 135 bramek! Jeśli do tego dodamy nowego bramkarza Gredaru, Bartosza Koniecznego to wychodzi nam 335 spotkań!

Czy możemy zatem spodziewać się jakichkolwiek uprzejmości na boisku. Z pewnością tak, ale tylko w trakcie rozgrzewki. Od pierwszego gwizdka sędziego nie będzie żadnych sentymentów, co pokazał chociażby sparing Orłów z Gredarem, w którym nasi zawodnicy wygrali 6:2.

Temperatura zostanie utrzymana

Miesiąc zamkniemy z kolei starciami z GI Malepszy Futsal Leszno oraz Gattą Active Zduńska Wola. Z obiema drużynami w zeszłym sezonie przyszło nam się podzielić punktami, ale w bieżących rozgrywkach taki rezultat już nas nie będzie interesował.

Oczywiście do obu spotkań należy też podejść z pokorą. Ostatnie trzy mecze z leszczynianami zakończyły się remisami, a o wynik należało drżeć do samego końca. Z pewnością i teraz walka będzie trwała do końcowej syreny, a jeden szkoleniowiec będzie starał się przechytrzyć tego drugiego.

Tak z obronionych strzałów w Lesznie cieszył się Maciej Foltyn

Pewną zagadką pozostaje spotkanie z Gattą. Ta niezbyt dobrze rozpoczęła sezon. Dwa mecze i dwie porażki nie stawiają jej w komfortowej sytuacji, choć trzeba też przyznać, że brązowi medaliści mistrzostw Polski nie mieli łatwego terminarza.

Teraz czeka ich dłuższa przerwa. Po zgrupowaniu reprezentacyjnym będą pauzować w 3. kolejce i dopiero spotkanie z Acaną będzie ich najbliższym. Czy czas w tym wypadku im pomoże? Miejmy nadzieję, że tak… ale dopiero w październiku.

W ostatnim meczu z Gattą mocno iskrzyło

Bilety oraz karnety na mecze Acany Orła w rundzie jesiennej możecie kupować na https://ekobilet.pl/ks-orzel-futsal

Trybuna A: https://ekobilet.pl/ks-orzel-futsal/karnety-na-mecz-orla-1598699368749/419453-bilety

Trybuna B: https://ekobilet.pl/ks-orzel-futsal/karnety-na-mecze–orla—trybuna-b-1598792418087/419528-bilety

Trybuna C: https://ekobilet.pl/ks-orzel-futsal/karnety-na-mecze–orla—trybuna-c-1598792533148/419529-bilety

Trybuna D: https://ekobilet.pl/ks-orzel-futsal/karnety-na-mecze–orla—trybuna-d-1598792592597/419530-bilety

Po więcej informacji zajrzyjcie na naszego Facebooka

Ostatnim wzmocnieniem Acany Orła przed sezonem 2020/21 został Igor Macedoński. Wychowanek Rekordu Bielsko-Biała ostatni sezon spędził w Profi Sport Wrocław.

Nowy zawodnik drużyny Chusa Lopeza ma 21 lat i jako bramkarz będzie starał się naciskać na naszego kapitana, Macieja Foltyna.

Największe sukcesy, jak do tej pory, odnosił w swoim macierzystym klubie. Wraz z bielskim Rekordem sięgnął po złoty oraz brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski.

Poza grą w futsal, Igor mierzy się także z inną królewską dyscypliną, choć z tą różnicą, że naukową. Na Uniwersytecie Wrocławskim studiuje bowiem… matematykę.

Nad propozycją z Acany Orła musiałem się chwilę zastanowić, ponieważ mam dosyć trudny kierunek studiów, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że będę w stanie pogodzić studia z grą w Jelczu-Laskowicach. Duży wpływ na mają decyzję miała też znajomość z Szymonem Cichym. W końcu to on rozmawiał na początku o mnie z trenerem Chusem. Dzięki temu początki w nowej drużynie na pewno będą przyjemniejsze, a też będę miał świadomość tego, że gram ze swoim kolegą, z którym razem reprezentowałem barwy Rekordu i uczyłem się w jednej klasie – mówi nowy zawodnik Acany Orła.

Do pierwszego spotkania w sezonie 2020/21 zostały dokładnie cztery dni. Zanim jednak przejdziemy do przedstawienia naszych rywali, podsumujemy okres przygotowawczy, który w tym roku wyjątkowo się nam wydłużył.

Ponad miesiąc przygotowań. Siedem rozegranych sparingów. Pięć zwycięstw. Dwa remisy. Bilans bramkowy 46:15. I choć to nie wyniki, czy strzelone gole były w tym wszystkim najważniejsze, to z pewnością potwierdzają one to, co po okresie przygotowawczym mówią sami zawodnicy – Jesteśmy gotowi!

Dla trenera Chusa Lopeza będzie to już piąty sezon, w którym poprowadzi zespół Acany Orła. W porównaniu do poprzednich, będzie to pierwszy, w którym jelczanie do gry wrócą po tak długiej przerwie. Oddajmy zatem głos im samym i sprawdzamy jak się czują przed powrotem do gry.

