Wpisy

Najbliższa seria gier będzie stać nie tylko pod znakiem starcia lidera z wiceliderem. To w ten weekend może bowiem dojść do wyraźnego podziału tabeli na dwie połówki, ale także do nieoficjalnego pożegnania dwóch zespołów z Futsal Ekstraklasą.

Poza spotkaniem Acany Orła szykuje się dużo znaczących starć. Znaczących nie tylko dla zespołów, które do nich podejdą, ale także dla reszty ligowej stawki.

Dokonać niemożliwego

16. kolejkę rozpoczniemy od prawdziwego hitu. Na parkiecie w Chorzowie zmierzy się ze sobą miejscowy Clearex oraz Rekord Bielsko-Biała, czyli wicelider oraz lider Futsal Ekstraklasy. Dla chorzowian będzie to ogromna szansa. Szansa na przedłużenie nadziei. Bowiem tak jak zwycięstwo z Rekordem jest w ich zasięgu, tak już zrzucenie go z mistrzowskiego tronu niemalże niemożliwe. Aby jednak szansa na to się zwiększyła potrzebne jest zwycięstwo. W innym razie Rekord będzie mógł zacząć powoli rozglądać się za szampanami na mistrzowską fetę.

Podział w Katowicach

W kolejnym spotkaniu dojdzie do starcia AZS-u UŚ Katowice z Piatem Gliwice. Obecnie oba zespoły sąsiadują ze sobą w tabeli, ale po tym meczu różnica między nimi może wynosić nawet sześć punktów. Do tego potrzebne jest jednak zwycięstwo gospodarzy. Wygrana katowiczan byłaby dla nich nie tylko zachowaniem kontaktu z ligowym podium, ale także dałaby możliwość do realnego podziału tabeli na dwie połówki – jedną walczącą o podium oraz drugą bijącą się o utrzymanie.

Czy to już ten czas?

W niedzielny wieczór może z kolei dojść do nieoficjalnego pożegnania Gwiazdy Ruda Śląska oraz Red Devils Chojnice. Sytuacja punktowa obu drużyn jest dramatyczna i każda kolejna porażka może być dla nich gwoździem do trumny. W tym wypadku wszystko zależy od spotkania w Chojnicach, gdzie Czerwone Diabły podejmą MOKS Białystok. Gracze z Podlasia znajdują się minimalnie nad kreską, ale ich wygrana może dać im spory oddech powietrza. Dla Red Devils oraz Gwiazdy (jeśli przegra z Acaną Orłem) oznaczałoby to jednak stratę minimum (!) siedmiu punktów do bezpiecznej strefy.

Komplet spotkań 16. kolejki:

Clearex Chorzów – Rekord Bielsko-Biała – 15 lutego, godz. 16.00,
AZS UŚ Katowice – Piast Gliwice – 15 lutego, godz. 17.00,
GSF Gliwice – Constract Lubawa – 15 lutego, godz. 18.00,
FC KJ Toruń – Red Dragons Pniewy – 15 lutego, godz. 18.00,
Gatta Zduńska Wola – Malepszy Futsal Leszno – 15 lutego, godz. 18.00,
Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gwiazda Ruda Śląska – 16 lutego, godz. 18.00,
Red Devils Chojnice – MOKS Białystok – 16 lutego, godz. 18.00.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice kończy przygodę z pucharem Polski. Jelczanie zatrzymali się na obrońcy trofeum – Rekordzie Bielsko-Biała, który wygrał z nimi 4:2.

Po takim spotkaniu, jak to rozegrane w Bielsku-Białej trudno jest nie wstać i nie bić braw. Było w nim wszystko – bramki, emocje, dramaturgia, ale przede wszystkim to, co w sporcie najważniejsze – walka do samego końca.

W zaledwie trzy tygodnie Orły poczyniły ogromny postęp, co gołym okiem było widać na parkiecie. Do tak dobrej gry przyczynił się oczywiście także powrót Maksyma Pautiaka oraz Arkadiusza Szypczyńskiego. Pierwszy z nich pauzował bowiem poprzednio za żółte kartki, a drugi zmagał się z urazem.

Już od pierwszego gwizdka sędziego widać było, że oba mecze będzie sporo różnić. Orły nie dały się zepchnąć do całkowitej defensywy, a wręcz przeciwnie – niejednokrotnie potrafiły to zrobić z Rekordem.

Wynik otworzyli jednak gospodarze. Po stałym fragmencie gry piłkę z prawej strony, na dalszy słupek uderzył Artur Popławski nie dając szans na interwencję Maciejowi Foltynowi. Odrobić straty próbował m.in. Szypczyński, ale w sytuacji sam na sam górą okazał się być Bartłomiej Nawrat.

