Wpisy

Dziesiąty GSF Gliwice od dziewiątego w tabeli Malpeszy Futsal Leszno dzieli pięć punktów. Tyle samo punktów różnicy jest między szóstym Constractem Lubawa i… pierwszym Rekordem Bielsko-Biała. A co jeszcze wartego uwagi można przytoczyć po ostatniej serii gier?

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 11. kolejce Futsal Ekstraklasy.

4 zespoły – przed rozpoczynającym się sezonem można było zakładać, że będzie on bardziej wyrównany, szczególnie w środku stawki. Nikt nie myślał jednak o tym, że po jedenastu kolejkach aż cztery zespoły z górnej części tabeli będą miały po 19 punktów. Trudno oczywiście jeszcze wyrokować czy stan ten się utrzyma, bowiem pozostało kilka nierozegranych spotkań, ale pewnym jest jedno – runda rewanżowa będzie wyjątkowo ciekawa. Dla przypomnienia – w ostatniej dekadzie bezpośrednie starcia dwukrotnie decydowały o przyznaniu medali mistrzostw Polski. Raz skorzystał na tym nasz obecny zawodnik, Mykola Morozow, który w sezonie 2012/13 wraz z Marwitem Toruń stanął na najniższym stopniu podium.

8 meczów – ta liczba może oczywiście jeszcze wzrosnąć, ale na tę chwilę Acana Orzeł notuje niesamowitą serię spotkań bez porażki. Ostatnim zespołem, który pokonał jelczan jest… Gwiazda Ruda Śląska. Od tamtej wpadki minęły już jednak aż 73 dni, a Orły znacznie poprawiły swoją grę, dzięki czemu z meczu na mecz mogą przypisywać sobie kolejne punkty w tabeli Futsal Ekstraklasy.

63 dni – tyle dni czekali z kolei zawodnicy GSF-u Gliwice na jakąkolwiek zdobycz punktową. Fatalną passę siedmiu porażek z rzędu udało się przerwać na nie byle jakim rywalu, bo na dotychczasowym wiceliderze – Gattcie Zduńska Wola. Dzięki zwycięstwu, gliwiczanie opuścili strefę spadkową i bardzo prawdopodobne, że zbliżające się święta spędzą tuż nad kreską.

58 dni – niechlubną palmę pierwszeństwa po gliwiczanach przejęli z kolei gracze Red Devils Chojnice. Czerwonym Diabłom w sobotę miną dwa miesiące od ostatniej wygranej, a nie zapowiada się raczej, aby seria porażek zatrzymała się na sześciu spotkaniach. Chojniczanie jadą bowiem do… Jelcza-Laskowic. Przed meczem na Dolnym Śląsku bilans bramek z ich ostatnich sześciu spotkań wynosi 12:39.

54 gole – w 11. kolejce padł także rekord zdobytych bramek w jednej serii gier. Do tego pokaźnego wyniku znacznie przyczynili się ostatni złoci oraz srebrni medaliści mistrzostw Polski. Zarówno Rekord, jak i FC KJ Toruń pokonali swoich rywali 8:2.

Remisem 1:1 zakończyło się wyjazdowe spotkania Acany Orła z Malepszy Futsal Leszno. Prowadzenie jelczanom na początku drugiej połowy dał Ivan Marquina. Gospodarze uratowali jednak wynik na 10 sekund przed końcową syreną, za sprawą Adriana Niedźwiedzkiego.

Kibice gospodarzy, ale także i gości, którzy licznie stawili się w Lesznie z pewnością mogli liczyć na dobre zawody. W popularnym „Trapezie” miała się ze sobą bowiem spotkać trzecia drużyna w tabeli Futsal Ekstraklasy oraz zespół beniaminka, który już niejeden raz postawił się faworyzowanym rywalom.

I rzeczywiście pierwsza połowa nie mogła zawieść. Mimo braku bramek spotkanie było bardzo przyjemne dla oka. Oba zespoły grały agresywnie w obronie oraz momentalnie dochodziły do przeciwnika. Gospodarze kilka razy próbowali zaskoczyć Macieja Foltyna, ale ich strzały z własnej połowy boiska nie zmusiły golkipera Orłów do zbyt wielkiego wysiłku.

Swoim byłym kolegom z drużyny próbował przypomnieć się także Sebastian Wojciechowski. Widać w nim było, że wie gdzie może szukać swoich okazji do przejęcia futsalówki. Próbował to wykorzystać m.in. na Kacprze Kędrze, ale młody zawodnik Acany nie dał się bardziej doświadczonemu rywalowi.

