W związku z rozwijającą się wciąż epidemią koronawirusa spotkanie 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między AZS-em UŚ Katowice i Acaną Orłem Jelcz-Laskowice zostanie rozegrane bez publiczności.

Przykro nam to pisać, ale bezpieczeństwo kibiców oraz zawodników jest najważniejsze.

W związku z decyzją premiera Mateusza Morawickiego o odwołaniu wszystkich imprez masowych na terenie kraju informujemy, że mecz 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między zespołami AZS-u UŚ Katowice a KS Acaną Orłem Futsal Jelcz-Laskowice odbędzie się bez udziału publiczności.

Liczymy na to, że decyzja ta zostanie w pełni zrozumiana przez naszych kibiców. Zawsze mogliśmy liczyć na wasz doping oraz wasze wsparcie. Teraz jednak chcielibyśmy Was prosić o pozostanie w domach i obejrzenie spotkania poprzez stronę internetową TVcom.pl. Zarówno wasze, jak i nasze zdrowie jest najważniejsze.

O kolejnych ewentualnych spotkaniach bez udziału publiczności będziemy informować na bieżąco.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice przegrał z Constractem Lubawa 2:3. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kacper Kędra. Dla gospodarzy była to pierwsza porażka u siebie od prawie pół roku.

Starcie czarnych koni, jak można było określić spotkanie Acany Orła z Constractem Lubawa zapowiadało się niezwykle interesująco. Na parkiecie w Jelczu-Laskowicach mieli bowiem zmierzyć się ze sobą dwaj pretendenci do medalu tegorocznych rozgrywek.

Poprzeczka jaką zawiesili jelczanie dla swoich rywali znajdowała się jednak wyjątkowo wysoko. Do tej pory jedynie Rekord Bielsko-Biała wyjechał z Dolnego Śląska z kompletem punktów, a i tak do końca musiał drżeć o wynik.

Początek meczu nie zwiastował, aby lubawianie mieli być kolejną, po Rekordzie drużyną, która do domu będzie mogła wrócić zwycięsko. Pierwszy groźny strzał oddali dopiero w 7. minucie, kiedy to bliski pokonania Macieja Foltyna był Pedrinho.

Kolejne próby okazały się już jednak skuteczne. W niecałą minutę defensywa Orła została dwukrotnie przechytrzona, a na listę strzelców wpisali się odpowiednio Paweł Kaniewski oraz Bartłomiej Piórkowski.

Reakcja Jesusa Lopeza była natychmiastowa. Hiszpan wziął czas, co było nie tylko potrzebnym, ale i dobrym posunięciem. Nie minęło bowiem wiele czasu, a po asyście Marcina Firańczyka piłkę do siatki rywala skierował Kacper Kędra.

Wyrównać przed przerwą próbowali jeszcze m.in. Mykola Morozov, Janis Pastars, czy też Marcin Firańczyk, ale ich uderzenia były albo blokowane, albo niecelne.

Swego udało się dopiąć w 24. minucie. Wtedy to do rzutu wolnego ustawionego tuż przed polem karnym podszedł Kacper Kędra. I kiedy wszyscy spodziewali się rozegrania, ten uderzył płasko, obok muru, nie dając bramkarzowi szans na jakąkolwiek interwencję.

Dwubramkowy remis utrzymywał się dość długo i trudno było wskazać zespół, który ewentualnie byłby bliższy objęcia prowadzenia. Na nieszczęście Orła był to Constract, który po dość przypadkowej bramce Pedro Pereiry mógł ponownie objąć kontrolę nad spotkaniem.

Po tym trafieniu jelczanie nie byli już w stanie odpowiedzieć. W końcówce bliski gola był Maksym Pautiak, ale piłka po jego uderzeni przeszła minimalnie obok słupka.

Końcowa syrena oznaczała porażkę jelczan. Pierwszą od niemalże pół roku przed własną publicznością. Zwycięstwo Constractu dało im pozycję wicelidera. Orzeł pozostał na 6. miejscu, ale jego strata do podium urosła już do pięciu oczek.

– Czujemy lekki niedosyt, bo pomimo problemów kadrowych potrafiliśmy przeciwstawić się tak mocnej drużynie, jaką jest Constract. Dwie szybko stracone bramki są oczywiście winą naszego braku koncentracji, ale myślę, że jest to do naprawienia i wtedy nasza gra obronna powinna wyglądać już o wiele lepiej – stwierdził Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.  