Po zmianie stron pewnym było, że Orły będą musiały zaatakować, co w starciu z Rekordem nie zawsze może przynieść pożądane korzyści. W tym przypadku było jednak inaczej. Bramki Kacpra Kędry oraz Arkadiusza Szypczyńskiego dały zespołowi Jesusa Lopeza prowadzenie, co zaskoczyło nawet samych Rekordzistów.

Taki stan ostatecznie długo się nie utrzymał. Szybka odpowiedź Oleksandra Bondara sprawiła, że do 38. minuty utrzymywał się remis. Wtedy jednak ponownie dobrze rozegrany stały fragment gry i druga bramka Bondara dała prowadzenie gospodarzom.

Na 33 sekundy przed końcem piłkę meczową na nodze miał Szypczyński. Na jego nieszczęście Nawrat nie dał się pokonać. Golkiper bielszczan odbił piłkę, która momentalnie trafiła do Jana Janovsky’ego, a ten bez chwili zastanowienia skierował ją do pustej bramki.

Porażka 2:4 oznaczała pożegnanie się Orłów z pucharem Polski, ale ich dobra gra może napawać ogromnym optymizmem, który już teraz widać w komentarzach fanów Jesusa Lopeza i spółki.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 4:2 (1:0)
Popławski 11′, Bondar 30′, 38′, Janovsky 40′ – Kędra 25′, Szypczyński 28′

Rekord: Nawrat (Burzej) – Popławski, Kubik, Budniak, Marek – Gąsior, Bondar, Alex Viana, Korpela, Janovsky, Biel, Iwanek.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Morozov, Kędra, Pautiak, Szypczyński – Pastars, Henrique, Firańczyk, Turkowyd.

Po udanej dla biało-czerwonych przerwie reprezentacyjnej czas wrócić do klubowej rzeczywistości. Zanim jednak Acana Orzeł wróci na parkiety Futsal Ekstraklasy, czekać go będzie jeszcze starcie w Pucharze Polski. Tam na jelczan czeka już Rekord Bielsko-Biała.

Gdyby powiedzieć, że Acana Orzeł Jelcz-Laskowice oraz Rekord Bielsko-Biała są na siebie skazani, to tak jakby nie powiedzieć nic. Do maksymalnie możliwej liczby spotkań między sobą brakuje im tak naprawdę tylko jednego – w Superpucharze Polski. I wcale nie jest powiedziane, że do takiego spotkania nie dojdzie.

Pierwszy warunek jest już niemalże spełniony. Rozpędzeni niczym Liverpool w lidze angielskiej Rekordziści pewnie zmierzają po kolejny tytuł mistrza Polski. O spełnienie drugiego będzie nieco trudniej, co nie znaczy, że nie jest on do wykonania. Orzeł musi tylko przejść pięć najbliższych rund pucharu Polski. Jako pierwszy na przeszkodzie stanie nie kto inny jak Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem będą oczywiście gospodarze z Bielska-Białej i trudno się temu dziwić, kiedy w tym sezonie przegrali zaledwie jedno spotkanie. Motywacja Orłów jest jednak bardzo duża, bowiem jelczanie będą chcieli zmazać plamę po ostatnim spotkaniu, w którym ulegli dosyć pechowo 0:6.

Wszyscy gracze są w stu procentach gotowi do gry. W przypadku takiej grupy zawodników jak nasza, gdzie głównym zadaniem jest gra w futsal, trudno jest przystąpić do jedynie czterech oficjalnych spotkań w ciągu dwóch miesięcy. W trakcie przerwy reprezentacyjnej Janis Pastars i Gustavo Henrique przebywali na zgrupowaniach, a reszta zawodników pracowała nad poprawą swojej fizyczności – mówi Jesus Lopez.

Szkoleniowiec Orłów zaznacza także, że rozegranie dwóch meczów z rzędu z tym samym rywalem nie jest wcale czymś nadzwyczajnym.

– Ponowne zmierzenie się z tym samym przeciwnikiem jest czymś niezwykłym w Polsce, ale normalnym w najsilniejszych ligach na świecie, gdzie rozgrywane są play-offy. My przygotowywaliśmy się do tego spotkania tak jak do meczu rewanżowego. Jeśli spojrzymy tylko na wynik, to można powiedzieć, że nasze ostatnie spotkanie było jednostronne. Moim zdaniem jednak do 30. minuty rywalizowaliśmy jak równy z równym. Nie martwię się o motywację moich zawodników przed meczem. Czy jest w końcu coś bardziej motywującego niż gra przeciwko Rekordowi? Dla mnie nie, przynajmniej w tym tygodniu.

Początek spotkania już jutro – w sobotę o godzinie 18.00.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice uległ na wyjeździe Rekordowi Bielsko-Biała 0:6. Aktualni mistrzowie Polski o swoim zwycięstwie przesądzili w drugiej części spotkania.