Punktem kulminacyjnym pierwszej części spotkania powinna być 15. minuta. Wtedy to za zagranie piłki ręką sędzia podyktował rzut karny dla gości. Do piłki pewnie podszedł Sergio Solano, ale jego uderzenie obiło zaledwie prawy słupek, przez co na tablicy świetlnej wynik pozostawał bez zmian.

To co najciekawsze miało nadejść jednak po zmianie stron. Prognozy spełniły się dosyć szybko, bo już w 22. minucie. Wtedy to na listę strzelców wpisał się Ivan Marquina, a kibice z Jelcza-Laskowic unieśli ręce w geście radości.

Równie szybko jelczanie wykorzystali jednak limit pięciu fauli, co w 30. minucie poskutkowało przedłużonym rzutem karnym. Na pojedynek z Maciejem Foltynem zdecydował się Dawid Witek, który w swojej karierze reprezentował także barwy Orłów. Górą okazał się być jednak niezawodny bramkarz jelczan, który w Lesznie grał swój własny popisowy mecz.

Znakomita forma Foltyna okazała się niestety bezskuteczna w ostatniej akcji meczu. Na 10 sekund przed końcem, kiedy leszczynianie konstruowali kolejne ataki w przewadze, piłkę do bramki skierował Adrian Niedźwiedzki. Gracze Jesusa Lopeza nie zdążyli już odpowiedzieć i do Jelcza-Laskowic musieli wracać z ogromnym niedosytem.

– Są takie mecze, które kończą się remisem, a mimo to kibice będą je pamiętać przez wiele, wiele miesięcy. I to było jedno z takich spotkań, gdzie kibice przyszli zobaczyć emocje i doczekali się tego. Rzut karny, gol na 10 sekund przed końcem. Możemy być źli, że straciliśmy tę bramkę tak późno. Z przebiegu meczu powiedziałbym, że sytuacji było po równo i żadna z drużyn nie może być obrażona z tego powodu. Futsal Leszno pokazuje, że dużo wnosi do Futsal Ekstraklasy i jako beniaminek potrafi zagrać dobrze z bardziej doświadczonymi ekipami. Jest to klub, który przez wiele lat może się utrzymywać na tym poziomie – mówił po meczu Maciej Foltyn.

Punkt ten trzeba oczywiście szanować. Pozwolił on przynajmniej na chwilę awansować na pozycję wicelidera Futsal Ekstraklasy, a przede wszystkim obronić miejsce na podium do następnej kolejki. W niej Orły zmierzą się z Red Devils Chojnice, gdzie stawką nie będą wyłącznie trzy punkty i pozostanie na podium, ale także podtrzymanie wyśmienitej serii meczów bez porażki, która może wtedy osiągnąć rozmiar dziewięciu spotkań.

GI Malepszy Futsal Leszno – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:1 (0:0)
Adrian Niedźwiedzki 40′ – Ivan Marquina 22′

Futsal Leszno: Bartkowiak (Długosz) – Niedźwiedzki, Witek, Olszak, Molicki, Martin, Radliński, Kruszyński, Bartnicki, Synowiec, Pietruszko, Siecla, Wojciechowski.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Szypczyński, Solano, Pastars, Firańczyk, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Pautiak.

Po przerwie reprezentacyjnej Acana Orzeł wraca do gry. Zawodnicy Jesusa Lopeza udadzą się do Leszna, aby tam w meczu z Malepszy Futsal obronić podium Futsal Ekstraklasy.

Od ostatniego spotkania Acany Orła z FC KJ Toruń minęły już niemalże dwa tygodnie. W tym czasie jelczanie mieli możliwość nieco odpocząć, ale także m.in. obejrzeć na żywo mecz reprezentacji Polski.

Po przerwie nadeszła już jednak pora wrócić do ligowej rzeczywistości. W 11. serii gier, która powoli domyka pierwszą rundę rozgrywek Orły zmierzą się z beniaminkiem Futsal Ekstraklasy – Malepszy Futsal Leszno.

Leszczynianie weszli do ligi bez kompleksów – już w pierwszej kolejce pokonali Clearex Chorzów 2:1. I choć na kolejne trzy punkty czekali ponad miesiąc, to w ostatnich pięciu spotkaniach pokonać ich potrafiła tylko rewelacja sezonu z Lubawy. Dzięki temu po jedenastu kolejkach zajmują ósmą lokatę i patrząc w tabelę zdecydowanie bliżej im do czołówki Futsal Ekstraklasy, niż do strefy spadkowej.

