Wpisy

Najbliższa seria gier będzie stać nie tylko pod znakiem starcia lidera z wiceliderem. To w ten weekend może bowiem dojść do wyraźnego podziału tabeli na dwie połówki, ale także do nieoficjalnego pożegnania dwóch zespołów z Futsal Ekstraklasą.

Poza spotkaniem Acany Orła szykuje się dużo znaczących starć. Znaczących nie tylko dla zespołów, które do nich podejdą, ale także dla reszty ligowej stawki.

Dokonać niemożliwego

16. kolejkę rozpoczniemy od prawdziwego hitu. Na parkiecie w Chorzowie zmierzy się ze sobą miejscowy Clearex oraz Rekord Bielsko-Biała, czyli wicelider oraz lider Futsal Ekstraklasy. Dla chorzowian będzie to ogromna szansa. Szansa na przedłużenie nadziei. Bowiem tak jak zwycięstwo z Rekordem jest w ich zasięgu, tak już zrzucenie go z mistrzowskiego tronu niemalże niemożliwe. Aby jednak szansa na to się zwiększyła potrzebne jest zwycięstwo. W innym razie Rekord będzie mógł zacząć powoli rozglądać się za szampanami na mistrzowską fetę.

Podział w Katowicach

W kolejnym spotkaniu dojdzie do starcia AZS-u UŚ Katowice z Piatem Gliwice. Obecnie oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, ale po tym meczu różnica między nimi może wynosić nawet sześć punktów. Do tego potrzebne jest jednak zwycięstwo gospodarzy. Wygrana katowiczan byłaby dla nich nie tylko zachowaniem kontaktu z ligowym podium, ale także dałaby możliwość do realnego podziału tabeli na dwie połówki – jedną walczącą o podium oraz drugą bijącą się o utrzymanie.

Czy to już ten czas?

W niedzielny wieczór może z kolei dojść do nieoficjalnego pożegnania Gwiazdy Ruda Śląska oraz Red Devils Chojnice. Sytuacja punktowa obu drużyn jest dramatyczna i każda kolejna porażka może być dla nich gwoździem do trumny. W tym wypadku wszystko zależy od spotkania w Chojnicach, gdzie Czerwone Diabły podejmą MOKS Białystok. Gracze z Podlasia znajdują się minimalnie nad kreską, ale ich wygrana może dać im spory oddech powietrza. Dla Red Devils oraz Gwiazdy (jeśli przegra z Acaną Orłem) oznaczałoby to jednak stratę minimum (!) siedmiu punktów do bezpiecznej strefy.

Komplet spotkań 16. kolejki:

Clearex Chorzów – Rekord Bielsko-Biała – 15 lutego, godz. 16.00,
AZS UŚ Katowice – Piast Gliwice – 15 lutego, godz. 17.00,
GSF Gliwice – Constract Lubawa – 15 lutego, godz. 18.00,
FC KJ Toruń – Red Dragons Pniewy – 15 lutego, godz. 18.00,
Gatta Zduńska Wola – Malepszy Futsal Leszno – 15 lutego, godz. 18.00,
Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska – 16 lutego, godz. 18.00,
Red Devils Chojnice – MOKS Białystok – 16 lutego, godz. 18.00.

W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle nie zabraknie meczów derbowych, ale i tych na szycie. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się starcie Constractu Lubawa z Rekordem Bielsko-Biała.

Spotkanie lidera z wiceliderem, derby Śląska, derby Wielkopolski, a może… drugie derby Śląska. W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy emocje są zagwarantowane.

Piątek, 22 listopada

Dziesiątą serię gier rozpocznie nam derbowe starcie na Górnym Śląsku, w którym GSF Gliwice podejmie AZS UŚ Katowice. Faworytem meczu wydają się być goście. Katowiczanie przerwali ostatnio passę czterech spotkań bez zdobyczy punktowej i w Gliwicach będą chcieli rozpocząć nową – zwycięską passę.

Gospodarze z kolei znajdują się w podobnym miejscu, w jakim ich rywale byli jeszcze niedawno. Od sześciu kolejek nie potrafią choćby zremisować i każdy kolejny taki mecz może być dla nich nawet gwoździem do trumny z napisem „SPADEK”. Początek tego spotkania o godzinie 19.15.

