Remisem 1:1 zakończyło się wyjazdowe spotkania Acany Orła z Malepszy Futsal Leszno. Prowadzenie jelczanom na początku drugiej połowy dał Ivan Marquina. Gospodarze uratowali jednak wynik na 10 sekund przed końcową syreną, za sprawą Adriana Niedźwiedzkiego.

Kibice gospodarzy, ale także i gości, którzy licznie stawili się w Lesznie z pewnością mogli liczyć na dobre zawody. W popularnym „Trapezie” miała się ze sobą bowiem spotkać trzecia drużyna w tabeli Futsal Ekstraklasy oraz zespół beniaminka, który już niejeden raz postawił się faworyzowanym rywalom.

I rzeczywiście pierwsza połowa nie mogła zawieść. Mimo braku bramek spotkanie było bardzo przyjemne dla oka. Oba zespoły grały agresywnie w obronie oraz momentalnie dochodziły do przeciwnika. Gospodarze kilka razy próbowali zaskoczyć Macieja Foltyna, ale ich strzały z własnej połowy boiska nie zmusiły golkipera Orłów do zbyt wielkiego wysiłku.

Swoim byłym kolegom z drużyny próbował przypomnieć się także Sebastian Wojciechowski. Widać w nim było, że wie gdzie może szukać swoich okazji do przejęcia futsalówki. Próbował to wykorzystać m.in. na Kacprze Kędrze, ale młody zawodnik Acany nie dał się bardziej doświadczonemu rywalowi.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania powinna być 15. minuta. Wtedy to za zagranie piłki ręką sędzia podyktował rzut karny dla gości. Do piłki pewnie podszedł Sergio Solano, ale jego uderzenie obiło zaledwie prawy słupek, przez co na tablicy świetlnej wynik pozostawał bez zmian.

To co najciekawsze miało nadejść jednak po zmianie stron. Prognozy spełniły się dosyć szybko, bo już w 22. minucie. Wtedy to na listę strzelców wpisał się Ivan Marquina, a kibice z Jelcza-Laskowic unieśli ręce w geście radości.

Równie szybko jelczanie wykorzystali jednak limit pięciu fauli, co w 30. minucie poskutkowało przedłużonym rzutem karnym. Na pojedynek z Maciejem Foltynem zdecydował się Dawid Witek, który w swojej karierze reprezentował także barwy Orłów. Górą okazał się być jednak niezawodny bramkarz jelczan, który w Lesznie grał swój własny popisowy mecz.

Znakomita forma Foltyna okazała się niestety bezskuteczna w ostatniej akcji meczu. Na 10 sekund przed końcem, kiedy leszczynianie konstruowali kolejne ataki w przewadze, piłkę do bramki skierował Adrian Niedźwiedzki. Gracze Jesusa Lopeza nie zdążyli już odpowiedzieć i do Jelcza-Laskowic musieli wracać z ogromnym niedosytem.

– Są takie mecze, które kończą się remisem, a mimo to kibice będą je pamiętać przez wiele, wiele miesięcy. I to było jedno z takich spotkań, gdzie kibice przyszli zobaczyć emocje i doczekali się tego. Rzut karny, gol na 10 sekund przed końcem. Możemy być źli, że straciliśmy tę bramkę tak późno. Z przebiegu meczu powiedziałbym, że sytuacji było po równo i żadna z drużyn nie może być obrażona z tego powodu. Futsal Leszno pokazuje, że dużo wnosi do Futsal Ekstraklasy i jako beniaminek potrafi zagrać dobrze z bardziej doświadczonymi ekipami. Jest to klub, który przez wiele lat może się utrzymywać na tym poziomie – mówił po meczu Maciej Foltyn.

Punkt ten trzeba oczywiście szanować. Pozwolił on przynajmniej na chwilę awansować na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy, a przede wszystkim obronić miejsce na podium do następnej kolejki. W niej Orły zmierzą się z Red Devils Chojnice, gdzie stawką nie będą wyłącznie trzy punkty i pozostanie na podium, ale także podtrzymanie wyśmienitej serii meczów bez porażki, która może wtedy osiągnąć rozmiar dziewięciu spotkań.

GI Malepszy Futsal Leszno – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Adrian Niedźwiedzki 40′ – Ivan Marquina 22′

Futsal Leszno: Bartkowiak (Długosz) – Niedźwiedzki, Witek, Olszak, Molicki, Martin, Radliński, Kruszyński, Bartnicki, Synowiec, Pietruszko, Siecla, Wojciechowski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Szypczyński, Solano, Pastars, Firańczyk, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Pautiak.