Faworytem spotkania będą z pewnością zawodnicy Jesusa Lopeza i też nie można się temu zbytnio dziwić. Obecnie żadna inna drużyna nie ma tak długiej serii spotkań bez porażki – 7. Dodatkowo leszczynianie tracą dwa razy więcej bramek od jelczan, a też nie nadrabiają tego zbytnio w ofensywie.

Decydująca w całym starciu może okazać się druga połowa, w której do tej pory zawsze działo się najwięcej. Korzystniejsze statystki w drugich częściach spotkań mają Orły. Gospodarze po przerwie stracili 19 z 32 bramek. Z kolei jelczanie zanotowali w tym czasie aż 20 trafień.

Z drugiej jednak strony na 16 straconych przez Acane goli aż 14 padło po zmianie stron. U gospodarzy trafienia rozkładają się z kolei niemalże po równo – 13 w pierwszych połowach oraz 14 w drugich.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Sebastiana Wojciechowskiego, który w zeszłym sezonie reprezentował barwy Acany Orła. W 20 rozegranych spotkaniach zdobył on 10 bramek, co dało mu tytuł jednego z najlepszych strzelców zespołu. Sam Wojciechowski miał już okazję zmierzyć się z byłymi kolegami z drużyny. W przedsezonowym sparingu padł wtedy remis 2:2, ale to spotkanie będzie zupełnie inne o czym m.in. mówi Sergio Solano:

– Malepszy Futsal Leszno to dobry zespół. Nikogo się nie boją i na pewno postawią nam twarde warunki gry. Lubią wchodzić w pojedynki jeden na jeden, ale także próbują dalekich podań, na co musimy zwrócić uwagę. W obronie starają się być agresywni, dlatego musimy być skoncentrowani przez cały mecz, aby nie gubić piłek. To spotkanie nie powinno być podobne do tego rozgrywanego przed sezonem. Mieliśmy wtedy wiele kontuzji oraz nowych zawodników, z którymi dopiero się zgrywaliśmy. Teraz jednak jesteśmy już w dobrej dyspozycji i zarówno my, jak i rywale podejdziemy do meczu z zupełnie innego miejsca. Za nami już pięć miesięcy wspólnych treningów, co szczególnie widać po grze w obronnej, ale również tej w ofensywie.

W Lesznie Orły mogą oczywiście liczyć na swoich kibiców, którzy do Wielkopolski wybierają się w liczbie blisko stu osób. Dla tych jednak, co nie będą mogli wspierać jelczan na miejscu, przewidziana została transmisja spotkania na TVcom.pl. Początek spotkania już w sobotę – 7 grudnia o godzinie 18.00.

Takiego rozstrzygnięcia po pierwszej połowie mało kto się spodziewał. Zawodnicy Jesusa Lopeza pokazali jednak dlaczego od dłuższego czasu nikt nie może ich pokonać i po końcowej syrenie to oni schodzili zwycięsko, wygrywając z FC KJ Toruń 3:0.

Po zdobyciu trzech punktów w Pniewach wszyscy zdawali sobie sprawę, że o kolejny komplet oczek może nie być tak łatwo. Do Jelcza-Laskowic mieli przyjechać wicemistrzowie Polski, których w tym sezonie nie pokonał jeszcze nikt.

Spotkania z FC KJ Toruń niemalże zawsze przypominały futsalowe szachy i podobnie było teraz. W pierwszej połowie niewiele działo się w ofensywie. Oba zespoły wiedziały, że choćby chwila dekoncentracji może poskutkować stratą bramki.

Z tego powodu widowisko może nie było atrakcyjne dla oka, ale też nikomu w głowie nie było, aby prezentować ekwilibrystyczne sztuczki. Zarówno Orły, jak i zespół przyjezdnych skupiał się na wykonywaniu swoich zadań w stu procentach, co w dalszej fazie meczu miało przynieść wymierne korzyści.

Te przyszły dla gospodarzy dopiero po zmianie stron, choć i tak kibice zebrani w Centrum Sportu i Rekreacji musieli uzbroić się cierpliwość. Przebłyski bowiem były, brakowało jedynie konkretów.

Wynik spotkania w 34. minucie otworzył Arkadiusz Szypczyński. Najlepszy strzelec jelczan przejął piłkę w środkowej strefie boiska i nie zważając na goniących go torunian minął bramkarza, aby następnie wpakować futsalówkę do pustej siatki. W tej samej akcji ucierpiał jeden z filarów FC Toruń – Tomasz Kriezel, przez co musiał on opuścić plac gry. Dla gości było to znaczne osłabienie, a jego efekt przyszedł niecałą minutę później.