– Chcieliśmy kontrolować to spotkanie, utrzymywać się długo przy piłce i myślę, że po części nam to wychodziło. Dwie bramki oczywiście cieszą, ale na końcu zawsze liczy się wynik drużyny. Dziś przegraliśmy i teraz możemy myśleć już tylko o następnym meczu – mówił Kacper Kędra.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Constract Lubawa 2:3 (1:2)
Kacper Kędra 10′, 24′ – Paweł Kaniewski 8′, Bartłomiej Piórkowski 8′, Pedro Pereira 32′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Pach, Firańczyk, Makowski, Kędra, Turkowyd.

Constract: Darias (Okuniewski G., Zelma) – Pereira, Grubalski, Pedrinho, Budzyn – Bolea, Kaniewski, Marinho, Piórkowski, Ossowski, Raszkowki, Okuniewski J.

Przed Acaną Orłem kolejny ważny mecz. Do Jelcza-Laskowic przyjedzie tym razem beniaminek Futsal Ekstraklasy, Constract Lubawa. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się remisem 2:2.

Z czym Constract Lubawa może kojarzyć się kibicom Orła?

Pierwsze co przychodzi na myśl, to z pewnością baraże o Futsal Ekstraklasę z maja 2017 roku. Wtedy górą okazali się być gracze z północy Polski, którzy w dwumeczu pokonali jelczan 5:2. I choć ostatecznie lubawianie odpadli na drugim etapie walki o awans, to swego dopięli.

Po poszerzeniu najwyższej klasy rozgrywkowej Constract zameldował się w futsalowej elicie i swoimi wynikami z debiutanckiego sezonu przypomina… Acanę Orła.

Po 17. kolejce minionych rozgrywek rezultaty Orła prezentowały się następująco:
2. miejsce, 36 punktów, bilans bramkowy 64:48

Z kolei aktualny wynik Constractu to:
3. miejsce, 31 punktów, bilans bramkowy 61:49

Oczywiście obu sezonów nie da się porównać tak samo, bowiem rok temu liga miała zupełnie inny kształt. Powyższe liczby pokazują jednak, że pewne podobieństwo zachodzi.

Czy możemy zatem w Jelczu-Laskowicach spodziewać się starcia dwóch czarnych koni ostatnich rozgrywek? Z pewnością tak.

Już pierwszy mecz obu zespołów pokazał, że Constract nie będzie do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie, a raczej mierzyć w górne rejony tabeli. Lubawianie byli wtedy bardzo blisko pokonania Acany Orła, ale na bramkę Arkadiusza Budzyna z 38. minuty momentalnie odpowiedział Maksym Pautiak.

Teraz stawka spotkania jest o wiele większa. W walkę o dwa wolne miejsca na podium zaangażowanych pozostało pięć zespołów. I choć Orzeł nie startuje do niego z pole position, to z pewnością nie znajduje się na straconej pozycji.

W końcu w Jelczu-Laskowiach wygrać udało się tylko Rekordowi, a z pustymi rękami wracały stąd już takie drużyny jak FC KJ Toruń, czy też Clearex Chorzów.

Czy Constract będzie kolejnym, który do domu powróci na tarczy? O tym przekonamy się już w sobotę – 7 marca o godzinie 18.00. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych nabywać można w kasach CSiR Jelcz-Laskowice.

W 17. kolejce Futsal Ekstraklasy działo się bardzo dużo. Rozmiar zwycięstwa w jednym ze spotkań wyszedł poza skalę archiwów, a i liczba rozegranych meczów jednego z Orłów osiągnęła ładny rozmiar.

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 17. kolejce Futsal Ekstraklasy.

18:1 – spotkanie Rekordu Bielsko-Biała z AZS-em UŚ Katowice przeszło najśmielsze oczekiwania kibiców aktualnego mistrza Polski. Tak ogromnego zwycięstwa nie było przez przynajmniej ostatnie 19 lat, bowiem ogólnodostępne archiwa sięgają zaledwie do sezonu 2001/02. Wygraną, która w tym czasie najbardziej zbliżyła się do rezultatu z Bielska-Białej jest ta z sezonu 2003/04, kiedy to Agra-Mariass Opole pokonał Cuprum Polkowice 16:1.

