Zespół Acany Orła U18 rozpoczyna udział w finałach Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Czy zawodnicy Jarosława Patałucha sprostają turniejowym wymaganiom i zaprezentują się z dobrej strony w Warszawie?

Po przejściu dwóch rund eliminacyjncych nadszedł czas na wielki finał. Młode Orły rozpoczynają dziś walkę o triumf w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski U18. I choć zawodnicy Jarosława Patałucha nie są faworytami całego turnieju, to w końcu nic tak nie dodaje emocji całej rywalizacji, jak czarny koń turnieju.

Z tego też względu przed naszym zespołem nie ma postawionego celu minimum.

– Nauczyłem się nie stawiać sobie, czy też drużynie planów minimum. Takie podejście powoduje, że zawodnicy skupiają się na nim i po osiągnięciu go uważają, że wykonali już zakładany cel. Uważam, że lepszym podejściem jest stawianie sobie za cel tego najwyższego, bo tylko w taki sposób można ukształtować charakter zwycięzcy. Zawodnik, aby wspiąć się na szczyt musi w każdym aspekcie dążyć do doskonałości, czyli chcieć również wygrywać. Mam tu na myśli, zwycięstwo na treningu w każdej walce o piłkę, w każdym wykonywanym ćwiczeniu, więc i naturalnie w Mistrzostwach Polski trzeba mieć do tego ambicję. Oczywiście zdaję sobie sprawę z poziomu trudności tego zadania. Dopiero po finałach będziemy mogli odpowiedzieć sobie na pytanie czy zagraliśmy na miarę swoich możliwości i czy osiągnęliśmy sukces. Dla jednych sukces to już gra w finałach, dla innych wyjście z grupy, a jeszcze dla innych będzie to złoty medal na szyi – mówi trener Jarosław Patałuch.

Nasza drużyna nie będzie mieć łatwej drogi do fazy pucharowej, ale też nie jest skazana na pożarcie. Jak zauważa nasz szkoleniowiec, trudno wskazać zdecydowanego faworyta.

– Szczerze mówiąc trudno mi oceniać naszych rywali, bo też nie miałem możliwości zobaczenia ich w akcji. Na pewno na papierze ta grupa nie ma zdecydowanego faworyta. Oczywiście wyróżnia się zaprawiony w finałach MMP Hurtap Łeczyca, ale według mnie to będzie bardzo wyrównana grupa. Każda z tych drużyn przeszła dwa szczeble eliminacji, więc nie są to zespoły z przypadku.

O to, o co z pewnością nie powinniśmy się martwić, to przygotowanie do turnieju. W tych pomagał sam szkoleniowiec pierwszego zespołu – Jesus Lopez.

– Dzięki udziałowi w zeszłorocznych finałach i zdobytemu doświadczeniu wiem z jakimi problemami możemy się spotkać, dlatego też pracowaliśmy nad ich wyeliminowaniem. Dzięki zaangażowaniu się w nasze treningi mojego przyjaciela i mentora, czyli trenera pierwszej drużyny „Chusa” intensywność oraz jakość treningów w ostatnim czasie poszła zdecydowanie w górę. Widać także, że charyzma „Chusa” pozytywnie wpłynęła na podejście tych młodych chłopaków do futsalu. Kilku z nich miało już przyjemność potrenować z seniorami, a jeden nawet zadebiutował na parkietach Futsal Ekstraklasy – zakończył trener Patałuch.

Pierwszy mecz naszych Ołrów już dziś o godzinie 13.00. Rywalem będzie młody zespół I-ligowego GKS-u Futsal Nowiny.

Terminarz Orłów:
piątek, 21.02 godz. 13.00 GKS Futsal Nowiny – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice
sobota, 22.02 godz. 9.20 Junior Hurtap Łęczyca – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice
sobota, 22.02 godz. 15.10 Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Pogoń Sokół Lubaczów

Kadra Acany Orła na MMP U18:
Bartłomiej Sliwiński (bramkarz)
Dominik Górski (bramkarz)
Kacper Sykulski (kapitan)
Kamil Pach
Filip Turkowyd
Kacper Opatowski
Dominik Chruściel
Tomasz Wroński
Kamil Gajek
Stefan Jagoszewski

Acana Orzeł idzie w górę. Jelczanie nie dali szans Gwieździe Ruda Śląska, pokonując ją aż 6:1. Dzięki temu drużyna Jesusa Lopeza awansowała na 5. miejsce w tabeli Futsal Ekstraklasy.