Przed rozpoczęciem spotkania faworytem, co nie może dziwić, byli zawodnicy Rekordu. Dodatkowo Acana Orzeł do Bielska-Biała przyjechał w nieco okrojonym składzie. W zespole nie było już Sergio Solano, Ixemada Gonzaleza oraz Ivana Marquiny, którzy zimą wrócili do Hiszpanii. Poza tym z powodu nadmiaru żółtych kartek na boisku nie mógł pojawić się Maksym Pautiak, a i Arkadiusz Szypczyński zmagał się wciąż z urazem.

Od pierwszego gwizdka sędziego stroną dominującą byli zatem Rekordziści. Orły grały jednak bardzo konsekwentnie w defensywie i nie dawały się wciągać na połowę rywala. Na ich nieszczęście pierwsza bramka padła dosyć szybko, bo już w 4. minucie. Wtedy to lewym skrzydłem, na przebój poszedł Artur Popławski i silnym strzałem, czubkiem buta pokonał Macieja Foltyna.

Dwie okazje do wyrównania miał Janis Pastars, ale obie były nieskuteczne. Za pierwszym razem Łotysz wypuścił sobie zbyt daleko piłkę i strzał z bliskiej odległości wybronił Nawrat. W drugiej sytuacji futsalówka z kolei nieco zeszła z nogi gracza Acany i uderzenie przeleciało wysoko nad bramką.

Mimo tego obraz gry się zbytnio nie zmienił. Orzeł próbował kilkukrotnie utrzymać się przy piłce, ale to Rekordziści byli o wiele bliżej kolejnego trafienia. W wyjątkowo dobrej dyspozycji był jednak Foltyn, który w pierwszej połowie mógł sobie tylko nabijać kolejne procenty do statystyk obronionych strzałów.

Na niecałą minutę przed zejściem do szatni, Nawrata próbował zaskoczyć jeszcze Marcin Firańczyk, ale jego próba również okazała się niecelna. Zemściło się to w dosłownie ostatnich sekundach pierwszej odsłony, kiedy to trener gospodarzy poprosił o czas. Ruch ten okazał się być idealnym posunięciem, bowiem schemat nakreślony w przerwie przyniósł Rekordowi drugie trafienie, którego autorem był Alex Viana.

Początek drugiej odsłony mógł nieco zaskoczyć gospodarzy, ponieważ w krótkim odstępie czasu Orły mogły doprowadzić nawet do wyrównania. Zdecydowanie najlepszą okazję do złapania kontaktu miał Kacper Kędra. Po znalezieniu się w sytuacji sam na sam z bramkarzem chciał on sprytną wcinką chciał pokonać golkipera bielszczan. I wszystko zostało niemalże idealnie wykonane. Niemalże, bowiem ostatecznie zabrakło celności, aby piłka zamiast trafić w słupek, wleciała do pustej siatki.

Chwilę potem równie blisko był Arkadiusz Szypczyński, ale po dwójkowej akcji z Kędrą górą okazał się być ponownie Nawrat. Swoich sił próbował także Mykola Morozov, który będąc na połowie boiska zabrał się z piłką i po minięciu defensywy Rekordu uderzył na bramkę. Jego strzał, podobnie jak wcześniejsze próby partnerów był jednak nieskuteczny.

I tak jak do tej pory szczęścia brakowało jedynie w ofensywie, tak po jakimś czasie zaczęło go także brakować w obronie. Najpierw dwa błędy w rozegraniu zostały momentalnie wykorzystane przez Jana Janovsky’ego i Janiego Korpelę.

Kolejne dwa gole Rekordu to z kolei bramka samobójcza Mykoli Morozova oraz trafienie Viany. Jeśli coś miałoby usprawiedliwiać graczy Jesusa Lopeza przy tych golach, to gra bez bramkarza. Na taki wariant zdecydował się bowiem trener jelczan.

Oczywiście takie posunięcie nie jest również jego winą. Szkoleniowiec chciał dać w ten sposób nieco odpocząć swoim zawodnikom, aby dzięki grze w przewadze i kilkominutowej wymianie podań mogli nabrać sił na końcówkę. W przeciwnym razie mogliby być oni skazani na bieganie za zawodnikami Rekordu i być może stratę jeszcze większej liczby bramek.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 6:0. Dla Orłów była to pierwsza porażka od 28 września, przez co ich seria meczów bez porażki zakończyła się na liczbie jedenaście.

Okazję do rewanżu jelczanie będą mieli już w najbliższym spotkaniu. 8 lub 9 lutego dojdzie bowiem do starcia obu zespołów w 1/16 pucharu Polski. Mecz ten także odbędzie się w Bielsku-Białej.

Rekord Bielsko-Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 6:0 (2:0)
Popławski 4′, Alex Viana 20′, 40′, Janovsky 30′, Korpela 30′, Morozov 38′ s.

