Wpisy

W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle nie zabraknie meczów derbowych, ale i tych na szycie. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się starcie Constractu Lubawa z Rekordem Bielsko-Biała.

Spotkanie lidera z wiceliderem, derby Śląska, derby Wielkopolski, a może… drugie derby Śląska. W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy emocje są zagwarantowane.

Piątek, 22 listopada

Dziesiątą serię gier rozpocznie nam derbowe starcie na Górnym Śląsku, w którym GSF Gliwice podejmie AZS UŚ Katowice. Faworytem meczu wydają się być goście. Katowiczanie przerwali ostatnio passę czterech spotkań bez zdobyczy punktowej i w Gliwicach będą chcieli rozpocząć nową – zwycięską passę.

Gospodarze z kolei znajdują się w podobnym miejscu, w jakim ich rywale byli jeszcze niedawno. Od sześciu kolejek nie potrafią choćby zremisować i każdy kolejny taki mecz może być dla nich nawet gwoździem do trumny z napisem „SPADEK”. Początek tego spotkania o godzinie 19.15.

Sobota, 23 listopada

Sobotni wieczór także zaczniemy na Śląsku i również będzie to starcie derbowe. Czwarty w tabeli Clearex Chorzów zagra u siebie z czerwoną latarnią Futsal Ekstraklasy – Gwiazdą Ruda Śląska. I mimo że mawia się, iż derby rządzą się swoimi prawami, tak mało prawdopodobne wydaje się być zwycięstwo gości.

Patrząc na tabelę pięciu ostatnich spotkań Clearex zajmuje w niej 1. miejsce z dwunastoma punktami na koncie oraz bilansem bramkowym 29:12. Gwiazda z kolei z zaledwie jednym punktem i stosunkiem bramek 13:29 zajmuje przedostatnią pozycję. Każdy inny wynik niż wygrana chorzowian będzie zatem sporą sensacją. Pierwszy gwizdek sędziego już o godzinie 17.00.

O godzinie 18.00 rozpoczną się natomiast dwa spotkania. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicemistrzów Polski – FC KJ Toruń (o tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ), a w Białymstoku miejscowy MOKS Słoneczny Stok zagra z Piastem Gliwice.

Białostoczanie w tym sezonie grają w kratkę. Trzy wygrane mecze, cztery porażki oraz jeden remis daje im w tym momencie 10. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy. Takim samym bilansem mogą pochwalić się gliwiczanie. Ci jednak swój cały dorobek zdobyli w czterech ostatnich meczach, co tylko pokazuje jak świetnie na graczy ze Śląska podziałała zmiana trenera.

Z tego względu każdy punkt, jaki tylko zostanie na Podlasiu powinien być bardzo szanowany przez gospodarzy. Piast nie będzie kalkulował i zapewne zechce jak najszybciej ustawić sobie to spotkanie. Początek sezonu im uciekł, przez co teraz każde zwycięstwo jest dla nich jak na wagę złota.

Niedziela, 24 listopada

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie i będzie ono kolejnym w tej kolejce, które można określić mianem pojedynku Dawida z Goliatem. Do Zduńskiej Woli przyjadą bowiem zawodnicy przedostatniego w tabeli Red Devils Chojnice.

Goście ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się ponad miesiąc temu i najprawdopodobniej okres ten wydłuży się do niemalże dwóch miesięcy. Popularne Kocury pogubiły ostatnio kilka punktów z silniejszymi rywalami (m.in. z Acaną Orłem), przez co straciły pozycję lidera. Zmotywowani zawodnicy Gatty, będą teraz zapewne chcieli sobie to odbić na słabszym rywalu, a przy okazji obronić miejsce na podium. Czy ta sztuka im się uda? O tym przekonamy się już o godzinie 18.00.

Poniedziałek, 25 listopada

Weekend zakończymy wyjątkowo w poniedziałek. Jako pierwsi tego dnia na parkiet wyjdą gracze Red Dragons Pniewy oraz GI Malepszy Futsal Leszno, którzy zmierzą się w derbach Wielkopolski. Na papierze faworytem wydają się być goście z Leszna, którzy prezentują jak na razie lepszą formę. Wszystko jednak zależy także od tego w jakiej dyspozycji będzie Mateusz Kostecki – aktualny lider klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy. Ostatnio nie uchronił on swojej drużyny od porażki z Acaną Orłem. Jak będzie tym razem? Początek spotkania o godzinie 19.00.

