Wpisy

Nikita Mozheyko dołącza do zespołu Acany Orła Jelcz-Laskowice! 27-latek pochodzi z Ukrainy, ale poza tamtejszą ligą, występował również na Białorusi. Jak sam mówi, do wybory Acany Orła przekonał się po rozmowie z żoną.

Nowy zawodnik jelczańskich Orłów, Nikita Mozheyko pochodzi z Ukrainy. Swoją przygodę z piłką rozpoczął zaś dzięki tacie.

– Tata dał mi pierwszą piłkę zanim skończyłem sześć lat. Cały wolny czas spędzałem później właśnie z nią i można powiedzieć, że takie piłkarskie wykształcenie otrzymałem na ulicy. W moim rodzinnym mieście grałem w FK Khartsyzsk. Treningi traktowałem raczej jak hobby i nie myślałem o tym, że zostanę kiedyś zawodowym sportowcem. Gdy byłem w szóstej klasie tata zawiózł mnie na testy do Metallurgu Donieck. Tam grałem przez trzy lata i choć zdobyłem ogromne doświadczenie, to na tym etapie moja kariera w piłce nożnej się zakończyła. Miałem wówczas 14 lat, byłem niskiego wzrostu i postanowiłem zmienić dyscyplinę sportu.

Początki Nikity z futsalem skupiały się głównie w rejonie Doniecka.

– Zacząłem grać w MFC Titan, który później stał się filią Szachtara Donieck. W zespole spędziłm około roku, po czym otrzymałem propozycję trenowania z pierwszym składem. W 2009 roku przeszedłem do MFC LTK, ale po pół roku wróciłem do rodzinnej miejscowości. Następnym moim klubem było więc MFC Arpi w Doniecku, gdzie grałem trzy lata.

Gdy na Ukrainie wybuchła wojna, jego region ucierpiał najbardziej, przez co Nikita musiał wyjechać poza granice swojego kraju.

– Gdy W Donbasie rozpoczęły się działania wojenne, byłem zmuszony przeprowadzić na sąsiednią Białoruś, gdzie spędziłem w sumie pięć lat. Na początku występowałem tam w VRZ Gomel, następnie przez trzy lata występowałem w MFC BC, a na koniec zaś w Viten-Orsha MFC. Z tym ostatnim sięgnąłem po Superpuchar Białorusi, brązowy medal Mistrzostw Białorusi oraz udało nam się dostać do finału krajowego pucharu.

Po sukcesach odniesionych na Białorusi wrócił na Ukrainę, gdzie grał w 1-ligowym MFC De-Trading. Razem z zespołem udało mu się wygrać te rozgrywki i tym samym wywalczyć awans do Extra-Ligi. Teraz jednak postanowił się przenieść do Acany Orła, do czego przekonała go… rozmowa z żoną.

– O polskiej lidze, przyznaję, wiem niewiele, ale obiecuję się poprawić (śmiech). Poza Orłem miałem kilka innych propozycji i trzeba powiedzieć wprost, że wybór nie był łatwy. W Polsce wcześniej byłem tylko przejazdem, nie znam też jeszcze języka, ale po rozmowie z żoną postanowiłem przeprowadzić się tutaj. Poznałem już niektórych kolegów z drużyny. Rozmawiałem m.in. z Mykolą Morozowem, który pomagał mi w sprawach organizacyjnych. Na pewno będę chciał się nauczyć języka, aby móc jak najszybciej zaadoptować się w zespole i dobrze komunikować się z resztą chłopaków.

Jakub Kąkol dołącza do Acany Orła Jelcz-Laskowice. Zawodnik przez ostatnie dwa sezony reprezentował zespół Red Devils Chojnice

Po trzech sezonach na północy Polski, Jakub Kąkol przeprowadza się na Dolny Śląsk. Do zespołu Chusa Lopeza nie przechodzi jednak uzupełnić skład, ale stanowić jego bardzo ważną część.

Macierzystym klubem nowego nabytku Orłów jest Futsal Club Kartuzy. Tam po pierwszym sezonie na poziomie I ligi uzbierał 20 występów oraz 15 bramek. Dobra skuteczność przełożyła się na zmianę klubowych barw i przejście do ekstraklasowego Red Devils Chojnice.

