Acana Orzeł wraca do gry. Zawodnicy Jesusa Lopeza swoje spotkanie rozegrają w najbardziej oddalonym, w tym sezonie, od Jelcza-Laskowic miejscu – w Białymstoku. Tam na naszych Orłów będzie czekał miejscowy MOKS Słoneczny Stok.

Acana Orzeł mecze z MOKS-em Białystok może wspominać bardzo dobrze. Na dwa rozegrane dotąd spotkania jelczanie wygrali oba, a każde z nich kończyli z przewagą pięciu trafień – 6:1 i 5:0.

Mimo to zespołu z Podlasia nie należy lekceważyć. Białostoczanie pokazali na początku aktualnych rozgrywek, że są w stanie pokonać zespoły, z którymi chociażby nasze Orły pogubiły punkty. Zawodnicy trenera Adriana Citki pokonali już m.in Gwiazdę Ruda Śląska 5:3, a także wygrali na wyjeździe z GSF-em Gliwice 5:4.

Wspomniane nazwisko grającego szkoleniowca MOKS-u nie jest oczywiście przypadkowe, bowiem Adrian Citko jest bratankiem Marka Citki. Trener białostoczan co prawda nie zrobił tak bogatej kariery jak jego wujek, ale mimo to może się pochwalić występami w rezerwach Jagielonii Białystok, gdzie zbierał pierwsze piłkarskie szlify.

– To zespół, który bardzo szanuję. Podoba mi się ich mentalność, są zespołem ofensywnym i nikogo się nie boją. Świetną robotę wykonuje trener – Adrian Citko. Ponadto MOKS często wykorzystuje swojego bramkarza do ataku. Jestem pewien, że będzie to bardzo dynamiczny mecz – zapowiada trener Acany Orła, Jesus Lopez.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Marcina Firańczyka, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w barwach białostockiego klubu. Popularny „Firana” w zespole z Podlasia wystąpił w sumie w 81 spotkaniach, w których zdobył aż 65 bramek!

Spotkanie zapowiada się zatem niezwykle ciekawie. Stawką bowiem nie będą wyłącznie trzy punkty, ale także możliwość znacznego zbliżenia się do podium Futsal Ekstraklasy. W przypadku korzystnych rezultatów może to być nawet wskoczenie do czołowej trójki, a tym zapewne żadna z drużyn by nie pogardziła.

Początek starcia już w niedzielę, 3 listopada o godzinie 16.00. Dla tych, którzy nie będą mogli dopingować naszego zespołu w hali przy ul. Warszawskiej 8 przewidziana została transmisja spotkania na TVcom.pl.

Jego imię – Maksym pochodzi od łacińskiego słowa „maximus”, oznaczającego „największy”. Jak sam twierdzi, wcześniej o tym nie wiedział. Na boisku walczy jednak za dwóch, ponieważ najważniejsze dla niego jest dobro zespołu. Zasługi indywidualne są zaś sprawą drugorzędną. Zapraszamy na rozmowę z Maksymem Pautiakiem, który dołączył do naszego zespołu przed trwającym właśnie sezonem Futsal Ekstraklasy.

Umawiając się na rozmowę wspomniałeś, że niezbyt dobrze mówisz po polsku. Jesteś tutaj jednak już pięć lat. Język polski jest zatem dla Ciebie wyjątkowo trudny?

MAKSYM: Nie jest trudny. Po prostu nigdy się go nie uczyłem jakoś specjalnie. Moją jedyną nauką było przebywanie z chłopakami w szatni, gdzie w trakcie rozmów z nimi mogłem się jakoś uczyć tego języka.

A to, że Mykola jest w szatni nie utrudnia Ci nauki? (śmiech)

Nie nie, z Mykolą rozmawiamy cały czas po polsku.

W Gliwicach byłeś dwa lata, później trafiłeś do Zduńskiej Woli, a teraz przeniosłeś się do Jelcza-Laskowic. Nigdzie do tej pory nie było chyba jednak tak ładnie jak w Odessie, z której pochodzisz.

Tak, zdecydowanie. Tam mam rodzinę i zawsze miło jest wracać do domu.

A często masz okazję odwiedzać rodzinne strony?

Dwa razy do roku. Zawsze jeżdżę tam zimą oraz latem.

Twoja przygoda z piłką rozpoczęła się tam od futsalu, czy od piłki trawiastej?

Do szesnastego roku życia grałem głównie na trawie. Jedynie zimą, kiedy warunki były gorsze, przenosiłem się do hali i wtedy graliśmy w futsal.

A co spowodowało, że z trawy przeniosłeś się całkowicie na piłkę halową?

Nie miałem tam możliwości dalszego rozwoju. Jedynie w futsalu była taka opcja. Grałem więc w drugiej drużynie Lokomotivu – jednej z najlepszych wtedy drużyn na Ukrainie i tak to się można powiedzieć zaczęło.