Wtedy to dryblingiem na prawym skrzydle popisał się Kacper Kędra. Młody zawodnik Acany Orła poszedł na przebój, dośrodkował, a golkiper gości tak niefortunnie interweniował, że nabił piłką swojego kolegę z zespołu – Michała Wojciechowskiego, przez co ta wleciała do bramki.

Kiedy przyjezdni postawili już wszystko na jedną kartę i wycofali z gry bramkarza wynik podwyższył Sergio Solano. Hiszpan wykorzystał nieobecność Kamila Naparło i atakując futsalówkę wślizgiem zaliczył szóste trafienie w bieżących rozgrywkach.

Więcej bramek nie oglądaliśmy, ale mimo to na brak emocji ostatecznie nie można było narzekać. Acana Orzeł zanotował siódmy mecz z rzędu bez porażki, dzięki czemu awansował na podium Futsal Ekstraklasy. Goście z kolei doznali pierwszej porażki w tym sezonie i z trzema spotkaniami rozegranymi mniej znajdują się w dolnej połowie tabeli.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – FC KJ Toruń 3:0 (0:0)
34′ Arkadiusz Szypczyński, 35′ Michał Wojciechowski (s.), 36′ Sergio Solano

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Szypczyński, Pautiak, Morozov, Kędra, Gonzalez, Marquina, Henrique, Solano, Firańczyk, Pastars.

FC KJ Toruń: Naparło (Iwański) – Zboralski, Domański, Jekiełek, Elsner, Mrówczyński, Cyman, Waszak, Wojciechowski, Spychalski, Kriezel, Stolarski.

W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle nie zabraknie meczów derbowych, ale i tych na szycie. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się starcie Constractu Lubawa z Rekordem Bielsko-Biała.

Spotkanie lidera z wiceliderem, derby Śląska, derby Wielkopolski, a może… drugie derby Śląska. W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy emocje są zagwarantowane.

Piątek, 22 listopada

Dziesiątą serię gier rozpocznie nam derbowe starcie na Górnym Śląsku, w którym GSF Gliwice podejmie AZS UŚ Katowice. Faworytem meczu wydają się być goście. Katowiczanie przerwali ostatnio passę czterech spotkań bez zdobyczy punktowej i w Gliwicach będą chcieli rozpocząć nową – zwycięską passę.

Gospodarze z kolei znajdują się w podobnym miejscu, w jakim ich rywale byli jeszcze niedawno. Od sześciu kolejek nie potrafią choćby zremisować i każdy kolejny taki mecz może być dla nich nawet gwoździem do trumny z napisem „SPADEK”. Początek tego spotkania o godzinie 19.15.

Sobota, 23 listopada

Sobotni wieczór także zaczniemy na Śląsku i również będzie to starcie derbowe. Czwarty w tabeli Clearex Chorzów zagra u siebie z czerwoną latarnią Futsal Ekstraklasy – Gwiazdą Ruda Śląska. I mimo że mawia się, iż derby rządzą się swoimi prawami, tak mało prawdopodobne wydaje się być zwycięstwo gości.

Patrząc na tabelę pięciu ostatnich spotkań Clearex zajmuje w niej 1. miejsce z dwunastoma punktami na koncie oraz bilansem bramkowym 29:12. Gwiazda z kolei z zaledwie jednym punktem i stosunkiem bramek 13:29 zajmuje przedostatnią pozycję. Każdy inny wynik niż wygrana chorzowian będzie zatem sporą sensacją. Pierwszy gwizdek sędziego już o godzinie 17.00.

O godzinie 18.00 rozpoczną się natomiast dwa spotkania. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicemistrzów Polski – FC KJ Toruń (o tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ), a w Białymstoku miejscowy MOKS Słoneczny Stok zagra z Piastem Gliwice.

Białostoczanie w tym sezonie grają w kratkę. Trzy wygrane mecze, cztery porażki oraz jeden remis daje im w tym momencie 10. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy. Takim samym bilansem mogą pochwalić się gliwiczanie. Ci jednak swój cały dorobek zdobyli w czterech ostatnich meczach, co tylko pokazuje jak świetnie na graczy ze Śląska podziałała zmiana trenera.