Sobota, 23 listopada

Sobotni wieczór także zaczniemy na Śląsku i również będzie to starcie derbowe. Czwarty w tabeli Clearex Chorzów zagra u siebie z czerwoną latarnią Futsal Ekstraklasy – Gwiazdą Ruda Śląska. I mimo że mawia się, iż derby rządzą się swoimi prawami, tak mało prawdopodobne wydaje się być zwycięstwo gości.

Patrząc na tabelę pięciu ostatnich spotkań Clearex zajmuje w niej 1. miejsce z dwunastoma punktami na koncie oraz bilansem bramkowym 29:12. Gwiazda z kolei z zaledwie jednym punktem i stosunkiem bramek 13:29 zajmuje przedostatnią pozycję. Każdy inny wynik niż wygrana chorzowian będzie zatem sporą sensacją. Pierwszy gwizdek sędziego już o godzinie 17.00.

O godzinie 18.00 rozpoczną się natomiast dwa spotkania. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicemistrzów Polski – FC KJ Toruń (o tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ), a w Białymstoku miejscowy MOKS Słoneczny Stok zagra z Piastem Gliwice.

Białostoczanie w tym sezonie grają w kratkę. Trzy wygrane mecze, cztery porażki oraz jeden remis daje im w tym momencie 10. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy. Takim samym bilansem mogą pochwalić się gliwiczanie. Ci jednak swój cały dorobek zdobyli w czterech ostatnich meczach, co tylko pokazuje jak świetnie na graczy ze Śląska podziałała zmiana trenera.

Z tego względu każdy punkt, jaki tylko zostanie na Podlasiu powinien być bardzo szanowany przez gospodarzy. Piast nie będzie kalkulował i zapewne zechce jak najszybciej ustawić sobie to spotkanie. Początek sezonu im uciekł, przez co teraz każde zwycięstwo jest dla nich jak na wagę złota.

Niedziela, 24 listopada

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie i będzie ono kolejnym w tej kolejce, które można określić mianem pojedynku Dawida z Goliatem. Do Zduńskiej Woli przyjadą bowiem zawodnicy przedostatniego w tabeli Red Devils Chojnice.

Goście ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się ponad miesiąc temu i najprawdopodobniej okres ten wydłuży się do niemalże dwóch miesięcy. Popularne Kocury pogubiły ostatnio kilka punktów z silniejszymi rywalami (m.in. z Acaną Orłem), przez co straciły pozycję lidera. Zmotywowani zawodnicy Gatty, będą teraz zapewne chcieli sobie to odbić na słabszym rywalu, a przy okazji obronić miejsce na podium. Czy ta sztuka im się uda? O tym przekonamy się już o godzinie 18.00.

Poniedziałek, 25 listopada

Weekend zakończymy wyjątkowo w poniedziałek. Jako pierwsi tego dnia na parkiet wyjdą gracze Red Dragons Pniewy oraz GI Malepszy Futsal Leszno, którzy zmierzą się w derbach Wielkopolski. Na papierze faworytem wydają się być goście z Leszna, którzy prezentują jak na razie lepszą formę. Wszystko jednak zależy także od tego w jakiej dyspozycji będzie Mateusz Kostecki – aktualny lider klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy. Ostatnio nie uchronił on swojej drużyny od porażki z Acaną Orłem. Jak będzie tym razem? Początek spotkania o godzinie 19.00.

Godzinę później rozpocznie się z kolei prawdziwy hit 10. kolejki. Wicelider tabeli oraz czarny koń sezonu, bo raczej już można tak określać Constract Lubawa podejmie lidera Futsal Ekstraklasy, a zarazem obrońcę tytułu Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem spotkania oczywiście będą Rekordziści, ale to paradoksalnie może pomóc gospodarzom, od których nikt nie oczekuje zwycięstwa. Constract mimo siedmiu spotkań z rzędu bez porażki nic nie musi, a jedynie może. Przeciwnie do gości, którzy chcąc dominować na krajowym podwórku muszą regularnie wygrywać.

Pewnym jest jedno. Jeśli gospodarze wygrają, to z pewnością będzie to największa sensacja 10. kolejki.