Wcześniej grałeś także w reprezentacji Ukrainy U21, byłeś wybrany najlepszym graczem Ukrainy do lat 18. Selekcjoner pierwszej reprezentacji jest zatem jeszcze z Tobą w kontakcie?

Nie, już długo nikt się nie odzywał w tej sprawie, dlatego też mam bardzo małe szanse na dostanie się do pierwszej reprezentacji.

A są jakiekolwiek szanse na to, abyśmy mogli Cię oglądać na litewskich boiskach w trakcie zbliżającego się tam mundialu?

Myślę, że nie. Mamy bardzo dobrą reprezentację, która posiada równie dobre zaplecze zawodników, czekających na swoją szansę. Dodatkowo jeśli ktoś gra u nas za granicą, to jego szanse na powołanie są jeszcze mniejsze. Przykładem może być tu Oleksandr Bondar, który w zeszłym sezonie został wybrany najlepszym obcokrajowcem Futsal Ekstraklasy, a mimo to nie otrzymuje powołań do reprezentacji.

Kiedy otrzymałeś ofertę od Orła, długo się zastanawiałeś nad zmianą klubowych barw? W końcu z Gattą udało Ci się wywalczyć wicemistrzostwo Polski.

Tak, długo się zastanawiałem czy odejść z Gatty. Musiałem przemyśleć wszystkie plusy, ale także minusy tej decyzji. Jak dziś jednak widać tych pierwszych było więcej.

A to, że przyszedłeś tu razem z Arkiem Szypczyńskim pomogło podjąć decyzję?

Akurat o tym, to myśleliśmy razem z Arkiem i można powiedzieć, że wspólnie podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Jelcza-Laskowic.

Zbliżające się spotkanie z Gattą będzie dla Ciebie zatem jakoś szczególnie wyjątkowe?

Dla mnie to będzie spotkanie jak każde inne. Oczywiście mam tam dobrych znajomych, ale na boisku przyjaźń się skończy i o jakimkolwiek odpuszczaniu mowy być nie może.

Twoje imię – Maksym pochodzi od łacińskiego słowa „maximus” oznaczającego „największy”. To ma dla Ciebie jakieś znaczenie? Bo na boisku widać, że czasem walczysz za dwóch, jeśli nie za trzech.

Szczerze mówiąc to nigdy o tym nie wiedziałem. U nas na Ukrainie jest to bardzo popularne imię i nie miałem pojęcia, że może coś takiego oznaczać.

Dwa lata temu w jednym z wywiadów wspomniałeś, że liga ukraińska jest nieco lepsza od polskiej. A jak to teraz wygląda? Różnice się pomniejszyły, czy wręcz przeciwnie?

Liga ukraińska wciąż jest lepsza od polskiej. Tam we wszystkich klubach grają w pełni profesjonalni zawodnicy, tak jak chociażby w naszym zespole. Polskie rozgrywki cały czas się rozwijają i dowodem na to może być np. to, jak doświadczeni trenerzy objęli niedawno Piasta Gliwice. Myślę, że gdyby wystawić najlepszy zespół z polskiej i ukraińskiej ligi, to szanse byłyby wyrównane, ponieważ różnica między nimi nie jest już tak duża.

Jak oceniasz siebie po pierwszych sześciu kolejkach sezonu? Jesteś zadowolony, czy jednak widzisz w sobie coś do poprawy?

Oczywiście zawsze chciałbym grać lepiej, ale nie ja jestem od oceniania swoich występów. My jako drużyna prezentujemy się dobrze. Myślę, że czasem brakuje nam po prostu szczęścia, tak jak chociażby z Constractem Lubawa czy z Gwiazdą Ruda Śląska.

A stawiasz sobie jakiś konkretny indywidualny cel na ten sezon?

Nie, ponieważ przede wszystkim chcę jak najwięcej dawać drużynie, a to czy ja będę zdobywać bramki, czy ktoś inny jest sprawą drugorzędną. Na pewno fajnie byłoby zająć miejsce na podium i zgarnąć jeden z medali mistrzostw Polski. Czy to się jednak uda, to już zobaczymy na koniec sezonu.

Plany na niedzielny wieczór już są?

W Białymstoku na pewno chcemy wygrać, aby do spotkania z Gattą podejść na większym luzie. Cały czas analizujemy grę MOKS-u i wiemy, że będzie to bardzo trudny mecz, bo też łatwych spotkań nikt w tym sezonie nie powinien się spodziewać.

Osiem punktów po sześciu kolejkach nie brzmi źle. Tym bardziej jeśli siedem z nich zdobyto w ostatnich trzech spotkaniach. Acana Orzeł nabiera rozpędu, co przy dużym spłaszczeniu tabeli może ich szybko wywindować w górę.

Za nami już niemalże 1/4 sezonu 2019/20 w Futsal Ekstraklasie. Trwająca przerwa reprezentacyjna pozwala więc pokłonić się nad pewnymi wnioskami oraz podsumowaniami w grze Acany Orła. Statystyki, porównania do poprzednich rozgrywek, strzelcy bramek i wiele wiele więcej. Zapraszamy.