W nowej drużynie w dwa lata zanotował 41 spotkań, w których 21 razy wpisywał się na listę strzelców. Do Jelcza-Laskowic przychodzi zatem nie tylko poprawić swoje indywidualne statystyki, ale także pomóc drużynie w walce o jak najwyższe cele.

– Nad transferem zastanawiałem się dosyć długo. Myślałem nad tym czy zmiana otoczenia po tym ciężkim i niepewnym roku będzie dla mnie dobra. Postanowiłem jednak dać sobie w końcu szansę, aby ją wykorzystać. Rozmawiałem z kilkoma osobami, dzięki którym ta decyzja przyszła mi łatwiej. Postawiłem na futsal i też w tym kierunku chce się cały czas rozwijać, aby jak najwięcej dać z siebie tego, co potrafię najlpeiej, a dzięki tak dobremu trenerowi jakim jest Chus mam nadzieję, że to mi się uda. Ostatni sezon w wykonaniu Orła był bardzo dobry. Uważam, że w tym roku poprzeczkę każdy postawi sobie wysoko i da z siebie wszystko, żeby był to jeszcze lepszy rok, obfity w sukcesy i dobre wyniki. W CSiR Jelcz-Laskowice grałem tylko dwa razy i nie udało mi się tu zdobyć choćby punktu, co świadczy o tym jaki ciężki jest to teren. Dla mnie, jako zawodnika grało się tu dobrze i mam nadzieję, że w nowym klubie nic się nie zmieni. Największe wrażenie, choć pewnie nikogo to zdziwi, zrobili na mnie kibice Orła, dzięki którym zawsze jest łatwiej grać u siebie. Mam nadzieję, że w nowym sezonie ich dopingu również nie zabraknie – podsumował Kąkol.

Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu Futsal Ekstraklasy startujemy z programem ORZEŁ+

Na czym to polega?

Już teraz możesz wykupić miejsce na koszulce jednego z zawodników i tym samym ufundować mu stałe miesięczne stypendium.

Zawodnika wybierasz Ty sam.

Może to być Maciej Foltyn, ale także każdy inny z naszych Orłów: Arek Szypczyński, Mykola Morozow, Maksym Pautiak, Janis Pastars, Kacper Kędra, Kacper Goliński, Damian Makowski, Filip Turkowyd, Kacper Opatowski, Kacper Sykulski, Kamil Pach, czy też nasz najnowszy nabytek Szymon Cichy.

Tym samym w miejscu zaznaczonym na zdjęciu pojawi się logo Twojej firmy, Twoje imię i nazwisko, nazwa Waszej grupy, bądź też Wasze wspólne zdjęcie. Akcja przeznaczona jest bowiem nie tylko dla osób indywidualnych, ale również dla grup, paczek znajomych oraz przyjaciół.

Jakie korzyści z tego płyną dla Ciebie?

Poza ekspozycją reklamy na koszulce oraz reklamami w mediach społecznościowych i materiałach meczowych proponujemy również:

✅Jeden trening w miesiącu z zespołem,
✅Jeden trening indywidualny z zawodnikiem,
✅Wejście do szatni po wygranych meczach,
✅Pamiątkowe zdjęcia,
✅Przejęcie danej koszulki po zakończeniu sezonu na własność.

Chcesz wiedzieć więcej? Napisz do nas na facebooku lub na przemyslaw.olechowski@orzelfutsal.pl.

Koniec sezonu, to czas podsumowań. Po wyborze bramki oraz zdjęcia sezonu nadszedł czas na analizę, a w tej, na tle innych zespołów prezentujemy się dobrze. Szczególnie widać to w defensywie, gdzie Orły, względem poprzedniego sezonu wykonały spory postęp.

Sezon 2019/20 w Futsal Ekstraklasie oficjalnie zakończył się 14 maja. Można powiedzieć, że na dwa dni przed ostatnią planową kolejką, ale tak naprawdę za datę zakończenia rozgrywek spokojnie można uznać 8 marca, kiedy to Red Devils Chojnice zagrało ostatnie spotkanie z GI Malepszy Futsal Leszno.