Kacper Kędra: – Okres przygotowawczy w tym roku był przede wszystkim inny pod względem jednostek treningowych. Trenujemy raz dziennie, ale same treningi nie różniły się od tych z poprzednich sezonów. Na początku oczywiście trudno było wrócić po tak długiej przerwie, ale trener zrobił wszystko, abyśmy jak najlepiej przepracowali okres przygotowawczy i byli w stu procentacg gotowi do gry w lidze. Myślę, że szczególnie poprawiłem grę w obronie. Jest to dla nas ważny element, na którym bardzo się skupiamy, a świadczyć o tym może chociażby fakt drugiej najlepszej defensywy w poprzednim sezonie. Mimo to czuję jednak, że potrzebuję jeszcze sporo poprawić w swojej grze. Najważniejsze aspekty to pewność siebie oraz gra w ataku jeden na jeden. Mimo odwołanego meczu, motywować się na pewno dodatkowo nie trzeba. Każdy wie jak długo na to czekaliśmy i ile pracowaliśmy, żeby ponownie wygrywać mecze.

Janis Pastars: – Myślę, że każdy może to powiedzieć, że trudniej jest wrócić do gry po tak długiej przerwie. Ostatni raz graliśmy w marcu, ale wykonaliśmy dużą pracę przed sezonem i jesteśmy gotowi do gry. Osobiście czuję się świetnie i już nie mogę się doczekać, kiedy wraz z zespołem będę mógł wyjść na boisko

Kacper Goliński: – Wejść w okres przygotowawczy nie było ciężko, bo też w moim przypadku i reszty „Młodych Wilków” okres przygotowawczy rozpoczął się już w czerwcu, podczas treningów na boisku tartanowym. Po rocznym wypożyczeniu czuje się dobrze. Miło jest wrócić do zespołu, w którym rozpoczęło się przygodę z futsalem, choć żałuję, że z na ten moment nie mogę pomóc drużynie z powodu kontuzji.

Arkadiusz Szypczyński: – Okres przygotowawczy przepracowaliśmy solidnie, skupiając się na każdym aspekcie – począwszy od przygotowania fizycznego, kończywszy na taktyce. Dla mnie ten okres przesezonowy różni się na pewno tym, że od samego początku treningów jestem z drużyną, ponieważ w zeszłym roku dopiero dochodziłem do pełni sił po artroskopii kolana. Okres, w którym każdy ciężko pracował z pewnością można zaliczyć do udanych, co nie znaczy jednak, że możemy spuszczać z tonu. Na treningach musimy pracować jeszcze ciężej, aby efekty tego były widziane w trakcie meczów. Nie chciałbym mówić czy w czymś konkretnym się poprawiłem, ponieważ ocena tego należy do trenera. Osobiście uważam, że przede mną jeszcze wiele ciężkiej pracy, by stać się najlepszym. Szkoda, że już na starcie sezonu musieliśmy pauzować i nie pojechaliśmy do Chojnic, ale to nic straconego. W tym tygodniu skupiamy się na kolejnym przeciwniku i już myślimy o meczu.

Kacper Sykulski: – Myślę, że powrót do treningów po dłuższej przerwie nie był dla mnie problemem, ponieważ wcześniej trenowałem sam w domu i i tyle ile się dało na świeżym powietrzu. Myślę, że w czasie przygotowań do sezonu poprawiłem swoją prace w obronie. Staram się obserwować starszych zawodników, a szczególnie ich sposób poruszania się na boisku, grę w schematach oraz ich pewność siebie.

Szymon Cichy: – Na pewno trudniej było wejść w cykl treningów po takiej przerwie. Każdy z nas miał do wykonania przez wakacje rozpiski od trenera, ale trzeba pamiętać, że mieliśmy po pół roku bez gry nigdy nie jest łatwo wrócić do optymalnej formy. Ten okres od tych, które spędziłem w poprzednich klubach z pewnością się różnił. Duży wkład włożyliśmy w zrozumienie taktyki na sezon oraz na podstawowe rzeczy, takie jak fizyczność, dynamika oraz szlifowanie techniki futsalowej. Patrząc teraz myślę, że poprawiłem grę dwoma nogami, co u trenera Chusa jest obowiązkowe. Na mecz w Chojnicach byliśmy dobrze przygotowani, bez względu na to czy odbyłby się teraz czy później. Dzięki tej przerwie możemy się bardziej przygotować do spotkania z Brzegiem. Drużyny nie trzeba ponownie motywować, bo też każdy z nas wie, że najważniejszy jest zawsze najbliższy mecz, a do każdego z nich podchodzi się z taką samą motywacją i skupieniem.

Maksym Pautiak: Od poprzedniego okresu przygotowawczego ten różnił się chociażby tym, że teraz treningi zaczęliśmy od razu od taktyki i gry z piłką, a swoją fizyczność oraz kondycję poprawialiśmy w domu. Ja sam czuję się dobrze, ale to nie zwalnia mnie z dalszej pracy. Energii i motywacji w zespole na pewno nie zabraknie. Dawno nie graliśmy i odwołane spotkanie w Chojnicach jeszcze bardziej nakręca nas do ponownej rywalizacji w lidze.

Kacper Opatowski: – Oczywiście trudno było wrócić do ponownych treningów po tak długiej przerwie, ale mimo tego czuję się bardzo dobrze. Trudno jest mi powiedzieć co przez ten czas u siebie poprawiłem, bo tak naprawdę dopiero wszedłem w świat futsalu, a z dużego boiska na małe nie jest tak łatwo się przenieść, ale to co mi się podoba u starszych zawodników, to na pewno umiejętność szybkiego podejmowania decyzji.