Rekord: Nawrat (Burzej, Iwanek) – Janovsky, Bondar, Alex Viana, Korpela, Popławski, Kubik, Budniak, Marek, Surmiak, Biel, Gąsior.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Henrique, Pastars, Morozov, Firańczyk – Lopez, Makowski, Kędra, Turkowyd, Szypczyński.

Przed Acaną Orłem najprawdopodobniej najtrudniejszy wyjazd w tym sezonie. Gracze Jesusa Lopeza udadzą się bowiem do niezdobytej jeszcze w tym sezonie twierdzy Rekordu Bielsko-Biała.

Jedenaście spotkań. Tyle aktualnie wynosi seria meczów bez porażki w wykonaniu zawodników Acany Orła. O jej podtrzymanie będzie jednak bardzo trudno, ponieważ tym razem jelczanom przyjdzie zmierzyć się aktualnym mistrzem Polski – Rekordem Bielsko-Biała.

Rekordziści, co wcale nie jest niespodzianką radzą sobie w tym sezonie bardzo dobrze. Stracili punkty w zaledwie dwóch spotkaniach, raz ulegając AZS UŚ Katowice 3:5 oraz remisując z FC KJ Toruń 3:3.

Ich ogromnym atutem jest także siła rażenia, jaką mają do zaoferowania w ofensywie. W sumie zdobyli już 84 bramki, co daje średnią sześciu goli na mecz. Jakby tego było mało to większość z nich – 53 zdobyli u siebie.

Orły nie stoją jednak na straconej pozycji. W końcu ten kto oglądał ostatni mecz obu drużyn pamięta, że niewiele brakowało, aby jelczanie osiągnęli swoje pierwsze zwycięstwo w historii starć z Rekordzistami.

Dodatkowo gracze Jesusa Lopeza wciąż dysponują najlepszą defensywą w lidze. Co ciekawe będzie to zresztą spotkanie obu najlepszych formacji obronnych w Futsal Ekstraklasie. Kibice tym bardziej mogą spodziewać się zaciętego meczu, ponieważ Orły na wyjazdach tracą średnio zaledwie jedną bramkę na mecz. Z kolei bielszczanie u siebie wyciągają piłkę z siatki średnio 1,28 razy na spotkania.

– Okazja do zagrania z mistrzem Polski zawsze dodatkowo motywuje. Osobiście lubię grać w Bielsku-Białej. Zawsze panuje tam prawdziwie profesjonalna atmosfera, której nie ma nigdzie indziej w Polsce. Niestety aktualnie nie jesteśmy w najlepszym momencie jako zespół. Odeszło od nas niedawno trzech zawodników, co wpłynęło na metody przeprowadzania treningów. Ponadto Arek Szypczyński jest nadal kontuzjowany, a Maks Pautiak nie będzie mógł zagrać z powodu nadmiaru żółtych kartek.
Wszystkie te szczegóły są ważne, ale mimo to wiemy, co musimy zrobić, aby w Bielsku-Białej zagrać dobry mecz. Rekord to bardzo dobra drużyna, ze szczególnie dobrymi graczami w ofensywie. Jeśli zagramy odpowiedzialnie w obronie i nie stracimy bramek, to na koniec spotkania rzeczywiście możemy uzyskać korzystny wynik
– mówi Jesus Lopez, trener Acany Orła.

Kazimierz Górski mawiał, że chodzi o to, aby strzelić jedną bramkę więcej od przeciwnika. Patrząc na tę rywalizację będzie chodzić raczej o to, aby stracić jedną bramkę mniej od przeciwnika, bo szyki obronne obu zespołów są wyjątkowo mocne.

Początek spotkania już jutro – w piątek, 17 stycznia o godz. 19.00. Dla osób nie mogących pojechać tego dnia do Bielska-Białej przewidziana została transmisja na kanale Sportklub.

Po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy wyklarowała nam się nieco ligowa czołówka, w której znajduje się… aż osiem zespołów. Drużyną środka wydaje się być na ten moment Malepszy Futsal Leszno. Z kolei w walce o spokojne święta, poza strefą spadkową pozostaje wciąż aż pięć zespołów.

Rekordy, serie, statystyki, wyliczenia i wiele więcej. Co wartego zwrócenia uwagi wydarzyło się w ostatniej serii gier? Zapraszamy na garść ciekawostek po 12. kolejce Futsal Ekstraklasy.

9 – od tylu kolejek Acana Orzeł nie przegrał choćby jednego spotkania. Liczba ta jest tym bardziej imponująca, bowiem tak dobrej serii nie było jeszcze nigdy w historii klubu! Począwszy od sezonu 2015/16, na żadnym szczeblu rozgrywkowym Orły nie były przez tak długi czas niepokonane.