Dla Acany Orła był to z pewnością dobry sezon. To w nim jelczanie pobili swój rekord meczów z rzędu bez porażki, który ostatecznie zatrzymał się na jedenastu spotkaniach. Dzięki temu drużyna prowadzona przez Jesusa Lopeza cały czas utrzymywała kontakt z ligową czołówką, a do podium zabrakło jej ostatecznie kilku punktów.

– Trudno jest mówić o zakończeniu sezonu, ponieważ nie byliśmy w stanie go w całości rozegrać. Był to jednak już nasz drugi sezon w Futsal Ekstraklasie i kolejny raz walczyliśmy w nim o najwyższe lokaty. Podobało mi się w nim to, że zespół mimo przyjścia wielu nowych graczy potrafił postawić się innym, silnym rywalom i niejednokrotnie urwać im punkty. Było to widać chociażby po pierwszej rundzie, w której byliśmy zespołem z najmniejszą liczbą straconych bramek. Dzięki temu mogliśmy chociażby do ostatniego meczu z Constractem walczyć o podium. W pucharze Polski również myślę, że pokazaliśmy się z dobrej strony, bo na pewno spotkania z Rekordem nie można uznać za słabe w naszym wykonaniu – mówi Jesus Lopez trener Acany Orła.

W tym sezonie pobity został także rekord, jeśli chodzi o najwyższe zwycięstwo Orłów na poziomie Futsal Ekstraklasy. Miało to miejsce w 6. kolejce, a jelczanie pokonali wtedy u siebie AZS UŚ Katowice 8:2.

– Gdyby ostatni mecz potoczył się inaczej na pewno rozmawialibyśmy w innych nastrojach, ale mimo tego był to dla nas dobry sezon. Stworzyliśmy bardzo silną drużynę, która potrafiła walczyć z każdym i zaliczyć wyjątkowo długą serię spotkań bez porażki. Słowa uznania należą się tu każdemu zawodnikowi, który włożył swój wysiłek na treningu. To owocowało bowiem podczas spotkań, po których niejeden raz słyszeliśmy, że gramy naprawdę dobry i ładny futsal. Drużyna w ciągu sezonu dość mocno się zmieniła, dlatego nie możemy o nikim zapomnieć! Walka o najwyższe cele nie byłaby możliwa, gdyby nie nasz trener, który co roku zaskakuje mnie nowymi metodami treningowymi oraz podejściem do zawodników. Na koniec podziękowania należą się zarządowi klubu, całemu sztabowi, pracownikom CSiR oraz najlepszym kibicom, bez których nie mielibyśmy możliwości trenowania, rozgrywania spotkań oraz przeżywania tak wielkich emocji – podsumowuje Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.

Patrząc na poprzedni sezon, średnia punktów na mecz jest nieco gorsza. Wtedy wynosiła ona bowiem 1.77, zaś teraz 1.55.

– Jestem bardzo wymagającą osobą i kiedy tracimy punkty, nie mogę przestać myśleć o powodzie tego… Myślę jednak, że czasem porażki są potrzebne. Tak było np. po spotkaniu z Gwiazdą Ruda Śląska, kiedy zespół wskoczył na bardzo wysoki poziom. Oczywiście mogliśmy wygrać więcej spotkań, dzięki czemu dziś cieszylibyśmy się może z medalu, ale czasem brakowało nam odrobiny szczęścia i doświadczenia. Takim przykładem może być jak najbardziej spotkanie w Lesznie, ale osobiście zamiast tego wolałbym pokonać Rekord, Constract, Gattę i GSF, z którymi gubiliśmy punkty przed własną publicznością, czego wyjątkowo nie lubię – dodaje szkoleniowiec Acany.

Ostatecznie trudno jest mówić o równym liczeniu punktów, kiedy spotkania rewanżowe nie zostały rozegrane ze wszystkimi rywalami. Można nawet powiedzieć, że Orzeł miał nieco pecha – na pięć drużyn, z którymi jelczanie mierzyli się w drugiej rundzie, trzy znalazły się w pierwszej czwórce. Patrząc szerzej, to jedynie Rekord, obok Acany Orła miał rozegranych osiem spotkań z zespołami znajdującymi się w pierwszej szóstce. Jedno mniej miały Constract oraz Clearex, zaś sześć FC KJ Toruń i Gatta Zduńska Wola. Być może gdyby terminarz ułożył się inaczej, dziś ta średnia byłaby wyższa, a i pozycja w tabeli lepsza.