Z tego względu każdy punkt, jaki tylko zostanie na Podlasiu powinien być bardzo szanowany przez gospodarzy. Piast nie będzie kalkulował i zapewne zechce jak najszybciej ustawić sobie to spotkanie. Początek sezonu im uciekł, przez co teraz każde zwycięstwo jest dla nich jak na wagę złota.

Niedziela, 24 listopada

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie i będzie ono kolejnym w tej kolejce, które można określić mianem pojedynku Dawida z Goliatem. Do Zduńskiej Woli przyjadą bowiem zawodnicy przedostatniego w tabeli Red Devils Chojnice.

Goście ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się ponad miesiąc temu i najprawdopodobniej okres ten wydłuży się do niemalże dwóch miesięcy. Popularne Kocury pogubiły ostatnio kilka punktów z silniejszymi rywalami (m.in. z Acaną Orłem), przez co straciły pozycję lidera. Zmotywowani zawodnicy Gatty, będą teraz zapewne chcieli sobie to odbić na słabszym rywalu, a przy okazji obronić miejsce na podium. Czy ta sztuka im się uda? O tym przekonamy się już o godzinie 18.00.

Poniedziałek, 25 listopada

Weekend zakończymy wyjątkowo w poniedziałek. Jako pierwsi tego dnia na parkiet wyjdą gracze Red Dragons Pniewy oraz GI Malepszy Futsal Leszno, którzy zmierzą się w derbach Wielkopolski. Na papierze faworytem wydają się być goście z Leszna, którzy prezentują jak na razie lepszą formę. Wszystko jednak zależy także od tego w jakiej dyspozycji będzie Mateusz Kostecki – aktualny lider klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy. Ostatnio nie uchronił on swojej drużyny od porażki z Acaną Orłem. Jak będzie tym razem? Początek spotkania o godzinie 19.00.

Godzinę później rozpocznie się z kolei prawdziwy hit 10. kolejki. Wicelider tabeli oraz czarny koń sezonu, bo raczej już można tak określać Constract Lubawa podejmie lidera Futsal Ekstraklasy, a zarazem obrońcę tytułu Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem spotkania oczywiście będą Rekordziści, ale to paradoksalnie może pomóc gospodarzom, od których nikt nie oczekuje zwycięstwa. Constract mimo siedmiu spotkań z rzędu bez porażki nic nie musi, a jedynie może. Przeciwnie do gości, którzy chcąc dominować na krajowym podwórku muszą regularnie wygrywać.

Pewnym jest jedno. Jeśli gospodarze wygrają, to z pewnością będzie to największa sensacja 10. kolejki.

Acana Orzeł nabrał rozpędu. Po pobiciu rekordu pięciu meczów z rzędu bez porażki zawodnikom Jesusa Lopeza przyjdzie zmierzyć się z aktualnym wicemistrzem Polski – FC KJ Toruń.

Torunianie do Jelcza-Laskowic przyjadą nie tylko jako srebrni medaliści ostatnich mistrzostw Polski, ale także jako jedyna niepokonana dotąd drużyna. W tym sezonie jeszcze żaden zespół nie znalazł bowiem sposobu na pomarańczowo-czarnych.

Tak dobrego bilansu najbliższych rywali jelczan na pewno nie można usprawiedliwiać mniejszą liczbą rozegranych spotkań. Poza meczem z Red Dragons Pniewy zawodnicy Łukasza Żebrowskiego grali wyłącznie z drużynami z TOP 7. Jedynym zespołem z tego grona, z którymi torunianie się jeszcze nie mierzyli jest właśnie Acana Orzeł.

Po stronie gospodarzy stoją zdecydowanie ściany hali, w której spotkanie zostanie rozegrane. Gracze Jesusa Lopeza prezentują się w tym sezonie fenomenalnie przed własną publicznością, co pokazali chociażby w ostatnim spotkaniu z Gattą Zduńska Wola, gdzie goście trzykrotnie musieli gonić wynik.

Dodatkowo kolejne liczby notują nominalne strzelby Orła. Marcin Firańczyk wpisał się niedawno na listę strzelców w Pniewach, a asystę dołożył najlepszy strzelec zespołu – Arkadiusz Szypczyński. Poza ofensywą równie dobrze jest w defensywie. Orzeł jest obecnie drużyną, która traci najmniej bramek w lidze – niecałe dwa gole na mecz.