Nadchodząca seria gier może przynieść nam sporo hitowych starć. Poza spotkaniem Acany Orła z Gattą Zduńska Wola dojdzie także m.in. do rywalizacji dwóch beniaminków oraz do kolejnych już w tym sezonie derbów Śląska.

Czołówka Futsal Ekstraklasy powoli nam się wykrystalizowała, choć kilka zespołów wciąż ma ambicję, aby do niej wskoczyć. Podobnie jest w strefie spadkowej z tą różnicą, że każda drużyna znajdująca się tam chce jak najszybciej ją opuścić. Do jakich roszad może zatem dojść po 8. kolejce Futsal Ekstraklasy?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gatta Active Zduńska Wola 9.11, godz. 18.00

Zapowiedź tego spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – Rekord Bielsko-Biała 9.11, godz. 18.00

Po niezłym początku i trzech meczach bez porażki gliwiczanie zanotowali cztery spotkania bez zdobyczy punktowej. W każdym z nich strzelali jednak minimum trzy bramki, co może napawać kibiców GSF-u optymizmem. W starciu z Rekordem Bielsko-Biała będzie jednak bardzo trudno o przełamanie złej passy.

Aktualny mistrz Polski przegrał do tej pory zaledwie jedno spotkanie i mając dwa mecze rozegrane mniej zajmuje 3. miejsce w ligowej tabeli. Bramki w tym starciu są niemalże zagwarantowane. Jeśli nawet GSF miałby przegrać, to po walce. W końcu gliwiczanie nie bez powodu mają drugą najlepszą ofensywę w lidze.

Constract Lubawa – Malepszy Futsal Leszno 9.11, godz. 18.00

Spotkanie dwóch beniaminków zapowiada się niezwykle interesująco. Constract jako gospodarz, ale i wicelider Futsal Ekstraklasy wydaje się być faworytem. Lubawianie stają się powoli rewelacją sezonu i jeśli wygrają, będzie można ich spokojnie zacząć nazywać czarnym koniem sezonu.

Goście z Leszna nie jadą jednak do Lubawy, aby być tłem dla swojego rywala. Drużyna z Wielkopolski zwyciężyła dwa ostatnie mecze, dzięki czemu awansowała na 6. miejsce w tabeli. Gdyby udało jej się pokonać Constract, to zrównałaby się z nim punktami i znacznie przybliżyła się do ligowego podium.

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Red Dragons Pniewy 9.11, godz. 18.00

Mecz w Białymstoku można określić jako starcie dwóch zranionych. Zarówno MOKS, jak i Red Dragons nie wygrali swoich ostatnich spotkań. Podjęcie rękawic z zespołem spoza ligowej czołówki może być dla nich zatem szansą na zdobycie cennych punktów. Tych szczególnie potrzebują pniewianie, którym cały czas grozi znalezienie się w strefie spadkowej. Ewentualne zwycięstwo gospodarzy nie sprawiło by ich nagłego przeskoku w tabeli, ale pomogłoby utrzymać bezpieczny kontakt z ligowym podium.

Gwiazda Ruda Śląska – Piast Gliwice 10.11, godz. 16.00

Niedzielne popołudnie rozpoczniemy od derbów Śląska. Zdecydowanym faworytem są zawodnicy gości, którzy po słabym stracie weszli na zwycięską ścieżkę i powoli pną się w górę tabeli. Przeciwnie do graczy z Rudy Śląskiej, którzy na przestrzeni czterech spotkań zdobyli zaledwie punkt i zaczęli się urządzać w strefie spadkowej. Z tego powodu każdy inny wynik niż zwycięstwo Piasta będzie sporą niespodzianką. Na tą liczą jednak gospodarze.

FC KJ Toruń – AZS UŚ Katowice 10.11, godz. 17.00

Tego co się stało z AZS-em UŚ Katowice nie da się po prostu logicznie wyjaśnić. Zespół, który jeszcze niedawno zapowiadał się jako rewelacja sezonu stracił aż 25 bramek w trzech spotkaniach i z pozycji lidera spadł poza podium Futsal Ekstraklasy. Jakichkolwiek przejawów, aby mogło się to zmienić jednak nie widać i z Torunia prawdopodobnie kolejny raz wrócą z niczym.