Godzinę później rozpocznie się z kolei prawdziwy hit 10. kolejki. Wicelider tabeli oraz czarny koń sezonu, bo raczej już można tak określać Constract Lubawa podejmie lidera Futsal Ekstraklasy, a zarazem obrońcę tytułu Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem spotkania oczywiście będą Rekordziści, ale to paradoksalnie może pomóc gospodarzom, od których nikt nie oczekuje zwycięstwa. Constract mimo siedmiu spotkań z rzędu bez porażki nic nie musi, a jedynie może. Przeciwnie do gości, którzy chcąc dominować na krajowym podwórku muszą regularnie wygrywać.

Pewnym jest jedno. Jeśli gospodarze wygrają, to z pewnością będzie to największa sensacja 10. kolejki.

Nadchodząca seria gier może przynieść nam sporo hitowych starć. Poza spotkaniem Acany Orła z Gattą Zduńska Wola dojdzie także m.in. do rywalizacji dwóch beniaminków oraz do kolejnych już w tym sezonie derbów Śląska.

Czołówka Futsal Ekstraklasy powoli nam się wykrystalizowała, choć kilka zespołów wciąż ma ambicję, aby do niej wskoczyć. Podobnie jest w strefie spadkowej z tą różnicą, że każda drużyna znajdująca się tam chce jak najszybciej ją opuścić. Do jakich roszad może zatem dojść po 8. kolejce Futsal Ekstraklasy?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gatta Active Zduńska Wola 9.11, godz. 18.00

Zapowiedź tego spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – Rekord Bielsko-Biała 9.11, godz. 18.00

Po niezłym początku i trzech meczach bez porażki gliwiczanie zanotowali cztery spotkania bez zdobyczy punktowej. W każdym z nich strzelali jednak minimum trzy bramki, co może napawać kibiców GSF-u optymizmem. W starciu z Rekordem Bielsko-Biała będzie jednak bardzo trudno o przełamanie złej passy.

Aktualny mistrz Polski przegrał do tej pory zaledwie jedno spotkanie i mając dwa mecze rozegrane mniej zajmuje 3. miejsce w ligowej tabeli. Bramki w tym starciu są niemalże zagwarantowane. Jeśli nawet GSF miałby przegrać, to po walce. W końcu gliwiczanie nie bez powodu mają drugą najlepszą ofensywę w lidze.

Constract Lubawa – Malepszy Futsal Leszno 9.11, godz. 18.00

Spotkanie dwóch beniaminków zapowiada się niezwykle interesująco. Constract jako gospodarz, ale i wicelider Futsal Ekstraklasy wydaje się być faworytem. Lubawianie stają się powoli rewelacją sezonu i jeśli wygrają, będzie można ich spokojnie zacząć nazywać czarnym koniem sezonu.

Goście z Leszna nie jadą jednak do Lubawy, aby być tłem dla swojego rywala. Drużyna z Wielkopolski zwyciężyła dwa ostatnie mecze, dzięki czemu awansowała na 6. miejsce w tabeli. Gdyby udało jej się pokonać Constract, to zrównałaby się z nim punktami i znacznie przybliżyła się do ligowego podium.

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Red Dragons Pniewy 9.11, godz. 18.00

Mecz w Białymstoku można określić jako starcie dwóch zranionych. Zarówno MOKS, jak i Red Dragons nie wygrali swoich ostatnich spotkań. Podjęcie rękawic z zespołem spoza ligowej czołówki może być dla nich zatem szansą na zdobycie cennych punktów. Tych szczególnie potrzebują pniewianie, którym cały czas grozi znalezienie się w strefie spadkowej. Ewentualne zwycięstwo gospodarzy nie sprawiło by ich nagłego przeskoku w tabeli, ale pomogłoby utrzymać bezpieczny kontakt z ligowym podium.

Gwiazda Ruda Śląska – Piast Gliwice 10.11, godz. 16.00

Niedzielne popołudnie rozpoczniemy od derbów Śląska. Zdecydowanym faworytem są zawodnicy gości, którzy po słabym stracie weszli na zwycięską ścieżkę i powoli pną się w górę tabeli. Przeciwnie do graczy z Rudy Śląskiej, którzy na przestrzeni czterech spotkań zdobyli zaledwie punkt i zaczęli się urządzać w strefie spadkowej. Z tego powodu każdy inny wynik niż zwycięstwo Piasta będzie sporą niespodzianką. Na tą liczą jednak gospodarze.