Jelczanie nie wyglądali bowiem słabo na tle najgroźniejszych rywali. Z czołówką zdobywali średnio 1.12 punktu na mecz, co daje im pod tym względem czwarte miejsce w małej tabeli.

1. Rekord Bielsko-Biała 2.50 pkt,
2. FC KJ Toruń 1.33 pkt,
3. Constract Lubawa 1.28 pkt,
4. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 1.12 pkt,
5. Gatta Zduńskaw Wola 0.83 pkt,
6. Clearex Chorzów 0.71 pkt.

Podobnie pechowo dla Orła wyglądało to w starciach z zespołami z dolnej części tabeli. Gdyby wziąć pod uwagę jedynie spotkania z ostatnią czwórką, to o jedno więcej od Orła miały rozegrane zespoły Constractu, Gatty oraz FC KJ Toruń. Tyle samo miał Clearex, a najmniej – ani jednego w rundzie rewanżowej – Rekord.

Na plus z pewnością trzeba oddać Orłom grę obronną. Do spotkania z Constractem Lubawa była to najlepsza formacja defensywna w lidze. Ostatecznie nasi zawodnicy spadli na drugie miejsce, ale i tak wykonali pod tym względem ogromny postęp.

Sezon 2015/16 – 4.95 stracone bramki na mecz (I liga),
Sezon 2016/17 – 2.80 (I liga),
Sezon 2017/18 – 1.86 (I liga),
Sezon 2018/19 – 3.03 (Futsal Ekstraklasa),
Sezon 2019/20 – 1.88 (Futsal Ekstraklasa)
.

A tak wygląda to na tle innych zespołów:

1. Rekord Bielsko-Biała – 1.83 straconej bramki na mecz,
2. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – 1.88,
3. Piast Gliwice – 2.44,
4. FC KJ Toruń – 2.77,
5. Constract Lubawa – 2.83,
5. Clearex Chorzów – 2.83,
7. Gatta Zduńska Wola – 2.88.

Zwracając uwagę z kolei na drugą stronę boiska i grę ofensywną, można wyróżnić tu procent strzałów celnych, które zakończyły się golem. Pod tym względem Orzeł plasuje się na trzecim miejscu w całej lidze.

1. Rekord Bielsko-Biała – 25% celnych strzałów zakończonych bramką,
2. Clearex Chorzów – 24%,
3. Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 22%
3. Gatta Zduńska Wola 22%
3. GSF Gliwice 22%
6. Constract Lubawa 21%
6. Piast Gliwice 21%

Do wysokiej skuteczności oddawanych strzałów najbardziej przyczynił się Arkadiusz Szypczyński, który z dorobkiem ośmiu bramek został najlepszym strzelcem Orłów w tym sezonie. Tuż za jego plecami znalazł się Sergio Solano, a podium uzupełnili ex aequo Marcin Firańczyk, Gustavo Henrique oraz Mykola Morozow.

Orły trenera Chusa należy pochwalić również za grę fair-play. Jelczanie, obok Constractu popełnili najmniej fauli spośród wszystkich zespołów – 6,77 na spotkanie. Dodatkowo, po Rekordzie byli drugim zespołem z najmniejszą liczbą kartek (22 żółte i 1 czerwona).

Czysta gra naszych zawodników nie przeniosła się jednak na to, że inne zespoły traktowały je tak samo. Orzeł był bowiem trzecim zespołem w lidze z największą liczbą przyznanych rzutów wolnych i karnych. Średnio otrzymywali ich 8.05 na mecz.

Teraz przed jelczanami kilkumiesięczna przerwa od rozgrywek. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w przyszłym sezonie poza zawodnikami na parkiecie, pojawią się również kibice na trybunach. Okazji do tego będzie sporo, ponieważ liga powiększy się prawdopodobnie o cztery nowe zespoły, które z pewnością, śladem Orła z sezonu 2018/19, będą chciały na stałe zameldować się ligowej czołówce.

