Kiedy zdobywa bramkę kibice wykrzykują jego nazwisko. Dla uproszczenia używają oczywiście tylko tego pierwszego. Na drugim – Steinwandter niejedna osoba mogłaby bowiem połamać sobie język. To po tym jednak można zauważyć, że nie jest on stuprocentowym Brazylijczykiem. M.in. o tym, ale także o poziomie Futsal Ekstraklasy na tle naszych południowych sąsiadów porozmawialiśmy z Gustavo Henrique.

Pochodzisz z Brazylii, ale twoje miasto rodzinne – Blumenau nie jest do końca brazylijskie. 35% tamtejszej ludności jest pochodzenia niemieckiego, a twoje nazwisko wskazuje na to, że zaliczasz się do tej grupy. Interesowałeś się jakoś swoim pochodzeniem – w jaki sposób twoi przodkowie przybyli do Brazylii i skąd dokładnie przyjechali?

GUSTAVO: Tak, moja rodzina pochodzi częściowo z Austrii, dlatego też posiadam paszport tego kraju. Teraz nie mam tam już żadnej rodziny, ale zawsze chciałem mieszkać w Europie, podróżować po niej i poznawać kulturę moich przodków.

Wiesz kiedy dokładnie twoja rodzina przybyła do Brazylii?

Myślę, że mogło to być mniej więcej 50-60 lat temu, gdy mój dziadek tam przyjechał.

Kiedy w Polsce słyszysz hasło „sport w Brazylii” myślisz: piłka nożna, siatkówka i ewentualnie też piłka plażowa. Dlaczego zatem wybrałeś futsal?

W Brazylii piłka nożna jest bardzo popularna i niemalże każdy chciałby w nią grać. Przygodę z nią zaczyna się tam jednak od futsalu i dopiero później ewentualnie hala jest zmieniana na boisko trawiaste. Ja zdecydowałem się zostać przy futsalu. Chciałem być profesjonalnym graczem, a też futsal podobał mi się o wiele bardziej, niż oryginalna odmiana tej gry.

Futsal jest tam zatem bardzo popularną dyscypliną? Hale są zawsze pełne?

Hale nie są zawsze pełne. Mimo to mamy dużo klubów, które mają sporą liczbę fanów. Trudno jest je tak naprawdę zliczyć, ponieważ poza główną ligą są jeszcze te regionalne. Brazylia posiada 26 stanów i w każdym z nich są toczone rozgrywki, tak więc drużyn oraz zawodników jest bardzo dużo.

Twoim pierwszym klubem w Europie była Sparta Praga. Jak tam trafiłeś?

Kiedy grałem jeszcze w Brazylii byłem obserwowany przez jednego z agentów. Po jednym ze spotkań zapytał mnie czy nie chciałbym z nim współpracować. Zgodziłem się, ponieważ to była dla mnie dobra okazja do tego, aby robić to, co zawsze chciałem – grać w Europie. Zaufałem mu i jak dziś widać, udało się.

Nie pytałeś go dlaczego akurat Czechy, a nie chociażby Hiszpania?

W tamtym czasie to był dobry wybór. Wierzyłem, że to może się udać, a też może później pójdę gdzieś dalej. I teraz widzę, że tak jest. Dla mnie osobiście Futsal Ekstraklasa jest lepsza od ligi czeskiej. Tutaj każdy może wygrać z każdym. W Czechach też oczywiście są dobre zespoły, ale ogólny poziom całych rozgrywek nie jest tak dobry jak w Polsce.

A gdyby dołożyć do tego jeszcze ligę słowacką, w której także grałeś to Polska wciąż byłaby na pierwszym miejscu?

Tak, jak najbardziej. To jest już mój trzeci rok w Europie i patrząc na te trzy kraje, w których grałem, to polska liga prezentuje zdecydowanie wyższy poziom na tle Czech oraz Słowacji.

Po twoim profilu na instagramie można szybko wywnioskować, że lubisz podróżować. Byłeś wcześniej w Polsce, zanim jeszcze dostałeś ofertę od Acany Orła?

Nie, to był mój pierwszy raz.

Co zatem zrobiłeś po otrzymaniu tej oferty? Sprawdziłeś jak sobie Orzeł ostatnio radził, kto tam gra, czy może gdzie w ogóle leży Jelcz-Laskowice?

