Nikita Mozheyko dołącza do zespołu Acany Orła Jelcz-Laskowice! 27-latek pochodzi z Ukrainy, ale poza tamtejszą ligą, występował również na Białorusi. Jak sam mówi, do wybory Acany Orła przekonał się po rozmowie z żoną.

Nowy zawodnik jelczańskich Orłów, Nikita Mozheyko pochodzi z Ukrainy. Swoją przygodę z piłką rozpoczął zaś dzięki tacie.

– Tata dał mi pierwszą piłkę zanim skończyłem sześć lat. Cały wolny czas spędzałem później właśnie z nią i można powiedzieć, że takie piłkarskie wykształcenie otrzymałem na ulicy. W moim rodzinnym mieście grałem w FK Khartsyzsk. Treningi traktowałem raczej jak hobby i nie myślałem o tym, że zostanę kiedyś zawodowym sportowcem. Gdy byłem w szóstej klasie tata zawiózł mnie na testy do Metallurgu Donieck. Tam grałem przez trzy lata i choć zdobyłem ogromne doświadczenie, to na tym etapie moja kariera w piłce nożnej się zakończyła. Miałem wówczas 14 lat, byłem niskiego wzrostu i postanowiłem zmienić dyscyplinę sportu.

Początki Nikity z futsalem skupiały się głównie w rejonie Doniecka.

– Zacząłem grać w MFC Titan, który później stał się filią Szachtara Donieck. W zespole spędziłm około roku, po czym otrzymałem propozycję trenowania z pierwszym składem. W 2009 roku przeszedłem do MFC LTK, ale po pół roku wróciłem do rodzinnej miejscowości. Następnym moim klubem było więc MFC Arpi w Doniecku, gdzie grałem trzy lata.

Gdy na Ukrainie wybuchła wojna, jego region ucierpiał najbardziej, przez co Nikita musiał wyjechać poza granice swojego kraju.

– Gdy W Donbasie rozpoczęły się działania wojenne, byłem zmuszony przeprowadzić na sąsiednią Białoruś, gdzie spędziłem w sumie pięć lat. Na początku występowałem tam w VRZ Gomel, następnie przez trzy lata występowałem w MFC BC, a na koniec zaś w Viten-Orsha MFC. Z tym ostatnim sięgnąłem po Superpuchar Białorusi, brązowy medal Mistrzostw Białorusi oraz udało nam się dostać do finału krajowego pucharu.

Po sukcesach odniesionych na Białorusi wrócił na Ukrainę, gdzie grał w 1-ligowym MFC De-Trading. Razem z zespołem udało mu się wygrać te rozgrywki i tym samym wywalczyć awans do Extra-Ligi. Teraz jednak postanowił się przenieść do Acany Orła, do czego przekonała go… rozmowa z żoną.

– O polskiej lidze, przyznaję, wiem niewiele, ale obiecuję się poprawić (śmiech). Poza Orłem miałem kilka innych propozycji i trzeba powiedzieć wprost, że wybór nie był łatwy. W Polsce wcześniej byłem tylko przejazdem, nie znam też jeszcze języka, ale po rozmowie z żoną postanowiłem przeprowadzić się tutaj. Poznałem już niektórych kolegów z drużyny. Rozmawiałem m.in. z Mykolą Morozowem, który pomagał mi w sprawach organizacyjnych. Na pewno będę chciał się nauczyć języka, aby móc jak najszybciej zaadoptować się w zespole i dobrze komunikować się z resztą chłopaków.