1.41 – tak dobre wyniki nie biorą się jednak znikąd. Szczególnie konsekwentnie jelczanie grają w defensywie. Średnio na spotkanie tracą zaledwie 1.41 bramki. Kolejne dwa najlepsze zespoły pod tym względem – FC KJ Toruń oraz Rekord Bielsko-Biała tracą średnio 2 i 2.1 bramki na spotkanie.

966 – najdłuższą trasę w minionej kolejce mieli do pokonania gracze Clearexu. Dalekie podróże mogą wynagrodzić jednak dobre wyniki, a tak było tym razem. Podróż z Chorzowa do Białegostoku i z powrotem była niemalże tak samo długa jak z Chorzowa… do Kijowa. W zbliżającej się przerwie od rozgrywek wycieczka do stolicy Ukrainy nie brzmi chyba źle.

8 – po ostatniej kolejce nie można nie wspomnieć także o ligowej czołówce, która urosła niemalże jak na drożdżach. Drugiego Acanę Orła od ósmej Gatty Zduńska Wola dzielą zaledwie trzy punkty. Jedyną bezpieczną drużyną na podium, przynajmniej do rundy rewanżowej pozostanie Rekord Bielsko-Biała, który nad jelczanami ma pięć oczek przewagi.

63 i 119 – kiedy w poprzedniej kolejce GSF Gliwice ogrywał Gattę 5:4 miał przeprowadzonych dokładnie 50 ataków. Zduńskowolanie mieli ich z kolei dwa razy więcej. Tym razem ich skuteczność była jeszcze gorsza w porównaniu do rywala. Gwiazda Ruda Śląska na strzelenie jednej bramki potrzebowała dokładnie dziewięciu ataków. Goście z ziemi łódzkiej potrzebowali ich niemalże czterdziestu!

Dziesiąty GSF Gliwice od dziewiątego w tabeli Malpeszy Futsal Leszno dzieli pięć punktów. Tyle samo punktów różnicy jest między szóstym Constractem Lubawa i… pierwszym Rekordem Bielsko-Biała. A co jeszcze wartego uwagi można przytoczyć po ostatniej serii gier?

Kto najwięcej stracił, a kto najwięcej strzelił? Kto przerwał niechlubną serię, a kto podtrzymał korzystną? Zapraszamy na garść ciekawostek po 11. kolejce Futsal Ekstraklasy.

4 zespoły – przed rozpoczynającym się sezonem można było zakładać, że będzie on bardziej wyrównany, szczególnie w środku stawki. Nikt nie myślał jednak o tym, że po jedenastu kolejkach aż cztery zespoły z górnej części tabeli będą miały po 19 punktów. Trudno oczywiście jeszcze wyrokować czy stan ten się utrzyma, bowiem pozostało kilka nierozegranych spotkań, ale pewnym jest jedno – runda rewanżowa będzie wyjątkowo ciekawa. Dla przypomnienia – w ostatniej dekadzie bezpośrednie starcia dwukrotnie decydowały o przyznaniu medali mistrzostw Polski. Raz skorzystał na tym nasz obecny zawodnik, Mykola Morozow, który w sezonie 2012/13 wraz z Marwitem Toruń stanął na najniższym stopniu podium.

8 meczów – ta liczba może oczywiście jeszcze wzrosnąć, ale na tę chwilę Acana Orzeł notuje niesamowitą serię spotkań bez porażki. Ostatnim zespołem, który pokonał jelczan jest… Gwiazda Ruda Śląska. Od tamtej wpadki minęły już jednak aż 73 dni, a Orły znacznie poprawiły swoją grę, dzięki czemu z meczu na mecz mogą przypisywać sobie kolejne punkty w tabeli Futsal Ekstraklasy.

63 dni – tyle dni czekali z kolei zawodnicy GSF-u Gliwice na jakąkolwiek zdobycz punktową. Fatalną passę siedmiu porażek z rzędu udało się przerwać na nie byle jakim rywalu, bo na dotychczasowym wiceliderze – Gattcie Zduńska Wola. Dzięki zwycięstwu, gliwiczanie opuścili strefę spadkową i bardzo prawdopodobne, że zbliżające się święta spędzą tuż nad kreską.

58 dni – niechlubną palmę pierwszeństwa po gliwiczanach przejęli z kolei gracze Red Devils Chojnice. Czerwonym Diabłom w sobotę miną dwa miesiące od ostatniej wygranej, a nie zapowiada się raczej, aby seria porażek zatrzymała się na sześciu spotkaniach. Chojniczanie jadą bowiem do… Jelcza-Laskowic. Przed meczem na Dolnym Śląsku bilans bramek z ich ostatnich sześciu spotkań wynosi 12:39.