6 – za powyższe spotkanie szczególnie warto pochwalić Łukasza Biela, który zdobył aż sześć bramek. Co ciekawe w dwunastu dotychczas rozegranych spotkaniach zdobył ich zaledwie pięć.

1.82 – bramka zdobyta w tym spotkaniu przez katowiczan pomogła pośrednio Orłowi. W czym? W pozostaniu najszczelniejszą defensywą w lidze. Średnia straconych bramek na mecz przez jelczan wynosi zaledwie 1.82. Dla porównania w zeszłym roku na tym samym etapie rozgrywek Acana straciła aż 17 bramek więcej. Postęp jaki poczynili gracze Jesusa Lopeza jest zatem widoczny gołym okiem.

125 – W trakcie spotkania z Clearexem Chorzów swój mały jubileusz świętował strzelec pierwszej bramki – Arkadiusz Szypczyński. Dla najskuteczniejszego z Orłów było to już 125 spotkanie na parkietach Futsal Ekstraklasy.

115 – łączna liczba bramek strzelona w tym sezonie przez Rekordzistów z pewnością jest imponująca. Wynik tym bardziej wygląda potężnie, gdy porównamy go do bramek strzelonych przez całą strefę spadkową. Zespoły Gwiazdy, Red Devils oraz Futsal Leszno mają na swoim koncie łącznie 116 trafień, a więc zaledwie jedną bramkę więcej od graczy z Bielska-Białej.

Bramka zdobyta na 28 sekund przed końcową syreną zadecydowała o remisie Acany Orła z Clearexem Chorzów. Punkt wywieziony ze Śląska pozwolił jelczanom utrzymać niewielką stratę do ligowego podium.

Stawką meczu było umocnienie swojej pozycji w ligowej czołówce. Na podium bowiem pozostały zaledwie dwa wolne miejsca, a w grze o nie jest wciąż pięć drużyn. Zwycięzca zyskałby zatem lepszą pozycję startową przed dalszą fazą rozgrywek.

Początek spotkania był dosyć spokojny. Clearex oddał Orłom piłkę i wydawało się, że taki układ pasuje jelczanom. Z czasem uległ on zmianie i to chorzowianie zaczęli częściej dochodzić do głosu.

Na posterunku stał jednak Maciej Foltyn, który skutecznie powstrzymywał ataki rywala. Równie dobrze zachowała się ofensywa Acany, po stracie piłki przez graczy Clearexu. Konkretnie zrobił to Arkadiusz Szypczyński, który zabrał się z futsalówką i silnym strzałem czubkiem buta otworzył wynik spotkania.

Radość z bramki nie trwała długo. Silnie wbita piłka z rzutu wolnego przez Macieja Mizgajskiego nabiła nieszczęśliwie Maksyma Pautiaka, który tym samym pokonał własnego golkipera.

W międzyczasie chorzowianie dopuścili się jednak pięciu fauli, a to oznaczało, że każde kolejne przewinienie poskutkuje przedłużonym rzutem karnym. Ten został ostatecznie podyktowany w 16. minucie po faulu Mateusza Bednarczyka na Gustavo Henrique. Do piłki podszedł Mykola Morozov, który w poprzednim starciu z Clearexem zantował hat-tricka. Tu jednak na gola musiał jeszcze poczekać, bowiem jego uderzenie wybronił bramkarz gospodarzy.

Nie minęło wiele czasu, a swój limit niesportowych zachowań wykorzystali także jelczanie. W tej sytuacji Foltyn nie musiał jednak interweniować. Strzał Mizgajskiego poleciał wysoko nad bramką i na przerwę oba zespoły schodziły z jednobramkowym remisem.

Wynik tuż po zmianie stron mógł zmienić Szypczyński, ale obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Bednarczyk. Tyle szczęścia po drugiej stronie boiska nie miał niestety Foltyn. Kapitan Acany w zaledwie pół minuty musiał dwukrotnie wyjmować piłkę z siatki, przez co Clearex momentalnie objął prowadzenie 3:1.

Orły zaczęły odrabiać starty w 28. minucie. Dobrze rozegrany rzut rożny wykończył wspomniany wcześniej Morozov. I choć jego uderzenie zza pola karnego było mocno sygnalizowane, to do pokonania golkipera spokojnie wystarczyła sama jego siła.