Wraz z przyjściem tutaj liczyło się dla mnie przede wszystkim to, aby móc się dalej rozwijać. Abym mógł zwiększać swoje umiejętności, a także grać na coraz wyższym poziomie. Tutaj mogę to robić. Trenuję 7-8 razy w tygodniu, gram w dobrym zespole, który prowadzi bardzo dobry trener. A wiem, że nie wszędzie mógłbym na takie coś liczyć. Oczywiście sprawdziłem też jak wygląda miasto, zobaczyłem, że niedaleko jest stąd do Wrocławia, a to tylko utwierdziło mnie w podjęciu takiej decyzji.

Jakbyś zatem ocenił siebie po tej połowie sezonu?

Nie chciałbym mówić tylko o sobie, ponieważ cały zespół wykonał dobrą robotę. Wszyscy dawali z siebie na treningach sto procent. To jaki progres wykonaliśmy, widać chociażby po tym jak graliśmy na początku sezonu, a w jakim miejscu znajdujemy się teraz. To oczywiście efekt naszej ciężkiej pracy i myślę, że z takim zaangażowaniem możemy być tylko lepsi.

W tym roku udało ci zadebiutować także w reprezentacji Austrii. Spodziewałeś się tego?

To była dla mnie spora niespodzianka. Trener nigdy wcześniej ze mną o tym nie rozmawiał i też za bardzo o tym nie myślałem. Później jednak do mnie napisał, wyjaśnił mi wszystko i to było dla mnie bardzo miłe. Na pewno chciałbym jeszcze tam wrócić, by móc ponownie zagrać w narodowych barwach.

Uczysz się w związku z tym języka niemieckiego?

Jeszcze nie, ale na pewno będę musiał.

A polskiego?

Tylko trochę. Ale też grając w Czechach i na Słowacji dostrzegłem wiele podobieństw w tych językach, więc z rozumieniem nie mam aż tak dużego problemu, w przeciwieństwie do mówienia, z którym jest trochę gorzej.

Jakie plany na aktualną przerwę świąteczno-noworoczną? Wracasz do Brazylii?

Do Brazylii nie wracam. Chcę jak najwięcej podróżować i cieszyć się tym wolnym czasem. Do tej pory udało mi się być w czternastu krajach i teraz wybieram się do kolejnych trzech – jadę na Litwę, Łotwę oraz do Estonii.

A w Polsce już zdążyłeś gdzieś pojechać?

Tak, byłem w Krakowie, Warszawie, no i oczywiście też we Wrocławiu.

Czego Ci zatem życzyć na nowy rok?

Na pewno sukcesów, ale też myślę, że przede wszystkim zdrowia, abym mógł jak najwięcej grać, bo w końcu po to przyjechałem tutaj z Brazylii.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował 1:1 z Piastem Gliwice. Jedyną bramkę dla jelczan zdobył w 33. minucie Gustavo Henrique. Spotkanie to było jednocześnie ostatnim meczem Orłów w tym roku.

Ostatnie tegoroczne spotkanie Acany Orła przypadło na wyjazdowe starcie z Piastem Gliwice. Jelczanie do tego meczu podchodzili jako wicelider Futsal Ekstraklasy oraz drużyna z najdłuższą serią spotkań bez porażki. Gospodarze z kolei, mimo że zajmowali 7. miejsce w ligowej tabeli, to do zespołu Jesusa Lopeza tracili zaledwie trzy punkty.

I choć Piasta od Acany niewiele dzieliło, to początek mógł mocno zaskoczyć. Równo z pierwszym gwizdkiem sędziego jelczanie ruszyli do ataku i po dwóch minutach mogło być nawet 2:0. Nieco szczęścia zabrakło jednak Ixemadowi Gonzalezowi i wynik pozostawał bez zmian.

Na gospodarzy podziałało to wystarczająco motywująco. Gliwiczanie szybko się przebudzili i to oni mogli objąć prowadzenie. Sebastian Szadurski pomylił się jednak minimalnie i piłka po jego uderzeniu obiła zaledwie słupek.

Po drugiej stronie boiska swoich sił próbował z kolei Maksym Pautiak. Ukrainiec przejął futsalówkę w środkowej strefie boiska i gdyby nie skuteczna interwencja jednego z defensorów, to rozpoczętą przez siebie akcję prawdopodobnie wykończyłby sam.

Ostatecznie żadna z drużyn nie była w stanie objąć prowadzenia przed przerwą. Wynik 0:0 dawał więc teoretycznie większe szanse przyjezdnym, którzy o wiele bardziej skuteczni są w drugich odsłonach spotkań.