Ponad miesiąc musieli czekać kibice Acany Orła, aby zobaczyć swoich idoli w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Naprzeciwko graczy Jesusa Lopeza stanęła ostatnia drużyna Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska. I choć przyjezdni z pewnością liczyli na ponowne sprawienie niespodzianki, tak jak to miało miejsce na początku sezonu, to powtórki ze scenariusza nie było.

Już w 35. sekundzie Patryka Lawacza pokonał Arkadiusz Szypczyński, dzięki czemu gospodarze mogli spokojnie kreować kolejne sytuacje. Tych nie zabrakło, a okazje do zdobycia bramki mieli chociażby Maksym Pautaik, Mykola Morozov oraz Janis Pastars.

Na 2:0 podwyższył ostatecznie Gustavo Henrique, dla którego jest to już kolejne w tym sezonie trafienie zza pola karnego. Brazylijczyk z austriackim paszportem podobną bramkę zaliczył m.in. w spotkaniu z Piastem Gliwice, kiedy to Acana Orzeł zremisował 1:1.

Przed przerwą jelczanie zdążyli jeszcze raz ukłuć rywali, kiedy to podanie Marcina Firańczyka wykorzystał Pastars. I mimo korzystnego wyniku, apetyty na drugą połowę były o wiele większe, bo też trzybramkowe prowadzenie było zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary, jaki Orły mogły wymierzyć przeciwnikowi.

Po zmianie stron, co mogło lekko zaskoczyć, wynik utrzymywał się aż jedenaście minut. Jelczanie cały czas naciskali na defensywę Gwiazdy, ale albo dobrze interweniował Lawacz, albo obrońcy zbijali piłkę poza światło bramki. Przełamać udało się dopiero Firańczykowi. Kiedy jednak były zawodnik MOKS-u Białystok już to zrobił, to na jednym trafieniu nie poprzestał.

Jego dwie szybko zdobyte bramki pozwoliły szkoleniowcowi Orłów na większą rotację w składzie. Szansę w dłuższym wymiarze czasowym dostali chociażby młodzi Damian Makowski oraz Filip Turkowyd.

– Występ Damiana Makowskiego oraz Filipa Turkowyda oceniłbym jak najbardziej na plus. Każdy z nas pamięta swój debiut i te występy wcale nie różniły się jakoś dużo. Było widać lekką nerwowość, ale takie są początki i fajnie, że mają to już za sobą – ocenił Maciej Foltyn.

Ostatecznie wynik uległ zmianie jeszcze dwukrotnie. Najpierw na 6:0 podwyższył Pautiak, dla którego było to piąte trafienie w tym sezonie. Ostatni akcent spotkania należał jednak do gości, a konkretnie do Mateusza Węgrzyna, dzięki czemu przyjezdni mogli się cieszyć z trafienia honorowego.

– Planem było przede wszystkim zwycięstwo i najważniejsze jest to, że w końcu udało nam się zdobyć trzy punkty. Cieszy nas styl w jakim to zrobiliśmy, bowiem przeciwnicy nie mieli tego dnia żadnych argumentów, aby nam zagrozić – stwierdził golkiper Acany Orła.

Dzięki zwycięstwu Orły wyprzedziły FC KJ Toruń i awansowały na 5. miejsce w ligowej tabeli. Do drugiego Clearexu Chorzów, z którym jelczanie zmierzą się już za dwa tygodnie strata wynosi dwa oczka.

Do Chorzowa jedziemy jak najbardziej po zwycięstwo. Nie szukamy żadnych wymówek. Chcemy się postawić wiceliderowi i przeskoczyć ich tym samym w ligowej tabeli – zakończył kapitan zespołu.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska 6:1 (3:0)
Arkadiusz Szypczyński 1′, Gustavo Henrique 8′, Janis Pastars 14′, Marcin Firańczyk 31′, 33′, Maksym Pautiak 35′ – Mateusz Węgrzyn 38′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Firańczyk, Pastars, Henrique, Makowski, Turkowyd, Pach.