Do wywiezienia choćby punktu wciąż brakowało jednak bramki, a tej nie były w stanie przynieść ani długo przygotowywane ataki, ani gra z lotnym bramkarzem.

Wtedy z pomocą przyszli sami gracze Clearexu, którzy kolejny raz w tym spotkaniu wykorzystali limit fauli. Do piłki tym razem zdecydował się podejść Henrique, który mimo bardzo długiego rozbiegu nie zapomniał w jaki sposób chce pokonać bramkarza. Brazylijczyk uderzył silnie i nisko, aby chwilę potem, razem z resztą zespołu cieszyć się z wywalczonego remisu.

Dzięki zdobytemu punktowi Acana Orzeł utrzymał kontakt z ligową czołówką. Do drugiej Gatty Zduńska Wola jelczanie tracą cztery oczka, a do trzeciego Constractu jedno mniej. Z graczami z Lubawy Orły zmierzą się już w najbliższej kolejce.

Clearex Chorzów – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 3:3 (1:1)
Arkadiusz Szypczyński 10′, Mykola Morozov 28′, Gustavo Henrique 40′ – Maksym Pautiak 12′ (s.), Mariusz Seget 23′, Krzysztof Salisz 24′.

Clearex: Bednarczyk (Krzyśka) – Seget, Salisz, Łuszczek, Wędzony – Bidelski, Mizgajski, Dewucki, Rotucki, Vakhula, Leszczak, Golly.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Kędra, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Firańczyk, Pastars, Makowski, Turkowyd.

Acana Orzeł wraca do gry. Jego rywalem będzie wicelider Futsal Ekstraklasy – Clearex Chorzów. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się zwycięstwem jelczan 4:2. Jak będzie tym razem?

Teoretycznie faworytem spotkania będą gospodarze. Clearex do tej pory przegrał u siebie tylko dwa razy – z FC KJ Toruń oraz z Rekordem Bielsko-Biała, a jego bilans bramkowy przed własną publicznością wynosi 44:23. Dodatkowo Orły jeszcze nigdy nie wygrały w Chorzowie, choć warto zaznaczyć, że grały tam zaledwie dwa razy.

Przewagą brązowych medalistów mistrzostw Polski może być także zachowany rytm meczowy. Chorzowianie w przeciwieństwie do Acany nie mieli dwóch tygodni przerwy. W poprzednim tygodniu rozgrywali mecz 1/8 finału pucharu Polski, który wygrali z FC KJ Toruń 4:1.

Ogólnie wszyscy gracze mają się dobrze, ale trudno jest utrzymać wysoką formę z tyloma przerwami w rozgrywkach. Okres stycznia i lutego był dla nas bardzo trudny. Nie rozumiem, jak futsal w Polsce może funkcjonować z tyloma pauzami – mówi trener Acany Orła, Jesus Lopez.

Ostatnie starcie obu drużyn lepiej wspominają jelczanie. Orły wygrały 4:2, a dla graczy Jesusa Lopeza było to pierwsze zwycięstwo w sezonie, które jednocześnie rozpoczęło serię jedenastu meczów bez porażki. O powtórzenie tego wyniku nie będzie jednak tak łatwo.

– Poprzednie spotkanie z Clearexem, choć zwycięskie było dla nas bardzo trudne. Zagraliśmy wtedy jednak świetnie w defensywie, a także bardzo skutecznie w ataku. Nasi rywale są historycznym zespołem dla Futsal Ekstraklasy, jednym z faworytów rozgrywek na ich starcie, a dodatkowo są bardzo silni u siebie. Trudno powiedzieć, jakim wynikiem zakończy się to spotkanie, ale kibice nie powinni być zawiedzeni widowiskiem, jakie zobaczą. Clearex gra bardzo bezpośrednio i ofensywnie. Z kolei Orzeł lubi dłużej operować piłką, wymieniać ją, tak więc emocje będą gwarantowane – dodaje szkoleniowiec jelczan.

W ostatnim spotkaniu z Gwiazdą Ruda Śląska swojego debiutu doczekał Filip Turkowyd. Po zdobyciu przez młodych graczy Orła brązowego medalu MMP U18 nie powinniśmy się jednak spodziewać nowych debiutów.