Na naszym oficjalnym profilu na Facebooku trwa głosowanie na najpiękniejszą bramkę sezonu. Zachęcamy wszystkich do udziału w zabawie.

Więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ

Przemysław Olechowski, nowy prezes Acany Orła nie jest człowiekiem znikąd. W klubie był już jakiś czas, a aby lepiej zrozumieć jego grę ukończył kurs trenerski. W rozmowie z nami zapowiada, że na trudne czasy potrzebne są przemyślane i odważne decyzje. Do pomocy w ich realizacji już teraz zachęca wszystkich sympatyków Orła.

Czy chęć rezygnacji Sebastiana Bednarza z funkcji prezesa Orła była dla Pana zaskoczeniem?

Wiele razy rozmawiałem z Sebastianem o jego odejściu, więc zaskoczenia nie było. Wiem też, że mogę liczyć na jego pomoc w każdym momencie, więc na pewno nie zostaję sam.

Kiedy zapadła ostateczna decyzja o zmianie prezesa klubu?

Tuż po majowym weekendzie. Wtedy się też spotkaliśmy, aby zaplanować ewentualne dalsze działania.

Nie było żadnych obaw przed objęciem funkcji prezesa?

Oczywiście, że były i nadal są. Szczególnie teraz, kiedy trudno będzie o nowych sponsorów. Klub to nie zabawka, ale połączenie biznesu z emocjami. Jeśli między tym nie ma balansu, to zaczynają się problemy. Nie raz zadawałem sobie pytanie: „Po co Ci to?”. Zawsze jednak z tyłu głowy miałem cytat z Marka Twaina, który szybko dawał mi odpowiedź: „ Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.”

Obowiązków teraz będzie zdecydowanie więcej?

Oczywiście, że tak. Dlatego też zapraszam wszystkich, którzy mają w sercu Orła do współpracy. Potrzeba nam otwartych głów, szerokiego spojrzenia i rąk do pracy. Orzeł to lokalny klub. Klub ludzi z pasją i zaangażowaniem.

Co dla kibiców będzie oznaczać ta zmiana? Po ogłoszeniu rezygnacji prezesa Bednarza pojawiły się komentarze, że Orzeł niedługo może przestać istnieć.

W realiach pandemii wielu klubom grozi likwidacja. Ja jestem jednak dobrej myśli i stoję na stanowisku, że kiedy wydaje się, że wszystko się skończyło, to wtedy dopiero wszystko się zaczyna.

Czy ze względu na to, że był Pan już przy Orle, możemy spodziewać się podobnego prowadzenia klubu?

Jestem w klubie od kwietnia zeszłego roku. Poznałem jego strukturę i organizację. Zrobiłem również kurs trenerski, aby dokładnie zrozumieć czemu nasi zawodnicy grają w ten sposób, a nie inny. Na trudne czasy potrzebne są przemyślane i odważne decyzje. Niektóre mogą wydawać się niezrozumiałe, niektóre dziwne, a jeszcze inne szalone. Jednak to, że pójdziemy taką droga nie oznacza, że nie zmierzamy do tego samego celu.

Miejsce na nowe pomysły również się znajdzie?

Pomysłów mam wiele. Chcę, aby mecze Orła były lokalnym świętem. Chcę, aby rodziny z dziećmi mogły przychodzić na mecze i w bezpiecznej oraz kulturalnej atmosferze przeżyć emocjonujące widowisko. Widowisko z oprawą i atrakcjami. Do realizacji pomysłów będę potrzebował zebrać fanów Orła, którzy obdarzą mnie zaufaniem i pomogą w ich realizacji. Nie ma możliwości, aby jeden człowiek, czy nawet kilku było wstanie udźwignąć tak duży projekt. Z tego powodu ogromny szacunek należy się też Sebastianowi oraz Jarkowi Patałuchowi, którzy od podstaw zbudowali i prowadzili Orła.

A jak będzie wyglądać sytuacja z Futsal Masters? Czy po ewentualnym zażegnaniu pandemii koronawirusa w Jelczu-Laskowicach ponownie zawitają wielkie marki?