W defensywie jednak podobnie radzą sobie torunianie. Z tego względu trudno oczekiwać wyniku, jakim zakończyła się ostatnia rywalizacja obu drużyn. Orzeł wygrał wtedy 7:3, ale była to już przedostatnia kolejka i wszystkie karty były już dawno rozdane. Prędzej możemy spodziewać się futsalowych szachów, gdzie o ostatecznym wyniku zadecyduje różnica jednej bramki.

Tak było m.in. w trakcie minionej edycji Futsal Masters, gdzie FC KJ Toruń wygrało 3:2. Wtedy jednak oba zespoły były w trakcie przygotowań do sezonu i z tego względu trudno wskazywać faworyta sobotniego starcia.

– Podczas tamtego spotkania i my, i drużyna z Torunia byliśmy w trakcie okresu przygotowawczego, dlatego ten mecz będzie zupełnie inny. Największą siłą torunian jest cały zespół i ogromne doświadczenie zdobyte na parkietach Futsal Ekstraklasy. Wyróżniającą się postacią jest z pewnością bramkarz Kamil Naparło, który jak narazie rozgrywa świetny sezon. Każda drużyna ma swoje silne, ale także słabsze strony. Kto w ciągu całego spotkania utrzyma odpowiedni poziom koncentracji i jakości na boisku, ten w sobotni wieczór powinien świętować zwycięstwo – mówi Mykola Morozov, gracz Acany Orła.

Pierwszy gwizdek sędziego już w najbliższą sobotę – 23 listopada o godzinie 18.00. Bilety na to spotkanie dostępne są w kasach CSiR Jelcz-Laskowice w cenie pięciu oraz piętnastu złotych.

W 9. kolejce doszło do kolejnej zmiany lidera. Tym razem na 1. miejscu zasiedli obrońcy tytułu – Rekord Bielsko-Biała. Miana niepokonanego zespołu bronią z kolei cały czas gracze FC KJ Toruń. A co jeszcze wydarzyło się w ostatni weekend?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

6 – już 46 dni trwa seria spotkań bez porażki Acany Orła. Na przestrzeni ostatnich sześciu kolejek Orły zdobyły 14 punktów, co jest jednym z najlepszych wyników w Futsal Ekstraklasie. Lepszą serię od zawodników Jesusa Lopeza ma tylko Constract Lubawa, który ostatni raz uległ w 2. kolejce z GSF-em Gliwice.

52 – tyle dni czekają z kolei zawodnicy GSF-u na przełamanie swojej niechlubnej passy. Gliwiczanie nie zdobyli choćby punktu od sześciu kolejek przez co z czołówki szybko spadli w okolice strefy spadkowej.

60 – spotkanie Acany Orła z Red Dragons Pniewy było jednocześnie sześćdziesiątym występem Marcina Firańczyka na parkietach Futsal Ekstraklasy. Nasz zawodnik swój mały jubileusz uczcił zdobyciem bramki, która przyczyniła się tego dnia do okazałego zwycięstwo Orłów 5:1.

40:00 – jedną z kontrowersji ostatniego weekendu było to, czy w meczu Piasta Gliwice z Constractem Lubawa Pedro Pereira zdobył gola w regulaminowym czasie gry. Ostatecznie sędziowie uznali, że Brazylijczyk zdążył przed końcową syreną, co jednocześnie dało mu najpóźniej strzeloną bramkę w tym sezonie. Teraz choćby ktoś się bardzo starał, wyniku tego już nie przebije – może go jedynie wyrównać.

510 – w naszej wyliczance nie mogło oczywiście również zabraknąć statystyki wyjazdowej. Tym razem dosyć daleką drogę do przebycia mieli zawodnicy Red Devils Chojnice, którzy niezbyt dobrze mogą wspominać podróż do Katowic. Gracze z Pomorza do stolicy Górnego Śląska mieli dalej niż… gdyby pojechali do Gdyni, tam wsiedli na prom i nim udali się do szwedzkiego portu w Karlskronie. Wycieczka byłaby na pewno ciekawsza, a i podróż, szczególnie ta powrotna weselsza.

Acana Orzeł wygrał na wyjeździe z Red Dragons Pniewy 5:1. Jelczanie przez całe spotkanie przeważali, dzięki czemu na koniec mogli cieszyć się z szóstego z rzędu spotkania bez porażki.

Orły do Pniew jechały po trzy punkty i każdy inny wynik można było uznać za lekkie rozczarowanie. Po fenomenalnych spotkaniach z Clearexem Chorzów oraz Gattą Zduńska Wola trudno było sobie wyobrazić, aby jelczanie nie wracali na Dolny Śląsk z tarczą.