Torunianie z kolei po kilku pauzach wracają do regularnego grania, a co za tym idzie również do punktowania. W ostatnim spotkaniu wygrali 4:1 z pretendentem do tytułu – Clearexem Chorzów i z czasem pewnie zagoszczą w wyższych rejonach tabeli. Jeśli tak ma się jednak stać, to zwycięstwo z Akademikami wydaje się być obowiązkiem.

Red Devils Chojnice – Clearex Chorzów 10.11, godz. 18.00

Red Devils Chojnice to nie tylko Czerwone Diabły, ale i czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy. Pięć punktów w lidze i aż 32 bramki stracone jest bardzo słabym wynikiem. Zwycięstwo u siebie z Clearexem Chorzów zapewne pomogło by podreperować ten bilans, ale o to łatwo nie będzie.

Chorzowianie po szumnych zapowiedziach zdobycia tytułu mistrza Polski znajdują się obecnie w środku stawki i słabe mecze przeplatają tymi lepszymi. Mimo tego faworyta innego, jak chorzowian wskazać nie można. Dodatkowo mecz na Pomorzu wydaje się być ostatnim dzwonkiem do zaatakowania mistrzostwa. Clearex rozegrał wszystkie dotąd zaplanowane spotkania i ewentualna porażka może utrudnić im pościg za czołówką, która ma jeszcze zaległe mecze.

W 7. kolejce Futsal Ekstraklasy rozegrano wszystkie spotkania. Do roszad doszło m.in. na miejscach spadkowych, ale także i na podium. Liderem pozostaje jednak cały czas Gatta Zduńska Wola, która w meczu na szczycie pokonała AZS UŚ Katowice 7:1.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

51 – aż tyle bramek padło w 7. serii gier. Jest to największa liczba goli jaka do tej pory została strzelona w jednej kolejce. Najwięcej trafień kibice mogli zobaczyć w Lesznie, gdzie miejscowy Malepszy pokonał Gwiazdę Ruda Śląska 6:5.

538 – w tej kolejce najdalszy wyjazd miały przed sobą nasze Orły. Zawodnicy Jesusa Lopeza pokonali w obie strony w sumie 1076 kilometrów, co daje nam niemalże taką samą odległość jak z Jelcza-Laskowic do… stolicy Belgii – Brukseli.

260 – trochę nasi kibice musieli poczekać, ale w końcu się doczekali. Aż tyle dni minęło od ostatniego zwycięstwa Acany Orła na wyjeździe. Poprzedni wyjazdowy tryumf jelczan miał miejsce 16 lutego w starciu z AZS-em UG Gdańsk, kiedy to Orły wygrały 6:3.

300 – w meczu z AZS-em UŚ Katowice barierę trzystu trafień przekroczył Daniel Krawczyk. Zawodnik Gatty Zduńska Wola potrzebuje jeszcze 15 goli, aby pobić ligowy rekord należący do obecnego selekcjonera reprezentacji Polski – Błażeja Korczyńskiego.

25 – w tej kolejce AZS UŚ Katowice stracił 7 bramek. Na przestrzeni ostatnich trzech spotkań katowiczanie wyciągali piłkę z siatki aż 25 razy! Jest to większa liczba, niż ich łączna zdobycz bramkowa w siedmiu dotychczas rozegranych kolejkach. Jeśli ich gra nie ulegnie poprawie, to dotychczasowy lider może szybko wypaść z ligowej czołówki.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy potwierdziła, że bieżący sezon będzie bardzo wyrównany. Jednym z dowodów na to jest to, że żadna z drużyn nie ma już kompletu punktów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

299 – w spotkaniu Gwiazdy Ruda Śląska z Red Dragons Pniewy na nudę nie można było narzekać. Zawodnicy obu zespołów przeprowadzili w sumie aż 299 ataków, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że nie było tu strony wyraźnie dominującej, bowiem Gwiazda przeprowadziła ich 150, a Red Dragons 149. Tak duża liczba ataków przerodziła się również na sporą liczbę strzałów. Było ich dokładnie 121, co oznacza, że średnio co niecałe 20 sekund jedna z drużyn uderzała na bramkę rywala.