– Na młodych ludzi musimy szczególnie uważać. Musimy ich chronić i dać im czas na wejście do Ekstraklasy. Dla mnie nie jest problemem mieć młodych graczy w drużynie seniorów i czasem na nich postawić. Trudność polega na tym, aby oni chcieli kontynuować grę w Futsal Ektstraklasie, a przede wszystkim to, żeby w przyszłości znaczyli o sile reprezentacji Polski. Ważnym jest, aby kibice wiedzieli, że Damian aktualnie jest zawodnikiem numer osiem w zespole, a Filip 17-latkiem, który już zdobył medal MMP U18. Przed tym meczem nie będzie żadnych zmian kadrowych, ale cały czas pracuję z trzema innymi młodymi i przyszłościowymi zawodnikami. Na to żeby ich pokazać potrzebuję jednak czasu – kończy trener Acany.

Początek meczu już jutro – 29 lutego o godzinie 17.00. Stawką spotkania jest utrzymanie się w ligowej czołówce, a przy korzystnych wynikach innych meczów, wskoczenie na podium.

Acana Orzeł idzie w górę. Jelczanie nie dali szans Gwieździe Ruda Śląska, pokonując ją aż 6:1. Dzięki temu drużyna Jesusa Lopeza awansowała na 5. miejsce w tabeli Futsal Ekstraklasy.

Ponad miesiąc musieli czekać kibice Acany Orła, aby zobaczyć swoich idoli w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Naprzeciwko graczy Jesusa Lopeza stanęła ostatnia drużyna Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska. I choć przyjezdni z pewnością liczyli na ponowne sprawienie niespodzianki, tak jak to miało miejsce na początku sezonu, to powtórki ze scenariusza nie było.

Już w 35. sekundzie Patryka Lawacza pokonał Arkadiusz Szypczyński, dzięki czemu gospodarze mogli spokojnie kreować kolejne sytuacje. Tych nie zabrakło, a okazje do zdobycia bramki mieli chociażby Maksym Pautaik, Mykola Morozov oraz Janis Pastars.

Na 2:0 podwyższył ostatecznie Gustavo Henrique, dla którego jest to już kolejne w tym sezonie trafienie zza pola karnego. Brazylijczyk z austriackim paszportem podobną bramkę zaliczył m.in. w spotkaniu z Piastem Gliwice, kiedy to Acana Orzeł zremisował 1:1.

Przed przerwą jelczanie zdążyli jeszcze raz ukłuć rywali, kiedy to podanie Marcina Firańczyka wykorzystał Pastars. I mimo korzystnego wyniku, apetyty na drugą połowę były o wiele większe, bo też trzybramkowe prowadzenie było zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary, jaki Orły mogły wymierzyć przeciwnikowi.

Po zmianie stron, co mogło lekko zaskoczyć, wynik utrzymywał się aż jedenaście minut. Jelczanie cały czas naciskali na defensywę Gwiazdy, ale albo dobrze interweniował Lawacz, albo obrońcy zbijali piłkę poza światło bramki. Przełamać udało się dopiero Firańczykowi. Kiedy jednak były zawodnik MOKS-u Białystok już to zrobił, to na jednym trafieniu nie poprzestał.

Jego dwie szybko zdobyte bramki pozwoliły szkoleniowcowi Orłów na większą rotację w składzie. Szansę w dłuższym wymiarze czasowym dostali chociażby młodzi Damian Makowski oraz Filip Turkowyd.

– Występ Damiana Makowskiego oraz Filipa Turkowyda oceniłbym jak najbardziej na plus. Każdy z nas pamięta swój debiut i te występy wcale nie różniły się jakoś dużo. Było widać lekką nerwowość, ale takie są początki i fajnie, że mają to już za sobą – ocenił Maciej Foltyn.

Ostatecznie wynik uległ zmianie jeszcze dwukrotnie. Najpierw na 6:0 podwyższył Pautiak, dla którego było to piąte trafienie w tym sezonie. Ostatni akcent spotkania należał jednak do gości, a konkretnie do Mateusza Węgrzyna, dzięki czemu przyjezdni mogli się cieszyć z trafienia honorowego.

– Planem było przede wszystkim zwycięstwo i najważniejsze jest to, że w końcu udało nam się zdobyć trzy punkty. Cieszy nas styl w jakim to zrobiliśmy, bowiem przeciwnicy nie mieli tego dnia żadnych argumentów, aby nam zagrozić – stwierdził golkiper Acany Orła.