Czy ostatnio było lepiej?

Nie ma co ukrywać, Orły zaczęły regularnie punktować z lekkim falstartem. W poprzednim sezonie, na tym samym etapie zawodnicy Jesusa Lopeza mieli cztery zwycięstwa i dwie porażki, co dało im 12 oczek. Teraz z kolei ich bilans wynosi dwa zwycięstwa, dwa remisy oraz dwie przegrane, co daje w sumie 8 punktów.

Nie umniejszając tamtym wynikom trzeba jednak zauważyć, że kalendarz sprzyjał wtedy Orłom nieco bardziej. Wszystkie wygrane miały miejsce z zespołami, które łącznie zdobyły w tym okresie 17 punktów. Teraz z kolei, mimo że zwycięstw jest dwa razy mniej, to zespoły ogrywane są teoretycznie mocniejsze – razem zdobyły 22 punkty.

Wygrana z Clearexem Chorzów 4:2 była pierwszym zwycięstwem Acany Orła w tym sezonie

W oczy rzuca się także słabsza ofensywa jelczan na początku sezonu. Poprzednio po 6. kolejce nasi zawodnicy mieli zdobytych w sumie 25 bramek. Teraz jest ich o osiem mniej. Patrząc jednak na ofensywę, warto spojrzeć także na defensywę, która znacznie się poprawiła. Rok temu, po sześciu spotkaniach, Orły musiały wyciągać piłkę z siatki aż 22 razy. W tym sezonie nasi zawodnicy grają o dokładnie połowę lepiej, bowiem rywale jelczan pokonali ich zaledwie 11 razy. Wniosek jest zatem prosty – rok temu bramki stracone wynosiły 46% ogółu bramek Acany Orła, teraz zmalał on do 39%.

Czy można być zatem zadowolonym z aktualnych wyników Orłów, patrząc na poprzednie rozrywki? Oczywistym jest, że na końcu wszyscy rozliczani są z dorobku punktowego, a bramki, czy rywale z jakimi się grało są sprawą drugorzędną. Trzeba jednak pamiętać, że po słabszym początku Acana nabrała rozpędu, a dodatkowo ma już za sobą aż cztery zespoły z czołowej piątki, co przy nadchodzącym lepszym terminarzu może szybko sprawić, że Orły wzniosą się w górne rejony Futsal Ekstraklasy.

Obyśmy takich obrazków mogli oglądać jak najwięcej

Za celnością, jeszcze skuteczność

Na przestrzeni sześciu spotkań Acana Orzeł oddał w sumie 220 strzałów, co daje średnią 36 uderzeń na mecz. Celność tych uderzeń nie jest zła – 36%. Martwić może jedynie skuteczność. Na 81 celnych strzałów 20% zakończyło się golem.

Dla porównania MOKS Słoneczny Stok Białystok, z którym zawodnicy Jesusa Lopeza zmierza się niedługo, a który znajduje się pozycję wyżej w tabeli Futsal Ekstraklasy oddaje średnio 39 strzałów na mecz. I podobnie jak u Orłów, nie przekłada się to u nich na skuteczność. Uderzenia w światło bramki to 41% prób, ale już tych, które lądują w bramce to zaledwie 17%.

Idealnym przykładem są liderzy ze Zduńskiej Woli, którzy pokazują, że nie trzeba strasznie zdominować rywala, aby wygrywać spotkania. Gatta średnio na mecz oddaje 40 strzałów, z czego 30% jest celnych. Kiedy ich próby są już jednak celne to też częściej niż u innych kończą się bramką, bowiem ich skuteczność jest na poziomie 29%.

W spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice aż 38% strzałów lecących w światło bramki kończyło się golem

Wszyscy chcą strzelać

Patrząc na spotkania Acany Orła może się wydawać, że w zespole brakuje prawdziwego kilera, który na koniec sezonu, przy swoim nazwisku będzie miał przynajmniej +20.

I rzeczywiście aktualnie kogoś takiego nie ma, ale kibice jelczan mogą być w dobrej myśli, bowiem w ostatnim spotkaniu złą passę przełamali Arkadiusz Szypczyński oraz Marcin Firańczyk. Obaj zawodnicy mieli w zeszłym sezonie w sumie 35 bramek, a trzeba pamiętać, że grali w teoretycznie słabszych zespołach.

Na pierwszego gola w barwach Acany Orła Marcin Firańczyk czekał do 6. kolejki

Dodatkowo Orły już w zeszłych rozgrywkach pokazały, że potrafią rozłożyć na siebie odpowiedzialność zdobywania bramek. Wtedy po sześciu spotkaniach Victor Andrade miał na koncie pięć goli, a Allyson Amantes, Nuno Barbosa oraz Henry Hatakeyama zaliczyli po cztery trafienia.

Aktualnie najlepszymi strzelcami zespołu są Mykola Morozov i Maksym Pautiak z trzema bramki na koncie. Jedno trafienie mniej mają z kolei Ivan Marquina, Sergio Solano, a także wspomniany wcześniej Szypczyński.