140 – dokładnie tyle dni czekał Marcin Firańczyk na bramkę w Futsal Ekstraklasie. Ta zdobyta w starciu z AZS-em UŚ Katowice była jego pierwszą w barwach Acany Orła. Co ciekawe tyle samo czasu potrzebowali zawodnicy Piasta Gliwice, aby ponownie wygrać na poziomie Futsal Ekstraklasy. Przełamać złą passę udało się w spotkaniu z Red Devils Chojnice, które Piastunki wygrały 5:2.

545 – nieco więcej dni potrzebowali zawodnicy Acany Orła, aby ponownie wygrać spotkanie różnicą przynajmniej sześciu bramek. To poprzednie udało się zwyciężyć jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Rywalem Orłów było wtedy Heiro Rzeszów, które jelczanie pokonali na wyjeździe aż 10:0.

267 – po dość dalekich podróżach, graczom z Białegostoku trafił się w końcu najbliższy możliwy mecz wyjazdowy – w Lubawie. Patrząc jednak na odległość, lepiej nie myśleć o ich najdalszym wyjeździe. Dla porównania odległość między halami Piasta i GSF-u wynosi… niecałe dwa kilometry.

47 – osiemnaście straconych i zaledwie cztery zdobyte bramki przez AZS UŚ Katowice w ostatnich dwóch spotkaniach sprawiły, że gracze ze stolicy Śląska stali się jedną z najlepszych ofensyw w lidze (+22), a zarazem jedną z najgorszych defensyw w lidze (-25). Tym samym w spotkaniach zespołu z Katowic pada średnio najwięcej bramek na mecz – 7.83.

Tak wysokiego zwycięstwa na parkietach Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł jeszcze nie zaliczył. W starciu z AZS-em UŚ Katowice jelczanie wygrali aż 8:2, notując tym samy trzeci mecz z rzędu bez porażki.

Spotkanie Acany Orła z AZS-em UŚ Katowice było sporą zagadką dla kibiców obu zespołów. Z jednej strony Orły przed własną publicznością prezentują się w tym sezonie bardzo dobrze. Wygrały już z Clearexem Chorzów, a i niewiele brakowało, aby urwały punkty Rekordowi Bielsko-Biała. Z drugiej zaś strony stali katowiczanie, którzy przez pierwsze cztery spotkania przeszli jak burza, aby w kolejnym przegrać aż 2:10 z Clearexem Chorzów.

Początek spotkania zdecydowanie należał do Acany Orła. Zawodnicy Jesusa Lopeza utrzymywali się dłużej przy piłce, wymieniali dużo podań, a przede wszystkim potrafili realnie zagrozić bramce AZS-u.

Akademicy z kolei nastawili się na grę z kontrataków. Ustawiali się wysoko na własnej połowie, chcąc tym samym szybko odebrać futsalówkę i od razu zabrać się z nią w kierunku stojącego między słupkami Noela Charriera. Dla młodego bramkarza Acany Orła był to pierwszy mecz w wyjściowym składzie, w tym sezonie, a mimo to nie było u niego ani trochę widać presji debiutu.

Ofensywna gra gospodarzy została nagrodzona, i to podwójnie w 16. minucie. Najpierw na listę strzelców, po asyście Sergio Solano, wpisał się Gustavo Henrique. Chwilę później zrobił to także już sam Solano. Kibice cieszący się z pierwszego gola nie zdążyli się nim nawet dobrze uradować, bowiem między obiema trafieniami minęło dokładnie 18 sekund.

Orłom było jednak mało. Bramkowy apetyt udało się zaspokoić przed przerwą Arkadiuszowi Szypczyńskiemu, który po drodze zdążył jeszcze minąć bramkarza AZS-u – Bartłomieja Krzywickiego i spokojnym strzałem podwyższył prowadzenie na 3:0.

Po zmianie stron zawodnicy Jesusa Lopeza wciąż dominowali, a bliski pierwszej bramki w tym meczu był Ixemad Gonzalez. Jego nieudana próba zemściła się jednak na gospodarzach w 24. minucie, a starty do dwóch goli zniwelował Adam Jonczyk.