Gwiazda: Waszka (Lawacz, Sobecko) – Dynek, Hiszpański, Białek, Haase – Hyży, Węgrzyn, Wojciuch, Duda, Widuch, Szaraniec.

Najbliższa seria gier będzie stać nie tylko pod znakiem starcia lidera z wiceliderem. To w ten weekend może bowiem dojść do wyraźnego podziału tabeli na dwie połówki, ale także do nieoficjalnego pożegnania dwóch zespołów z Futsal Ekstraklasą.

Poza spotkaniem Acany Orła szykuje się dużo znaczących starć. Znaczących nie tylko dla zespołów, które do nich podejdą, ale także dla reszty ligowej stawki.

Dokonać niemożliwego

16. kolejkę rozpoczniemy od prawdziwego hitu. Na parkiecie w Chorzowie zmierzy się ze sobą miejscowy Clearex oraz Rekord Bielsko-Biała, czyli wicelider oraz lider Futsal Ekstraklasy. Dla chorzowian będzie to ogromna szansa. Szansa na przedłużenie nadziei. Bowiem tak jak zwycięstwo z Rekordem jest w ich zasięgu, tak już zrzucenie go z mistrzowskiego tronu niemalże niemożliwe. Aby jednak szansa na to się zwiększyła potrzebne jest zwycięstwo. W innym razie Rekord będzie mógł zacząć powoli rozglądać się za szampanami na mistrzowską fetę.

Podział w Katowicach

W kolejnym spotkaniu dojdzie do starcia AZS-u UŚ Katowice z Piatem Gliwice. Obecnie oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, ale po tym meczu różnica między nimi może wynosić nawet sześć punktów. Do tego potrzebne jest jednak zwycięstwo gospodarzy. Wygrana katowiczan byłaby dla nich nie tylko zachowaniem kontaktu z ligowym podium, ale także dałaby możliwość do realnego podziału tabeli na dwie połówki – jedną walczącą o podium oraz drugą bijącą się o utrzymanie.

Czy to już ten czas?

W niedzielny wieczór może z kolei dojść do nieoficjalnego pożegnania Gwiazdy Ruda Śląska oraz Red Devils Chojnice. Sytuacja punktowa obu drużyn jest dramatyczna i każda kolejna porażka może być dla nich gwoździem do trumny. W tym wypadku wszystko zależy od spotkania w Chojnicach, gdzie Czerwone Diabły podejmą MOKS Białystok. Gracze z Podlasia znajdują się minimalnie nad kreską, ale ich wygrana może dać im spory oddech powietrza. Dla Red Devils oraz Gwiazdy (jeśli przegra z Acaną Orłem) oznaczałoby to jednak stratę minimum (!) siedmiu punktów do bezpiecznej strefy.

Komplet spotkań 16. kolejki:

Clearex Chorzów – Rekord Bielsko-Biała – 15 lutego, godz. 16.00,
AZS UŚ Katowice – Piast Gliwice – 15 lutego, godz. 17.00,
GSF Gliwice – Constract Lubawa – 15 lutego, godz. 18.00,
FC KJ Toruń – Red Dragons Pniewy – 15 lutego, godz. 18.00,
Gatta Zduńska Wola – Malepszy Futsal Leszno – 15 lutego, godz. 18.00,
Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska – 16 lutego, godz. 18.00,
Red Devils Chojnice – MOKS Białystok – 16 lutego, godz. 18.00.

Po ponad miesięcznej przerwie Acana Orzeł wraca do własnej hali. Ich rywalem w Jelczu-Laskowicach będzie czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy – Gwiazda Ruda Śląska.

Po dwóch meczach z Rekordem Bielsko-Biała zawodnicy Jesusa Lopeza podejmą nieco mniej wymagającego rywala. Gwiazda Ruda Śląska zajmuje obecnie ostatnie miejsce w ligowej tabeli, przez co każde kolejne spotkanie jest dla niej jak finał. Czego zatem możemy spodziewać się w niedzielny wieczór?

W przerwie świątecznej z powodu problemów finansowych Gwiazda musiała przejść metamorfozę. Z klubu odeszli m.in. Mateusz Mrowiec, Kamil Kmiecik oraz Paweł Barański, którzy dla beniaminka Futsal Ekstraklasy zdobyli w sumie szesnaście bramek.