– Pierwsze mecze zawsze są trudne, ponieważ wszystkie drużyny zaczynają z dużą motywacją i wysokimi oczekiwaniami. Mieliśmy trudny start w lidze, ale graliśmy przeciwko trzem nowym zespołom w Futsal Ekstraklasie oraz z dwoma najlepszymi drużynami w Polsce. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale nasz okres przygotowawczy był trudny. Mieliśmy wiele kontuzji i trudno było trenować na 100%. Jesteśmy zespołem, którego forma polepsza się z tygodnia na tydzień. Mamy wiele do poprawy i myślę, że nasza najlepsza wersja pojawi się za kilka miesięcy. Przez następne siedem spotkań musimy kontynuować pracę tak jak poprzednio – z pokorą i poświęceniem – podsumowuje trener Jesus Lopez.

– Po sześciu kolejkach mogę powiedzieć, że nasz zespół stać na więcej, aczkolwiek z treningu na trening i z meczu na mecz widzę progres. To, że sezon będzie bardzo wyrównany przypuszczałem już wcześniej, gdy poszerzono tą ligę. Uważam, że indywidualnych umiejętności wcale nam nie brakuje. Jedyne czego może brakować to doświadczenia i zgrania, które cały czas zdobywamy – mówi Arkadiusz Szypczyński.

Dobre prognozy

Z każdym spotkaniem zawodnicy Jesusa Lopeza wyglądają coraz lepiej. Czasem może brakować jeszcze skuteczności, zgrania, czy po prostu zwykłego szczęścia. Aktualne wyniki pokazują jednak, że limit pecha powoli się wyczerpuje i dla jelczan nadchodzi lepszy okres. Obyśmy wszyscy mogli być tego świadkami, bo przy bardzo wyrównanej stawce, kilkoma dobrym spotkaniami, można ugrać bardzo wiele.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy potwierdziła, że bieżący sezon będzie bardzo wyrównany. Jednym z dowodów na to jest to, że żadna z drużyn nie ma już kompletu punktów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

299 – w spotkaniu Gwiazdy Ruda Śląska z Red Dragons Pniewy na nudę nie można było narzekać. Zawodnicy obu zespołów przeprowadzili w sumie aż 299 ataków, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że nie było tu strony wyraźnie dominującej, bowiem Gwiazda przeprowadziła ich 150, a Red Dragons 149. Tak duża liczba ataków przerodziła się również na sporą liczbę strzałów. Było ich dokładnie 121, co oznacza, że średnio co niecałe 20 sekund jedna z drużyn uderzała na bramkę rywala.

140 – dokładnie tyle dni czekał Marcin Firańczyk na bramkę w Futsal Ekstraklasie. Ta zdobyta w starciu z AZS-em UŚ Katowice była jego pierwszą w barwach Acany Orła. Co ciekawe tyle samo czasu potrzebowali zawodnicy Piasta Gliwice, aby ponownie wygrać na poziomie Futsal Ekstraklasy. Przełamać złą passę udało się w spotkaniu z Red Devils Chojnice, które Piastunki wygrały 5:2.

545 – nieco więcej dni potrzebowali zawodnicy Acany Orła, aby ponownie wygrać spotkanie różnicą przynajmniej sześciu bramek. To poprzednie udało się zwyciężyć jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Rywalem Orłów było wtedy Heiro Rzeszów, które jelczanie pokonali na wyjeździe aż 10:0.

267 – po dość dalekich podróżach, graczom z Białegostoku trafił się w końcu najbliższy możliwy mecz wyjazdowy – w Lubawie. Patrząc jednak na odległość, lepiej nie myśleć o ich najdalszym wyjeździe. Dla porównania odległość między halami Piasta i GSF-u wynosi… niecałe dwa kilometry.

47 – osiemnaście straconych i zaledwie cztery zdobyte bramki przez AZS UŚ Katowice w ostatnich dwóch spotkaniach sprawiły, że gracze ze stolicy Śląska stali się jedną z najlepszych ofensyw w lidze (+22), a zarazem jedną z najgorszych defensyw w lidze (-25). Tym samym w spotkaniach zespołu z Katowic pada średnio najwięcej bramek na mecz – 7.83.

Tak wysokiego zwycięstwa na parkietach Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł jeszcze nie zaliczył. W starciu z AZS-em UŚ Katowice jelczanie wygrali aż 8:2, notując tym samy trzeci mecz z rzędu bez porażki.

Spotkanie Acany Orła z AZS-em UŚ Katowice było sporą zagadką dla kibiców obu zespołów. Z jednej strony Orły przed własną publicznością prezentują się w tym sezonie bardzo dobrze. Wygrały już z Clearexem Chorzów, a i niewiele brakowało, aby urwały punkty Rekordowi Bielsko-Biała. Z drugiej zaś strony stali katowiczanie, którzy przez pierwsze cztery spotkania przeszli jak burza, aby w kolejnym przegrać aż 2:10 z Clearexem Chorzów.