Goście zostali jednak szybko sprowadzeni na ziemię, bowiem w 28. minucie czwartą bramkę dla Orłów zdobył Solano, a kolejne trafienia wydawały się być kwestią czasu. Przypuszczenia te nie okazały się być złudne, ponieważ najpierw ładną podcinką popisał się Ivan Marquina, a chwilę potem z drugiej bramki w meczu cieszył się Szypczyński.

W tym momencie Acana Orzeł prowadził aż 6:1, lecz na tym nie było końca. Gospodarze szukali kolejnych okazji, a szczególnie aktywny był Marcin Firańczyk. Były zawodnik MOKS-u Białystok próbował kilkukrotnie pokonać Krzywickiego, ale ostatecznie mu się to udało. Dla popularnego „Firany” było to pierwsze trafienie w tym sezonie.

W międzyczasie na listę strzelców wpisał się także Maksym Pautiak, co dawało Acanie już siedmiobramkowe prowadzenie. Akademicy odpowiedzieli tylko raz, za sprawą kapitana zespołu, Tomasza Szczurka.

Jak się później okazało było to ostatnie trafienie w tym spotkaniu, ale kibice, szczególnie gospodarzy, nie mieli na co narzekać. Tak wysokiego zwycięstwa Acana Orzeł, na boiskach Futsal Ekstraklasy nie odnotował jeszcze nigdy w historii. Przy okazji był to też drugi najskuteczniejszy występ jelczan. Więcej bramek Orły strzeliły tylko raz – w zeszłym sezonie, wygrywając z AZS-em UG Gdańsk 9:4.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 8:2 (3:0)

Henrique 16′, Solano 16′, 28′, Szypczyński 20′, 31′, Marquina 30′, Pautiak 35′, Firańczyk 38′ – Jonczyk 25′, Szczurek 39′.

Acana Orzeł: Charrier (Foltyn, Lopez) – Henrique, Morozov Kędra, Pautiak – Solano, Pastars, Gonzalez, Firańczyk, Marquina, Szypczyński.

AZS UŚ: Krzywicki (Kisielov) – Wojtyna, Łopuch, Hewlik, Piskorz – Jochymek, Szczurek, Jonczyk, Hoszek, Musiał, Dubiel, Ząbek.

W 6. kolejce Futsal Ekstraklasy Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicelidera tabeli AZS UŚ Katowice. Będzie to jednocześnie ostatnie spotkanie przed dwutygodniową przerwą reprezentacyjną.

Tak jak futsalowy maraton rozpoczął się w Jelczu-Laskowicach, tak też Orły zakończą go przed własną publicznością. Rywalem zawodników Jesusa Lopeza będzie tym razem AZS UŚ Katowice, który jeszcze niedawno na swoim koncie miał komplet punktów.

Aktualną formę AZS-u jest bardzo trudno określić. Z jednej strony katowiczanie weszli w nowy sezon nie tylko razem z drzwiami, ale i razem z ich framugą. Wygrywali z każdym kto stanął na ich drodze. Udało im się to nawet z prawdziwym hegemonem z Bielska Białej, dzięki czemu zajmowali pozycję lidera w ligowej tabeli. Z drugiej jednak strony przegrali ostatnie spotkanie z wydającymi się być w słabej dyspozycji graczami Clearexu Chorzów aż 2:10.

Z tego powodu jelczanie muszą uważać podwójnie i nie powinno ich zmylić to, że oni wygrali kilka dni temu z Clearexem. W końcu mecz meczowi nierówny. Dodatkowo zespół ze stolicy Śląska może być jeszcze bardziej zmotywowany, wiedząc jak ich rywale poradzili sobie z tym samym przeciwnikiem.

Na korzyść Acany przemawia przede wszystkim własna hala. W tym sezonie Orzeł lepiej prezentuje się przed własną publicznością, która jak zawsze wspiera go niesamowicie głośnym dopingiem.

Dodatkowo jelczanie mają korzystniejszy bilans w starciach z AZS-em. W poprzednim sezonie, na dwa rozegrane spotkania oba wygrali. Kibicom z Dolnego Śląska szczególnie w pamięć mogło zapaść to, które odbyło się niemalże równy rok temu właśnie w Jelczu-Laskowicach. Wtedy to mimo przegrywania w drugiej połowie już 0:3, potrafili odrobić starty z nawiązką i zwyciężyć 5:3.

