6. kolejka Futsal Ekstraklasy potwierdziła, że bieżący sezon będzie bardzo wyrównany. Jednym z dowodów na to jest to, że żadna z drużyn nie ma już kompletu punktów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

299 – w spotkaniu Gwiazdy Ruda Śląska z Red Dragons Pniewy na nudę nie można było narzekać. Zawodnicy obu zespołów przeprowadzili w sumie aż 299 ataków, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że nie było tu strony wyraźnie dominującej, bowiem Gwiazda przeprowadziła ich 150, a Red Dragons 149. Tak duża liczba ataków przerodziła się również na sporą liczbę strzałów. Było ich dokładnie 121, co oznacza, że średnio co niecałe 20 sekund jedna z drużyn uderzała na bramkę rywala.

140 – dokładnie tyle dni czekał Marcin Firańczyk na bramkę w Futsal Ekstraklasie. Ta zdobyta w starciu z AZS-em UŚ Katowice była jego pierwszą w barwach Acany Orła. Co ciekawe tyle samo czasu potrzebowali zawodnicy Piasta Gliwice, aby ponownie wygrać na poziomie Futsal Ekstraklasy. Przełamać złą passę udało się w spotkaniu z Red Devils Chojnice, które Piastunki wygrały 5:2.

545 – nieco więcej dni potrzebowali zawodnicy Acany Orła, aby ponownie wygrać spotkanie różnicą przynajmniej sześciu bramek. To poprzednie udało się zwyciężyć jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Rywalem Orłów było wtedy Heiro Rzeszów, które jelczanie pokonali na wyjeździe aż 10:0.

267 – po dość dalekich podróżach, graczom z Białegostoku trafił się w końcu najbliższy możliwy mecz wyjazdowy – w Lubawie. Patrząc jednak na odległość, lepiej nie myśleć o ich najdalszym wyjeździe. Dla porównania odległość między halami Piasta i GSF-u wynosi… niecałe dwa kilometry.

47 – osiemnaście straconych i zaledwie cztery zdobyte bramki przez AZS UŚ Katowice w ostatnich dwóch spotkaniach sprawiły, że gracze ze stolicy Śląska stali się jedną z najlepszych ofensyw w lidze (+22), a zarazem jedną z najgorszych defensyw w lidze (-25). Tym samym w spotkaniach zespołu z Katowic pada średnio najwięcej bramek na mecz – 7.83.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy była bardzo intensywna. Mimo że dwa spotkania się nie odbyły, to emocji był tyle, że można by je rozdzielić na dwa weekendy.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

390 kilometrów – w tej kolejce jednym z najdalszych wyjazdów mogli poszczycić się zawodnicy Acany Orła. Aby dojechać do Lubawy musieli pokonać drogę podobną do tej, która dzieli Jelcz-Laskowice od stolicy Austrii – Wiednia. Mimo to mogli liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców, za co należą im się ogromne brawa.

25 – mały jubileusz w spotkaniu z Constractem Lubawa obchodził z kolei Maksym Pautiak. Jego trafienie na 2:2 dla Acany Orła było jednocześnie 25. trafieniem na parkietach Futsal Ekstraklasy.

24 sekundy – zaledwie tyle czasu potrzebował Michał Osypiuk, aby otworzyć wynik spotkania oraz dać prowadzenie MOKS-owi Białystok w starciu z Gwiazdą Ruda Śląska. Trafienie to jest jednocześnie najszybciej zdobytą bramką w tym sezonie.

10 – tylu trafień w jednym spotkaniu nie zaliczył jeszcze żaden zespół. Żaden poza Clearexem Chorzów, który w spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice drogę do bramki rywala znalazł więcej razy, niż w pozostałych czterech spotkaniach razem wziętych. Wynik jest tym bardziej imponujący, bowiem katowiczanie jeszcze przed tą kolejką byli liderem tabeli.

8.8 – takiej średniej bramek na mecz nie było jeszcze w żadnej serii gier. Najbardziej przyczynili się do tego wspomnieni wcześniej chorzowianie, ale i zespół Red Devils Chojnice, który swoje pierwsze trzy punkty zainkasował wygrywając z GI Malepszy Futsal Leszno aż 8:5.

Po czterech rozegranych seriach gier już tylko dwa zespoły mają na swoim koncie komplet oczek. Wciąż mamy również drużynę, która nie zdobyła żadnego punktu. A jak w tej kolejce przedstawiały się najciekawsze statystyki?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatnim weekendzie?

81 – tylu spotkań w Futsal Ekstraklasie potrzebował Mykola Morozov, aby w jednym meczu pokonać bramkarza aż trzykrotnie. Dla zawodnika Acany Orła był to pierwszy hat-trick zdobyty w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej.

100 – rzadko się zdarza, aby w jednym spotkaniu padło aż tyle strzałów. Warto jednak pamiętać, że poza częstotliwością ich oddawania liczy się także skuteczność. Do serca wzięli to sobie gracze AZS-u UŚ Katowice, bowiem w meczu z Rekordem ich udział w liczbie uderzeń wyniósł zaledwie 28%. Mimo to potrafili zdobyć pięć bramek i wygrać całe spotkanie 5:3. Podobnie zrobili zawodnicy Acany Orła, którzy w swoim spotkaniu oddali zaledwie 18% ogólnej liczby strzałów, a mimo to zwyciężyli w bardzo ładnym stylu.

39:44 – w spotkaniu AZS-u UŚ Katowice padła także najpóźniej zdobyta bramka w tym sezonie – dokładnie na 16 sekund przed końcową syreną. Tytułu tego Kamil Musiał nie będzie jednak dzierżył samemu, bowiem w poprzedniej kolejce w tym samym momencie spotkania bramkę zdobył Michał Marek z Rekordu Bielsko-Biała.

6 oraz 1 – wspominaliśmy o tym już w naszym podsumowaniu kolejki, jednak ta statystyka wymaga podwójnego wyróżnienia. Czy znamy bowiem jakiś inny przykład, aby dwa zespoły od początku sezonu strzelały w każdym spotkaniu tyle samo bramek? My sobie nie przypominamy, a w Futsal Ekstraklasie mamy takie dwie drużyny. Są nimi Constract Lubawa oraz Gwiazda Ruda Śląska. Pierwsi z nich nie schodzą poniżej sześciu bramek na mecz. Z kolei drudzy nie mogą przełamać granicy jednego trafienia. Wynik bezpośredniego starcia obu zespołów nie mógł być zatem inny – 6:1 dla graczy z Lubawy.

506 kilometrów – jednego czego nie zazdrościmy zespołowi z Białegostoku, to na pewno dalekich wyjazdów. Na ostatnie spotkanie do Gliwic, zespół MOKS-u musiał przejechać ponad 500 kilometrów. Niemalże taką samą odległość białostoczanie mieliby do pokonania, gdyby ich spotkanie odbywało się… w Rydze.