Nikita Mozheyko: – W poprzednim klubie cykl przedsezonowy był zupełnie inny. Było dużo pracy nad fizycznością i wytrzymałością. Tutaj z kolei drużyna to wszystko wykonywała w czasie pandemii, zgodnie z zadaniami przygotowanymi przez trenera. Myślę, że dodatkowa przerwa zagrała dla nas pozytywnie, bo też dzięki temu mamy więcej czasu na przygotowanie się do sezonu i wyleczenie wszystkich kontuzji.

Mykola Morozow: – W zasadzie okres przygotowawczy wyglądał podobnie jak w zeszłym roku, jeśli patrzeć na to jak dużo pracy wykonaliśmy od strony fizycznej oraz taktycznej. Mi osobiście łatwiej było wejść w rytm treningowy, bo przez cały czas trenowałem indywidualnie. Na pewno cały czas się rozwijam pod względem taktycznym. Trener Chus sporo nam pomaga, zwracając uwagę na każdy drobny szczegół, a to czy swoje spotkanie zagramy tydzień wcześniej czy później nie ma żadnej różnicy. Każdy z niecierpliwością na niego czeka czeka i myślę, że dodatkowo nikogo nie trzeba motywować.

Damian Makowski: – Otwarcie mogę powiedzieć, że poprawiłem większość aspektów. Wskoczyłem na wyższy poziom. Dzięki dużej liczbie minut w sparingach, zdecydowanie czuję się lepiej na boisku. Mam też więcej odwagi i pewności siebie, ale wiadomo, że jako młody zawodnik potrzebuję jeszcze dużo czasu. Oczywiście jest też wiele takich elementów, których mi brakuje, ale to zdecydowanie kwestia doświadczenia i wieku. Mogę też przyznać, że nie spodziewałem się tej większej liczby minut w sparingach, a wręcz odwrotnie. To mnie tylko motywuje do jeszcze cięższej pracy. Możliwe, że to też efekt kontuzji, przez które przechodzili koledzy, ale wolę być zdania że na to zapracowałem.

Filip Turkowyd: – Po powrocie do treningów nie miałem problemu żeby wykonywać je na najwyższych obrotach. Wakacje, choć były czasem odpoczynku, to nie zwolniły mnie z dalszej pracy. Okres przygotowawczy dał mi naprawdę bardzo dużo. Sparingi, które graliśmy dodały mi dużo pewności siebie, chociaż czułem w nich też dużo presji i stresu. Chłopaki z drużyny mówili mi że jestem ”pod prądem”, ale nie zawsze było to w złym znaczeniu. Na pewno teraz ten stres będzie pozytywny i napędzi mnie on do jeszcze lepszej gry. Trener Chus przekazał i nauczył mnie bardzo dużo – taktyczne i indywidualnie. Dzięki temu czuję się coraz pewniej, a każdy sparing był dla mnie jak kartkówka przed egzaminem, bo tak naprawdę dopiero teraz będę mógł pokazać i udowodnić co potrafię i czego się nauczyłem, choć przede mną oczywiście jeszcze dużo pracy i pokory żeby być tym najlepszym. Jestem najmłodszy w drużynie i przede wszystkim staram się obserwować oraz brać od starszych kolegów ich doświadczenie. Ci nie odpuszczają na żadnym treningu. Nie patrzą czy to młodszy, czy starszy, a dzięki temu też stałem się bardziej waleczny. Mamy bardzo dobrą drużynę i choć rywalizacja jest w niej bardzo duża, to koledzy wspierają mnie i jak coś wychodzi gorzej to powiedzą co poprawić. Fajnie jest usłyszeć od drużyny, w której grają jedni z najlepszych zawodników w Futsal Ekstraklasie „brawo Filip”.

Maciej Foltyn: – Miniony okres przygotowawczy był trudniejszy, ponieważ treningi indywidualne nie zastąpią tych drużynowych. Ciężko było odzyskać to czucie w bramce, ale już wszystko wróciło do normy. Wysoka intensywność treningów oraz duża liczba sparingów dodała nam pewności siebie. Jak co sezon staram się zmieniać coś w swojej grze, nie jest i inaczej w tym sezonie. Koryguje swoje ustawienie w bramce, gdzie dla mnie to spora różnica, a dla innych może to się wydać mało widoczny niuans. Wszystko wyjdzie podczas meczów, czy ta zmiana wyjdzie na dobre. Żyjemy w innych czasach i teraz musimy się po prostu przystosować, że niektóre mecze nam wypadną i zostaną przełożone. Trenujemy cały czas intensywnie, a na mecz z Brzegiem nikogo nie trzeba dodatkowo motywować, ponieważ każdy będzie chciał udowodnić kto rządzi w regionie.

Koniec sezonu, to czas podsumowań. Po wyborze bramki oraz zdjęcia sezonu nadszedł czas na analizę, a w tej, na tle innych zespołów prezentujemy się dobrze. Szczególnie widać to w defensywie, gdzie Orły, względem poprzedniego sezonu wykonały spory postęp.

Sezon 2019/20 w Futsal Ekstraklasie oficjalnie zakończył się 14 maja. Można powiedzieć, że na dwa dni przed ostatnią planową kolejką, ale tak naprawdę za datę zakończenia rozgrywek spokojnie można uznać 8 marca, kiedy to Red Devils Chojnice zagrało ostatnie spotkanie z GI Malepszy Futsal Leszno.