Wygrana Acany Orła dałaby też możliwość jego zawodnikom spokojnego zejścia na przerwę reprezentacyjną, a jak wiadomo komfort psychiczny może znacznie pomóc w przygotowaniach do kolejnych spotkań.

Początek spotkania już w najbliższą sobotę – 12 października o godzinie 18.00 w Centrum Sportu i Rekreacji Jelcz-Laskowice. Wstęp jest darmowy, dzięki sponsorowi meczu – firmie JK Nutrition, specjalizującej się w cateringach dietetycznych.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy była bardzo intensywna. Mimo że dwa spotkania się nie odbyły, to emocji był tyle, że można by je rozdzielić na dwa weekendy.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

390 kilometrów – w tej kolejce jednym z najdalszych wyjazdów mogli poszczycić się zawodnicy Acany Orła. Aby dojechać do Lubawy musieli pokonać drogę podobną do tej, która dzieli Jelcz-Laskowice od stolicy Austrii – Wiednia. Mimo to mogli liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców, za co należą im się ogromne brawa.

25 – mały jubileusz w spotkaniu z Constractem Lubawa obchodził z kolei Maksym Pautiak. Jego trafienie na 2:2 dla Acany Orła było jednocześnie 25. trafieniem na parkietach Futsal Ekstraklasy.

24 sekundy – zaledwie tyle czasu potrzebował Michał Osypiuk, aby otworzyć wynik spotkania oraz dać prowadzenie MOKS-owi Białystok w starciu z Gwiazdą Ruda Śląska. Trafienie to jest jednocześnie najszybciej zdobytą bramką w tym sezonie.

10 – tylu trafień w jednym spotkaniu nie zaliczył jeszcze żaden zespół. Żaden poza Clearexem Chorzów, który w spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice drogę do bramki rywala znalazł więcej razy, niż w pozostałych czterech spotkaniach razem wziętych. Wynik jest tym bardziej imponujący, bowiem katowiczanie jeszcze przed tą kolejką byli liderem tabeli.

8.8 – takiej średniej bramek na mecz nie było jeszcze w żadnej serii gier. Najbardziej przyczynili się do tego wspomnieni wcześniej chorzowianie, ale i zespół Red Devils Chojnice, który swoje pierwsze trzy punkty zainkasował wygrywając z GI Malepszy Futsal Leszno aż 8:5.

Kiedy rozgrywki nabierają tempa, wiele można się dowiedzieć o zespołach grających w nich. To właśnie wtedy często widać, jak drużyna jest przygotowana do sezonu oraz jak sobie radzi z szybkim pokonywaniem stresu.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy odbędzie się wyjątkowo w środku tygodnia. Z tego względu jednego dnia przypadnie zostanie rozegranych aż pięć spotkań!

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Gwiazda Ruda Śląska 9.10, godz. 18.00

Faworytem spotkania wydają się być gospodarze. W poprzedniej kolejce MOKS poradził sobie z dobrze dysponowanym GSF-em Gliwice, dzięki czemu do domu wracał w dobrych nastrojach. Kluczem do zwycięstwa może być szybkie zdobycie bramki przez jeden z zespołów. Jeśli uda się to Gwieździe, to spotkanie może przypominać starcie z Acaną Orłem, w którym beniaminek niemalże zamurował własną bramkę. Jeśli jedna uda się to drużynie z Podlasia, to możemy być świadkami podobnego pogromu, jaki miał miejsce w starciu Gwiazdy z Constractem.

Clearex Chorzów – AZS UŚ Katowice 9.10, godz. 18.00

To spotkanie może przesądzić o losach Clearexu w tym sezonie. Chorzowianie przed rozpoczęciem rozgrywek otwarcie deklarowali chęć zbicia z tronu Rekordu Bielsko-Biała. Mają oni jednak na koncie już trzy porażki, a w ostatnich dziesięciu sezonach tylko dwukrotnie zdarzyło się, aby mistrz miał więcej niż trzy przegrane. AZS UŚ stoi z kolei przed ogromną szansą udowodnienia kolejny raz, że nie jest liderem z przypadku. Gdyby katowiczanom się to udało, mieliby już w swoim dorobku wygraną z finalistą pucharu Polski, mistrzem Polski oraz z brązowym medalistą MP. Imponujące? Nawet bardzo.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 9.10, godz. 19.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