FC KJ Toruń – AZS UŚ Katowice 10.11, godz. 17.00

Tego co się stało z AZS-em UŚ Katowice nie da się po prostu logicznie wyjaśnić. Zespół, który jeszcze niedawno zapowiadał się jako rewelacja sezonu stracił aż 25 bramek w trzech spotkaniach i z pozycji lidera spadł poza podium Futsal Ekstraklasy. Jakichkolwiek przejawów, aby mogło się to zmienić jednak nie widać i z Torunia prawdopodobnie kolejny raz wrócą z niczym.

Torunianie z kolei po kilku pauzach wracają do regularnego grania, a co za tym idzie również do punktowania. W ostatnim spotkaniu wygrali 4:1 z pretendentem do tytułu – Clearexem Chorzów i z czasem pewnie zagoszczą w wyższych rejonach tabeli. Jeśli tak ma się jednak stać, to zwycięstwo z Akademikami wydaje się być obowiązkiem.

Red Devils Chojnice – Clearex Chorzów 10.11, godz. 18.00

Red Devils Chojnice to nie tylko Czerwone Diabły, ale i czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy. Pięć punktów w lidze i aż 32 bramki stracone jest bardzo słabym wynikiem. Zwycięstwo u siebie z Clearexem Chorzów zapewne pomogło by podreperować ten bilans, ale o to łatwo nie będzie.

Chorzowianie po szumnych zapowiedziach zdobycia tytułu mistrza Polski znajdują się obecnie w środku stawki i słabe mecze przeplatają tymi lepszymi. Mimo tego faworyta innego, jak chorzowian wskazać nie można. Dodatkowo mecz na Pomorzu wydaje się być ostatnim dzwonkiem do zaatakowania mistrzostwa. Clearex rozegrał wszystkie dotąd zaplanowane spotkania i ewentualna porażka może utrudnić im pościg za czołówką, która ma jeszcze zaległe mecze.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice wygrał z MOKS-em Słoneczny Stok Białystok 4:1. Dla zawodników Jesusa Lopeza było to pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo, a także czwarte już spotkanie z rzędu bez porażki.

Takie wyjazdy w delegacje lubimy najbardziej. Szczególnie wtedy gdy widzimy jak naszą grą cieszą się nasi fani. A ci kolejny raz nie zawiedli. W pewnym momencie poczuli się tak pewnie, że z trybun można było usłyszeć głośne „Gramy u siebie! Hej Orzeł gamy u siebie!” I choć Białystok od Jelcza-Laskowic dzieli ponad 500 kilometrów, to rzeczywiście można było momentami odnieść wrażenie, że Orły czują się jak u siebie w domu.

Na taki obrót spraw trzeba było jednak trochę poczekać. Początkowo MOKS jako gospodarz oraz drużyna będąca wyżej w tabeli postawiła twarde warunki. Mimo zdobytego gola i jednobramkowego prowadzenia nasi zawodnicy nie mogli pójść za ciosem. Wiele było za to walki i ostrej gry z obu stron, co spowodowało, że sędzia prowadzący zawody musiał pokazać aż cztery żółte kartki.   

Więcej działo się po zmianie stron, kiedy to gra się bardziej otworzyła, a bramka strzelona przez Michała Osypiuka sprawiła, że mecz zaczął się nam od nowa. Na to jednak momentalnie odpowiedzieli Mykola Morozov oraz Janis Pastars. Obaj wyprowadzili dwa szybkie ciosy, po których białostoczanie nie byli w stanie już się podnieść. Wynik spotkania na 4:1 ustalił jeszcze Arkadiusz Szypczyński, co jednocześnie przypieczętowało pierwsze wyjazdowe zwycięstwo graczy Jesusa Lopeza w tym sezonie.

Poza zdobyczą punktową swoje z Białegostoku wywiózł także Marcin Firańczyk. Były zawodnik MOKS-u przeszedł przed tym sezonem do Acany Orła, ale kibice nie mieli mu tego za złe. Powitali go bardzo gorąco, a przed rozpoczęciem spotkania otrzymał nawet gromkie brawa oraz… pamiątkową koszulkę zespołu z Białegostoku.

Dzięki zwycięstwu w stolicy Podlasia nasze Orły awansowały na 5. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy i z dorobkiem 11 punktów tracą cztery oczka do liderów ze Zduńskiej Woli. Z nimi jelczanie zmierzą się już w najbliższej kolejce – 9 listopada o godzinie 18.00 w CSiR Jelcz-Laskowice.