Niewiele brakowało, a teoria z praktyką nie miała by wiele wspólnego. Chwilę po zmianie stron gospodarze wyszli z kontratakiem, ale kolejny raz trafili w słupek, dzięki czemu kibice Orła mogli odetchnąć z ulgą. Bliski gola był chociażby Dominik Solecki. Na szczęście jego silne uderzenie powstrzymał dobrze interweniujący Foltyn.

Piłkarskie porzekadło w takich sytuacjach powiada, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Bliski wypełnienia tej reguły był Sergio Solano, który dostał otwierające podanie od Gustavo Henrique. Hiszpan był jednak zbytnio naciskany przez rywala, przez co nie był w stanie oddać czystego strzału.

Kolegę z zespołu wyręczył wspomniany Henrique. Brazylijczyk najpierw obił słupek, ale kilka minut później trafił już perfekcyjnie. Piłka po jego strzale zdążyła tylko przełamać ręce bramkarza, a następnie wpadła do siatki.

Po tej bramce Piast postawił wszystko na jedną kartę. Wycofał z gry golkipera i w przewadze jednego zawodnika próbował doprowadzić do remisu. Udało im się to w 36. minucie, kiedy to futsalówkę do bramki skierował Rafał Franz.

Gliwiczanie, co mogło zaskoczyć, wciąż byli zdecydowani na grę w przewadze. Taka taktyka mogła im bardzo pomóc, ponieważ Orły zostały zepchnięte do defensywy, ale jeden błąd mógł także zaważyć na końcowym wyniku spotkania.

Aby nieco wspomóc swoich zawodników, trener Acany poprosił o czas. Ostatnie przekazane schematy nie pomogły jednak w osiągnięciu zwycięstwa. Spotkanie zakończyło się jednobramkowym remisem i oba zespoły mogły dopisać sobie w tabeli po jednym punkcie.

Piast Gliwice – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Gustavo Henrique 33′ – Rafał Franz 36′.

Piast: Widuch (Grzywa, Wojcik) – Bugański, Romero, Grzywa, Tavarez – Wołongiewicz, Solecki, Czyszek, Cygnarowski, Grecz, Franz, Szadurski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Solano, Marquina, Gonzalez – Pastars, Morozov, Firańczyk, Kędra, Pautiak, Szypczyński.

Przed Acaną Orłem ostatnie spotkanie w tym roku. Jelczanie udadzą się tym razem do Gliwic, aby tam o trzy punkty zawalczyć z miejscowym Piastem. Kto zatem wyjdzie tej rywalizacji zwycięsko?

Po kolejnym zwycięstwie u siebie, Orłom przyjdzie się zmierzyć tym razem na wyjeździe. O to, aby udanie zakończyć rok nie będzie jednak wcale tak łatwo, bowiem rywalem jelczan będzie Piast Gliwice.

Obecny sezon w wykonaniu rywali jelczan trudno jest jednoznacznie oceniać. Początek mieli bowiem fatalny – na pięć spotkań wygrali zaledwie jedno. Później jednak, po zatrudnieniu Orlando Duarte gliwiczanie zaczęli grać jak natchnieni. Na 21 możliwych do zdobycia punktów zgarnęli ich aż 16. I patrząc na tabelę od okresu zatrudnienia Portugalczyka, to lepszy bilans mają tylko gracze FC KJ Toruń oraz Rekordu Bielsko-Biała.

Sama postać Orlando Duarte jest także warta wspomnienia. Szkoleniowiec w swoim CV posiada m.in. pięć tytułów mistrza Portugalii wraz ze Sportingiem Lizbona, a także prowadzenie kadry narodowej tego kraju. Ciekawie zapowiada się zatem pojedynek na ławce trenerskiej, który można określić małymi derbami Półwyspu Iberyjskiego.

Dobry bilans Duarte może także wynikać z nieco prostszego terminarza. Nowego trenera Piasta ominęły bowiem spotkania z ponad połową drużyn z czołówki. A bilans, z bezpośrednimi rywalami o podium gliwiczanie mają delikatnie mówiąc kiepski. W sześciu spotkaniach zdobyli zaledwie punkt – remis 3:3 z Constractem Lubawa. Dla porównania gracze Jesusa Lopeza przegrali tylko z Rekordem Bielsko-Biała i na 18 możliwych do zdobycia oczek zatrzymali u siebie 11.