Wyjęcie kręgosłupa zespołu poskutkowało dwoma porażkami w rundzie rewanżowej oraz odpadnięciem z puchar Polski z I-ligowym AZS-em UMCS Lublin. Szczególnie bolesna musiała być przegrana z Red Devils Chojnice (3:10), czyli bezpośrednim rywalem do utrzymania.

Pocieszeniem dla zespołu Bartłomieja Nogi może być to, że jadą do jednej z dwóch drużyn, z którą udało im się wygrać. Co ciekawe drugą z nich była Gatta Zduńska Wola. I tak jak wtedy Gwiazda wygrała przekonująco, bo aż 7:3, tak z Acaną Orłem było to już nie do końca zwycięstwo wynikające ze znacznej przewagi beniaminka.

Orły niemalże nie schodziły w tamtym spotkaniu z połowy gospodarzy. Zabrakło im jednak skuteczności i może trochę szczęścia. Bo trudno tu mówić o braku pecha, kiedy w jednym meczu nie wykorzystuje się przedłużonego rzutu karnego, dostaje się czerwoną kartkę i ostatecznie przegrywa się 0:1.

I tak jak wtedy taka porażka mogła się zdarzyć, ponieważ zespół Jesusa Lopeza wciąż się zgrywał, a część zawodników wracała po kontuzji, tak teraz jakakolwiek starta punktów wydaje się być mało prawdopodobna. Gwiazda oczywiście przyjedzie bardzo zmotywowana, aby zdobyć komplet oczek, ale w Jelczu-Laskowicach nie jest o to tak łatwo. Ostatniej porażki przed własną publicznością Orły doznały jeszcze w 2. kolejce, kiedy to ich rywalem byli bielscy Rekordziści.

Trzy punkty wydają się być zatem obowiązkiem dla jelczan. Taki rezultat dałby im nie tylko udany rewanż za porażkę z Rudy Śląskiej, ale także pozwoliłby zachować kontakt z ligową czołówką.

Początek spotkania już w najbliższą niedzielę – 16 lutego o godzinie 18.00. Wejście na mecz jest darmowe, co nie znaczy jednak, że kibice nie będą mogli wykazać się swoim wsparciem. W trakcie spotkania odbędzie się bowiem zbiórka na rzecz walczącej o życie Tosi Wiśniewskiej.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice kończy przygodę z pucharem Polski. Jelczanie zatrzymali się na obrońcy trofeum – Rekordzie Bielsko-Biała, który wygrał z nimi 4:2.

Po takim spotkaniu, jak to rozegrane w Bielsku-Białej trudno jest nie wstać i nie bić braw. Było w nim wszystko – bramki, emocje, dramaturgia, ale przede wszystkim to, co w sporcie najważniejsze – walka do samego końca.

W zaledwie trzy tygodnie Orły poczyniły ogromny postęp, co gołym okiem było widać na parkiecie. Do tak dobrej gry przyczynił się oczywiście także powrót Maksyma Pautiaka oraz Arkadiusza Szypczyńskiego. Pierwszy z nich pauzował bowiem poprzednio za żółte kartki, a drugi zmagał się z urazem.

Już od pierwszego gwizdka sędziego widać było, że oba mecze będzie sporo różnić. Orły nie dały się zepchnąć do całkowitej defensywy, a wręcz przeciwnie – niejednokrotnie potrafiły to zrobić z Rekordem.

Wynik otworzyli jednak gospodarze. Po stałym fragmencie gry piłkę z prawej strony, na dalszy słupek uderzył Artur Popławski nie dając szans na interwencję Maciejowi Foltynowi. Odrobić straty próbował m.in. Szypczyński, ale w sytuacji sam na sam górą okazał się być Bartłomiej Nawrat.

Po zmianie stron pewnym było, że Orły będą musiały zaatakować, co w starciu z Rekordem nie zawsze może przynieść pożądane korzyści. W tym przypadku było jednak inaczej. Bramki Kacpra Kędry oraz Arkadiusza Szypczyńskiego dały zespołowi Jesusa Lopeza prowadzenie, co zaskoczyło nawet samych Rekordzistów.