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1:4 (0:1)
Henrique Gustavo 9′, Mykola Morozov 28′, Janis Pastars 31′, Arkadiusz Szypczyński 35′ – Michał Osypiuk 27′.

Acana Orzeł: Charrier (Foltyn) – Henrique, Pastars, Morozov, Pautiak – Solano, Gonzalez, Firańczyk, Gonzalez, Kędra, Szypczyński.

Acana Orzeł wraca do gry. Zawodnicy Jesusa Lopeza swoje spotkanie rozegrają w najbardziej oddalonym, w tym sezonie, od Jelcza-Laskowic miejscu – w Białymstoku. Tam na naszych Orłów będzie czekał miejscowy MOKS Słoneczny Stok.

Acana Orzeł mecze z MOKS-em Białystok może wspominać bardzo dobrze. Na dwa rozegrane dotąd spotkania jelczanie wygrali oba, a każde z nich kończyli z przewagą pięciu trafień – 6:1 i 5:0.

Mimo to zespołu z Podlasia nie należy lekceważyć. Białostoczanie pokazali na początku aktualnych rozgrywek, że są w stanie pokonać zespoły, z którymi chociażby nasze Orły pogubiły punkty. Zawodnicy trenera Adriana Citki pokonali już m.in Gwiazdę Ruda Śląska 5:3, a także wygrali na wyjeździe z GSF-em Gliwice 5:4.

Wspomniane nazwisko grającego szkoleniowca MOKS-u nie jest oczywiście przypadkowe, bowiem Adrian Citko jest bratankiem Marka Citki. Trener białostoczan co prawda nie zrobił tak bogatej kariery jak jego wujek, ale mimo to może się pochwalić występami w rezerwach Jagielonii Białystok, gdzie zbierał pierwsze piłkarskie szlify.

– To zespół, który bardzo szanuję. Podoba mi się ich mentalność, są zespołem ofensywnym i nikogo się nie boją. Świetną robotę wykonuje trener – Adrian Citko. Ponadto MOKS często wykorzystuje swojego bramkarza do ataku. Jestem pewien, że będzie to bardzo dynamiczny mecz – zapowiada trener Acany Orła, Jesus Lopez.

Spotkanie to może być także wyjątkowe dla Marcina Firańczyka, który jeszcze w zeszłym sezonie występował w barwach białostockiego klubu. Popularny „Firana” w zespole z Podlasia wystąpił w sumie w 81 spotkaniach, w których zdobył aż 65 bramek!

Spotkanie zapowiada się zatem niezwykle ciekawie. Stawką bowiem nie będą wyłącznie trzy punkty, ale także możliwość znacznego zbliżenia się do podium Futsal Ekstraklasy. W przypadku korzystnych rezultatów może to być nawet wskoczenie do czołowej trójki, a tym zapewne żadna z drużyn by nie pogardziła.

Początek starcia już w niedzielę, 3 listopada o godzinie 16.00. Dla tych, którzy nie będą mogli dopingować naszego zespołu w hali przy ul. Warszawskiej 8 przewidziana została transmisja spotkania na TVcom.pl.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy potwierdziła, że bieżący sezon będzie bardzo wyrównany. Jednym z dowodów na to jest to, że żadna z drużyn nie ma już kompletu punktów.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

299 – w spotkaniu Gwiazdy Ruda Śląska z Red Dragons Pniewy na nudę nie można było narzekać. Zawodnicy obu zespołów przeprowadzili w sumie aż 299 ataków, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto zaznaczyć, że nie było tu strony wyraźnie dominującej, bowiem Gwiazda przeprowadziła ich 150, a Red Dragons 149. Tak duża liczba ataków przerodziła się również na sporą liczbę strzałów. Było ich dokładnie 121, co oznacza, że średnio co niecałe 20 sekund jedna z drużyn uderzała na bramkę rywala.

140 – dokładnie tyle dni czekał Marcin Firańczyk na bramkę w Futsal Ekstraklasie. Ta zdobyta w starciu z AZS-em UŚ Katowice była jego pierwszą w barwach Acany Orła. Co ciekawe tyle samo czasu potrzebowali zawodnicy Piasta Gliwice, aby ponownie wygrać na poziomie Futsal Ekstraklasy. Przełamać złą passę udało się w spotkaniu z Red Devils Chojnice, które Piastunki wygrały 5:2.