Historia spotkań obu zespołów daje większe szanse Acanie. Podobnie seria dziewięciu nieprzegranych spotkań z rzędu, która jest najlepszą od początku istnienia klubu. Kibice rządni emocji będą musieli jednak wykazać się sporą cierpliwością. Ponad 67% bramek w meczach Piasta i Acany pada w drugich częściach spotkania.

Czy Orły wrócą zatem zwycięsko z Gliwic, czym jednocześnie sprawią sobie i kibicom przedświąteczny prezent? O tym przekonamy się już jutro – w sobotę, 21 grudnia o godzinie. 13.00.

Po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy wyklarowała nam się nieco ligowa czołówka, w której znajduje się… aż osiem zespołów. Drużyną środka wydaje się być na ten moment Malepszy Futsal Leszno. Z kolei w walce o spokojne święta, poza strefą spadkową pozostaje wciąż aż pięć zespołów.

Rekordy, serie, statystyki, wyliczenia i wiele więcej. Co wartego zwrócenia uwagi wydarzyło się w ostatniej serii gier? Zapraszamy na garść ciekawostek po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy.

9 – od tylu kolejek Acana Orzeł nie przegrał choćby jednego spotkania. Liczba ta jest tym bardziej imponująca, bowiem tak dobrej serii nie było jeszcze nigdy w historii klubu! Począwszy od sezonu 2015/16, na żadnym szczeblu rozgrywkowym Orły nie były przez tak długi czas niepokonane.

1.41 – tak dobre wyniki nie biorą się jednak znikąd. Szczególnie konsekwentnie jelczanie grają w defensywie. Średnio na spotkanie tracą zaledwie 1.41 bramki. Kolejne dwa najlepsze zespoły pod tym względem – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała tracą średnio 2 i 2.1 bramki na spotkanie.

966 – najdłuższą trasę w minionej kolejce mieli do pokonania gracze Clearexu. Dalekie podróże mogą wynagrodzić jednak dobre wyniki, a tak było tym razem. Podróż z Chorzowa do Białegostoku i z powrotem była niemalże tak samo długa jak z Chorzowa… do Kijowa. W zbliżającej się przerwie od rozgrywek wycieczka do stolicy Ukrainy nie brzmi chyba źle.

8 – po ostatniej kolejce nie można nie wspomnieć także o ligowej czołówce, która urosła niemalże jak na drożdżach. Drugiego Acanę Orła od ósmej Gatty Zduńska Wola dzielą zaledwie trzy punkty. Jedyną bezpieczną drużyną na podium, przynajmniej do rundy rewanżowej pozostanie Rekord Bielsko-Biała, który nad jelczanami ma pięć oczek przewagi.

63 i 119 – kiedy w poprzedniej kolejce GSF Gliwice ogrywał Gattę 5:4 miał przeprowadzonych dokładnie 50 ataków. Zduńskowolanie mieli ich z kolei dwa razy więcej. Tym razem ich skuteczność była jeszcze gorsza w porównaniu do rywala. Gwiazda Ruda Śląska na strzelenie jednej bramki potrzebowała dokładnie dziewięciu ataków. Goście z ziemi łódzkiej potrzebowali ich niemalże czterdziestu!

Kolejne zwycięstwo Acany Orła stało się faktem. Jelczanie wygrali z Red Devils Chojnice 3:0 i tym samym zanotowali dziewiąte spotkanie z rzędu bez porażki, a także awansowali na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy

Zdecydowanym faworytem spotkania był Acana Orzeł. Gracze Jesusa Lopeza walczyli nie tylko o komplet punktów, ale również o jak najwyższy rozmiar zwycięstwa. Przy korzystnym układzie wyników mogli nawet awansować na pozycję wicelidera. Stawka meczu była także duża dla drugiej ze stron. Goście z Chojnic nie mieli wiele do stracenia. Z ostatniego miejsca w tabeli spaść już nie mogli, tak więc każdy wywieziony z Dolnego Śląska punkt był dla nich na wagę złota.

Od pierwszego gwizdka sędziego dłużej przy piłce utrzymywały się Orły. Brakowało im jednak klarownych sytuacji do strzelenia pierwszego gola. Goście z kolei zagrażali głównie po stałych fragmentach gry, bądź też po strzałach z dalszej odległości. Wydawało się, że aby spotkanie nabrało większych kolorów, wystarczy bramka którejś ze stron. Żadna z nich nie była jednak w stanie przedrzeć się przez zasieki obronne rywala.