Czerwonych Smoków nie można było jednak lekceważyć, bowiem pniewianie przegrali zaledwie jedno z pięciu poprzednich spotkań. Dodatkowo w świetnej formie był Mateusz Kostecki, który z 13 trafieniami przewodniczył klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy.

I rzeczywiście początek spotkania nie należał do najłatwiejszych. Mimo że inicjatywę od pierwszego gwizdka przejęli zawodnicy Jesusa Lopeza, to trudno było im się przedrzeć przez defensywę rywala.

Gospodarze swoich okazji szukali głównie po szybko przeprowadzonych atakach, ale oddawane strzały nie stwarzały większego zagrożenia dla Macieja Foltyna.

Korzyść z posiadanej przewagi przyszła dla Orłów dopiero w 18. minucie. Obie sytuacje były niemalże bliźniacze – szybki kontratak, wystawienie piłki koledze z zespołu i gol. W tym przypadku wykonawcami wyroków byli odpowiednio Maksym Pautiak oraz Marcin Firańczyk.

Od tego momentu jelczanie mieli już wszystko pod pełną kontrolą, a bramka samobójcza, którą zdobył Giorgi Silagawa tylko dodała im pewności siebie.

Nadzieje gospodarzy na korzystny rezultat przywrócił jeszcze Adrian Skrzypek, ale szybko ugasił je Sergio Solano. Hiszpan najpierw wykorzystał drugie w tym spotkaniu kluczowe podanie od Arka Szypczyńkskiego, a chwilę później wpakował piłkę do pustej siatki i tym samym ustalił wynik spotkania na 5:1.

– Chcieliśmy od początku grać wysokim pressingiem i byliśmy przygotowani praktycznie na wszystko, co Red Dragons dziś zaprezentowało. Szczególnie było to widać w końcówce, kiedy mimo przewagi nie byli w stanie podejść bliżej naszej bramki. Od początku spotkania mieliśmy przewagę, prowadziliśmy grę i choć nie mieliśmy wielu sytuacji to większość z nich wykorzystaliśmy – mówił po meczu Marcin Firańczyk, strzelec jednej z bramek dla Acany Orła.

Dzięki kolejnemu zainkasowaniu kompletu punktów Acana Orzeł utrzymał się na 5. miejscu i do lidera z Bielska-Białej traci już tylko trzy oczka. Bielszczanie bowiem wykorzystali potknięcie Constractu Lubawa, dzięki czemu wskoczyli na 1. pozycję. Red Dragons postali z kolei w strefie spadkowej. Pierwszym bezpiecznym zespołem jest GSF Gliwice, który dzięki korzystniejszemu bilansowi bramek wyprzedza pniewian.

Red Dragons Pniewy – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:5 (0:2)
Adrian Skrzypek 33′ – Maksym Pautiak 18′, Marcin Firańczyk 18′, Giorgi Silagawa 27′ (s.), Sergio Solano 36′, 39′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Henrique, Solano, Marquina, Firańczyk, Gonzalez, Kędra.

Przed zawodnikami Acany Orła kolejne w tym sezonie spotkanie wyjazdowe. Tym razem jelczanie udadzą się do Pniew, aby tam zmierzyć się z miejscowymi Red Dragons.

Po pierwszym wygranym spotkaniu w delegacji nadszedł czas na powtórzenie tego rezultatu. Zadanie nie będzie jednak takie proste. Nasze Orły zagrają z Red Dragons Pniewy, którzy na ostatnich pięć spotkań przegrali zaledwie raz – z liderem z Lubawy.

– Zespół z Pniew zaczął sezon niepewnie, ponieważ kilku młodych zawodników potrzebowało czasu do nabrania pewności siebie. Teraz już jednak ich poczynania na parkiecie są odważniejsze. Red Dragons zawsze słynęli z dobrej organizacji gry i będzie to zacięty, taktyczny bój. Nie będę oryginalny jeśli powiem, że dużo zależy od gry Mateusza Kosteckiego, który jest zdecydowanie na fali wznoszącej – mówi Maciej Foltyn, bramkarz Acany Orła.

Do spotkania na pewno nie można podejść ze zbyt dużą pewnością siebie. Mimo że pniewianie znajdują się aktualnie w strefie spadkowej, to wystarczy wspomnieć o tym jak trudny mecz nasze Orły rozegrały rok temu. Wtedy jelczanie wygrali 1:0 po bramce strzelonej dopiero w 37. minucie. Zawodnikiem, który dał wtedy Acanie trzy punkty był grający wciąż na Dolnym Śląsku Janis Pastars.

