Acana Orzeł Jelcz-Laskowice zremisował z GSF-em Gliwice 3:3. Bramki dla jelczan zdobywali Marcin Firańczyk oraz Gustavo Henrique. Pierwszy z nich mógł także przesądzić o ostatecznym wyniku, ale w końcówce spotkania nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego.

Przed pierwszym spotkaniem w tym roku najbardziej prawdopodobne było jedno – Acana Orzeł nie zremisuje z GSF-em Gliwice 0:0. Takim wynikiem zakończył się bowiem ostatni mecz między tymi drużynami i już wtedy było to dość sporym zaskoczeniem. Oczywiście nie dlatego, że któraś ze stron była zdecydowanym faworytem, a ta druga jej się mocno postawiła. Po prostu takie wyniki w futsalu są bardzo sporadyczne.

Z tego też powodu w Jelczu-Laskowicach z pewnością można było spodziewać się bramek. Ich liczbę było jednak bardzo trudno określić. Dlaczego? Ponieważ GSF na wyjazdach strzela średnio cztery bramki na mecz. Z drugiej strony stały jednak Orły – najlepsza defensywa w lidze. Patrząc na statystki kibice powinni byli uzbroić się także w cierpliwość. Jelczanie przed tym meczem tracili bowiem średnio w pierwszych połowach zaledwie 0.15 bramki, a o losach spotkania przeważali najczęściej po zmianie stron.

Powyższe wyliczenia można było jednak szybko wyrzucić do kosza, ponieważ już w 3. minucie wynik spotkania otworzył Marcin Firańczyk. Tym razem jednak gospodarze postarali się o emocje od pierwszego gwizdka sędziego. Już w 3. minucie dobre podanie od Janisa Pastarsa dostał Marcin Firańczyk, który wykorzystał zagranie partnera i silnym strzałem po ziemi otworzył wynik spotkania.

Blisko podwyższenia rezultatu był Mykola Morozov, ale jego piekielnie silne uderzenie intuicyjnie zbił na rzut rożny golkiper gości. Po drugiej stronie tyle szczęścia nie miał już jednak Maciej Foltyn. Po strzale jednego z gliwiczan piłka odbiła się rykoszetem do Mateusza Szyszki, a ten, co zszokowało wszystkich na trybunach zdecydował się na wykonanie przewrotki. Decyzja ta okazała się być fenomenalną dla przyjezdnych, którzy tym samym doprowadzili do remisu.

Gracze Jesusa Lopeza odzyskali prowadzenie dopiero po zmianie stron. I tak jak w Gliwicach w meczu z Piastem, tak i teraz na listę strzelców wpisał się Gustavo Henrique. Brazylijczyk z austriackim paszportem swojego czwartego gola zdobył nawet w podobny sposób – po dograniu za pole karne ze stałego fragmentu gry.

Niewiele brakowało, a mielibyśmy powtórkę scenariusza z pierwszej części spotkania, ale piłka po strzale Michała Rabieja obiła lewy słupek bramki Foltyna. Niewykorzystana sytuacja gości zemściła się na nich w 27. minucie. Fantastyczne, otwierające podanie otrzymał Henrique, który mądrze wyczekał, a następnie zagrał do nadchodzącego Firańczyka. Ten odwdzięczył mu się swoją drugą bramką w tym spotkaniu oraz czwartą w całym sezonie.

Henrique był bliski także asysty przy bramce Maksyma Pautiaka, ale Ukrainiec minimalnie się pomylił i piłka po jego strzale obiła zaledwie słupek bramki rywala. Po drugiej stronie boiska dobrze zachował się z kolei Wojciech Kędziora, który ładnie zastawił się z futsalówką i silnym strzałem, czubkiem buta zdobył bramkę kontaktową dla gliwiczan.

Na tym jednak były napastnik m.in. Zagłębia Lubin oraz Ruchu Chorzów nie poprzestał. Na cztery minuty przed końcem doprowadził bowiem do remisu i na tablicy świetlnej widniał wynik 3:3.

Decydującą piłkę na nodze mieli ostatecznie gospodarze, a konkretnie Firańczyk. Po dość niezrozumiałej decyzji sędziego, Orły otrzymały przedłużony rzut karny. Zawodnik jelczan nie zdołał jednak umieścić piłki w siatce i przestrzelił obok bramki.

Końcowa syrena oznaczała zatem podział punktów oraz podtrzymanie serii meczów bez porażki w wykonaniu Acany Orła, która osiągnęła rozmiar 11 spotkań.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – GSF Gliwice 3:3 (1:1)
Marcin Firańczyk 3′, 27′, Gustavo Henrique 24′ – Mateusz Szyszko 13′, Wojciech Kędziora 32′, 36′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Firańczyk, Pautiak – Henrique, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.

GSF Gliwice: Bogdziewicz (Barteczka) – Lutecki, Czech, Pasierb, Wilk – Mirga, Gładczak, Węgiel, Kędziora, Rabiej, Sitko, Szyszko, Cichy.