Co mogło zaskoczyć, to to że Red Devils przez długi czas grało z Orłem jak równy z równym. Ani trochę nie było widać różnicy jaka dzieli oba zespoły w tabeli. Momentami wydawało się nawet, że Czerwone Diabły zaraz wyjdą na prowadzenie. Na szczęście gospodarzy, kibice w Jelczu-Laskowicach nie musieli być świadkami powtórki z Rudy Śląskiej i tak jak ofensywa nie funkcjonowała najlepiej, tak defensywa była niemalże bezbłędna.

Przełamać gości z północy udało się dopiero w 16. minucie, po szybkim kontrataku w wykonaniu Arkadiusza Szypczyńskiego. Gracz Acany nie wykończył jednak akcji, a zagrał inteligentnie na prawą stronę do Ixemada Gonzaleza, który posłał piłkę między nogami golkipera wprost do bramki.

Tuż przed przerwą podwyższyć prowadzenie mógł Sergio Solano, ale zbyt ostry kąt utrudnił Hiszpanowi zadanie i futsalówka trafiła zaledwie w boczną siatkę.

Po zmianie stron gra Acany uległa poprawie. Jelczanie częściej gościli pod bramką rywali, choć nie byli w stanie pokonać dobrze dysponowanego Sebastiana Kartuszyńskiego. Goście z kolei nie mieli już tylu argumentów w ofensywie, co w pierwszej części spotkania, a to z upływem czasu przybliżało ich tylko do siódmej porażki z rzędu.

W 31. minucie po okresie lekkiego uśpienia, sygnał do podwyższenia tempa gry dał Mykola Morozov. Gracz Acany nie zawahał się uderzyć zza pola karnego i po delikatnym rykoszecie piłka ponownie przeleciała między nogami bramkarza.

Na 11. sekund przed końcem, na dość szalony krok zdecydował się Maciej Foltyn. Golkiper Orłów pognał z futsalówką na bramkę rywala niczym struś pędziwiatr. Jego starania nie poszły na marne, bowiem golem zakończył to Sergio Solano, który tym samym ustalił wynik spotkani na 3:0.

Dzięki temu zwycięstwu Acana Orzeł zanotował dziewiąty mecz z rzędu bez porażki, a także awansował na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy. Do pierwszego Rekordu Bielsko-Biała jelczanie tracą pięć oczek, ale aktualni mistrzowie Polski mają jeszcze do rozegrania dwa zaległe spotkania.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Red Devils Chojnice 3:0 (1:0)
Ixemad Gonzalez 16′, Mykola Morozov 31′, Sergio Solano 40′

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Solano, Pastars, Marquina, Firańczyk, Gonzalez.

Red Devils: Kartuszyński (Rodowicz) – Storozhuk, Laskowski P., Kąkol, Kolesnik – Trojan, Medon, Laskowski D., Kaczorowski, Kubiszewski.

W 12. kolejce Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł zmierzy się z Red Devils Chojnice. Mecz ten będzie jednocześnie ostatnim w 2019 roku, w którym zawodnicy Jesusa Lopeza wystąpią przed własną publicznością.

Od inaugurującego spotkania nowego sezonu Futsal Ekstraklasy w Jelczu-Laskowicach nie minęły jeszcze nawet trzy miesiące. Tyle jednak wystarczyło, aby rozegrać jedenaście kolejek, i aby w tej następnej kibice Acany Orła mogli się pożegnać ze swoimi idolami przed kilkutygodniową przerwą.

Święto fanów Chusa Lopeza i spółki postarają się z pewnością popsuć chojnickie Czerwony Diabły, którym o zwycięstwo będzie jednak wyjątkowo trudno.

Zdecydowanym faworytem spotkania jest oczywiście Acana Orzeł. Za jelczanami będzie stać nie tylko kilkuset osobowa grupa kibiców, ale także statystyki, które gościom nie dają praktycznie żadnych szans.

Już patrząc na samą tabelę można zauważyć, że najbliższym rywalom Acany nie idzie w tym sezonie zbyt dobrze. Zaledwie pięć punktów i ostatnie miejsce w lidze nie jest wymarzonym wynikiem. Dodatkowo goście z Pomorza tracą najwięcej bramek na mecz – średnio 5,36. Na przeciwnym biegunie znajdują się z kolei gospodarze, którzy w tym sezonie w grze defensywnej nie mają sobie równych – średnio na mecz tracą zaledwie 1,54 bramki.