Taki stan ostatecznie długo się nie utrzymał. Szybka odpowiedź Oleksandra Bondara sprawiła, że do 38. minuty utrzymywał się remis. Wtedy jednak ponownie dobrze rozegrany stały fragment gry i druga bramka Bondara dała prowadzenie gospodarzom.

Na 33 sekundy przed końcem piłkę meczową na nodze miał Szypczyński. Na jego nieszczęście Nawrat nie dał się pokonać. Golkiper bielszczan odbił piłkę, która momentalnie trafiła do Jana Janovsky’ego, a ten bez chwili zastanowienia skierował ją do pustej bramki.

Porażka 2:4 oznaczała pożegnanie się Orłów z pucharem Polski, ale ich dobra gra może napawać ogromnym optymizmem, który już teraz widać w komentarzach fanów Jesusa Lopeza i spółki.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 4:2 (1:0)
Popławski 11′, Bondar 30′, 38′, Janovsky 40′ – Kędra 25′, Szypczyński 28′

Rekord: Nawrat (Burzej) – Popławski, Kubik, Budniak, Marek – Gąsior, Bondar, Alex Viana, Korpela, Janovsky, Biel, Iwanek.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Pastars, Henrique, Firańczyk, Turkowyd.

Po udanej dla biało-czerwonych przerwie reprezentacyjnej czas wrócić do klubowej rzeczywistości. Zanim jednak Acana Orzeł wróci na parkiety Futsal Ekstraklasy, czekać go będzie jeszcze starcie w Pucharze Polski. Tam na jelczan czeka już Rekord Bielsko-Biała.

Gdyby powiedzieć, że Acana Orzeł Jelcz-Laskowice oraz Rekord Bielsko-Biała są na siebie skazani, to tak jakby nie powiedzieć nic. Do maksymalnie możliwej liczby spotkań między sobą brakuje im tak naprawdę tylko jednego – w Superpucharze Polski. I wcale nie jest powiedziane, że do takiego spotkania nie dojdzie.

Pierwszy warunek jest już niemalże spełniony. Rozpędzeni niczym Liverpool w lidze angielskiej Rekordziści pewnie zmierzają po kolejny tytuł mistrza Polski. O spełnienie drugiego będzie nieco trudniej, co nie znaczy, że nie jest on do wykonania. Orzeł musi tylko przejść pięć najbliższych rund pucharu Polski. Jako pierwszy na przeszkodzie stanie nie kto inny jak Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem będą oczywiście gospodarze z Bielska-Białej i trudno się temu dziwić, kiedy w tym sezonie przegrali zaledwie jedno spotkanie. Motywacja Orłów jest jednak bardzo duża, bowiem jelczanie będą chcieli zmazać plamę po ostatnim spotkaniu, w którym ulegli dosyć pechowo 0:6.

Wszyscy gracze są w stu procentach gotowi do gry. W przypadku takiej grupy zawodników jak nasza, gdzie głównym zadaniem jest gra w futsal, trudno jest przystąpić do jedynie czterech oficjalnych spotkań w ciągu dwóch miesięcy. W trakcie przerwy reprezentacyjnej Janis Pastars i Gustavo Henrique przebywali na zgrupowaniach, a reszta zawodników pracowała nad poprawą swojej fizyczności – mówi Jesus Lopez.

Szkoleniowiec Orłów zaznacza także, że rozegranie dwóch meczów z rzędu z tym samym rywalem nie jest wcale czymś nadzwyczajnym.

– Ponowne zmierzenie się z tym samym przeciwnikiem jest czymś niezwykłym w Polsce, ale normalnym w najsilniejszych ligach na świecie, gdzie rozgrywane są play-offy. My przygotowywaliśmy się do tego spotkania tak jak do meczu rewanżowego. Jeśli spojrzymy tylko na wynik, to można powiedzieć, że nasze ostatnie spotkanie było jednostronne. Moim zdaniem jednak do 30. minuty rywalizowaliśmy jak równy z równym. Nie martwię się o motywację moich zawodników przed meczem. Czy jest w końcu coś bardziej motywującego niż gra przeciwko Rekordowi? Dla mnie nie, przynajmniej w tym tygodniu.

Początek spotkania już jutro – w sobotę o godzinie 18.00.