54 gole – w 11. kolejce padł także rekord zdobytych bramek w jednej serii gier. Do tego pokaźnego wyniku znacznie przyczynili się ostatni złoci oraz srebrni medaliści mistrzostw Polski. Zarówno Rekord, jak i FC KJ Toruń pokonali swoich rywali 8:2.

W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jak zwykle nie zabraknie meczów derbowych, ale i tych na szycie. Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się starcie Constractu Lubawa z Rekordem Bielsko-Biała.

Spotkanie lidera z wiceliderem, derby Śląska, derby Wielkopolski, a może… drugie derby Śląska. W 10. kolejce Futsal Ekstraklasy emocje są zagwarantowane.

Piątek, 22 listopada

Dziesiątą serię gier rozpocznie nam derbowe starcie na Górnym Śląsku, w którym GSF Gliwice podejmie AZS UŚ Katowice. Faworytem meczu wydają się być goście. Katowiczanie przerwali ostatnio passę czterech spotkań bez zdobyczy punktowej i w Gliwicach będą chcieli rozpocząć nową – zwycięską passę.

Gospodarze z kolei znajdują się w podobnym miejscu, w jakim ich rywale byli jeszcze niedawno. Od sześciu kolejek nie potrafią choćby zremisować i każdy kolejny taki mecz może być dla nich nawet gwoździem do trumny z napisem „SPADEK”. Początek tego spotkania o godzinie 19.15.

Sobota, 23 listopada

Sobotni wieczór także zaczniemy na Śląsku i również będzie to starcie derbowe. Czwarty w tabeli Clearex Chorzów zagra u siebie z czerwoną latarnią Futsal Ekstraklasy – Gwiazdą Ruda Śląska. I mimo że mawia się, iż derby rządzą się swoimi prawami, tak mało prawdopodobne wydaje się być zwycięstwo gości.

Patrząc na tabelę pięciu ostatnich spotkań Clearex zajmuje w niej 1. miejsce z dwunastoma punktami na koncie oraz bilansem bramkowym 29:12. Gwiazda z kolei z zaledwie jednym punktem i stosunkiem bramek 13:29 zajmuje przedostatnią pozycję. Każdy inny wynik niż wygrana chorzowian będzie zatem sporą sensacją. Pierwszy gwizdek sędziego już o godzinie 17.00.

O godzinie 18.00 rozpoczną się natomiast dwa spotkania. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice podejmie wicemistrzów Polski – FC KJ Toruń (o tym spotkaniu można przeczytać TUTAJ), a w Białymstoku miejscowy MOKS Słoneczny Stok zagra z Piastem Gliwice.

Białostoczanie w tym sezonie grają w kratkę. Trzy wygrane mecze, cztery porażki oraz jeden remis daje im w tym momencie 10. pozycję w tabeli Futsal Ekstraklasy. Takim samym bilansem mogą pochwalić się gliwiczanie. Ci jednak swój cały dorobek zdobyli w czterech ostatnich meczach, co tylko pokazuje jak świetnie na graczy ze Śląska podziałała zmiana trenera.

Z tego względu każdy punkt, jaki tylko zostanie na Podlasiu powinien być bardzo szanowany przez gospodarzy. Piast nie będzie kalkulował i zapewne zechce jak najszybciej ustawić sobie to spotkanie. Początek sezonu im uciekł, przez co teraz każde zwycięstwo jest dla nich jak na wagę złota.

Niedziela, 24 listopada

W niedzielę odbędzie się tylko jedno spotkanie i będzie ono kolejnym w tej kolejce, które można określić mianem pojedynku Dawida z Goliatem. Do Zduńskiej Woli przyjadą bowiem zawodnicy przedostatniego w tabeli Red Devils Chojnice.

Goście ostatni raz ze zwycięstwa cieszyli się ponad miesiąc temu i najprawdopodobniej okres ten wydłuży się do niemalże dwóch miesięcy. Popularne Kocury pogubiły ostatnio kilka punktów z silniejszymi rywalami (m.in. z Acaną Orłem), przez co straciły pozycję lidera. Zmotywowani zawodnicy Gatty, będą teraz zapewne chcieli sobie to odbić na słabszym rywalu, a przy okazji obronić miejsce na podium. Czy ta sztuka im się uda? O tym przekonamy się już o godzinie 18.00.

Poniedziałek, 25 listopada

Weekend zakończymy wyjątkowo w poniedziałek. Jako pierwsi tego dnia na parkiet wyjdą gracze Red Dragons Pniewy oraz GI Malepszy Futsal Leszno, którzy zmierzą się w derbach Wielkopolski. Na papierze faworytem wydają się być goście z Leszna, którzy prezentują jak na razie lepszą formę. Wszystko jednak zależy także od tego w jakiej dyspozycji będzie Mateusz Kostecki – aktualny lider klasyfikacji strzelców Futsal Ekstraklasy. Ostatnio nie uchronił on swojej drużyny od porażki z Acaną Orłem. Jak będzie tym razem? Początek spotkania o godzinie 19.00.

