Jego imię – Maksym pochodzi od łacińskiego słowa „maximus”, oznaczającego „największy”. Jak sam twierdzi, wcześniej o tym nie wiedział. Na boisku walczy jednak za dwóch, ponieważ najważniejsze dla niego jest dobro zespołu. Zasługi indywidualne są zaś sprawą drugorzędną. Zapraszamy na rozmowę z Maksymem Pautiakiem, który dołączył do naszego zespołu przed trwającym właśnie sezonem Futsal Ekstraklasy.

Umawiając się na rozmowę wspomniałeś, że niezbyt dobrze mówisz po polsku. Jesteś tutaj jednak już pięć lat. Język polski jest zatem dla Ciebie wyjątkowo trudny?

MAKSYM: Nie jest trudny. Po prostu nigdy się go nie uczyłem jakoś specjalnie. Moją jedyną nauką było przebywanie z chłopakami w szatni, gdzie w trakcie rozmów z nimi mogłem się jakoś uczyć tego języka.

A to, że Mykola jest w szatni nie utrudnia Ci nauki? (śmiech)

Nie nie, z Mykolą rozmawiamy cały czas po polsku.

W Gliwicach byłeś dwa lata, później trafiłeś do Zduńskiej Woli, a teraz przeniosłeś się do Jelcza-Laskowic. Nigdzie do tej pory nie było chyba jednak tak ładnie jak w Odessie, z której pochodzisz.

Tak, zdecydowanie. Tam mam rodzinę i zawsze miło jest wracać do domu.

A często masz okazję odwiedzać rodzinne strony?

Dwa razy do roku. Zawsze jeżdżę tam zimą oraz latem.

Twoja przygoda z piłką rozpoczęła się tam od futsalu, czy od piłki trawiastej?

Do szesnastego roku życia grałem głównie na trawie. Jedynie zimą, kiedy warunki były gorsze, przenosiłem się do hali i wtedy graliśmy w futsal.

A co spowodowało, że z trawy przeniosłeś się całkowicie na piłkę halową?

Nie miałem tam możliwości dalszego rozwoju. Jedynie w futsalu była taka opcja. Grałem więc w drugiej drużynie Lokomotivu – jednej z najlepszych wtedy drużyn na Ukrainie i tak to się można powiedzieć zaczęło.

Wcześniej grałeś także w reprezentacji Ukrainy U21, byłeś wybrany najlepszym graczem Ukrainy do lat 18. Selekcjoner pierwszej reprezentacji jest zatem jeszcze z Tobą w kontakcie?

Nie, już długo nikt się nie odzywał w tej sprawie, dlatego też mam bardzo małe szanse na dostanie się do pierwszej reprezentacji.

A są jakiekolwiek szanse na to, abyśmy mogli Cię oglądać na litewskich boiskach w trakcie zbliżającego się tam mundialu?

Myślę, że nie. Mamy bardzo dobrą reprezentację, która posiada równie dobre zaplecze zawodników, czekających na swoją szansę. Dodatkowo jeśli ktoś gra u nas za granicą, to jego szanse na powołanie są jeszcze mniejsze. Przykładem może być tu Oleksandr Bondar, który w zeszłym sezonie został wybrany najlepszym obcokrajowcem Futsal Ekstraklasy, a mimo to nie otrzymuje powołań do reprezentacji.

Kiedy otrzymałeś ofertę od Orła, długo się zastanawiałeś nad zmianą klubowych barw? W końcu z Gattą udało Ci się wywalczyć wicemistrzostwo Polski.

Tak, długo się zastanawiałem czy odejść z Gatty. Musiałem przemyśleć wszystkie plusy, ale także minusy tej decyzji. Jak dziś jednak widać tych pierwszych było więcej.

A to, że przyszedłeś tu razem z Arkiem Szypczyńskim pomogło podjąć decyzję?

Akurat o tym, to myśleliśmy razem z Arkiem i można powiedzieć, że wspólnie podjęliśmy decyzję o przeprowadzce do Jelcza-Laskowic.

Zbliżające się spotkanie z Gattą będzie dla Ciebie zatem jakoś szczególnie wyjątkowe?

Dla mnie to będzie spotkanie jak każde inne. Oczywiście mam tam dobrych znajomych, ale na boisku przyjaźń się skończy i o jakimkolwiek odpuszczaniu mowy być nie może.

Twoje imię – Maksym pochodzi od łacińskiego słowa „maximus” oznaczającego „największy”. To ma dla Ciebie jakieś znaczenie? Bo na boisku widać, że czasem walczysz za dwóch, jeśli nie za trzech.

Szczerze mówiąc to nigdy o tym nie wiedziałem. U nas na Ukrainie jest to bardzo popularne imię i nie miałem pojęcia, że może coś takiego oznaczać.

Dwa lata temu w jednym z wywiadów wspomniałeś, że liga ukraińska jest nieco lepsza od polskiej. A jak to teraz wygląda? Różnice się pomniejszyły, czy wręcz przeciwnie?

Liga ukraińska wciąż jest lepsza od polskiej. Tam we wszystkich klubach grają w pełni profesjonalni zawodnicy, tak jak chociażby w naszym zespole. Polskie rozgrywki cały czas się rozwijają i dowodem na to może być np. to, jak doświadczeni trenerzy objęli niedawno Piasta Gliwice. Myślę, że gdyby wystawić najlepszy zespół z polskiej i ukraińskiej ligi, to szanse byłyby wyrównane, ponieważ różnica między nimi nie jest już tak duża.

Jak oceniasz siebie po pierwszych sześciu kolejkach sezonu? Jesteś zadowolony, czy jednak widzisz w sobie coś do poprawy?

Oczywiście zawsze chciałbym grać lepiej, ale nie ja jestem od oceniania swoich występów. My jako drużyna prezentujemy się dobrze. Myślę, że czasem brakuje nam po prostu szczęścia, tak jak chociażby z Constractem Lubawa czy z Gwiazdą Ruda Śląska.

A stawiasz sobie jakiś konkretny indywidualny cel na ten sezon?

Nie, ponieważ przede wszystkim chcę jak najwięcej dawać drużynie, a to czy ja będę zdobywać bramki, czy ktoś inny jest sprawą drugorzędną. Na pewno fajnie byłoby zająć miejsce na podium i zgarnąć jeden z medali mistrzostw Polski. Czy to się jednak uda, to już zobaczymy na koniec sezonu.

Plany na niedzielny wieczór już są?

W Białymstoku na pewno chcemy wygrać, aby do spotkania z Gattą podejść na większym luzie. Cały czas analizujemy grę MOKS-u i wiemy, że będzie to bardzo trudny mecz, bo też łatwych spotkań nikt w tym sezonie nie powinien się spodziewać.