Dzięki zwycięstwu Orły wyprzedziły FC KJ Toruń i awansowały na 5. miejsce w ligowej tabeli. Do drugiego Clearexu Chorzów, z którym jelczanie zmierzą się już za dwa tygodnie strata wynosi dwa oczka.

Do Chorzowa jedziemy jak najbardziej po zwycięstwo. Nie szukamy żadnych wymówek. Chcemy się postawić wiceliderowi i przeskoczyć ich tym samym w ligowej tabeli – zakończył kapitan zespołu.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska 6:1 (3:0)
Arkadiusz Szypczyński 1′, Gustavo Henrique 8′, Janis Pastars 14′, Marcin Firańczyk 31′, 33′, Maksym Pautiak 35′ – Mateusz Węgrzyn 38′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Firańczyk, Pastars, Henrique, Makowski, Turkowyd, Pach.

Gwiazda: Waszka (Lawacz, Sobecko) – Dynek, Hiszpański, Białek, Haase – Hyży, Węgrzyn, Wojciuch, Duda, Widuch, Szaraniec.

Najbliższa seria gier będzie stać nie tylko pod znakiem starcia lidera z wiceliderem. To w ten weekend może bowiem dojść do wyraźnego podziału tabeli na dwie połówki, ale także do nieoficjalnego pożegnania dwóch zespołów z Futsal Ekstraklasą.

Poza spotkaniem Acany Orła szykuje się dużo znaczących starć. Znaczących nie tylko dla zespołów, które do nich podejdą, ale także dla reszty ligowej stawki.

Dokonać niemożliwego

16. kolejkę rozpoczniemy od prawdziwego hitu. Na parkiecie w Chorzowie zmierzy się ze sobą miejscowy Clearex oraz Rekord Bielsko-Biała, czyli wicelider oraz lider Futsal Ekstraklasy. Dla chorzowian będzie to ogromna szansa. Szansa na przedłużenie nadziei. Bowiem tak jak zwycięstwo z Rekordem jest w ich zasięgu, tak już zrzucenie go z mistrzowskiego tronu niemalże niemożliwe. Aby jednak szansa na to się zwiększyła potrzebne jest zwycięstwo. W innym razie Rekord będzie mógł zacząć powoli rozglądać się za szampanami na mistrzowską fetę.

Podział w Katowicach

W kolejnym spotkaniu dojdzie do starcia AZS-u UŚ Katowice z Piatem Gliwice. Obecnie oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, ale po tym meczu różnica między nimi może wynosić nawet sześć punktów. Do tego potrzebne jest jednak zwycięstwo gospodarzy. Wygrana katowiczan byłaby dla nich nie tylko zachowaniem kontaktu z ligowym podium, ale także dałaby możliwość do realnego podziału tabeli na dwie połówki – jedną walczącą o podium oraz drugą bijącą się o utrzymanie.

Czy to już ten czas?

W niedzielny wieczór może z kolei dojść do nieoficjalnego pożegnania Gwiazdy Ruda Śląska oraz Red Devils Chojnice. Sytuacja punktowa obu drużyn jest dramatyczna i każda kolejna porażka może być dla nich gwoździem do trumny. W tym wypadku wszystko zależy od spotkania w Chojnicach, gdzie Czerwone Diabły podejmą MOKS Białystok. Gracze z Podlasia znajdują się minimalnie nad kreską, ale ich wygrana może dać im spory oddech powietrza. Dla Red Devils oraz Gwiazdy (jeśli przegra z Acaną Orłem) oznaczałoby to jednak stratę minimum (!) siedmiu punktów do bezpiecznej strefy.

Komplet spotkań 16. kolejki:

Clearex Chorzów – Rekord Bielsko-Biała – 15 lutego, godz. 16.00,
AZS UŚ Katowice – Piast Gliwice – 15 lutego, godz. 17.00,
GSF Gliwice – Constract Lubawa – 15 lutego, godz. 18.00,
FC KJ Toruń – Red Dragons Pniewy – 15 lutego, godz. 18.00,
Gatta Zduńska Wola – Malepszy Futsal Leszno – 15 lutego, godz. 18.00,
Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska – 16 lutego, godz. 18.00,
Red Devils Chojnice – MOKS Białystok – 16 lutego, godz. 18.00.

