Kiedy zdobywa bramkę kibice wykrzykują jego nazwisko. Dla uproszczenia używają oczywiście tylko tego pierwszego. Na drugim – Steinwandter niejedna osoba mogłaby bowiem połamać sobie język. To po tym jednak można zauważyć, że nie jest on stuprocentowym Brazylijczykiem. M.in. o tym, ale także o poziomie Futsal Ekstraklasy na tle naszych południowych sąsiadów porozmawialiśmy z Gustavo Henrique.

Pochodzisz z Brazylii, ale twoje miasto rodzinne – Blumenau nie jest do końca brazylijskie. 35% tamtejszej ludności jest pochodzenia niemieckiego, a twoje nazwisko wskazuje na to, że zaliczasz się do tej grupy. Interesowałeś się jakoś swoim pochodzeniem – w jaki sposób twoi przodkowie przybyli do Brazylii i skąd dokładnie przyjechali?

GUSTAVO: Tak, moja rodzina pochodzi częściowo z Austrii, dlatego też posiadam paszport tego kraju. Teraz nie mam tam już żadnej rodziny, ale zawsze chciałem mieszkać w Europie, podróżować po niej i poznawać kulturę moich przodków.

Wiesz kiedy dokładnie twoja rodzina przybyła do Brazylii?

Myślę, że mogło to być mniej więcej 50-60 lat temu, gdy mój dziadek tam przyjechał.

Kiedy w Polsce słyszysz hasło „sport w Brazylii” myślisz: piłka nożna, siatkówka i ewentualnie też piłka plażowa. Dlaczego zatem wybrałeś futsal?

W Brazylii piłka nożna jest bardzo popularna i niemalże każdy chciałby w nią grać. Przygodę z nią zaczyna się tam jednak od futsalu i dopiero później ewentualnie hala jest zmieniana na boisko trawiaste. Ja zdecydowałem się zostać przy futsalu. Chciałem być profesjonalnym graczem, a też futsal podobał mi się o wiele bardziej, niż oryginalna odmiana tej gry.

Futsal jest tam zatem bardzo popularną dyscypliną? Hale są zawsze pełne?

Hale nie są zawsze pełne. Mimo to mamy dużo klubów, które mają sporą liczbę fanów. Trudno jest je tak naprawdę zliczyć, ponieważ poza główną ligą są jeszcze te regionalne. Brazylia posiada 26 stanów i w każdym z nich są toczone rozgrywki, tak więc drużyn oraz zawodników jest bardzo dużo.

Twoim pierwszym klubem w Europie była Sparta Praga. Jak tam trafiłeś?

Kiedy grałem jeszcze w Brazylii byłem obserwowany przez jednego z agentów. Po jednym ze spotkań zapytał mnie czy nie chciałbym z nim współpracować. Zgodziłem się, ponieważ to była dla mnie dobra okazja do tego, aby robić to, co zawsze chciałem – grać w Europie. Zaufałem mu i jak dziś widać, udało się.

Nie pytałeś go dlaczego akurat Czechy, a nie chociażby Hiszpania?

W tamtym czasie to był dobry wybór. Wierzyłem, że to może się udać, a też może później pójdę gdzieś dalej. I teraz widzę, że tak jest. Dla mnie osobiście Futsal Ekstraklasa jest lepsza od ligi czeskiej. Tutaj każdy może wygrać z każdym. W Czechach też oczywiście są dobre zespoły, ale ogólny poziom całych rozgrywek nie jest tak dobry jak w Polsce.

A gdyby dołożyć do tego jeszcze ligę słowacką, w której także grałeś to Polska wciąż byłaby na pierwszym miejscu?

Tak, jak najbardziej. To jest już mój trzeci rok w Europie i patrząc na te trzy kraje, w których grałem, to polska liga prezentuje zdecydowanie wyższy poziom na tle Czech oraz Słowacji.

Po twoim profilu na instagramie można szybko wywnioskować, że lubisz podróżować. Byłeś wcześniej w Polsce, zanim jeszcze dostałeś ofertę od Acany Orła?

Nie, to był mój pierwszy raz.

Co zatem zrobiłeś po otrzymaniu tej oferty? Sprawdziłeś jak sobie Orzeł ostatnio radził, kto tam gra, czy może gdzie w ogóle leży Jelcz-Laskowice?

Wraz z przyjściem tutaj liczyło się dla mnie przede wszystkim to, aby móc się dalej rozwijać. Abym mógł zwiększać swoje umiejętności, a także grać na coraz wyższym poziomie. Tutaj mogę to robić. Trenuję 7-8 razy w tygodniu, gram w dobrym zespole, który prowadzi bardzo dobry trener. A wiem, że nie wszędzie mógłbym na takie coś liczyć. Oczywiście sprawdziłem też jak wygląda miasto, zobaczyłem, że niedaleko jest stąd do Wrocławia, a to tylko utwierdziło mnie w podjęciu takiej decyzji.

Jakbyś zatem ocenił siebie po tej połowie sezonu?

Nie chciałbym mówić tylko o sobie, ponieważ cały zespół wykonał dobrą robotę. Wszyscy dawali z siebie na treningach sto procent. To jaki progres wykonaliśmy, widać chociażby po tym jak graliśmy na początku sezonu, a w jakim miejscu znajdujemy się teraz. To oczywiście efekt naszej ciężkiej pracy i myślę, że z takim zaangażowaniem możemy być tylko lepsi.

W tym roku udało ci zadebiutować także w reprezentacji Austrii. Spodziewałeś się tego?

To była dla mnie spora niespodzianka. Trener nigdy wcześniej ze mną o tym nie rozmawiał i też za bardzo o tym nie myślałem. Później jednak do mnie napisał, wyjaśnił mi wszystko i to było dla mnie bardzo miłe. Na pewno chciałbym jeszcze tam wrócić, by móc ponownie zagrać w narodowych barwach.

Uczysz się w związku z tym języka niemieckiego?

Jeszcze nie, ale na pewno będę musiał.

A polskiego?

Tylko trochę. Ale też grając w Czechach i na Słowacji dostrzegłem wiele podobieństw w tych językach, więc z rozumieniem nie mam aż tak dużego problemu, w przeciwieństwie do mówienia, z którym jest trochę gorzej.

Jakie plany na aktualną przerwę świąteczno-noworoczną? Wracasz do Brazylii?

Do Brazylii nie wracam. Chcę jak najwięcej podróżować i cieszyć się tym wolnym czasem. Do tej pory udało mi się być w czternastu krajach i teraz wybieram się do kolejnych trzech – jadę na Litwę, Łotwę oraz do Estonii.

A w Polsce już zdążyłeś gdzieś pojechać?

Tak, byłem w Krakowie, Warszawie, no i oczywiście też we Wrocławiu.

Czego Ci zatem życzyć na nowy rok?

Na pewno sukcesów, ale też myślę, że przede wszystkim zdrowia, abym mógł jak najwięcej grać, bo w końcu po to przyjechałem tutaj z Brazylii.