Futsal Masters to projekt Sebastiana i chcę aby takim pozostał. Jeśli stwierdzi, że chce go nadal realizować klub mu w tym z pewnością pomoże.

Orzeł nadal będzie znajdował się w czołówce Futsal Ekstraklasy?

Przyszły sezon to wciąż jedna wielka niewiadoma. Nie wiemy ile zespołów będzie grało w Futsal Ekstraklasie? Ile drużyn spadnie z niej po sezonie? Czy będzie możliwość grania z kibicami na trybunach? Kiedy zaczniemy nowy sezon? Aktualnie jest zbyt dużo znaków zapytania, aby składać jakiekolwiek deklaracje. Mimo to wiem, że jeśli tylko pojawi się możliwość grania, drużyna na pewno będzie gotowa zostawić serce na parkiecie.

Gdzie zatem widzi Pan Orła za rok?

Z trenerem Chusem Lopezem w grze o najwyższe cele.

Koronawirus zatacza coraz większe kręgi. O obecnej sytuacji z tym związanej, ale także o tym jaki kształt tabeli powinien obowiązywać na koniec sezonu porozmawialiśmy z naszym szkoleniowcem Jesusem Lopezem.

Aktualnym tematem numer jeden, co nie może dziwić jest epidemia koronawirusa. Jak zatem wygląda obecna sytuacja zdrowotna w zespole?

– Z zespołem aktualnie jest wszystko w porządku. Zawodnicy rozumieją obecną sytuację i żaden z nich, ani nikt z ich rodziny nie jest chory.

Uważa trener, że zawieszenie rozgrywek Futsal Ekstraklasy jest dobrym rozwiązaniem? Początkowo mecze miałyby być rozgrywane „jedynie” bez udziału publiczności.

– To, co dzieje się w ostatnich tygodniach, jest bardzo niebezpieczne. Sytuacja jest bardzo delikatna i każdy szczegół, aby zatrzymać tego wirusa będzie ważny. Każdy musi działać z pełną powagą i odpowiedzialnością. Wstrzymanie rozgrywek wydaje mi się najlepszą decyzją. Większość graczy w Futsal Ekstraklasie nie jest zawodowcami i klubom trudno byłoby kontrolować zdrowie swoich zawodników. Nikt też nie byłby w stanie zagwarantować, że spotkanie można rozegrać bez ryzyka zarażenia się. Nawet dla najbardziej profesjonalnych klubów, jak Juventus, czy Real Madryt jest to trudne.  

Jak wyglądać będą teraz treningi? Dla utrzymania rytmu meczowego będą przeprowadzane gry wewnętrzne, czy może zawodnicy dostaną po prostu więcej czasu wolnego?

– Nasz ostatni trening odbył się w czwartek, a obecnie wszyscy zawodnicy mają wolne do 22 marca włącznie. Jeśli sytuacja się poprawi, to wrócimy do treningów, ale teraz nie chcę w żaden sposób ryzykować czyjegoś zarażenia się.

Jak obecnie wygląda sytuacja w Hiszpanii, z której trener pochodzi? Tam także rozgrywki futsalowe zostały zawieszone?

W Hiszpanii sytuacja wygląda podobnie, jak w pozostałej części Europy. Koronawirus każdego dnia obejmuje coraz większą liczbę ludzi. Tamtejsza liga futsalu (LNFS) została zawieszona na dwa tygodnie, aby zobaczyć czy w dalszych dniach stan epidemii ulegnie zmniejszeniu się, czy też nie. Trudno w tym momencie cokolwiek przewidzieć. Czy liga mogłaby zostać zakończona? Nie wiem.

Co trener sądzi o pomyśle zakończenia bieżącego sezonu po ostatniej rozegranej kolejce? Czy przydzielenie aktualnych na tamten moment miejsc jest dobrym rozwiązaniem, czy też cały sezon powinno się anulować?

Mistrza Polski znamy już praktycznie od lutego, więc z tym nie ma problemu. Jeśli jednak chodzi o pozostałe medale i ewentualne spadki, to anulowałbym wszystko. Nie wydaje mi się sprawiedliwe, aby liga zakończyła się teraz i niektóre drużyny zdobyły medale lub spadły z ośmioma nierozegranymi spotkaniami. Znajdujemy się w szczególnie trudnej sytuacji i należy z tego względu podjąć także trudne decyzje. Może w przyszłym roku ekstraklasa z 16 drużynami?