Po ponad miesięcznej przerwie Acana Orzeł wraca do własnej hali. Ich rywalem w Jelczu-Laskowicach będzie czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska.

Po dwóch meczach z Rekordem Bielsko-Biała zawodnicy Jesusa Lopeza podejmą nieco mniej wymagającego rywala. Gwiazda Ruda Śląska zajmuje obecnie ostatnie miejsce w ligowej tabeli, przez co każde kolejne spotkanie jest dla niej jak finał. Czego zatem możemy spodziewać się w niedzielny wieczór?

W przerwie świątecznej z powodu problemów finansowych Gwiazda musiała przejść metamorfozę. Z klubu odeszli m.in. Mateusz Mrowiec, Kamil Kmiecik oraz Paweł Barański, którzy dla beniaminka Futsal Ekstraklasy zdobyli w sumie szesnaście bramek.

Wyjęcie kręgosłupa zespołu poskutkowało dwoma porażkami w rundzie rewanżowej oraz odpadnięciem z puchar Polski z I-ligowym AZS-em UMCS Lublin. Szczególnie bolesna musiała być przegrana z Red Devils Chojnice (3:10), czyli bezpośrednim rywalem do utrzymania.

Pocieszeniem dla zespołu Bartłomieja Nogi może być to, że jadą do jednej z dwóch drużyn, z którą udało im się wygrać. Co ciekawe drugą z nich była Gatta Zduńska Wola. I tak jak wtedy Gwiazda wygrała przekonująco, bo aż 7:3, tak z Acaną Orłem było to już nie do końca zwycięstwo wynikające ze znacznej przewagi beniaminka.

Orły niemalże nie schodziły w tamtym spotkaniu z połowy gospodarzy. Zabrakło im jednak skuteczności i może trochę szczęścia. Bo trudno tu mówić o braku pecha, kiedy w jednym meczu nie wykorzystuje się przedłużonego rzutu karnego, dostaje się czerwoną kartkę i ostatecznie przegrywa się 0:1.

I tak jak wtedy taka porażka mogła się zdarzyć, ponieważ zespół Jesusa Lopeza wciąż się zgrywał, a część zawodników wracała po kontuzji, tak teraz jakakolwiek starta punktów wydaje się być mało prawdopodobna. Gwiazda oczywiście przyjedzie bardzo zmotywowana, aby zdobyć komplet oczek, ale w Jelczu-Laskowicach nie jest o to tak łatwo. Ostatniej porażki przed własną publicznością Orły doznały jeszcze w 2. kolejce, kiedy to ich rywalem byli bielscy Rekordziści.

Trzy punkty wydają się być zatem obowiązkiem dla jelczan. Taki rezultat dałby im nie tylko udany rewanż za porażkę z Rudy Śląskiej, ale także pozwoliłby zachować kontakt z ligową czołówką.

Początek spotkania już w najbliższą niedzielę – 16 lutego o godzinie 18.00. Wejście na mecz jest darmowe, co nie znaczy jednak, że kibice nie będą mogli wykazać się swoim wsparciem. W trakcie spotkania odbędzie się bowiem zbiórka na rzecz walczącej o życie Tosi Wiśniewskiej.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice uległ na wyjeździe Rekordowi Bielsko-Biała 0:6. Aktualni mistrzowie Polski o swoim zwycięstwie przesądzili w drugiej części spotkania.

Przed rozpoczęciem spotkania faworytem, co nie może dziwić, byli zawodnicy Rekordu. Dodatkowo Acana Orzeł do Bielska-Biała przyjechał w nieco okrojonym składzie. W zespole nie było już Sergio Solano, Ixemada Gonzaleza oraz Ivana Marquiny, którzy zimą wrócili do Hiszpanii. Poza tym z powodu nadmiaru żółtych kartek na boisku nie mógł pojawić się Maksym Pautiak, a i Arkadiusz Szypczyński zmagał się wciąż z urazem.

Od pierwszego gwizdka sędziego stroną dominującą byli zatem Rekordziści. Orły grały jednak bardzo konsekwentnie w defensywie i nie dawały się wciągać na połowę rywala. Na ich nieszczęście pierwsza bramka padła dosyć szybko, bo już w 4. minucie. Wtedy to lewym skrzydłem, na przebój poszedł Artur Popławski i silnym strzałem, czubkiem buta pokonał Macieja Foltyna.