Początek spotkania zdecydowanie należał do Acany Orła. Zawodnicy Jesusa Lopeza utrzymywali się dłużej przy piłce, wymieniali dużo podań, a przede wszystkim potrafili realnie zagrozić bramce AZS-u.

Akademicy z kolei nastawili się na grę z kontrataków. Ustawiali się wysoko na własnej połowie, chcąc tym samym szybko odebrać futsalówkę i od razu zabrać się z nią w kierunku stojącego między słupkami Noela Charriera. Dla młodego bramkarza Acany Orła był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie, w tym sezonie, a mimo to nie było u niego ani trochę widać presji debiutu.

Ofensywna gra gospodarzy została nagrodzona, i to podwójnie w 16. minucie. Najpierw na listę strzelców, po asyście Sergio Solano, wpisał się Gustavo Henrique. Chwilę później zrobił to także już sam Solano. Kibice cieszący się z pierwszego gola nie zdążyli się nim nawet dobrze uradować, bowiem między obiema trafieniami minęło dokładnie 18 sekund.

Orłom było jednak mało. Bramkowy apetyt udało się zaspokoić przed przerwą Arkadiuszowi Szypczyńskiemu, który po drodze zdążył jeszcze minąć bramkarza AZS-u – Bartłomieja Krzywickiego i spokojnym strzałem podwyższył prowadzenie na 3:0.

Po zmianie stron zawodnicy Jesusa Lopeza wciąż dominowali, a bliski pierwszej bramki w tym meczu był Ixemad Gonzalez. Jego nieudana próba zemściła się jednak na gospodarzach w 24. minucie, a starty do dwóch goli zniwelował Adam Jonczyk.

Goście zostali jednak szybko sprowadzeni na ziemię, bowiem w 28. minucie czwartą bramkę dla Orłów zdobył Solano, a kolejne trafienia wydawały się być kwestią czasu. Przypuszczenia te nie okazały się być złudne, ponieważ najpierw ładną podcinką popisał się Ivan Marquina, a chwilę potem z drugiej bramki w meczu cieszył się Szypczyński.

W tym momencie Acana Orzeł prowadził aż 6:1, lecz na tym nie było końca. Gospodarze szukali kolejnych okazji, a szczególnie aktywny był Marcin Firańczyk. Były zawodnik MOKS-u Białystok próbował kilkukrotnie pokonać Krzywickiego, ale ostatecznie mu się to udało. Dla popularnego „Firany” było to pierwsze trafienie w tym sezonie.

W międzyczasie na listę strzelców wpisał się także Maksym Pautiak, co dawało Acanie już siedmiobramkowe prowadzenie. Akademicy odpowiedzieli tylko raz, za sprawą kapitana zespołu, Tomasza Szczurka.

Jak się później okazało było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu, ale kibice, szczególnie gospodarzy, nie mieli na co narzekać. Tak wysokiego zwycięstwa Acana Orzeł, na boiskach Futsal Ekstraklasy nie odnotował jeszcze nigdy w historii. Przy okazji był to też drugi najskuteczniejszy występ jelczan. Więcej bramek Orły strzeliły tylko raz – w zeszłym sezonie, wygrywając z AZS-em UG Gdańsk 9:4.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 8:2 (3:0)

Henrique 16′, Solano 16′, 28′, Szypczyński 20′, 31′, Marquina 30′, Pautiak 35′, Firańczyk 38′ – Jonczyk 25′, Szczurek 39′.

Acana Orzeł: Charrier (Foltyn, Lopez) – Henrique, Morozov Kędra, Pautiak – Solano, Pastars, Gonzalez, Firańczyk, Marquina, Szypczyński.

AZS UŚ: Krzywicki (Kisielov) – Wojtyna, Łopuch, Hewlik, Piskorz – Jochymek, Szczurek, Jonczyk, Hoszek, Musiał, Dubiel, Ząbek.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy będzie ostatnią przed przerwą reprezentacyjną. Kibice wybierający się na weekendowe spotkania z pewnością nie obraziliby się gdyby zobaczyli podobną liczbę bramek, jaka padła w poprzedniej serii gier.

W ostatniej kolejce Futsal Ekstraklasy, mimo że dwa spotkania nie zostały rozegrane, oglądaliśmy aż 44 bramki. Czy tym razem fani futsalu w Polsce będą mieli tyle samo okazji do wstawania z radości ze swoich krzesełek?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 12.10, godz. 18.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – GI Malepszy Futsal Leszno 12.10, godz. 18.00

Po dobrych trzech spotkaniach GSF Gliwice przestał zdobywać punkty. Gliwiczanie nie przestali jednak zdobywać bramek, co wydaje się być kluczem do pokonania w najbliższej kolejce zespołu z Leszna. Ci ofensywą zbytnio nie grzeszą, a i potrafią zagrać słabo w obronie, jak miało to miejsce w ostatnim meczu z Red Devils Chojnice. Własna hala oraz twarda defensywa powinna dać zwycięstwo GSF-owi. Lesznianie będą próbować przełamać swoją wyjazdową niemoc, ale o to może być bardzo trudno.

