Acana Orzeł Jelcz-Laskowice w dość niecodzienny sposób rozpoczął nowy sezon Futsal Ekstraklasy. W wyjazdowym spotkaniu z beniaminkiem ligi – GSF-em Gliwice gracze Jesusa Lopeza zremisowali bowiem 0:0. 

Na ten dzień kibice futsalu w Polsce czekali ponad trzy miesiące. Po tak długim czasie fani Acany Orła doczekali się jednak swoich zawodników na boisku, a konkretnie na hali w Gliwicach, gdzie jelczanie mierzyli się z beniaminkiem Futsal Ekstraklasy – GSF-em Gliwice.

Zespół Jesusa Lopeza, jako czwarta drużna poprzedniego sezonu, był faworytem spotkania. Mimo to Orły podeszły do tego wyzwania z należytą pokorą, wiedząc, że to co na papierze trzeba potwierdzić jeszcze boisku.

Od pierwszego gwizdka sędziego widać było, że gospodarze są mocno zmotywowani, aby pokazać się z jak najlepszej strony. GSF grał agresywnie i szybko doskakiwał do graczy Acany Orła. Ci potrafili jednak przeciwstawić się rywalom, co pozwoliło im stworzyć kilka klarownych sytuacji. Blisko pokonania Barteczka byli m.in. Janis Pastars, czy też Maksym Pautiak.

Z czasem do głosu zaczęli dochodzić także gospodarze, którzy swoich okazji szukali głównie po uderzeniach zza pola karnego. Na posterunku zawsze stał jednak Maciej Foltyn, który albo notował skuteczną interwencję na linii bramkowej, albo przecinał głową dalekie podania rywali.

W końcówce zagrozić gliwiczanom ponownie spróbowali zawodnicy Acany Orła. Ich okazje nie zakończyły się jednak zdobyczą bramkową. Blisko wpisania się na listę strzelców byli chociażby Kacper Kędra, czy też Marcin Firańczyk, ale przy silnie broniących zawodnikach GSF-u nie mogli oddać w pełni dobrego strzału. Ostatecznie na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 0:0, co przy wysokim tempie spotkania zapowiadało kolejną dawkę emocji na najwyższym poziomie.

Po zmianie stron kibice gospodarzy nie mogli być zawiedzeni. Ich zawodnicy ponownie rozpoczęli od wysokiego pressingu, który na szczęście Acany Orła, nie przyniósł im wielu korzyści w postaci strzałów na bramkę Macieja Foltyna.

Sygnał do ataku gliwiczanom dał w 29. minucie Tomasz Lutecki. Kapitan zespołu wszedł z piłką w pole karne i mając przed sobą już tylko golkipera Acany Orła uderzył prosto w niego. Poza tą akcją trudno było doszukać się podobnych prób po obu stronach. Zarówno GSF, jak i Acana grali bardziej zachowawczo niż w pierwszej części spotkania. Można było odnieść wrażenie, że o ostatecznym wyniku może zadecydować jedno trafienie, a to na pewno ograniczało ryzyko, jakie mogły ponieść oba zespoły.  

Zdecydowanie najbliżej wpisania się na listę strzelców był Ixemad Gonzalez. Hiszpan dwukrotnie próbował zaskoczyć golkipera GSF-u. Za pierwszym razem, jego uderzenie wybronił jeszcze Barteczek, ale przy drugiej próbie pomóc musiała mu już poprzeczka.

Na dwie minuty przed końcem spotkania trener Jesus Lopez zdecydował się na wzięcie czasu, aby ostatni raz, w tym decydującym momencie przekazać swoje wskazówki zawodnikom Acany Orła.

Taka zagrywka nie pomogła jednak w osiągnięciu celu, jakim było zdobycie zwycięskiego gola. Końcowa syrena oznaczała dla obu drużyn podział punktów, który jednak trzeba szanować. GSF rozegrał dobre spotkanie i na swoim terenie pewnie jeszcze niejeden raz odbierze komuś komplet punktów.

GSF Gliwice – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice 0:0 (0:0)

GSF Gliwice: Barteczka (Szafrański) – Mirga, Lutecki (C), Pasierb, Wilk – Gładczak, Czech, Węgiel, Kędziora, Rabiej, Sitko, Szyszko, Cichy.

Acana Orzeł: Foltyn (C) (Charrier) – Morozov, Firańczyk, Kędra, Pautiak – Henrique, Solano, Pastars, Marquina, Gonzalez, Szypczyński.