– Mecze w Pniewach nigdy nie należały do łatwych. Swego czasu była to prawdziwa jaskinia smoka i bez względu na to, które miejsce zajmują Pniewy, zawsze rozgrywa się tam trudne mecze. Przed każdym spotkaniem patrzymy w tabele, ale tylko na swoją pozycję, aby co tydzień powiększać swój dorobek o kolejne trzy punkty – dodaje nasz kapitan.

Swego czasu w zespole z Wielkopolski występował bramkarza Acany Orła – Maciej Foltyn. Jak mówi jednak kapitan jelczan, sentymenty odstawia na bok.

– Spotkanie o szczególnym znaczeniu rozegrałem w zeszłym roku. Był to mój pierwszy mecz po zmianie barw klubowych i nie było łatwo. Teraz życie toczy się dalej i będzie to kolejny mecz w sezonie przy super publiczności, wraz z kolegami po przeciwnej stronie boiska. Lubię grać w Pniewach, lubiłem cieszyć pniewską publiczność swoimi dobrymi interwencjami i jadę rozegrać tam dobry mecz. Wierzę, że wrócimy stamtąd z pełną pulą punktów.

Mecz zapowiada się zatem bardzo interesująco. Smaczku całemu starciu dodaje również fakt, że dla Orła może to być szóste spotkanie bez porażki. Takiej serii gracze Jesusa Lopeza w Futsal Ekstraklasie jeszcze nie mieli.

Czy Acana zdobędzie zatem kolejne trzy punkty? O tym przekonamy się już jutro – 16 listopada. Pierwszy gwizdek sędziego o godzinie 18.00. Dla osób, które nie będą mogły udać się do Pniew, przewidziana została transmisja na TVcom.pl.

W 8. kolejce Futsal Ekstraklasy rekord bramkowy z poprzedniej serii gier nie został pobity. Mimo to jeden rekord związany ze strzelaniem goli, a jego współautorem ponownie był Clearex Chorzów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

13 – tyle bramek w jednym spotkaniu jeszcze nie padło. Poprzedni rekord tego sezonu ustanowiono w meczu Clearex Chorzów – AZS UŚ Katowice, kiedy to chorzowianie wygrali 10:2. Tym razem swoje palce, a raczej nogi w nowym rezultacie także maczali gracze ze Śląska i również był to Clearex. Brązowi medaliści mistrzostw Polski wygrali w Chojnicach z Red Devils 10:3, dzięki czemu stali się przy okazji najskuteczniejszą ofensywą w lidze.

127 – GSF Gliwice bardzo długo bronił korzystnego wyniku w starciu z Rekordem Bielsko-Biała. O tym jak wytrzymała była obrona gliwiczan może świadczyć chociażby fakt, że bielszczanie oddali aż 91 strzałów. W sumie w tym spotkaniu zostało oddanych 127 uderzeń na bramkę, co stanowi nowy rekord tego sezonu Futsal Ekstraklasy.

5 – przez tyle spotkań z rzędu Acana Orzeł nie doznał porażki. Jest to tym samym wyrównanie rekordu z poprzedniego sezonu, kiedy to na przestrzeni 14. i 18. kolejki Orły wygrały wszystkie mecze. Sześciu spotkań z rzędu bez porażki jeszcze nie było, zatem jelczanie stoją przed niemałą okazją na wyśrubowanie nowego rezultatu.

1,875 – Orły nie mają może najszczelniejszej defensywy w tym sezonie, ale trudno też wyciągać jakiekolwiek wnioski, kiedy wiele drużyn nie rozegrało jeszcze wszystkich spotkań. Da się jednak zauważyć, że jelczanie tracą najmniej bramek na spotkanie – niecałe dwie. Lepszej zatem defensywy na ten moment w lidze po prostu nie ma.

556 – okazuje się, że ostatni wyjazd Orłów do Białegostoku wcale nie był najdalszym w lidze. 18 kilometrów dalej mają tam zawodnicy z Pniew, którzy do domu mogli wracać ze sporą ulgą. Po odrobieniu start w drugiej połowie ich cały wysiłek mógł pójść na nic. Na szczęście dla pniewian przedłużonego rzutu karnego nie wykorzystał Vitalii Lisnychenko i spotkanie zakończyło się dwubramkowym remisem. W sumie zawodnicy z Wielkopolski przejechali 1112 kilometrów. Niewiele mniej wynosi dorga do… Zurychu.