Constract Lubwa – MOKS Słoneczny Stok Białystok 12.10, godz. 18.00

Mało kto się spodziewał, że oba zespoły, mimo rozegranego jednego meczu mniej będą się znajdować tak wysoko w tabeli. Przy korzystnym układzie wyników białostoczanie mogą nawet zasiąść po tej kolejce na fotelu lidera, co byłoby sporym zaskoczeniem. Constract również jednak będzie chciał zgarnąć komplet punktów. Tuż za nim panuje ogromny ścisk i tak jak szybko znalazł się w czołówce, tak samo szybko może z niej wylecieć. Spotkanie to zapowiada się także interesująco, bowiem zmierzą się ze sobą najlepsza ofensywa oraz jedna z najlepszych defensyw w lidze.

Clearex Chorzów – Gatta Zduńska Wola 13.10, godz. 17.00

Niedzielne starcie zapowiada się nam na hit kolejki. Gatta, po części dzięki wygranej Clearexu, wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli. Chorzowianie z kolei po małym falstarcie rozbili byłego już lidera z Katowic aż 10:2. Podobny rezultat będzie im jednak trudno powtórzyć, ponieważ Gatta straciła do tej pory najmniej bramek w lidze. Faworytem wydają się być gracze ze Zduńskiej Woli, którzy w tym sezonie punktów jeszcze nie stracili, a dodatkowo mieli więcej czasu na odpoczynek i przygotowanie się do tego spotkania.

Piast Gliwice – Red Devils Chojnice 13.10, godz. 18.00

Jeśli Piast Gliwice chce przynajmniej powtórzyć wynik z zeszłego sezonu, to po prostu musi wygrać z Red Devils Chojnice. Zero punktów w tabeli i zaledwie trzy zdobyte bramki wyglądają bardzo słabo. Z tego też względu trudno wskazać innego faworyta niż chojniczan. Ci w ostatniej kolejce zdobyli pierwsze trzy punkty w sezonie, wygrywając z Malepszy Futsal Leszno 8:5. Jeśli gliwiczanie nie wygrają tego spotkania, to margines błędu zacznie się coraz bardziej zmniejszać, a to nie wróży nic dobrego.

Gwiazda Ruda Śląska – Red Dragons Pniewy 14.10, godz. 20.00

Spotkanie Gwiazdy z Red Dragons jest dla nich ogromną szansą na rozstrzelanie się swoich graczy. W końcu siedem goli w pięciu spotkaniach nie jest zbyt okazałym wynikiem, a i podobna szansa może szybko nie nadejść, bowiem pniewianie są obecnie najgorszą defensywą w lidze. Z tego względu trudno też wskazać faworyta spotkania, ale zwycięstwo dla obu ekip byłoby czymś bardzo cennym – pozwoliłoby to im na ucieczkę z dolnych rejonów tabeli.

Spotkanie FC KJ Toruń – Rekord Bielsko-Biała odbędzie się w późniejszym terminie.

W 6. kolejce Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicelidera tabeli AZS UŚ Katowice. Będzie to jednocześnie ostatnie spotkanie przed dwutygodniową przerwą reprezentacyjną.

Tak jak futsalowy maraton rozpoczął się w Jelczu-Laskowicach, tak też Orły zakończą go przed własną publicznością. Rywalem zawodników Jesusa Lopeza będzie tym razem AZS UŚ Katowice, który jeszcze niedawno na swoim koncie miał komplet punktów.

Aktualną formę AZS-u jest bardzo trudno określić. Z jednej strony katowiczanie weszli w nowy sezon nie tylko razem z drzwiami, ale i razem z ich framugą. Wygrywali z każdym kto stanął na ich drodze. Udało im się to nawet z prawdziwym hegemonem z Bielska Białej, dzięki czemu zajmowali pozycję lidera w ligowej tabeli. Z drugiej jednak strony przegrali ostatnie spotkanie z wydającymi się być w słabej dyspozycji graczami Clearexu Chorzów aż 2:10.

Z tego powodu jelczanie muszą uważać podwójnie i nie powinno ich zmylić to, że oni wygrali kilka dni temu z Clearexem. W końcu mecz meczowi nierówny. Dodatkowo zespół ze stolicy Śląska może być jeszcze bardziej zmotywowany, wiedząc jak ich rywale poradzili sobie z tym samym przeciwnikiem.

Na korzyść Acany przemawia przede wszystkim własna hala. W tym sezonie Orzeł lepiej prezentuje się przed własną publicznością, która jak zawsze wspiera go niesamowicie głośnym dopingiem.

Dodatkowo jelczanie mają korzystniejszy bilans w starciach z AZS-em. W poprzednim sezonie, na dwa rozegrane spotkania oba wygrali. Kibicom z Dolnego Śląska szczególnie w pamięć mogło zapaść to, które odbyło się niemalże równy rok temu właśnie w Jelczu-Laskowicach. Wtedy to mimo przegrywania w drugiej połowie już 0:3, potrafili odrobić starty z nawiązką i zwyciężyć 5:3.

