Mogliśmy zbliżyć się do wicelidera, a spadamy na czwarte miejsce. Rekord Bielsko-Biała pewnie ograł nas przed własną publicznością 6:1. Straty musimy odrabiać więc w przyszłych kolejkach.

Choć w tabeli dzieliło nas sześć punktów, różnica w doświadczeniu była znacząca. Świetnie zgrany ze sobą przez lata Rekord, świadomy naszych możliwości, chciał szybko wprowadzić w życie swój plan na to spotkanie – skutecznie. Już w 1. minucie po źle rozegranym przez nas rzucie rożnym futsalówkę przejął Oleksandr Bondar, a kontratak strzałem do pustej bramki wykończył Michał Marek. A kilkadziesiąt sekund później piłka po strzela Artura Popławskiego uderzyła w słupek, ale Bondar, uderzając z pierwszej piłki po rożnym, już się nie pomylił.

Tak dwa szybkie ciosy zachwiały na moment naszą koncentracją. Nadzieje na korzystny rezultat przyniosła 4. minuta. Najpierw Nuno Barbosa przejął piłkę w ataku, lecz w ostatniej chwili zatrzymał go Michał Kałuża. Jednak po strzale Mykoli Morozova z dystansu, tuż przy słupku, bramkarz gospodarzy był już bezradny. Rekord odczuł kruchość swej przewagi i próbował ją podwyższyć za sprawą Popławskiego – czujnie interweniował Maciej Foltyn. W odpowiedzi akcję zainicjowaną przez nasze dwa nowe nabytki, Elię Walty’ego i Adriano Foglię, próbował wykończyć Sergio Solano, ale źle złożył się do strzału z bliskiej odległości. Emocje kibicom obu zespołów przyniosła 10. minuta. Wpierw Sebastian Wojciechowski mógł doprowadzić do remisu, a następnie to gospodarze trafili do siatki po sprawnie rozegranej kilkoma podaniami akcji.

Dwubramkowa strata zmusiła nas do postawienia wszystkiego na jedną kartę i grę z wycofanym bramkarzem. Nie mogliśmy jednak przekuć stwarzanego zagrożenia na gola, a w 15. minucie to Kałuża, po strzale Victora Andrade, skierował piłkę do opuszczonej bramki. Trzy minuty później Popławski wykorzystał nasze nieporozumienie w obronie i wyłożył piłkę liderowi klasyfikacji króla strzelców – Markowi. Do przerwy wynik już się nie zmienił.

Druga połowa nie przynosi ratunku

W tym sezonie, w meczu z AZS UŚ Katowice, pokazaliśmy już, że potrafimy wychodzić nawet z największych opresji. Gospodarze szybko jednak przypomnieli, że nie zamierzają odpuścić. W 22. minucie Bondar nie pokonał Foltyna uderzeniem z rzutu wolnego, ale po podaniu z rożnego okazał się już skuteczniejszy. Tempo gry, w porównaniu do pierwszej części, znacząco spadło. W szeregach zespołu z Bielsko-Białej szczególnie ostrzył sobie zęby na wpisanie się na listę strzelców Popławski, ale nasz golkiper notował kolejne dobre interwencje. W 29. minucie Wojciechowski spróbował wykończyć indywidualną akcję, a dobijał jeszcze Foglia.

Rekord nie pozostawał mimo dużej przewagi bierny i w 34. minucie hat-tricka po kontrataku mógł skompletować Marek. To była jedna z ostatnich świetnych akcji w tym spotkaniu, jaką mogli podziwiać kibice. Na sekundy przed końcem w poprzeczkę trafił Popławski, ale na 6:1 się skończyło.

Z racji porażki spadliśmy na 4. miejsce, choć mamy tyle samo punktów (24), co trzecia Gatta. Mistrz Polski, i jednocześnie lider tabeli, odskoczył nam na dziewięć oczek. Tę różnicę spróbujemy zmniejszyć 9 lutego, w domowym meczu z Red Devils Chojnice. Za to 27 stycznia (niedziela) czeka nas wyjazdowe starcie z Domexem Pińczów w 1/16 Pucharu Polski.

Jesus Lopez Garcia „Chus” (trener KS Acany Orła Futsal Jelcz-Laskowice):

– Od samego początku wszystko poszło nie tak. Przygotowania, mentalność, taktyka – wszystko było katastrofą. Rozpoczęcie meczu ze stratą dwóch bramek w przeciągu mniej niż dwóch minut uderza przede wszystkim w psychikę. Zwłaszcza gdy grasz przeciwko najlepszej drużynie w lidze. Rekord dobrze broni i nie pozostawia rywalowi wielu możliwości.

– Nowy zespół w ekstraklasie, co prawda będący odkryciem ligi, ale wciąż początkujący, zmierzył się z mistrzem Polski – tak wygląda rzeczywistość. Musimy wiedzieć, gdzie możemy wygrać, a gdzie mamy szansę czegoś się nauczyć. Sport jest bardzo piękny, bo zawsze daje szansę na rewanż.

– Mogę powiedzieć, że z każdym naszym meczem widzę coś lepszego. Rekord to najlepsza drużyna w Polsce i jeśli chcemy być jak on, musimy dążyć do tego krok po kroku i potrzebujemy na to czasu. A sędziowie nie są sprawiedliwi dla wszystkich zespołów.

Rekord Bielsko-Biała – KS Acana Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice 6:1 (5:1)

Michał Marek 2 (1, 18), Oleksandr Bondar 2 (2, 22), Michał Kubik (10), Michał Kałuża (15) – Mykola Morozov (4)

Rekord Bielsko-Biała: 1. Michał Kałuża, 84. Bartłomiej Nawrat, 19. Krzysztof Iwanek, 3. Giulio Mura, 5. Kamil Surmiak, 6. Jan Dudek, 8. Tomasz Gąsior, 9. Artur Popławski, 10. Paweł Budniak, 11. Alex Viana, 15. Wojciech Łasak, 20. Oleksandr Bondar, 21. Michał Marek, 23. Michał Kubik, 27. Jan Janovsky

Trener: Andrzej Szłapa

KS Acana Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice: 1. Maciej Foltyn (12. Noel Charrier) – 8. Sergio Solano, 77. Victor Andrade, 9. Janis Pastars, 10. Mykola Morozov – 11. Henry Hatakeyama, 17. Allyson Amantes, 73. Kacper Kędra,, 20. Nuno Barbosa, 7. Elia Walty, 25. Sebastian Wojciechowski, 81. Adriano Foglia

Trener: Jesus Lopez Garcia „Chus”