Po stronie jelczan stoi także aktualna seria spotkań bez porażki. Orły nie przegrały bowiem od ośmiu meczów. Red Devils jest z kolei zespołem, który najdłużej czeka na jakąkolwiek zdobycz punktową. Ostatni raz gracze Jakuba Mączkowskiego wygrali 9 października z Futsal Leszno 8:5. Od tego czasu zanotowali aż sześć porażek, a ich bilans bramkowy z tych starć wynosi 12:39.

Jeśli chojniczanom udałoby się wygrać z Acaną Orłem, tak jak miało to miejsce w zeszłym sezonie, to byłaby to spora niespodzianka. Jelczanie zagrają jednak nie tylko o pełną pulę punktów, ale także o jak najwyższe zwycięstwo. W sytuacji gdy o miejsce na podium walczy bowiem osiem zespołów, każda zdobyta bramka jest jak na wagę złota.

– To spotkanie, bez względu na to w jakim miejscu znajdują się nasi rywale, będzie dla nas wyzwaniem. Dlatego też trenujemy i przygotowujemy się do nadchodzącego meczu z pełną powagą. Red Devils oczywiście ma swoje mocne strony, ale mamy plan i wiemy w jaki sposób je zneutralizować Jeżeli będziemy w pełni skoncentrowani na tym co przygotował nam trener, to z pewnością uzyskamy pozytywny wynik. Przede wszystkim liczy się dla nas zwycięstwo, bo wiemy jak jest o to trudno na tym poziomie. Nie patrzymy na razie co będzie w przyszłości. Skupiamy się wyłącznie na najbliższym rywalu, choć oczywiście jesteśmy świadomi sytuacji w tabeli i tego w jakiej sytuacji jesteśmy – zapowiada Janis Pastars.

Początek spotkania już w sobotę, 14 grudnia o godzinie 18.00 w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych można nabyć w kasach CSiR.

Dziesiąty GSF Gliwice od dziewiątego w tabeli Malpeszy Futsal Leszno dzieli pięć punktów. Tyle samo punktów różnicy jest między szóstym Constractem Lubawa i… pierwszym Rekordem Bielsko-Biała. A co jeszcze wartego uwagi można przytoczyć po ostatniej serii gier?

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 11. kolejce Futsal Ekstraklasy.

4 zespoły – przed rozpoczynającym się sezonem można było zakładać, że będzie on bardziej wyrównany, szczególnie w środku stawki. Nikt nie myślał jednak o tym, że po jedenastu kolejkach aż cztery zespoły z górnej części tabeli będą miały po 19 punktów. Trudno oczywiście jeszcze wyrokować czy stan ten się utrzyma, bowiem pozostało kilka nierozegranych spotkań, ale pewnym jest jedno – runda rewanżowa będzie wyjątkowo ciekawa. Dla przypomnienia – w ostatniej dekadzie bezpośrednie starcia dwukrotnie decydowały o przyznaniu medali mistrzostw Polski. Raz skorzystał na tym nasz obecny zawodnik, Mykola Morozow, który w sezonie 2012/13 wraz z Marwitem Toruń stanął na najniższym stopniu podium.

8 meczów – ta liczba może oczywiście jeszcze wzrosnąć, ale na tę chwilę Acana Orzeł notuje niesamowitą serię spotkań bez porażki. Ostatnim zespołem, który pokonał jelczan jest… Gwiazda Ruda Śląska. Od tamtej wpadki minęły już jednak aż 73 dni, a Orły znacznie poprawiły swoją grę, dzięki czemu z meczu na mecz mogą przypisywać sobie kolejne punkty w tabeli Futsal Ekstraklasy.

63 dni – tyle dni czekali z kolei zawodnicy GSF-u Gliwice na jakąkolwiek zdobycz punktową. Fatalną passę siedmiu porażek z rzędu udało się przerwać na nie byle jakim rywalu, bo na dotychczasowym wiceliderze – Gattcie Zduńska Wola. Dzięki zwycięstwu, gliwiczanie opuścili strefę spadkową i bardzo prawdopodobne, że zbliżające się święta spędzą tuż nad kreską.

58 dni – niechlubną palmę pierwszeństwa po gliwiczanach przejęli z kolei gracze Red Devils Chojnice. Czerwonym Diabłom w sobotę miną dwa miesiące od ostatniej wygranej, a nie zapowiada się raczej, aby seria porażek zatrzymała się na sześciu spotkaniach. Chojniczanie jadą bowiem do… Jelcza-Laskowic. Przed meczem na Dolnym Śląsku bilans bramek z ich ostatnich sześciu spotkań wynosi 12:39.