Wygrana Acany Orła dałaby też możliwość jego zawodnikom spokojnego zejścia na przerwę reprezentacyjną, a jak wiadomo komfort psychiczny może znacznie pomóc w przygotowaniach do kolejnych spotkań.

Początek spotkania już w najbliższą sobotę – 12 października o godzinie 18.00 w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Wstęp jest darmowy, dzięki sponsorowi meczu – firmie JK Nutrition, specjalizującej się w cateringach dietetycznych.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy była bardzo intensywna. Mimo że dwa spotkania się nie odbyły, to emocji był tyle, że można by je rozdzielić na dwa weekendy.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

390 kilometrów – w tej kolejce jednym z najdalszych wyjazdów mogli poszczycić się zawodnicy Acany Orła. Aby dojechać do Lubawy musieli pokonać drogę podobną do tej, która dzieli Jelcz-Laskowice od stolicy Austrii – Wiednia. Mimo to mogli liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców, za co należą im się ogromne brawa.

25 – mały jubileusz w spotkaniu z Constractem Lubawa obchodził z kolei Maksym Pautiak. Jego trafienie na 2:2 dla Acany Orła było jednocześnie 25. trafieniem na parkietach Futsal Ekstraklasy.

24 sekundy – zaledwie tyle czasu potrzebował Michał Osypiuk, aby otworzyć wynik spotkania oraz dać prowadzenie MOKS-owi Białystok w starciu z Gwiazdą Ruda Śląska. Trafienie to jest jednocześnie najszybciej zdobytą bramką w tym sezonie.

10 – tylu trafień w jednym spotkaniu nie zaliczył jeszcze żaden zespół. Żaden poza Clearexem Chorzów, który w spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice drogę do bramki rywala znalazł więcej razy, niż w pozostałych czterech spotkaniach razem wziętych. Wynik jest tym bardziej imponujący, bowiem katowiczanie jeszcze przed tą kolejką byli liderem tabeli.

8.8 – takiej średniej bramek na mecz nie było jeszcze w żadnej serii gier. Najbardziej przyczynili się do tego wspomnieni wcześniej chorzowianie, ale i zespół Red Devils Chojnice, który swoje pierwsze trzy punkty zainkasował wygrywając z GI Malepszy Futsal Leszno aż 8:5.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował na wyjeździe z Constractem Lubawa 2:2. Bramkę decydującą o ostatecznym wyniku w 38. minucie zdobył Maksym Pautiak.

Oba zespoły przystępowały do tego spotkania w dobrych nastrojach. W poprzedniej kolejce zarówno Acana Orzeł, jak i Constract zainkasowały po trzy punkty i podobny plan miały również na to starcie.

Teoretycznie trudniejsze zadanie stało przed gospodarzami. Ci przyzwyczaili swoich kibiców do zdobywania dużej liczby bramek, co w spotkaniu z Acaną Orłem nie było tak oczywiste. Jelczanie w tym sezonie może nie wpisują się do sędziowskich protokołów zbyt często, ale również nie dają tego robić swoim rywalom. Spotkanie zatem zapowiadało się niezwykle ciekawie i trudno było wskazać ewentualnego faworyta.

Co się odwlecze, to…

Pierwsza połowa minęła zdecydowanie pod dyktando Acany Orła. Zawodnicy Jesusa Lopeza dłużej utrzymywali się przy piłce, mieli więcej z gry, a przede wszystkim z łatwością potrafili zepchnąć Constract do defensywy.

Gospodarze z kolei, choć statystyki mieli teoretycznie lepsze, to wynikały one głównie z kontrataków, przeprowadzanych na bramkę Macieja Foltyna. Nasz bramkarz, podobnie zresztą jak w starciu z Clearexem, znajdował się jednak w świetnej dyspozycji i ani myślał dopuścić do wyciągania futsalówki z własnej siatki.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania była zdecydowanie 18. minuta. Wtedy to, za szósty faul Constractu, został podyktowany przedłużony rzut karny dla zespołu Acany Orła. Do piłki, w przeciwieństwie do poprzednich spotkań, podszedł tym razem Gustavo Henrique. Pech jednak chciał, że górą znowu był bramkarz rywala.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dosłownie chwilę później drogę do bramki przeciwnika znalazł Ixemad Gonazlez, ustalając tym samym wynik do przerwy na 1:0.

Emocje do samego końca

Po zmianie stron obraz gry uległ delikatnej zmianie. Gospodarze zaczęli powoli dochodzić do głosu, przez co spotkanie zrobiło się bardziej wyrównane.

Gola na 1:1 strzelili jednak w ten sam sposób, w który próbowali zrobić to przed przerwą – po kontrataku, a na liście strzelców wpisał się Paweł Ossowski.