Dla Acany Orła był to z pewnością dobry sezon. To w nim jelczanie pobili swój rekord meczów z rzędu bez porażki, który ostatecznie zatrzymał się na jedenastu spotkaniach. Dzięki temu drużyna prowadzona przez Jesusa Lopeza cały czas utrzymywała kontakt z ligową czołówką, a do podium zabrakło jej ostatecznie kilku punktów.

– Trudno jest mówić o zakończeniu sezonu, ponieważ nie byliśmy w stanie go w całości rozegrać. Był to jednak już nasz drugi sezon w Futsal Ekstraklasie i kolejny raz walczyliśmy w nim o najwyższe lokaty. Podobało mi się w nim to, że zespół mimo przyjścia wielu nowych graczy potrafił postawić się innym, silnym rywalom i niejednokrotnie urwać im punkty. Było to widać chociażby po pierwszej rundzie, w której byliśmy zespołem z najmniejszą liczbą straconych bramek. Dzięki temu mogliśmy chociażby do ostatniego meczu z Constractem walczyć o podium. W pucharze Polski również myślę, że pokazaliśmy się z dobrej strony, bo na pewno spotkania z Rekordem nie można uznać za słabe w naszym wykonaniu – mówi Jesus Lopez trener Acany Orła.

W tym sezonie pobity został także rekord, jeśli chodzi o najwyższe zwycięstwo Orłów na poziomie Futsal Ekstraklasy. Miało to miejsce w 6. kolejce, a jelczanie pokonali wtedy u siebie AZS UŚ Katowice 8:2.

– Gdyby ostatni mecz potoczył się inaczej na pewno rozmawialibyśmy w innych nastrojach, ale mimo tego był to dla nas dobry sezon. Stworzyliśmy bardzo silną drużynę, która potrafiła walczyć z każdym i zaliczyć wyjątkowo długą serię spotkań bez porażki. Słowa uznania należą się tu każdemu zawodnikowi, który włożył swój wysiłek na treningu. To owocowało bowiem podczas spotkań, po których niejeden raz słyszeliśmy, że gramy naprawdę dobry i ładny futsal. Drużyna w ciągu sezonu dość mocno się zmieniła, dlatego nie możemy o nikim zapomnieć! Walka o najwyższe cele nie byłaby możliwa, gdyby nie nasz trener, który co roku zaskakuje mnie nowymi metodami treningowymi oraz podejściem do zawodników. Na koniec podziękowania należą się zarządowi klubu, całemu sztabowi, pracownikom CSiR oraz najlepszym kibicom, bez których nie mielibyśmy możliwości trenowania, rozgrywania spotkań oraz przeżywania tak wielkich emocji – podsumowuje Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.

Patrząc na poprzedni sezon, średnia punktów na mecz jest nieco gorsza. Wtedy wynosiła ona bowiem 1.77, zaś teraz 1.55.

– Jestem bardzo wymagającą osobą i kiedy tracimy punkty, nie mogę przestać myśleć o powodzie tego… Myślę jednak, że czasem porażki są potrzebne. Tak było np. po spotkaniu z Gwiazdą Ruda Śląska, kiedy zespół wskoczył na bardzo wysoki poziom. Oczywiście mogliśmy wygrać więcej spotkań, dzięki czemu dziś cieszylibyśmy się może z medalu, ale czasem brakowało nam odrobiny szczęścia i doświadczenia. Takim przykładem może być jak najbardziej spotkanie w Lesznie, ale osobiście zamiast tego wolałbym pokonać Rekord, Constract, Gattę i GSF, z którymi gubiliśmy punkty przed własną publicznością, czego wyjątkowo nie lubię – dodaje szkoleniowiec Acany.

Ostatecznie trudno jest mówić o równym liczeniu punktów, kiedy spotkania rewanżowe nie zostały rozegrane ze wszystkimi rywalami. Można nawet powiedzieć, że Orzeł miał nieco pecha – na pięć drużyn, z którymi jelczanie mierzyli się w drugiej rundzie, trzy znalazły się w pierwszej czwórce. Patrząc szerzej, to jedynie Rekord, obok Acany Orła miał rozegranych osiem spotkań z zespołami znajdującymi się w pierwszej szóstce. Jedno mniej miały Constract oraz Clearex, zaś sześć FC KJ Toruń i Gatta Zduńska Wola. Być może gdyby terminarz ułożył się inaczej, dziś ta średnia byłaby wyższa, a i pozycja w tabeli lepsza.

Jelczanie nie wyglądali bowiem słabo na tle najgroźniejszych rywali. Z czołówką zdobywali średnio 1.12 punktu na mecz, co daje im pod tym względem czwarte miejsce w małej tabeli.

1. Rekord Bielsko-Biała 2.50 pkt,
2. FC KJ Toruń 1.33 pkt,
3. Constract Lubawa 1.28 pkt,
4. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1.12 pkt,
5. Gatta Zduńskaw Wola 0.83 pkt,
6. Clearex Chorzów 0.71 pkt.