54 gole – w 11. kolejce padł także rekord zdobytych bramek w jednej serii gier. Do tego pokaźnego wyniku znacznie przyczynili się ostatni złoci oraz srebrni medaliści mistrzostw Polski. Zarówno Rekord, jak i FC KJ Toruń pokonali swoich rywali 8:2.

Remisem 1:1 zakończyło się wyjazdowe spotkania Acany Orła z Malepszy Futsal Leszno. Prowadzenie jelczanom na początku drugiej połowy dał Ivan Marquina. Gospodarze uratowali jednak wynik na 10 sekund przed końcową syreną, za sprawą Adriana Niedźwiedzkiego.

Kibice gospodarzy, ale także i gości, którzy licznie stawili się w Lesznie z pewnością mogli liczyć na dobre zawody. W popularnym „Trapezie” miała się ze sobą bowiem spotkać trzecia drużyna w tabeli Futsal Ekstraklasy oraz zespół beniaminka, który już niejeden raz postawił się faworyzowanym rywalom.

I rzeczywiście pierwsza połowa nie mogła zawieść. Mimo braku bramek spotkanie było bardzo przyjemne dla oka. Oba zespoły grały agresywnie w obronie oraz momentalnie dochodziły do przeciwnika. Gospodarze kilka razy próbowali zaskoczyć Macieja Foltyna, ale ich strzały z własnej połowy boiska nie zmusiły golkipera Orłów do zbyt wielkiego wysiłku.

Swoim byłym kolegom z drużyny próbował przypomnieć się także Sebastian Wojciechowski. Widać w nim było, że wie gdzie może szukać swoich okazji do przejęcia futsalówki. Próbował to wykorzystać m.in. na Kacprze Kędrze, ale młody zawodnik Acany nie dał się bardziej doświadczonemu rywalowi.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania powinna być 15. minuta. Wtedy to za zagranie piłki ręką sędzia podyktował rzut karny dla gości. Do piłki pewnie podszedł Sergio Solano, ale jego uderzenie obiło zaledwie prawy słupek, przez co na tablicy świetlnej wynik pozostawał bez zmian.

To co najciekawsze miało nadejść jednak po zmianie stron. Prognozy spełniły się dosyć szybko, bo już w 22. minucie. Wtedy to na listę strzelców wpisał się Ivan Marquina, a kibice z Jelcza-Laskowic unieśli ręce w geście radości.

Równie szybko jelczanie wykorzystali jednak limit pięciu fauli, co w 30. minucie poskutkowało przedłużonym rzutem karnym. Na pojedynek z Maciejem Foltynem zdecydował się Dawid Witek, który w swojej karierze reprezentował także barwy Orłów. Górą okazał się być jednak niezawodny bramkarz jelczan, który w Lesznie grał swój własny popisowy mecz.

Znakomita forma Foltyna okazała się niestety bezskuteczna w ostatniej akcji meczu. Na 10 sekund przed końcem, kiedy leszczynianie konstruowali kolejne ataki w przewadze, piłkę do bramki skierował Adrian Niedźwiedzki. Gracze Jesusa Lopeza nie zdążyli już odpowiedzieć i do Jelcza-Laskowic musieli wracać z ogromnym niedosytem.

– Są takie mecze, które kończą się remisem, a mimo to kibice będą je pamiętać przez wiele, wiele miesięcy. I to było jedno z takich spotkań, gdzie kibice przyszli zobaczyć emocje i doczekali się tego. Rzut karny, gol na 10 sekund przed końcem. Możemy być źli, że straciliśmy tę bramkę tak późno. Z przebiegu meczu powiedziałbym, że sytuacji było po równo i żadna z drużyn nie może być obrażona z tego powodu. Futsal Leszno pokazuje, że dużo wnosi do Futsal Ekstraklasy i jako beniaminek potrafi zagrać dobrze z bardziej doświadczonymi ekipami. Jest to klub, który przez wiele lat może się utrzymywać na tym poziomie – mówił po meczu Maciej Foltyn.

Punkt ten trzeba oczywiście szanować. Pozwolił on przynajmniej na chwilę awansować na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy, a przede wszystkim obronić miejsce na podium do następnej kolejki. W niej Orły zmierzą się z Red Devils Chojnice, gdzie stawką nie będą wyłącznie trzy punkty i pozostanie na podium, ale także podtrzymanie wyśmienitej serii meczów bez porażki, która może wtedy osiągnąć rozmiar dziewięciu spotkań.