Zdobyta bramka dodała Constractowi wiatru w żagle. Szczególnie aktywny był Pedro de Silva, lecz defensywa Orła skutecznie przeciwstawiała się jego atakom.

W końcówce oba zespoły postawiły wszystko na jedną kartę. Musiały jednak bardzo uważać, ponieważ jeden błąd, czy też jeden faul za dużo mógł zadecydować o ostatecznym rozstrzygnięciu. Bliżej przesunięcia liny na swoją korzyść byli lubawianie, którzy potrzebowali dwa razy dobijać piłkę, aby w końcu udało to się Arkadiuszowi Budzynowi.

Ostatni głos należał jednak do zawodników Jesusa Lopeza, a dokładnie do Maksyma Pautiaka. Orły wykorzystały grę w przewadze, a Ukraińcowi pozostało jedynie przymierzyć w okienko po dobrym wystawieniu piłki przez Sergio Solano.

Spotkanie ostatecznie zakończyło się dwubramkowym remisem, z którego bardziej zadowoleni mogą być jelczanie. Mierzyli się z zespołem, który do tej pory prezentował się najlepiej w ofensywie, a dodatkowo potrafili dobrze zareagować po straconej bramce w końcówce.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz Laskowice 2:2 (0:1)

Gonzalez 18′, Pautiak 39′ – Ossowski 25′, Budzyn 38′.

Constract: Darias (Zelma, Okuniewski) – Pereira, Kaniewski, Diego, Piórkowski, Łożyński, de Silva, Ossowski, Maśkiewicz, Raszkowski, Budzyn.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Solano, Pastars, Morozov, Gonzalez, Firańczyk, Marquina, Kędra, Szypczyński, Pautiak.

Kiedy rozgrywki nabierają tempa, wiele można się dowiedzieć o zespołach grających w nich. To właśnie wtedy często widać, jak drużyna jest przygotowana do sezonu oraz jak sobie radzi z szybkim pokonywaniem stresu.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy odbędzie się wyjątkowo w środku tygodnia. Z tego względu jednego dnia przypadnie zostanie rozegranych aż pięć spotkań!

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Gwiazda Ruda Śląska 9.10, godz. 18.00

Faworytem spotkania wydają się być gospodarze. W poprzedniej kolejce MOKS poradził sobie z dobrze dysponowanym GSF-em Gliwice, dzięki czemu do domu wracał w dobrych nastrojach. Kluczem do zwycięstwa może być szybkie zdobycie bramki przez jeden z zespołów. Jeśli uda się to Gwieździe, to spotkanie może przypominać starcie z Acaną Orłem, w którym beniaminek niemalże zamurował własną bramkę. Jeśli jedna uda się to drużynie z Podlasia, to możemy być świadkami podobnego pogromu, jaki miał miejsce w starciu Gwiazdy z Constractem.

Clearex Chorzów – AZS UŚ Katowice 9.10, godz. 18.00

To spotkanie może przesądzić o losach Clearexu w tym sezonie. Chorzowianie przed rozpoczęciem rozgrywek otwarcie deklarowali chęć zbicia z tronu Rekordu Bielsko-Biała. Mają oni jednak na koncie już trzy porażki, a w ostatnich dziesięciu sezonach tylko dwukrotnie zdarzyło się, aby mistrz miał więcej niż trzy przegrane. AZS UŚ stoi z kolei przed ogromną szansą udowodnienia kolejny raz, że nie jest liderem z przypadku. Gdyby katowiczanom się to udało, mieliby już w swoim dorobku wygraną z finalistą pucharu Polski, mistrzem Polski oraz z brązowym medalistą MP. Imponujące? Nawet bardzo.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 9.10, godz. 19.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

Red Dragons Pniewy – GSF Gliwice 9.10, godz. 20.00

Po słabszym początku zawodnicy Red Dragons zaliczyli dwa remisy, co mogło lekko podbudować nastroje w drużynie. GSF będzie jednak bardzo zmotywowany, aby powrócić na zwycięską ścieżkę i wskoczyć tym samym na ligowe podium. Faworytem wydają się być gliwiczanie. Na ich korzyść przemawia przede wszystkim druga najlepsza ofensywa w lidze. Z kolei pniewiane stracili do tej pory najwięcej bramek, co może oznaczać bardzo jednostronne spotkanie.

GI Malepszy Futsal Leszno – Red Devils Chojnice 9.10, godz. 20.00

Goście z Chojnic stoją w podobnej sytuacji, jak Red Dragons Pniewy. Jeśli nie wygrają, ich sytuacja w tabeli bardzo się skomplikuje. Lesznianie z kolei po serii spotkań z dużo wyżej notowanymi rywalami, mają okazję do przekonywującego zwycięstwa, co pomogłoby im zbliżyć się do ligowej czołówki. Pomóc im może również własna publiczność – chojniczanie zdobyli do tej pory zaledwie jedną bramkę na wyjeździe.

Spotkania Piast Gliwice – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała – Gatta Active Zduńska Wola odbędą się w późniejszym terminie.