Red Dragons Pniewy – GSF Gliwice 9.10, godz. 20.00

Po słabszym początku zawodnicy Red Dragons zaliczyli dwa remisy, co mogło lekko podbudować nastroje w drużynie. GSF będzie jednak bardzo zmotywowany, aby powrócić na zwycięską ścieżkę i wskoczyć tym samym na ligowe podium. Faworytem wydają się być gliwiczanie. Na ich korzyść przemawia przede wszystkim druga najlepsza ofensywa w lidze. Z kolei pniewiane stracili do tej pory najwięcej bramek, co może oznaczać bardzo jednostronne spotkanie.

GI Malepszy Futsal Leszno – Red Devils Chojnice 9.10, godz. 20.00

Goście z Chojnic stoją w podobnej sytuacji, jak Red Dragons Pniewy. Jeśli nie wygrają, ich sytuacja w tabeli bardzo się skomplikuje. Lesznianie z kolei po serii spotkań z dużo wyżej notowanymi rywalami, mają okazję do przekonywującego zwycięstwa, co pomogłoby im zbliżyć się do ligowej czołówki. Pomóc im może również własna publiczność – chojniczanie zdobyli do tej pory zaledwie jedną bramkę na wyjeździe.

Spotkania Piast Gliwice – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała – Gatta Active Zduńska Wola odbędą się w późniejszym terminie.

Po czterech rozegranych seriach gier już tylko dwa zespoły mają na swoim koncie komplet oczek. Wciąż mamy również drużynę, która nie zdobyła żadnego punktu. A jak w tej kolejce przedstawiały się najciekawsze statystyki?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatnim weekendzie?

81 – tylu spotkań w Futsal Ekstraklasie potrzebował Mykola Morozov, aby w jednym meczu pokonać bramkarza aż trzykrotnie. Dla zawodnika Acany Orła był to pierwszy hat-trick zdobyty w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej.

100 – rzadko się zdarza, aby w jednym spotkaniu padło aż tyle strzałów. Warto jednak pamiętać, że poza częstotliwością ich oddawania liczy się także skuteczność. Do serca wzięli to sobie gracze AZS-u UŚ Katowice, bowiem w meczu z Rekordem ich udział w liczbie uderzeń wyniósł zaledwie 28%. Mimo to potrafili zdobyć pięć bramek i wygrać całe spotkanie 5:3. Podobnie zrobili zawodnicy Acany Orła, którzy w swoim spotkaniu oddali zaledwie 18% ogólnej liczby strzałów, a mimo to zwyciężyli w bardzo ładnym stylu.

39:44 – w spotkaniu AZS-u UŚ Katowice padła także najpóźniej zdobyta bramka w tym sezonie – dokładnie na 16 sekund przed końcową syreną. Tytułu tego Kamil Musiał nie będzie jednak dzierżył samemu, bowiem w poprzedniej kolejce w tym samym momencie spotkania bramkę zdobył Michał Marek z Rekordu Bielsko-Biała.

6 oraz 1 – wspominaliśmy o tym już w naszym podsumowaniu kolejki, jednak ta statystyka wymaga podwójnego wyróżnienia. Czy znamy bowiem jakiś inny przykład, aby dwa zespoły od początku sezonu strzelały w każdym spotkaniu tyle samo bramek? My sobie nie przypominamy, a w Futsal Ekstraklasie mamy takie dwie drużyny. Są nimi Constract Lubawa oraz Gwiazda Ruda Śląska. Pierwsi z nich nie schodzą poniżej sześciu bramek na mecz. Z kolei drudzy nie mogą przełamać granicy jednego trafienia. Wynik bezpośredniego starcia obu zespołów nie mógł być zatem inny – 6:1 dla graczy z Lubawy.

506 kilometrów – jednego czego nie zazdrościmy zespołowi z Białegostoku, to na pewno dalekich wyjazdów. Na ostatnie spotkanie do Gliwic, zespół MOKS-u musiał przejechać ponad 500 kilometrów. Niemalże taką samą odległość białostoczanie mieliby do pokonania, gdyby ich spotkanie odbywało się… w Rydze.