Podobnie pechowo dla Orła wyglądało to w starciach z zespołami z dolnej części tabeli. Gdyby wziąć pod uwagę jedynie spotkania z ostatnią czwórką, to o jedno więcej od Orła miały rozegrane zespoły Constractu, Gatty oraz FC KJ Toruń. Tyle samo miał Clearex, a najmniej – ani jednego w rundzie rewanżowej – Rekord.

Na plus z pewnością trzeba oddać Orłom grę obronną. Do spotkania z Constractem Lubawa była to najlepsza formacja defensywna w lidze. Ostatecznie nasi zawodnicy spadli na drugie miejsce, ale i tak wykonali pod tym względem ogromny postęp.

Sezon 2015/16 – 4.95 stracone bramki na mecz (I liga),
Sezon 2016/17 – 2.80 (I liga),
Sezon 2017/18 – 1.86 (I liga),
Sezon 2018/19 – 3.03 (Futsal Ekstraklasa),
Sezon 2019/20 – 1.88 (Futsal Ekstraklasa)
.

A tak wygląda to na tle innych zespołów:

1. Rekord Bielsko-Biała – 1.83 straconej bramki na mecz,
2. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – 1.88,
3. Piast Gliwice – 2.44,
4. FC KJ Toruń – 2.77,
5. Constract Lubawa – 2.83,
5. Clearex Chorzów – 2.83,
7. Gatta Zduńska Wola – 2.88.

Zwracając uwagę z kolei na drugą stronę boiska i grę ofensywną, można wyróżnić tu procent strzałów celnych, które zakończyły się golem. Pod tym względem Orzeł plasuje się na trzecim miejscu w całej lidze.

1. Rekord Bielsko-Biała – 25% celnych strzałów zakończonych bramką,
2. Clearex Chorzów – 24%,
3. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 22%
3. Gatta Zduńska Wola 22%
3. GSF Gliwice 22%
6. Constract Lubawa 21%
6. Piast Gliwice 21%

Do wysokiej skuteczności oddawanych strzałów najbardziej przyczynił się Arkadiusz Szypczyński, który z dorobkiem ośmiu bramek został najlepszym strzelcem Orłów w tym sezonie. Tuż za jego plecami znalazł się Sergio Solano, a podium uzupełnili ex aequo Marcin Firańczyk, Gustavo Henrique oraz Mykola Morozow.

Orły trenera Chusa należy pochwalić również za grę fair-play. Jelczanie, obok Constractu popełnili najmniej fauli spośród wszystkich zespołów – 6,77 na spotkanie. Dodatkowo, po Rekordzie byli drugim zespołem z najmniejszą liczbą kartek (22 żółte i 1 czerwona).

Czysta gra naszych zawodników nie przeniosła się jednak na to, że inne zespoły traktowały je tak samo. Orzeł był bowiem trzecim zespołem w lidze z największą liczbą przyznanych rzutów wolnych i karnych. Średnio otrzymywali ich 8.05 na mecz.

Teraz przed jelczanami kilkumiesięczna przerwa od rozgrywek. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym sezonie poza zawodnikami na parkiecie, pojawią się również kibice na trybunach. Okazji do tego będzie sporo, ponieważ liga powiększy się prawdopodobnie o cztery nowe zespoły, które z pewnością, śladem Orła z sezonu 2018/19, będą chciały na stałe zameldować się ligowej czołówce.

W związku z rozwijającą się wciąż epidemią koronawirusa spotkanie 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między AZS-em UŚ Katowice i Acaną Orłem Jelcz-Laskowice zostanie rozegrane bez publiczności.

Przykro nam to pisać, ale bezpieczeństwo kibiców oraz zawodników jest najważniejsze.

W związku z decyzją premiera Mateusza Morawickiego o odwołaniu wszystkich imprez masowych na terenie kraju informujemy, że mecz 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między zespołami AZS-u UŚ Katowice a KS Acaną Orłem Futsal Jelcz-Laskowice odbędzie się bez udziału publiczności.

Liczymy na to, że decyzja ta zostanie w pełni zrozumiana przez naszych kibiców. Zawsze mogliśmy liczyć na wasz doping oraz wasze wsparcie. Teraz jednak chcielibyśmy Was prosić o pozostanie w domach i obejrzenie spotkania poprzez stronę internetową TVcom.pl. Zarówno wasze, jak i nasze zdrowie jest najważniejsze.

O kolejnych ewentualnych spotkaniach bez udziału publiczności będziemy informować na bieżąco.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice przegrał z Constractem Lubawa 2:3. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kacper Kędra. Dla gospodarzy była to pierwsza porażka u siebie od prawie pół roku.

Starcie czarnych koni, jak można było określić spotkanie Acany Orła z Constractem Lubawa zapowiadało się niezwykle interesująco. Na parkiecie w Jelczu-Laskowicach mieli bowiem zmierzyć się ze sobą dwaj pretendenci do medalu tegorocznych rozgrywek.

Poprzeczka jaką zawiesili jelczanie dla swoich rywali znajdowała się jednak wyjątkowo wysoko. Do tej pory jedynie Rekord Bielsko-Biała wyjechał z Dolnego Śląska z kompletem punktów, a i tak do końca musiał drżeć o wynik.

Początek meczu nie zwiastował, aby lubawianie mieli być kolejną, po Rekordzie drużyną, która do domu będzie mogła wrócić zwycięsko. Pierwszy groźny strzał oddali dopiero w 7. minucie, kiedy to bliski pokonania Macieja Foltyna był Pedrinho.