W związku z rozwijającą się wciąż epidemią koronawirusa spotkanie 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między AZS-em UŚ Katowice i Acaną Orłem Jelcz-Laskowice zostanie rozegrane bez publiczności.

Przykro nam to pisać, ale bezpieczeństwo kibiców oraz zawodników jest najważniejsze.

W związku z decyzją premiera Mateusza Morawickiego o odwołaniu wszystkich imprez masowych na terenie kraju informujemy, że mecz 19. kolejki Futsal Ekstraklasy między zespołami AZS-u UŚ Katowice a KS Acaną Orłem Futsal Jelcz-Laskowice odbędzie się bez udziału publiczności.

Liczymy na to, że decyzja ta zostanie w pełni zrozumiana przez naszych kibiców. Zawsze mogliśmy liczyć na wasz doping oraz wasze wsparcie. Teraz jednak chcielibyśmy Was prosić o pozostanie w domach i obejrzenie spotkania poprzez stronę internetową TVcom.pl. Zarówno wasze, jak i nasze zdrowie jest najważniejsze.

O kolejnych ewentualnych spotkaniach bez udziału publiczności będziemy informować na bieżąco.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice przegrał z Constractem Lubawa 2:3. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Kacper Kędra. Dla gospodarzy była to pierwsza porażka u siebie od prawie pół roku.

Starcie czarnych koni, jak można było określić spotkanie Acany Orła z Constractem Lubawa zapowiadało się niezwykle interesująco. Na parkiecie w Jelczu-Laskowicach mieli bowiem zmierzyć się ze sobą dwaj pretendenci do medalu tegorocznych rozgrywek.

Poprzeczka jaką zawiesili jelczanie dla swoich rywali znajdowała się jednak wyjątkowo wysoko. Do tej pory jedynie Rekord Bielsko-Biała wyjechał z Dolnego Śląska z kompletem punktów, a i tak do końca musiał drżeć o wynik.

Początek meczu nie zwiastował, aby lubawianie mieli być kolejną, po Rekordzie drużyną, która do domu będzie mogła wrócić zwycięsko. Pierwszy groźny strzał oddali dopiero w 7. minucie, kiedy to bliski pokonania Macieja Foltyna był Pedrinho.

Kolejne próby okazały się już jednak skuteczne. W niecałą minutę defensywa Orła została dwukrotnie przechytrzona, a na listę strzelców wpisali się odpowiednio Paweł Kaniewski oraz Bartłomiej Piórkowski.

Reakcja Jesusa Lopeza była natychmiastowa. Hiszpan wziął czas, co było nie tylko potrzebnym, ale i dobrym posunięciem. Nie minęło bowiem wiele czasu, a po asyście Marcina Firańczyka piłkę do siatki rywala skierował Kacper Kędra.

Wyrównać przed przerwą próbowali jeszcze m.in. Mykola Morozov, Janis Pastars, czy też Marcin Firańczyk, ale ich uderzenia były albo blokowane, albo niecelne.

Swego udało się dopiąć w 24. minucie. Wtedy to do rzutu wolnego ustawionego tuż przed polem karnym podszedł Kacper Kędra. I kiedy wszyscy spodziewali się rozegrania, ten uderzył płasko, obok muru, nie dając bramkarzowi szans na jakąkolwiek interwencję.

Dwubramkowy remis utrzymywał się dość długo i trudno było wskazać zespół, który ewentualnie byłby bliższy objęcia prowadzenia. Na nieszczęście Orła był to Constract, który po dość przypadkowej bramce Pedro Pereiry mógł ponownie objąć kontrolę nad spotkaniem.

Po tym trafieniu jelczanie nie byli już w stanie odpowiedzieć. W końcówce bliski gola był Maksym Pautiak, ale piłka po jego uderzeni przeszła minimalnie obok słupka.