545 – nieco więcej dni potrzebowali zawodnicy Acany Orła, aby ponownie wygrać spotkanie różnicą przynajmniej sześciu bramek. To poprzednie udało się zwyciężyć jeszcze na pierwszoligowych parkietach. Rywalem Orłów było wtedy Heiro Rzeszów, które jelczanie pokonali na wyjeździe aż 10:0.

267 – po dość dalekich podróżach, graczom z Białegostoku trafił się w końcu najbliższy możliwy mecz wyjazdowy – w Lubawie. Patrząc jednak na odległość, lepiej nie myśleć o ich najdalszym wyjeździe. Dla porównania odległość między halami Piasta i GSF-u wynosi… niecałe dwa kilometry.

47 – osiemnaście straconych i zaledwie cztery zdobyte bramki przez AZS UŚ Katowice w ostatnich dwóch spotkaniach sprawiły, że gracze ze stolicy Śląska stali się jedną z najlepszych ofensyw w lidze (+22), a zarazem jedną z najgorszych defensyw w lidze (-25). Tym samym w spotkaniach zespołu z Katowic pada średnio najwięcej bramek na mecz – 7.83.

6. kolejka Futsal Ekstraklasy będzie ostatnią przed przerwą reprezentacyjną. Kibice wybierający się na weekendowe spotkania z pewnością nie obraziliby się gdyby zobaczyli podobną liczbę bramek, jaka padła w poprzedniej serii gier.

W ostatniej kolejce Futsal Ekstraklasy, mimo że dwa spotkania nie zostały rozegrane, oglądaliśmy aż 44 bramki. Czy tym razem fani futsalu w Polsce będą mieli tyle samo okazji do wstawania z radości ze swoich krzesełek?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – AZS UŚ Katowice 12.10, godz. 18.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – GI Malepszy Futsal Leszno 12.10, godz. 18.00

Po dobrych trzech spotkaniach GSF Gliwice przestał zdobywać punkty. Gliwiczanie nie przestali jednak zdobywać bramek, co wydaje się być kluczem do pokonania w najbliższej kolejce zespołu z Leszna. Ci ofensywą zbytnio nie grzeszą, a i potrafią zagrać słabo w obronie, jak miało to miejsce w ostatnim meczu z Red Devils Chojnice. Własna hala oraz twarda defensywa powinna dać zwycięstwo GSF-owi. Lesznianie będą próbować przełamać swoją wyjazdową niemoc, ale o to może być bardzo trudno.

Constract Lubwa – MOKS Słoneczny Stok Białystok 12.10, godz. 18.00

Mało kto się spodziewał, że oba zespoły, mimo rozegranego jednego meczu mniej będą się znajdować tak wysoko w tabeli. Przy korzystnym układzie wyników białostoczanie mogą nawet zasiąść po tej kolejce na fotelu lidera, co byłoby sporym zaskoczeniem. Constract również jednak będzie chciał zgarnąć komplet punktów. Tuż za nim panuje ogromny ścisk i tak jak szybko znalazł się w czołówce, tak samo szybko może z niej wylecieć. Spotkanie to zapowiada się także interesująco, bowiem zmierzą się ze sobą najlepsza ofensywa oraz jedna z najlepszych defensyw w lidze.

Clearex Chorzów – Gatta Zduńska Wola 13.10, godz. 17.00

Niedzielne starcie zapowiada się nam na hit kolejki. Gatta, po części dzięki wygranej Clearexu, wskoczyła na pierwsze miejsce w tabeli. Chorzowianie z kolei po małym falstarcie rozbili byłego już lidera z Katowic aż 10:2. Podobny rezultat będzie im jednak trudno powtórzyć, ponieważ Gatta straciła do tej pory najmniej bramek w lidze. Faworytem wydają się być gracze ze Zduńskiej Woli, którzy w tym sezonie punktów jeszcze nie stracili, a dodatkowo mieli więcej czasu na odpoczynek i przygotowanie się do tego spotkania.

Piast Gliwice – Red Devils Chojnice 13.10, godz. 18.00

Jeśli Piast Gliwice chce przynajmniej powtórzyć wynik z zeszłego sezonu, to po prostu musi wygrać z Red Devils Chojnice. Zero punktów w tabeli i zaledwie trzy zdobyte bramki wyglądają bardzo słabo. Z tego też względu trudno wskazać innego faworyta niż chojniczan. Ci w ostatniej kolejce zdobyli pierwsze trzy punkty w sezonie, wygrywając z Malepszy Futsal Leszno 8:5. Jeśli gliwiczanie nie wygrają tego spotkania, to margines błędu zacznie się coraz bardziej zmniejszać, a to nie wróży nic dobrego.