Kolejne próby okazały się już jednak skuteczne. W niecałą minutę defensywa Orła została dwukrotnie przechytrzona, a na listę strzelców wpisali się odpowiednio Paweł Kaniewski oraz Bartłomiej Piórkowski.

Reakcja Jesusa Lopeza była natychmiastowa. Hiszpan wziął czas, co było nie tylko potrzebnym, ale i dobrym posunięciem. Nie minęło bowiem wiele czasu, a po asyście Marcina Firańczyka piłkę do siatki rywala skierował Kacper Kędra.

Wyrównać przed przerwą próbowali jeszcze m.in. Mykola Morozov, Janis Pastars, czy też Marcin Firańczyk, ale ich uderzenia były albo blokowane, albo niecelne.

Swego udało się dopiąć w 24. minucie. Wtedy to do rzutu wolnego ustawionego tuż przed polem karnym podszedł Kacper Kędra. I kiedy wszyscy spodziewali się rozegrania, ten uderzył płasko, obok muru, nie dając bramkarzowi szans na jakąkolwiek interwencję.

Dwubramkowy remis utrzymywał się dość długo i trudno było wskazać zespół, który ewentualnie byłby bliższy objęcia prowadzenia. Na nieszczęście Orła był to Constract, który po dość przypadkowej bramce Pedro Pereiry mógł ponownie objąć kontrolę nad spotkaniem.

Po tym trafieniu jelczanie nie byli już w stanie odpowiedzieć. W końcówce bliski gola był Maksym Pautiak, ale piłka po jego uderzeni przeszła minimalnie obok słupka.

Końcowa syrena oznaczała porażkę jelczan. Pierwszą od niemalże pół roku przed własną publicznością. Zwycięstwo Constractu dało im pozycję wicelidera. Orzeł pozostał na 6. miejscu, ale jego strata do podium urosła już do pięciu oczek.

– Czujemy lekki niedosyt, bo pomimo problemów kadrowych potrafiliśmy przeciwstawić się tak mocnej drużynie, jaką jest Constract. Dwie szybko stracone bramki są oczywiście winą naszego braku koncentracji, ale myślę, że jest to do naprawienia i wtedy nasza gra obronna powinna wyglądać już o wiele lepiej – stwierdził Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.  

– Chcieliśmy kontrolować to spotkanie, utrzymywać się długo przy piłce i myślę, że po części nam to wychodziło. Dwie bramki oczywiście cieszą, ale na końcu zawsze liczy się wynik drużyny. Dziś przegraliśmy i teraz możemy myśleć już tylko o następnym meczu – mówił Kacper Kędra.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Constract Lubawa 2:3 (1:2)
Kacper Kędra 10′, 24′ – Paweł Kaniewski 8′, Bartłomiej Piórkowski 8′, Pedro Pereira 32′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Pach, Firańczyk, Makowski, Kędra, Turkowyd.

Constract: Darias (Okuniewski G., Zelma) – Pereira, Grubalski, Pedrinho, Budzyn – Bolea, Kaniewski, Marinho, Piórkowski, Ossowski, Raszkowki, Okuniewski J.

Przed Acaną Orłem kolejny ważny mecz. Do Jelcza-Laskowic przyjedzie tym razem beniaminek Futsal Ekstraklasy, Constract Lubawa. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się remisem 2:2.

Z czym Constract Lubawa może kojarzyć się kibicom Orła?

Pierwsze co przychodzi na myśl, to z pewnością baraże o Futsal Ekstraklasę z maja 2017 roku. Wtedy górą okazali się być gracze z północy Polski, którzy w dwumeczu pokonali jelczan 5:2. I choć ostatecznie lubawianie odpadli na drugim etapie walki o awans, to swego dopięli.

Po poszerzeniu najwyższej klasy rozgrywkowej Constract zameldował się w futsalowej elicie i swoimi wynikami z debiutanckiego sezonu przypomina… Acanę Orła.

Po 17. kolejce minionych rozgrywek rezultaty Orła prezentowały się następująco:
2. miejsce, 36 punktów, bilans bramkowy 64:48

Z kolei aktualny wynik Constractu to:
3. miejsce, 31 punktów, bilans bramkowy 61:49

Oczywiście obu sezonów nie da się porównać tak samo, bowiem rok temu liga miała zupełnie inny kształt. Powyższe liczby pokazują jednak, że pewne podobieństwo zachodzi.

Czy możemy zatem w Jelczu-Laskowicach spodziewać się starcia dwóch czarnych koni ostatnich rozgrywek? Z pewnością tak.

Już pierwszy mecz obu zespołów pokazał, że Constract nie będzie do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie, a raczej mierzyć w górne rejony tabeli. Lubawianie byli wtedy bardzo blisko pokonania Acany Orła, ale na bramkę Arkadiusza Budzyna z 38. minuty momentalnie odpowiedział Maksym Pautiak.

Teraz stawka spotkania jest o wiele większa. W walkę o dwa wolne miejsca na podium zaangażowanych pozostało pięć zespołów. I choć Orzeł nie startuje do niego z pole position, to z pewnością nie znajduje się na straconej pozycji.

W końcu w Jelczu-Laskowiach wygrać udało się tylko Rekordowi, a z pustymi rękami wracały stąd już takie drużyny jak FC KJ Toruń, czy też Clearex Chorzów.