GI Malepszy Futsal Leszno – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Adrian Niedźwiedzki 40′ – Ivan Marquina 22′

Futsal Leszno: Bartkowiak (Długosz) – Niedźwiedzki, Witek, Olszak, Molicki, Martin, Radliński, Kruszyński, Bartnicki, Synowiec, Pietruszko, Siecla, Wojciechowski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Szypczyński, Solano, Pastars, Firańczyk, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Pautiak.

Po przerwie reprezentacyjnej Acana Orzeł wraca do gry. Zawodnicy Jesusa Lopeza udadzą się do Leszna, aby tam w meczu z Malepszy Futsal obronić podium Futsal Ekstraklasy.

Od ostatniego spotkania Acany Orła z FC KJ Toruń minęły już niemalże dwa tygodnie. W tym czasie jelczanie mieli możliwość nieco odpocząć, ale także m.in. obejrzeć na żywo mecz reprezentacji Polski.

Po przerwie nadeszła już jednak pora wrócić do ligowej rzeczywistości. W 11. serii gier, która powoli domyka pierwszą rundę rozgrywek Orły zmierzą się z beniaminkiem Futsal Ekstraklasy – Malepszy Futsal Leszno.

Leszczynianie weszli do ligi bez kompleksów – już w pierwszej kolejce pokonali Clearex Chorzów 2:1. I choć na kolejne trzy punkty czekali ponad miesiąc, to w ostatnich pięciu spotkaniach pokonać ich potrafiła tylko rewelacja sezonu z Lubawy. Dzięki temu po jedenastu kolejkach zajmują ósmą lokatę i patrząc w tabelę zdecydowanie bliżej im do czołówki Futsal Ekstraklasy, niż do strefy spadkowej.

Faworytem spotkania będą z pewnością zawodnicy Jesusa Lopeza i też nie można się temu zbytnio dziwić. Obecnie żadna inna drużyna nie ma tak długiej serii spotkań bez porażki – 7. Dodatkowo leszczynianie tracą dwa razy więcej bramek od jelczan, a też nie nadrabiają tego zbytnio w ofensywie.

Decydująca w całym starciu może okazać się druga połowa, w której do tej pory zawsze działo się najwięcej. Korzystniejsze statystki w drugich częściach spotkań mają Orły. Gospodarze po przerwie stracili 19 z 32 bramek. Z kolei jelczanie zanotowali w tym czasie aż 20 trafień.

Z drugiej jednak strony na 16 straconych przez Acane goli aż 14 padło po zmianie stron. U gospodarzy trafienia rozkładają się z kolei niemalże po równo – 13 w pierwszych połowach oraz 14 w drugich.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Sebastiana Wojciechowskiego, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy Acany Orła. W 20 rozegranych spotkaniach zdobył on 10 bramek, co dało mu tytuł jednego z najlepszych strzelców zespołu. Sam Wojciechowski miał już okazję zmierzyć się z byłymi kolegami z drużyny. W przedsezonowym sparingu padł wtedy remis 2:2, ale to spotkanie będzie zupełnie inne o czym m.in. mówi Sergio Solano:

– Malepszy Futsal Leszno to dobry zespół. Nikogo się nie boją i na pewno postawią nam twarde warunki gry. Lubią wchodzić w pojedynki jeden na jeden, ale także próbują dalekich podań, na co musimy zwrócić uwagę. W obronie starają się być agresywni, dlatego musimy być skoncentrowani przez cały mecz, aby nie gubić piłek. To spotkanie nie powinno być podobne do tego rozgrywanego przed sezonem. Mieliśmy wtedy wiele kontuzji oraz nowych zawodników, z którymi dopiero się zgrywaliśmy. Teraz jednak jesteśmy już w dobrej dyspozycji i zarówno my, jak i rywale podejdziemy do meczu z zupełnie innego miejsca. Za nami już pięć miesięcy wspólnych treningów, co szczególnie widać po grze w obronnej, ale również tej w ofensywie.

W Lesznie Orły mogą oczywiście liczyć na swoich kibiców, którzy do Wielkopolski wybierają się w liczbie blisko stu osób. Dla tych jednak, co nie będą mogli wspierać jelczan na miejscu, przewidziana została transmisja spotkania na TVcom.pl. Początek spotkania już w sobotę – 7 grudnia o godzinie 18.00.