Gwiazda Ruda Śląska – Red Dragons Pniewy 14.10, godz. 20.00

Spotkanie Gwiazdy z Red Dragons jest dla nich ogromną szansą na rozstrzelanie się swoich graczy. W końcu siedem goli w pięciu spotkaniach nie jest zbyt okazałym wynikiem, a i podobna szansa może szybko nie nadejść, bowiem pniewianie są obecnie najgorszą defensywą w lidze. Z tego względu trudno też wskazać faworyta spotkania, ale zwycięstwo dla obu ekip byłoby czymś bardzo cennym – pozwoliłoby to im na ucieczkę z dolnych rejonów tabeli.

Spotkanie FC KJ Toruń – Rekord Bielsko-Biała odbędzie się w późniejszym terminie.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy była bardzo intensywna. Mimo że dwa spotkania się nie odbyły, to emocji był tyle, że można by je rozdzielić na dwa weekendy.

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatniej serii gier?

390 kilometrów – w tej kolejce jednym z najdalszych wyjazdów mogli poszczycić się zawodnicy Acany Orła. Aby dojechać do Lubawy musieli pokonać drogę podobną do tej, która dzieli Jelcz-Laskowice od stolicy Austrii – Wiednia. Mimo to mogli liczyć na głośne wsparcie swoich kibiców, za co należą im się ogromne brawa.

25 – mały jubileusz w spotkaniu z Constractem Lubawa obchodził z kolei Maksym Pautiak. Jego trafienie na 2:2 dla Acany Orła było jednocześnie 25. trafieniem na parkietach Futsal Ekstraklasy.

24 sekundy – zaledwie tyle czasu potrzebował Michał Osypiuk, aby otworzyć wynik spotkania oraz dać prowadzenie MOKS-owi Białystok w starciu z Gwiazdą Ruda Śląska. Trafienie to jest jednocześnie najszybciej zdobytą bramką w tym sezonie.

10 – tylu trafień w jednym spotkaniu nie zaliczył jeszcze żaden zespół. Żaden poza Clearexem Chorzów, który w spotkaniu z AZS-em UŚ Katowice drogę do bramki rywala znalazł więcej razy, niż w pozostałych czterech spotkaniach razem wziętych. Wynik jest tym bardziej imponujący, bowiem katowiczanie jeszcze przed tą kolejką byli liderem tabeli.

8.8 – takiej średniej bramek na mecz nie było jeszcze w żadnej serii gier. Najbardziej przyczynili się do tego wspomnieni wcześniej chorzowianie, ale i zespół Red Devils Chojnice, który swoje pierwsze trzy punkty zainkasował wygrywając z GI Malepszy Futsal Leszno aż 8:5.

Kiedy rozgrywki nabierają tempa, wiele można się dowiedzieć o zespołach grających w nich. To właśnie wtedy często widać, jak drużyna jest przygotowana do sezonu oraz jak sobie radzi z szybkim pokonywaniem stresu.

5. kolejka Futsal Ekstraklasy odbędzie się wyjątkowo w środku tygodnia. Z tego względu jednego dnia przypadnie zostanie rozegranych aż pięć spotkań!

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Gwiazda Ruda Śląska 9.10, godz. 18.00

Faworytem spotkania wydają się być gospodarze. W poprzedniej kolejce MOKS poradził sobie z dobrze dysponowanym GSF-em Gliwice, dzięki czemu do domu wracał w dobrych nastrojach. Kluczem do zwycięstwa może być szybkie zdobycie bramki przez jeden z zespołów. Jeśli uda się to Gwieździe, to spotkanie może przypominać starcie z Acaną Orłem, w którym beniaminek niemalże zamurował własną bramkę. Jeśli jedna uda się to drużynie z Podlasia, to możemy być świadkami podobnego pogromu, jaki miał miejsce w starciu Gwiazdy z Constractem.