Czy Constract będzie kolejnym, który do domu powróci na tarczy? O tym przekonamy się już w sobotę – 7 marca o godzinie 18.00. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych nabywać można w kasach CSiR Jelcz-Laskowice.

W 17. kolejce Futsal Ekstraklasy działo się bardzo dużo. Rozmiar zwycięstwa w jednym ze spotkań wyszedł poza skalę archiwów, a i liczba rozegranych meczów jednego z Orłów osiągnęła ładny rozmiar.

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 17. kolejce Futsal Ekstraklasy.

18:1 – spotkanie Rekordu Bielsko-Biała z AZS-em UŚ Katowice przeszło najśmielsze oczekiwania kibiców aktualnego mistrza Polski. Tak ogromnego zwycięstwa nie było przez przynajmniej ostatnie 19 lat, bowiem ogólnodostępne archiwa sięgają zaledwie do sezonu 2001/02. Wygraną, która w tym czasie najbardziej zbliżyła się do rezultatu z Bielska-Białej jest ta z sezonu 2003/04, kiedy to Agra-Mariass Opole pokonał Cuprum Polkowice 16:1.

6 – za powyższe spotkanie szczególnie warto pochwalić Łukasza Biela, który zdobył aż sześć bramek. Co ciekawe w dwunastu dotychczas rozegranych spotkaniach zdobył ich zaledwie pięć.

1.82 – bramka zdobyta w tym spotkaniu przez katowiczan pomogła pośrednio Orłowi. W czym? W pozostaniu najszczelniejszą defensywą w lidze. Średnia straconych bramek na mecz przez jelczan wynosi zaledwie 1.82. Dla porównania w zeszłym roku na tym samym etapie rozgrywek Acana straciła aż 17 bramek więcej. Postęp jaki poczynili gracze Jesusa Lopeza jest zatem widoczny gołym okiem.

125 – W trakcie spotkania z Clearexem Chorzów swój mały jubileusz świętował strzelec pierwszej bramki – Arkadiusz Szypczyński. Dla najskuteczniejszego z Orłów było to już 125 spotkanie na parkietach Futsal Ekstraklasy.

115 – łączna liczba bramek strzelona w tym sezonie przez Rekordzistów z pewnością jest imponująca. Wynik tym bardziej wygląda potężnie, gdy porównamy go do bramek strzelonych przez całą strefę spadkową. Zespoły Gwiazdy, Red Devils oraz Futsal Leszno mają na swoim koncie łącznie 116 trafień, a więc zaledwie jedną bramkę więcej od graczy z Bielska-Białej.

Bramka zdobyta na 28 sekund przed końcową syreną zadecydowała o remisie Acany Orła z Clearexem Chorzów. Punkt wywieziony ze Śląska pozwolił jelczanom utrzymać niewielką stratę do ligowego podium.

Stawką meczu było umocnienie swojej pozycji w ligowej czołówce. Na podium bowiem pozostały zaledwie dwa wolne miejsca, a w grze o nie jest wciąż pięć drużyn. Zwycięzca zyskałby zatem lepszą pozycję startową przed dalszą fazą rozgrywek.

Początek spotkania był dosyć spokojny. Clearex oddał Orłom piłkę i wydawało się, że taki układ pasuje jelczanom. Z czasem uległ on zmianie i to chorzowianie zaczęli częściej dochodzić do głosu.

Na posterunku stał jednak Maciej Foltyn, który skutecznie powstrzymywał ataki rywala. Równie dobrze zachowała się ofensywa Acany, po stracie piłki przez graczy Clearexu. Konkretnie zrobił to Arkadiusz Szypczyński, który zabrał się z futsalówką i silnym strzałem czubkiem buta otworzył wynik spotkania.

Radość z bramki nie trwała długo. Silnie wbita piłka z rzutu wolnego przez Macieja Mizgajskiego nabiła nieszczęśliwie Maksyma Pautiaka, który tym samym pokonał własnego golkipera.

W międzyczasie chorzowianie dopuścili się jednak pięciu fauli, a to oznaczało, że każde kolejne przewinienie poskutkuje przedłużonym rzutem karnym. Ten został ostatecznie podyktowany w 16. minucie po faulu Mateusza Bednarczyka na Gustavo Henrique. Do piłki podszedł Mykola Morozov, który w poprzednim starciu z Clearexem zantował hat-tricka. Tu jednak na gola musiał jeszcze poczekać, bowiem jego uderzenie wybronił bramkarz gospodarzy.

Nie minęło wiele czasu, a swój limit niesportowych zachowań wykorzystali także jelczanie. W tej sytuacji Foltyn nie musiał jednak interweniować. Strzał Mizgajskiego poleciał wysoko nad bramką i na przerwę oba zespoły schodziły z jednobramkowym remisem.

Wynik tuż po zmianie stron mógł zmienić Szypczyński, ale obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Bednarczyk. Tyle szczęścia po drugiej stronie boiska nie miał niestety Foltyn. Kapitan Acany w zaledwie pół minuty musiał dwukrotnie wyjmować piłkę z siatki, przez co Clearex momentalnie objął prowadzenie 3:1.

Orły zaczęły odrabiać starty w 28. minucie. Dobrze rozegrany rzut rożny wykończył wspomniany wcześniej Morozov. I choć jego uderzenie zza pola karnego było mocno sygnalizowane, to do pokonania golkipera spokojnie wystarczyła sama jego siła.