Końcowa syrena oznaczała porażkę jelczan. Pierwszą od niemalże pół roku przed własną publicznością. Zwycięstwo Constractu dało im pozycję wicelidera. Orzeł pozostał na 6. miejscu, ale jego strata do podium urosła już do pięciu oczek.

– Czujemy lekki niedosyt, bo pomimo problemów kadrowych potrafiliśmy przeciwstawić się tak mocnej drużynie, jaką jest Constract. Dwie szybko stracone bramki są oczywiście winą naszego braku koncentracji, ale myślę, że jest to do naprawienia i wtedy nasza gra obronna powinna wyglądać już o wiele lepiej – stwierdził Maciej Foltyn, kapitan Acany Orła.  

– Chcieliśmy kontrolować to spotkanie, utrzymywać się długo przy piłce i myślę, że po części nam to wychodziło. Dwie bramki oczywiście cieszą, ale na końcu zawsze liczy się wynik drużyny. Dziś przegraliśmy i teraz możemy myśleć już tylko o następnym meczu – mówił Kacper Kędra.

Acana Orzeł Jelcz-Laskowice – Constract Lubawa 2:3 (1:2)
Kacper Kędra 10′, 24′ – Paweł Kaniewski 8′, Bartłomiej Piórkowski 8′, Pedro Pereira 32′.

Acana Orzeł: Foltyn (Charrier) – Pastars, Morozov, Pautiak, Szypczyński – Pach, Firańczyk, Makowski, Kędra, Turkowyd.

Constract: Darias (Okuniewski G., Zelma) – Pereira, Grubalski, Pedrinho, Budzyn – Bolea, Kaniewski, Marinho, Piórkowski, Ossowski, Raszkowki, Okuniewski J.

Przed Acaną Orłem kolejny ważny mecz. Do Jelcza-Laskowic przyjedzie tym razem beniaminek Futsal Ekstraklasy, Constract Lubawa. Poprzednie spotkanie obu drużyn zakończyło się remisem 2:2.

Z czym Constract Lubawa może kojarzyć się kibicom Orła?

Pierwsze co przychodzi na myśl, to z pewnością baraże o Futsal Ekstraklasę z maja 2017 roku. Wtedy górą okazali się być gracze z północy Polski, którzy w dwumeczu pokonali jelczan 5:2. I choć ostatecznie lubawianie odpadli na drugim etapie walki o awans, to swego dopięli.

Po poszerzeniu najwyższej klasy rozgrywkowej Constract zameldował się w futsalowej elicie i swoimi wynikami z debiutanckiego sezonu przypomina… Acanę Orła.

Po 17. kolejce minionych rozgrywek rezultaty Orła prezentowały się następująco:
2. miejsce, 36 punktów, bilans bramkowy 64:48

Z kolei aktualny wynik Constractu to:
3. miejsce, 31 punktów, bilans bramkowy 61:49

Oczywiście obu sezonów nie da się porównać tak samo, bowiem rok temu liga miała zupełnie inny kształt. Powyższe liczby pokazują jednak, że pewne podobieństwo zachodzi.

Czy możemy zatem w Jelczu-Laskowicach spodziewać się starcia dwóch czarnych koni ostatnich rozgrywek? Z pewnością tak.

Już pierwszy mecz obu zespołów pokazał, że Constract nie będzie do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie, a raczej mierzyć w górne rejony tabeli. Lubawianie byli wtedy bardzo blisko pokonania Acany Orła, ale na bramkę Arkadiusza Budzyna z 38. minuty momentalnie odpowiedział Maksym Pautiak.

Teraz stawka spotkania jest o wiele większa. W walkę o dwa wolne miejsca na podium zaangażowanych pozostało pięć zespołów. I choć Orzeł nie startuje do niego z pole position, to z pewnością nie znajduje się na straconej pozycji.

W końcu w Jelczu-Laskowiach wygrać udało się tylko Rekordowi, a z pustymi rękami wracały stąd już takie drużyny jak FC KJ Toruń, czy też Clearex Chorzów.

Czy Constract będzie kolejnym, który do domu powróci na tarczy? O tym przekonamy się już w sobotę – 7 marca o godzinie 18.00. Bilety w cenie 5 oraz 15 złotych nabywać można w kasach CSiR Jelcz-Laskowice.