Acana Orzeł Jelcz-Laskowice kończy przygodę z pucharem Polski. Jelczanie zatrzymali się na obrońcy trofeum – Rekordzie Bielsko-Biała, który wygrał z nimi 4:2.

Po takim spotkaniu, jak to rozegrane w Bielsku-Białej trudno jest nie wstać i nie bić braw. Było w nim wszystko – bramki, emocje, dramaturgia, ale przede wszystkim to, co w sporcie najważniejsze – walka do samego końca.

W zaledwie trzy tygodnie Orły poczyniły ogromny postęp, co gołym okiem było widać na parkiecie. Do tak dobrej gry przyczynił się oczywiście także powrót Maksyma Pautiaka oraz Arkadiusza Szypczyńskiego. Pierwszy z nich pauzował bowiem poprzednio za żółte kartki, a drugi zmagał się z urazem.

Już od pierwszego gwizdka sędziego widać było, że oba mecze będzie sporo różnić. Orły nie dały się zepchnąć do całkowitej defensywy, a wręcz przeciwnie – niejednokrotnie potrafiły to zrobić z Rekordem.

Wynik otworzyli jednak gospodarze. Po stałym fragmencie gry piłkę z prawej strony, na dalszy słupek uderzył Artur Popławski nie dając szans na interwencję Maciejowi Foltynowi. Odrobić straty próbował m.in. Szypczyński, ale w sytuacji sam na sam górą okazał się być Bartłomiej Nawrat.

Po zmianie stron pewnym było, że Orły będą musiały zaatakować, co w starciu z Rekordem nie zawsze może przynieść pożądane korzyści. W tym przypadku było jednak inaczej. Bramki Kacpra Kędry oraz Arkadiusza Szypczyńskiego dały zespołowi Jesusa Lopeza prowadzenie, co zaskoczyło nawet samych Rekordzistów.

Taki stan ostatecznie długo się nie utrzymał. Szybka odpowiedź Oleksandra Bondara sprawiła, że do 38. minuty utrzymywał się remis. Wtedy jednak ponownie dobrze rozegrany stały fragment gry i druga bramka Bondara dała prowadzenie gospodarzom.

Na 33 sekundy przed końcem piłkę meczową na nodze miał Szypczyński. Na jego nieszczęście Nawrat nie dał się pokonać. Golkiper bielszczan odbił piłkę, która momentalnie trafiła do Jana Janovsky’ego, a ten bez chwili zastanowienia skierował ją do pustej bramki.

Porażka 2:4 oznaczała pożegnanie się Orłów z pucharem Polski, ale ich dobra gra może napawać ogromnym optymizmem, który już teraz widać w komentarzach fanów Jesusa Lopeza i spółki.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 4:2 (1:0)
Popławski 11′, Bondar 30′, 38′, Janovsky 40′ – Kędra 25′, Szypczyński 28′

Rekord: Nawrat (Burzej) – Popławski, Kubik, Budniak, Marek – Gąsior, Bondar, Alex Viana, Korpela, Janovsky, Biel, Iwanek.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Pastars, Henrique, Firańczyk, Turkowyd.

Po udanej dla biało-czerwonych przerwie reprezentacyjnej czas wrócić do klubowej rzeczywistości. Zanim jednak Acana Orzeł wróci na parkiety Futsal Ekstraklasy, czekać go będzie jeszcze starcie w Pucharze Polski. Tam na jelczan czeka już Rekord Bielsko-Biała.

Gdyby powiedzieć, że Acana Orzeł Jelcz-Laskowice oraz Rekord Bielsko-Biała są na siebie skazani, to tak jakby nie powiedzieć nic. Do maksymalnie możliwej liczby spotkań między sobą brakuje im tak naprawdę tylko jednego – w Superpucharze Polski. I wcale nie jest powiedziane, że do takiego spotkania nie dojdzie.

Pierwszy warunek jest już niemalże spełniony. Rozpędzeni niczym Liverpool w lidze angielskiej Rekordziści pewnie zmierzają po kolejny tytuł mistrza Polski. O spełnienie drugiego będzie nieco trudniej, co nie znaczy, że nie jest on do wykonania. Orzeł musi tylko przejść pięć najbliższych rund pucharu Polski. Jako pierwszy na przeszkodzie stanie nie kto inny jak Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem będą oczywiście gospodarze z Bielska-Białej i trudno się temu dziwić, kiedy w tym sezonie przegrali zaledwie jedno spotkanie. Motywacja Orłów jest jednak bardzo duża, bowiem jelczanie będą chcieli zmazać plamę po ostatnim spotkaniu, w którym ulegli dosyć pechowo 0:6.

Wszyscy gracze są w stu procentach gotowi do gry. W przypadku takiej grupy zawodników jak nasza, gdzie głównym zadaniem jest gra w futsal, trudno jest przystąpić do jedynie czterech oficjalnych spotkań w ciągu dwóch miesięcy. W trakcie przerwy reprezentacyjnej Janis Pastars i Gustavo Henrique przebywali na zgrupowaniach, a reszta zawodników pracowała nad poprawą swojej fizyczności – mówi Jesus Lopez.

Szkoleniowiec Orłów zaznacza także, że rozegranie dwóch meczów z rzędu z tym samym rywalem nie jest wcale czymś nadzwyczajnym.

– Ponowne zmierzenie się z tym samym przeciwnikiem jest czymś niezwykłym w Polsce, ale normalnym w najsilniejszych ligach na świecie, gdzie rozgrywane są play-offy. My przygotowywaliśmy się do tego spotkania tak jak do meczu rewanżowego. Jeśli spojrzymy tylko na wynik, to można powiedzieć, że nasze ostatnie spotkanie było jednostronne. Moim zdaniem jednak do 30. minuty rywalizowaliśmy jak równy z równym. Nie martwię się o motywację moich zawodników przed meczem. Czy jest w końcu coś bardziej motywującego niż gra przeciwko Rekordowi? Dla mnie nie, przynajmniej w tym tygodniu.

Początek spotkania już jutro – w sobotę o godzinie 18.00.