Godzinę później rozpocznie się z kolei prawdziwy hit 10. kolejki. Wicelider tabeli oraz czarny koń sezonu, bo raczej już można tak określać Constract Lubawa podejmie lidera Futsal Ekstraklasy, a zarazem obrońcę tytułu Rekord Bielsko-Biała.

Faworytem spotkania oczywiście będą Rekordziści, ale to paradoksalnie może pomóc gospodarzom, od których nikt nie oczekuje zwycięstwa. Constract mimo siedmiu spotkań z rzędu bez porażki nic nie musi, a jedynie może. Przeciwnie do gości, którzy chcąc dominować na krajowym podwórku muszą regularnie wygrywać.

Pewnym jest jedno. Jeśli gospodarze wygrają, to z pewnością będzie to największa sensacja 10. kolejki.

Nadchodząca seria gier może przynieść nam sporo hitowych starć. Poza spotkaniem Acany Orła z Gattą Zduńska Wola dojdzie także m.in. do rywalizacji dwóch beniaminków oraz do kolejnych już w tym sezonie derbów Śląska.

Czołówka Futsal Ekstraklasy powoli nam się wykrystalizowała, choć kilka zespołów wciąż ma ambicję, aby do niej wskoczyć. Podobnie jest w strefie spadkowej z tą różnicą, że każda drużyna znajdująca się tam chce jak najszybciej ją opuścić. Do jakich roszad może zatem dojść po 8. kolejce Futsal Ekstraklasy?

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Gatta Active Zduńska Wola 9.11, godz. 18.00

Zapowiedź tego spotkania znajduje się (TUTAJ).

GSF Gliwice – Rekord Bielsko-Biała 9.11, godz. 18.00

Po niezłym początku i trzech meczach bez porażki gliwiczanie zanotowali cztery spotkania bez zdobyczy punktowej. W każdym z nich strzelali jednak minimum trzy bramki, co może napawać kibiców GSF-u optymizmem. W starciu z Rekordem Bielsko-Biała będzie jednak bardzo trudno o przełamanie złej passy.

Aktualny mistrz Polski przegrał do tej pory zaledwie jedno spotkanie i mając dwa mecze rozegrane mniej zajmuje 3. miejsce w ligowej tabeli. Bramki w tym starciu są niemalże zagwarantowane. Jeśli nawet GSF miałby przegrać, to po walce. W końcu gliwiczanie nie bez powodu mają drugą najlepszą ofensywę w lidze.

Constract Lubawa – Malepszy Futsal Leszno 9.11, godz. 18.00

Spotkanie dwóch beniaminków zapowiada się niezwykle interesująco. Constract jako gospodarz, ale i wicelider Futsal Ekstraklasy wydaje się być faworytem. Lubawianie stają się powoli rewelacją sezonu i jeśli wygrają, będzie można ich spokojnie zacząć nazywać czarnym koniem sezonu.

Goście z Leszna nie jadą jednak do Lubawy, aby być tłem dla swojego rywala. Drużyna z Wielkopolski zwyciężyła dwa ostatnie mecze, dzięki czemu awansowała na 6. miejsce w tabeli. Gdyby udało jej się pokonać Constract, to zrównałaby się z nim punktami i znacznie przybliżyła się do ligowego podium.

MOKS Słoneczny Stok Białystok – Red Dragons Pniewy 9.11, godz. 18.00

Mecz w Białymstoku można określić jako starcie dwóch zranionych. Zarówno MOKS, jak i Red Dragons nie wygrali swoich ostatnich spotkań. Podjęcie rękawic z zespołem spoza ligowej czołówki może być dla nich zatem szansą na zdobycie cennych punktów. Tych szczególnie potrzebują pniewianie, którym cały czas grozi znalezienie się w strefie spadkowej. Ewentualne zwycięstwo gospodarzy nie sprawiło by ich nagłego przeskoku w tabeli, ale pomogłoby utrzymać bezpieczny kontakt z ligowym podium.

Gwiazda Ruda Śląska – Piast Gliwice 10.11, godz. 16.00

Niedzielne popołudnie rozpoczniemy od derbów Śląska. Zdecydowanym faworytem są zawodnicy gości, którzy po słabym stracie weszli na zwycięską ścieżkę i powoli pną się w górę tabeli. Przeciwnie do graczy z Rudy Śląskiej, którzy na przestrzeni czterech spotkań zdobyli zaledwie punkt i zaczęli się urządzać w strefie spadkowej. Z tego powodu każdy inny wynik niż zwycięstwo Piasta będzie sporą niespodzianką. Na tą liczą jednak gospodarze.