Clearex Chorzów – AZS UŚ Katowice 9.10, godz. 18.00

To spotkanie może przesądzić o losach Clearexu w tym sezonie. Chorzowianie przed rozpoczęciem rozgrywek otwarcie deklarowali chęć zbicia z tronu Rekordu Bielsko-Biała. Mają oni jednak na koncie już trzy porażki, a w ostatnich dziesięciu sezonach tylko dwukrotnie zdarzyło się, aby mistrz miał więcej niż trzy przegrane. AZS UŚ stoi z kolei przed ogromną szansą udowodnienia kolejny raz, że nie jest liderem z przypadku. Gdyby katowiczanom się to udało, mieliby już w swoim dorobku wygraną z finalistą pucharu Polski, mistrzem Polski oraz z brązowym medalistą MP. Imponujące? Nawet bardzo.

Constract Lubawa – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 9.10, godz. 19.00

Zapowiedź spotkania znajduje się (TUTAJ).

Red Dragons Pniewy – GSF Gliwice 9.10, godz. 20.00

Po słabszym początku zawodnicy Red Dragons zaliczyli dwa remisy, co mogło lekko podbudować nastroje w drużynie. GSF będzie jednak bardzo zmotywowany, aby powrócić na zwycięską ścieżkę i wskoczyć tym samym na ligowe podium. Faworytem wydają się być gliwiczanie. Na ich korzyść przemawia przede wszystkim druga najlepsza ofensywa w lidze. Z kolei pniewiane stracili do tej pory najwięcej bramek, co może oznaczać bardzo jednostronne spotkanie.

GI Malepszy Futsal Leszno – Red Devils Chojnice 9.10, godz. 20.00

Goście z Chojnic stoją w podobnej sytuacji, jak Red Dragons Pniewy. Jeśli nie wygrają, ich sytuacja w tabeli bardzo się skomplikuje. Lesznianie z kolei po serii spotkań z dużo wyżej notowanymi rywalami, mają okazję do przekonywującego zwycięstwa, co pomogłoby im zbliżyć się do ligowej czołówki. Pomóc im może również własna publiczność – chojniczanie zdobyli do tej pory zaledwie jedną bramkę na wyjeździe.

Spotkania Piast Gliwice – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała – Gatta Active Zduńska Wola odbędą się w późniejszym terminie.

Po czterech rozegranych seriach gier już tylko dwa zespoły mają na swoim koncie komplet oczek. Wciąż mamy również drużynę, która nie zdobyła żadnego punktu. A jak w tej kolejce przedstawiały się najciekawsze statystyki?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatnim weekendzie?

81 – tylu spotkań w Futsal Ekstraklasie potrzebował Mykola Morozov, aby w jednym meczu pokonać bramkarza aż trzykrotnie. Dla zawodnika Acany Orła był to pierwszy hat-trick zdobyty w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej.

100 – rzadko się zdarza, aby w jednym spotkaniu padło aż tyle strzałów. Warto jednak pamiętać, że poza częstotliwością ich oddawania liczy się także skuteczność. Do serca wzięli to sobie gracze AZS-u UŚ Katowice, bowiem w meczu z Rekordem ich udział w liczbie uderzeń wyniósł zaledwie 28%. Mimo to potrafili zdobyć pięć bramek i wygrać całe spotkanie 5:3. Podobnie zrobili zawodnicy Acany Orła, którzy w swoim spotkaniu oddali zaledwie 18% ogólnej liczby strzałów, a mimo to zwyciężyli w bardzo ładnym stylu.

39:44 – w spotkaniu AZS-u UŚ Katowice padła także najpóźniej zdobyta bramka w tym sezonie – dokładnie na 16 sekund przed końcową syreną. Tytułu tego Kamil Musiał nie będzie jednak dzierżył samemu, bowiem w poprzedniej kolejce w tym samym momencie spotkania bramkę zdobył Michał Marek z Rekordu Bielsko-Biała.

6 oraz 1 – wspominaliśmy o tym już w naszym podsumowaniu kolejki, jednak ta statystyka wymaga podwójnego wyróżnienia. Czy znamy bowiem jakiś inny przykład, aby dwa zespoły od początku sezonu strzelały w każdym spotkaniu tyle samo bramek? My sobie nie przypominamy, a w Futsal Ekstraklasie mamy takie dwie drużyny. Są nimi Constract Lubawa oraz Gwiazda Ruda Śląska. Pierwsi z nich nie schodzą poniżej sześciu bramek na mecz. Z kolei drudzy nie mogą przełamać granicy jednego trafienia. Wynik bezpośredniego starcia obu zespołów nie mógł być zatem inny – 6:1 dla graczy z Lubawy.