Dwie okazje do wyrównania miał Janis Pastars, ale obie były nieskuteczne. Za pierwszym razem Łotysz wypuścił sobie zbyt daleko piłkę i strzał z bliskiej odległości wybronił Nawrat. W drugiej sytuacji futsalówka z kolei nieco zeszła z nogi gracza Acany i uderzenie przeleciało wysoko nad bramką.

Mimo tego obraz gry się zbytnio nie zmienił. Orzeł próbował kilkukrotnie utrzymać się przy piłce, ale to Rekordziści byli o wiele bliżej kolejnego trafienia. W wyjątkowo dobrej dyspozycji był jednak Foltyn, który w pierwszej połowie mógł sobie tylko nabijać kolejne procenty do statystyk obronionych strzałów.

Na niecałą minutę przed zejściem do szatni, Nawrata próbował zaskoczyć jeszcze Marcin Firańczyk, ale jego próba również okazała się niecelna. Zemściło się to w dosłownie ostatnich sekundach pierwszej odsłony, kiedy to trener gospodarzy poprosił o czas. Ruch ten okazał się być idealnym posunięciem, bowiem schemat nakreślony w przerwie przyniósł Rekordowi drugie trafienie, którego autorem był Alex Viana.

Początek drugiej odsłony mógł nieco zaskoczyć gospodarzy, ponieważ w krótkim odstępie czasu Orły mogły doprowadzić nawet do wyrównania. Zdecydowanie najlepszą okazję do złapania kontaktu miał Kacper Kędra. Po znalezieniu się w sytuacji sam na sam z bramkarzem chciał on sprytną wcinką chciał pokonać golkipera bielszczan. I wszystko zostało niemalże idealnie wykonane. Niemalże, bowiem ostatecznie zabrakło celności, aby piłka zamiast trafić w słupek, wleciała do pustej siatki.

Chwilę potem równie blisko był Arkadiusz Szypczyński, ale po dwójkowej akcji z Kędrą górą okazał się być ponownie Nawrat. Swoich sił próbował także Mykola Morozov, który będąc na połowie boiska zabrał się z piłką i po minięciu defensywy Rekordu uderzył na bramkę. Jego strzał, podobnie jak wcześniejsze próby partnerów był jednak nieskuteczny.

I tak jak do tej pory szczęścia brakowało jedynie w ofensywie, tak po jakimś czasie zaczęło go także brakować w obronie. Najpierw dwa błędy w rozegraniu zostały momentalnie wykorzystane przez Jana Janovsky’ego i Janiego Korpelę.

Kolejne dwa gole Rekordu to z kolei bramka samobójcza Mykoli Morozova oraz trafienie Viany. Jeśli coś miałoby usprawiedliwiać graczy Jesusa Lopeza przy tych golach, to gra bez bramkarza. Na taki wariant zdecydował się bowiem trener jelczan.

Oczywiście takie posunięcie nie jest również jego winą. Szkoleniowiec chciał dać w ten sposób nieco odpocząć swoim zawodnikom, aby dzięki grze w przewadze i kilkominutowej wymianie podań mogli nabrać sił na końcówkę. W przeciwnym razie mogliby być oni skazani na bieganie za zawodnikami Rekordu i być może stratę jeszcze większej liczby bramek.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 6:0. Dla Orłów była to pierwsza porażka od 28 września, przez co ich seria meczów bez porażki zakończyła się na liczbie jedenaście.

Okazję do rewanżu jelczanie będą mieli już w najbliższym spotkaniu. 8 lub 9 lutego dojdzie bowiem do starcia obu zespołów w 1/16 pucharu Polski. Mecz ten także odbędzie się w Bielsku-Białej.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 6:0 (2:0)
Popławski 4′, Alex Viana 20′, 40′, Janovsky 30′, Korpela 30′, Morozov 38′ s.

Rekord: Nawrat (Burzej, Iwanek) – Janovsky, Bondar, Alex Viana, Korpela, Popławski, Kubik, Budniak, Marek, Surmiak, Biel, Gąsior.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Pastars, Morozov, Firańczyk – Lopez, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.