FC KJ Toruń – AZS UŚ Katowice 10.11, godz. 17.00

Tego co się stało z AZS-em UŚ Katowice nie da się po prostu logicznie wyjaśnić. Zespół, który jeszcze niedawno zapowiadał się jako rewelacja sezonu stracił aż 25 bramek w trzech spotkaniach i z pozycji lidera spadł poza podium Futsal Ekstraklasy. Jakichkolwiek przejawów, aby mogło się to zmienić jednak nie widać i z Torunia prawdopodobnie kolejny raz wrócą z niczym.

Torunianie z kolei po kilku pauzach wracają do regularnego grania, a co za tym idzie również do punktowania. W ostatnim spotkaniu wygrali 4:1 z pretendentem do tytułu – Clearexem Chorzów i z czasem pewnie zagoszczą w wyższych rejonach tabeli. Jeśli tak ma się jednak stać, to zwycięstwo z Akademikami wydaje się być obowiązkiem.

Red Devils Chojnice – Clearex Chorzów 10.11, godz. 18.00

Red Devils Chojnice to nie tylko Czerwone Diabły, ale i czerwona latarnia Futsal Ekstraklasy. Pięć punktów w lidze i aż 32 bramki stracone jest bardzo słabym wynikiem. Zwycięstwo u siebie z Clearexem Chorzów zapewne pomogło by podreperować ten bilans, ale o to łatwo nie będzie.

Chorzowianie po szumnych zapowiedziach zdobycia tytułu mistrza Polski znajdują się obecnie w środku stawki i słabe mecze przeplatają tymi lepszymi. Mimo tego faworyta innego, jak chorzowian wskazać nie można. Dodatkowo mecz na Pomorzu wydaje się być ostatnim dzwonkiem do zaatakowania mistrzostwa. Clearex rozegrał wszystkie dotąd zaplanowane spotkania i ewentualna porażka może utrudnić im pościg za czołówką, która ma jeszcze zaległe mecze.

Po czterech rozegranych seriach gier już tylko dwa zespoły mają na swoim koncie komplet oczek. Wciąż mamy również drużynę, która nie zdobyła żadnego punktu. A jak w tej kolejce przedstawiały się najciekawsze statystyki?

Matematyka, a szczególnie liczby towarzyszą nam wszędzie. Podobnie jest w Futsal Ekstraklasie. Jakie zatem wyliczenia można wyciągnąć po ostatnim weekendzie?

81 – tylu spotkań w Futsal Ekstraklasie potrzebował Mykola Morozov, aby w jednym meczu pokonać bramkarza aż trzykrotnie. Dla zawodnika Acany Orła był to pierwszy hat-trick zdobyty w polskiej najwyższej klasie rozgrywkowej.

100 – rzadko się zdarza, aby w jednym spotkaniu padło aż tyle strzałów. Warto jednak pamiętać, że poza częstotliwością ich oddawania liczy się także skuteczność. Do serca wzięli to sobie gracze AZS-u UŚ Katowice, bowiem w meczu z Rekordem ich udział w liczbie uderzeń wyniósł zaledwie 28%. Mimo to potrafili zdobyć pięć bramek i wygrać całe spotkanie 5:3. Podobnie zrobili zawodnicy Acany Orła, którzy w swoim spotkaniu oddali zaledwie 18% ogólnej liczby strzałów, a mimo to zwyciężyli w bardzo ładnym stylu.

39:44 – w spotkaniu AZS-u UŚ Katowice padła także najpóźniej zdobyta bramka w tym sezonie – dokładnie na 16 sekund przed końcową syreną. Tytułu tego Kamil Musiał nie będzie jednak dzierżył samemu, bowiem w poprzedniej kolejce w tym samym momencie spotkania bramkę zdobył Michał Marek z Rekordu Bielsko-Biała.

6 oraz 1 – wspominaliśmy o tym już w naszym podsumowaniu kolejki, jednak ta statystyka wymaga podwójnego wyróżnienia. Czy znamy bowiem jakiś inny przykład, aby dwa zespoły od początku sezonu strzelały w każdym spotkaniu tyle samo bramek? My sobie nie przypominamy, a w Futsal Ekstraklasie mamy takie dwie drużyny. Są nimi Constract Lubawa oraz Gwiazda Ruda Śląska. Pierwsi z nich nie schodzą poniżej sześciu bramek na mecz. Z kolei drudzy nie mogą przełamać granicy jednego trafienia. Wynik bezpośredniego starcia obu zespołów nie mógł być zatem inny – 6:1 dla graczy z Lubawy.

506 kilometrów – jednego czego nie zazdrościmy zespołowi z Białegostoku, to na pewno dalekich wyjazdów. Na ostatnie spotkanie do Gliwic, zespół MOKS-u musiał przejechać ponad 500 kilometrów. Niemalże taką samą odległość białostoczanie mieliby do pokonania, gdyby ich spotkanie odbywało się… w Rydze.