506 kilometrów – jednego czego nie zazdrościmy zespołowi z Białegostoku, to na pewno dalekich wyjazdów. Na ostatnie spotkanie do Gliwic, zespół MOKS-u musiał przejechać ponad 500 kilometrów. Niemalże taką samą odległość białostoczanie mieliby do pokonania, gdyby ich spotkanie odbywało się… w Rydze.

W siedmiu spotkaniach 4. kolejki Futsal Ekstraklasy padło aż 46 bramek. To zaledwie jedno trafienie mniej niż w poprzedniej serii gier.

Weekend z Futsal Ekstraklasą rozpoczął się od małej niespodzianki w meczu na szczycie. Zakończył się z kolei dwoma remisami. Kibice oglądający tę kolejkę na nudę nie mogli narzekać.

AZS UŚ Katowice – Rekord Bielsko-Biała 5:3

Spotkanie na szczycie, jakim określano starcie AZS-u UŚ Katowice z Rekordem Bielsko-Biała, nie mogło zawieść oczekiwań kibiców. Gospodarze, mimo że byli liderem przed tą kolejką, to nie stali w roli faworyta. Rekord jednak nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań i już na przerwę schodził z bagażem dwóch bramek. Po zmianie stron bielszczanie starali się odrabiać straty, ale dając AZS-owi rzut karny, tylko pogorszyli swoją sytuację. Ostatecznie w 40. minucie wynik spotkania na 5:3 ustalił Kamil Musiał, grzebiąc tym szanse rekordu na choćby jeden punkt.

Gwiazda Ruda Śląska – Constract Lubawa 1:6

Po zwycięstwie Gwiazdy nad Acaną Orłem wydawało się, że w spotkaniu z Constractem Lubawa gospodarze mogą sięgnąć po kolejny komplet punktów. Sprawdziła się jednak statystyka, która utrzymuje się od początku sezonu. Gwiazda w każdym spotkaniu strzela jedną bramkę, a Constract odpowiada sześcioma trafieniami. Wynik zatem nie mógł być inny jak 6:1 dla Constractu.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Clearex Chorzów 4:2

Relacja spotkania znajduje się (TUTAJ)

Gatta Active Zduńska Wola – Piast Gliwice 4:2

Starcie drużyny z kompletem punktów oraz zespołu, który w tym sezonie nie zaliczył nawet remisu zwiastowało pewne zwycięstwo tego pierwszego. I choć Gatta grała przed własną publicznością, to piłkę z siatki wyciągała jako pierwsza. Do sensacji jednak nie doszło, bowiem jeszcze przed przerwą gospodarze doprowadzili do remisu, a tuż po zmianie stron ustawili sobie spokojną, dwubramkową przewagę. Niespodzianki zatem nie było, przez co Piast wciąż okupuje ostatnią pozycję w tabeli.

GSF Gliwice – MOKS Słoneczny Stok Białystok 4:5

Faworytem tego spotkania był GSF Gliwice, ale tak jak zapowiadaliśmy – nie wszystko co na papierze, sprawdza się na boisku. Już po pierwszej połowie MOKS prowadził aż 4:1. I choć po zmianie stron gliwiczanie rzucili się do odrabiania strat, to zabrakło im ostatecznie jednego trafienia. Tym samym GSF zakończył swoją passę bez porażki na trzech spotkaniach.

FC KJ Toruń – GI Malepszy Futsal Leszno 1:1

Lesznianie mają najprawdopodobniej najtrudniejszy terminarz na początku sezonu spośród wszystkich zespołów w lidze. Po dwóch dotąd niepokonanych zespołach oraz drużynie aspirującej do mistrzostwa, beniaminek z Wielkopolski trafił na obecnych wicemistrzów Polski. Różnicy klas nie było jednak widać. Goście za sprawą trafienia Sebastiana Wojciechowskiego objęli prowadzenie i przez długi czas nie wypuszczali go z rąk. Torunianie do remisu doprowadzili dopiero po przerwie, ale na więcej nie było już ich stać i spotkanie zakończyło się ostatecznie jednobramkowym remisem.

Red Devils Chojnice – Red Dragons Pniewy 4:4

Jak na czerwone derby przystało, tak nie zabrakło bramek oraz zwrotów akcji. Prowadzenie w tym spotkaniu przechodziło z rąk do rąk aż trzykrotnie. Na koniec jednak żadna z drużyn nie mogła cieszyć się ze zwycięstwa. Remis 4:4 wydaje się być wynikiem sprawiedliwym, choć obu zespołom nie pomogło to w wydostaniu się ze strefy spadkowej.