Do wywiezienia choćby punktu wciąż brakowało jednak bramki, a tej nie były w stanie przynieść ani długo przygotowywane ataki, ani gra z lotnym bramkarzem.

Wtedy z pomocą przyszli sami gracze Clearexu, którzy kolejny raz w tym spotkaniu wykorzystali limit fauli. Do piłki tym razem zdecydował się podejść Henrique, który mimo bardzo długiego rozbiegu nie zapomniał w jaki sposób chce pokonać bramkarza. Brazylijczyk uderzył silnie i nisko, aby chwilę potem, razem z resztą zespołu cieszyć się z wywalczonego remisu.

Dzięki zdobytemu punktowi Acana Orzeł utrzymał kontakt z ligową czołówką. Do drugiej Gatty Zduńska Wola jelczanie tracą cztery oczka, a do trzeciego Constractu jedno mniej. Z graczami z Lubawy Orły zmierzą się już w najbliższej kolejce.

Clearex Chorzów – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 3:3 (1:1)
Arkadiusz Szypczyński 10′, Mykola Morozov 28′, Gustavo Henrique 40′ – Maksym Pautiak 12′ (s.), Mariusz Seget 23′, Krzysztof Salisz 24′.

Clearex: Bednarczyk (Krzyśka) – Seget, Salisz, Łuszczek, Wędzony – Bidelski, Mizgajski, Dewucki, Rotucki, Vakhula, Leszczak, Golly.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Kędra, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Firańczyk, Pastars, Makowski, Turkowyd.

Acana Orzeł wraca do gry. Jego rywalem będzie wicelider Futsal Ekstraklasy – Clearex Chorzów. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się zwycięstwem jelczan 4:2. Jak będzie tym razem?

Teoretycznie faworytem spotkania będą gospodarze. Clearex do tej pory przegrał u siebie tylko dwa razy – z FC KJ Toruń oraz z Rekordem Bielsko-Biała, a jego bilans bramkowy przed własną publicznością wynosi 44:23. Dodatkowo Orły jeszcze nigdy nie wygrały w Chorzowie, choć warto zaznaczyć, że grały tam zaledwie dwa razy.

Przewagą brązowych medalistów mistrzostw Polski może być także zachowany rytm meczowy. Chorzowianie w przeciwieństwie do Acany nie mieli dwóch tygodni przerwy. W poprzednim tygodniu rozgrywali mecz 1/8 finału pucharu Polski, który wygrali z FC KJ Toruń 4:1.

Ogólnie wszyscy gracze mają się dobrze, ale trudno jest utrzymać wysoką formę z tyloma przerwami w rozgrywkach. Okres stycznia i lutego był dla nas bardzo trudny. Nie rozumiem, jak futsal w Polsce może funkcjonować z tyloma pauzami – mówi trener Acany Orła, Jesus Lopez.

Ostatnie starcie obu drużyn lepiej wspominają jelczanie. Orły wygrały 4:2, a dla graczy Jesusa Lopeza było to pierwsze zwycięstwo w sezonie, które jednocześnie rozpoczęło serię jedenastu meczów bez porażki. O powtórzenie tego wyniku nie będzie jednak tak łatwo.

– Poprzednie spotkanie z Clearexem, choć zwycięskie było dla nas bardzo trudne. Zagraliśmy wtedy jednak świetnie w defensywie, a także bardzo skutecznie w ataku. Nasi rywale są historycznym zespołem dla Futsal Ekstraklasy, jednym z faworytów rozgrywek na ich starcie, a dodatkowo są bardzo silni u siebie. Trudno powiedzieć, jakim wynikiem zakończy się to spotkanie, ale kibice nie powinni być zawiedzeni widowiskiem, jakie zobaczą. Clearex gra bardzo bezpośrednio i ofensywnie. Z kolei Orzeł lubi dłużej operować piłką, wymieniać ją, tak więc emocje będą gwarantowane – dodaje szkoleniowiec jelczan.

W ostatnim spotkaniu z Gwiazdą Ruda Śląska swojego debiutu doczekał Filip Turkowyd. Po zdobyciu przez młodych graczy Orła brązowego medalu MMP U18 nie powinniśmy się jednak spodziewać nowych debiutów.

– Na młodych ludzi musimy szczególnie uważać. Musimy ich chronić i dać im czas na wejście do Ekstraklasy. Dla mnie nie jest problemem mieć młodych graczy w drużynie seniorów i czasem na nich postawić. Trudność polega na tym, aby oni chcieli kontynuować grę w Futsal Ektstraklasie, a przede wszystkim to, żeby w przyszłości znaczyli o sile reprezentacji Polski. Ważnym jest, aby kibice wiedzieli, że Damian aktualnie jest zawodnikiem numer osiem w zespole, a Filip 17-latkiem, który już zdobył medal MMP U18. Przed tym meczem nie będzie żadnych zmian kadrowych, ale cały czas pracuję z trzema innymi młodymi i przyszłościowymi zawodnikami. Na to żeby ich pokazać potrzebuję jednak czasu – kończy trener Acany.

Początek meczu już jutro – 29 lutego o godzinie 17.00. Stawką spotkania jest utrzymanie się w ligowej czołówce, a przy korzystnych wynikach innych meczów, wskoczenie na podium.